Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
O życiowej nieprzystawalności
2017-11-14, 22:34:55
Post: #1
O życiowej nieprzystawalności
Wstęp, czyli com czynił, zanim się był oddał pisaniu niniejszego.

O tym muszę przede wszystkim we wstępie wspomnieć, że się dziś osobliwie wcześnie zbudziłem, bo o godzinie szóstej. Rzecz to tym więcej dziwaczna, że podobnie dziać mi się zwykło tylko w Warszawie, gdzie za łoże służy mi podłogowe podłoże, bo posłania dla mnie nie staje. Nie sarkam jednak na takowe przyjezdnego impedimenta.
Zbudziłem się przeto wybitnie porannie i już to sumptem rodzinnym, już to własnym przemysłem dostałem się na warszawską Wolę. Gdy nie bez trudu prostokątnego, zwieszającego mi się z prawej ręki za czarną rączkę dotarłem do mrocznego wnijścia do mieszkania, drzwi zastałem zamknięte. Począłem tedy energicznym, acz dokładnie skalibrowanym ruchem lewej ręki zadawać kciuk dzwonkowi drzwiowemu, lecz na próżno (jako podówczas i w mym żołądku). Ponieważ godzinę ustaliłem na kwadrans po ósmej, śniadać zaś zwykłem piętnaście minut wcześniej, zniecierpliwienie me wzrosło, wzniecone tyle podlejszym głodem, co szlachetniejszym wzburzeniem z powodu nieumyślnego gwałtu na własnych obyczajach. Uderzyłem teraz we drzwi, bez już żadnego porządku, byleby być słyszanym,samemu słuchając, czy zostałem usłyszany. Nikt jednak nie wołał, poszedłem.
Niechybnie skierowałem kroki ku pobliskiemu KFC, nie po to jednak, aby zadośćuczynić trzewiom. Nie jadam w podobnych lokalach, niepodobieństwem byłoby bowiem dla mnie spożywać cokolwiek poza domem, i to samotnie. Złożyłem kurczętom na rożnie rozpiętym wizytę, aby odebrać klucz do mieszkania. Posiadał go Petrus Pinguis, Lord of the Lard, Piotr zwany przeze mnie Szmalcownikiem.
Szmalcownik – gwarowe słowo, które w Polsce przed II wojną światową miało kilka podobnych znaczeń: przemytnik, paser lub łapówkarz. Nic z tych rzeczy. Piotra, mego drogiego współlokatora, ochrzciłem mianem Szmalcownika, gdyż w pracy swej ma za zadanie smażyć kurczęta na s(z)malcu. Nigdy bym go o takie, jak wyżej, niecności nie posądził, jego imię ma genezę wyłącznie kulinarną. Za czym klucz odeń odebrałem i powróciłem do mieszkania.
W środku przyłapałem in flagranti zwyczajowy tego miejsca nieporządek: w mrocznej sieni walały się torby przeróżnej wielkości i maści, których mamy w naszym lokum bez widomego celu wielką obfitość. W wyglądającej oknem na podwórze kuchni po lewej piętrzyła się mieszanina garnków, talerzy i sztućców, porosłych zresztą okalające zlew szafki i blaty tak, że łatwo mógłbyś, kuchenny detektywie, dojść po stopniu ich zabrudzenia, w jakim porządku zostały użyte dla zaspokojenia głodu oraz kiedy dokładnie z nich jedzono. Nie zająłem się jednak tą, jakkolwiek interesującą, sprawą i wszedłem do pokoju na prawo. Tu znajdowało się serce mieszkania, centrum dowodzenia i kwatera główna. Oto przytulone do przeciwległych ścian łóżka, jedno większe, dla dwojga, drugie – kulawy i nieco przybrudzony tapczan. Każde z łóżek zbrojne było w biurko, nad każdym biurkiem zaś zwieszała się lampa o długiej szyi. Wśród nich, przycupnięty w rogu owego pokoju, trzymał wartę stół niewielkich rozmiarów, przetransferowany tu niegdyś z kuchni, gdzie służył celom głównie gospodarczym. Był to mój stół. Próżno szukałbyś jednak doń łóżka, którym jest dlań podłoga. Tylko biurkom przysługują łóżka. Jeślibyś jednak wypominał mi, że najgorzej wyszedłem z mieszkańców, ponieważ wybrałem sobie takie stanowisko bycia, nie zabrzmiałbyś racjonalnie. Nie mam władzy nad snami, lecz jestem panem pór roku, słońca i księżyca. W zimie jest mi ciepło za sprawą sąsiada – grzejnika z lewej. Latem widzę wyraźnie niebo i naszyte na nie twory niebieskie oraz chłonę zmienne w swych zapachowych humorach powietrze, ilekroć podniosę głowę znad drewnianej płaszczyzny. Wszystko to bowiem dzięki pośrednictwu drugiego sąsiada – okna, zamieszkującego szczyptę wyżej, nad grzejnikiem. Czy nadal uważasz mnie za człowieka nieszczęśliwego z powodu złego wyboru?
Widok wszystkich sprzętów w pomieszczeniu, ten sam od pół roku, był powszednio obojętny. Szybko pozbyłem się ciężaru ciągnącego mnie ku dołowi, odrzucając precz w kąt czarną walizkę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt: dotykiemwiatru @ go away spambots grd.pl | albo: grd @ go away spambots gazeta.pl | | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS