<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Dotykiem Wiatru - forum poezji amatorskiej. - Opowiadania]]></title>
		<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/</link>
		<description><![CDATA[Dotykiem Wiatru - forum poezji amatorskiej. - http://dotykiemwiatru.grd.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 20 May 2026 15:44:18 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Opowiem Wam legendę o czwartym mędrcu]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7879.html</link>
			<pubDate>Wed, 08 Jan 2025 00:07:43 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7879.html</guid>
			<description><![CDATA[Opowiem Wam legendę o czwartym mędrcu... <br />
Który jak i inni wyruszył w daleką podróż,<br />
Nie szczędząc swych ofiarnych wysiłków, <br />
Dla poskromienia długiej drogi trudów…<br />
Ta stara chrześcijańska legenda, <br />
Choć w tak różnych wersjach przetrwała, <br />
Kryje w sobie pewien szczególny morał, <br />
Wciąż aktualny pomimo upływu lat...<br />
<br />
Choć nie zapisał się w tradycji Kościoła, <br />
A w barwnych szopkach całego świata, <br />
Nie stoi upamiętniająca go gipsowa figurka, <br />
By cieszyć oczy niejednego malca…<br />
Trafił on do licznych tajemniczych legend,<br />
By z kolejnych stuleci upływem,<br />
Swym zasnutym pomroką dziejów życiem,<br />
Inspirować wciąż pokolenia kolejne…<br />
<br />
Jak i pozostali był mężem uczonym, <br />
Kształconym w medycynie, astrologii, <br />
Przeto odległe niedosięgłe gwiazdy, <br />
Nie miały przed nim żadnych tajemnic…<br />
Lecz on tylko tej jednej,<br />
Jaśniejącej u zarania naszej ery Gwieździe Betlejemskiej,<br />
Poświęcił swoje domysły niezliczone, <br />
Próbując rozwikłać jej zagadkę…<br />
<br />
Trzech planet tajemnicza koniunkcja, <br />
Ciekawość młodego uczonego roznieciła, <br />
A rozmyślając wciąż o niezwykłości tego zjawiska, <br />
Nocą do snu nie mógł zmrużyć oka...<br />
Trzy planety ustawione w jednej linii, <br />
Mars, Saturn i Jowisz,<br />
Zwiastunem być miały wydarzeń przełomowych,<br />
Mających odmienić oblicze ludzkości…<br />
<br />
Nowa na firmamencie nieba gwiazda,<br />
Łącząca się z nią prastara przepowiednia,<br />
Oznaczać miały narodziny króla,<br />
Któremu hołd odda cały świat…<br />
Przeto ku ziemiom dalekiego Izraela,<br />
Zapragnął zaraz w drogę wyruszać,<br />
Nie straszną mu była naga pustynia,<br />
Czyhające zewsząd w łańcuchach gór niebezpieczeństwa…<br />
<br />
Zaraz też dorobek całego życia, <br />
Bez wahania cały wyprzedał,<br />
By możliwą była daleka droga,<br />
W miejsce, które wskaże mu gwiazda…<br />
Tak bardzo pragnął tam dotrzeć, <br />
Nie bacząc na tak dalekiej podróży cenę,<br />
By ujrzeć przyszłego króla oblicze,<br />
Śpiące snem kamiennym niewinne dziecię…<br />
<br />
W wyszywanej złotymi nićmi sakwie, <br />
Ukrył skrzętnie dary swe wyszukane,<br />
Najdrogocenniejsze kamienie szlachetne,<br />
Przez możnych starożytnego świata pożądane…<br />
Już widząc oczyma duszy,<br />
Jak oddając dziecięciu pokłon uniżony,<br />
Ofiaruje mu w darze wszystkie te skarby,<br />
Dotykając zarazem wielkiej ludzkości tajemnicy…<br />
<br />
Przepiękny czerwony rubin, <br />
Będący symbolem wielkiej nieogarnionej miłości,<br />
Niepojętego Boga do ułomnych ludzi,<br />
Będących jedynie pyłem marnym,<br />
W promieniach słońca cudnie się skrzył,<br />
By wkrótce w darze złożony,<br />
W oczach niemowlęcia także się odbić,<br />
W tej jednej szczególnej, doniosłej chwili…<br />
<br />
I mieniący się w barwach morskich głębin,<br />
Tajemniczy, cudowny szafir,<br />
Będący symbolem wierności i czystości,<br />
W głębi sakwy skrzętnie ukrył…<br />
Także choć niewielka, najdrogocenniejsza perła, <br />
Stanowić miała kolejny wyszukany dar, <br />
Dla przyszłego wszystkich królów króla,<br />
Przepowiadanego przez stulecia Mesjasza…<br />
<br />
Zaraz też zakupione wielbłądy,<br />
Bez wahania pośpiesznie objuczył,<br />
Wszystkim co niezbędne do dalekiej drogi,<br />
Przez rozległej pustyni złote piaski…<br />
Lecz szydzący z ludzi los przewrotny, <br />
Do pełnej niebieskiej chwały betlejemskiej stajenki, <br />
Na czas dotrzeć mu nie pozwolił, <br />
Rzucając go w wir wydarzeń rozlicznych…<br />
<br />
Choć nie zdążył na umówione spotkanie, <br />
Z czcigodnymi Kacprem, Melchiorem, Baltazarem,<br />
By dzielić z nimi trudy podróży dalekiej,<br />
Obfitującej w niebezpieczeństwa wszelakie,<br />
Wciąż po śladach Chrystusa, <br />
Wiodły go kręte drogi jego życia, <br />
A on niestrudzony w uporze swym trwał, <br />
Ujrzenia na własne oczy Zbawiciela…<br />
<br />
Przeto za blaskiem tajemniczej gwiazdy,<br />
Sam jeden postanowił w drogę wyruszyć,<br />
Długimi nocami ciesząc nim swe oczy,<br />
Pragnąc urzeczywistnić niezliczone swe sny…<br />
I wciąż wędrował za swoją gwiazdą, <br />
Dając posłuch marzeniom,<br />
Na trudy dalekiej drogi nie bacząc,<br />
Przeciwnościom losu się nie kłaniając…<br />
<br />
Gdy dotarł utrudzony do pustej stajenki, <br />
Nie było w niej już Józefa i Maryi, <br />
Nocą przestrzeżeni snem proroczym, <br />
Udali się w daleką drogę ku Egiptowi…<br />
Zastał tylko już pusty żłóbek, <br />
W którym w rąbek z głowy matki zawinięte, <br />
Z czcią złożone było Boże Dziecię,<br />
Tamtej cichej a tajemniczej nocy powite…<br />
<br />
Niedbale wyciosanego, pustego żłóbka, <br />
Delikatnie, z szczerą czułością dotykał,<br />
Podświadomie bowiem dobrze rozumiał,<br />
Iż złożonym był w nim król całego świata…<br />
A kiedy pośród tej mizernej stajenki, <br />
Z zimna cichuteńko zakwilił,<br />
Zarzewiem nowej ery był niemowlęcia krzyk,<br />
Dając początek nowemu dziejów biegowi…<br />
<br />
Zostawiając za plecami ubogie Betlejem, <br />
Przeszyte niczym mieczem przeraźliwym krzykiem, <br />
Bezbronnych niemowląt zgładzonych okrutnie, <br />
W czasie biblijnej rzezi niewiniątek…<br />
Zawzięty tak bardzo w swym uporze, <br />
To jedno szczególne dziecię, <br />
Odnaleźć zamierzył za wszelką cenę,<br />
Nie oglądając się za siebie!<br />
<br />
Gotów był zawędrować i na świata kres,<br />
Byle nowonarodzonego króla odnaleźć, <br />
Nabyte za wyprzedany majątek kamienie szlachetne, <br />
Oddając uniżony pokłon złożyć mu w darze…<br />
I nic już nie miało dla niego znaczenia,<br />
Prócz tego najskrytszego marzenia spełnienia,<br />
Ujrzenia na własne oczy Zbawiciela,<br />
Przepowiadanego przez proroków od setek lat…<br />
<br />
Lecz drwiący ukradkiem los przewrotny,<br />
Rzucił go między samotnych i opuszczonych,<br />
By nad ich losem się ulitowawszy,<br />
Wzroku od nich nie śmiał odwrócić…<br />
Odtąd już jego dola,<br />
Przez długie lata miała być spleciona,<br />
Z tymi o których zapomniał świat,<br />
Zepchniętymi na margines społeczeństwa…<br />
<br />
W niekończącej się swej wędrówce, <br />
Widząc wokół siebie nędzę i biedę,<br />
Choć początkowo odwracał głowę,<br />
Jakiś niesłyszalny w duszy szept,<br />
Cichuteńko nakazał mu przystanąć, <br />
Zastanowić się nad obraną w życiu drogą,<br />
Wsłuchując się w płynący z głębi serca głos,<br />
Wbrew dumnemu światu postąpić na przekór…<br />
<br />
Gdy kolejne jasne dni, <br />
Płynęły nieśpiesznie w objęcia kolejnych nocy, <br />
On pędząc życie między chorymi i nędzarzami, <br />
Nikomu nigdy nie odmówił pomocy…<br />
Nie bał się leczyć trędowatych,<br />
Każdemu napotkanemu swą wiedzą służył,<br />
Znając sekrety starożytnej medycyny,<br />
Wiele chorób trawiących nędzarzy uleczył…<br />
<br />
Ci od których starożytnego świata możni,<br />
Wzgardziwszy nimi się odwrócili,<br />
Ku niemu z nadzieją kierowali swe kroki,<br />
Prowadzeni szeptem Nadziei…<br />
Cierpiący na wszelkie możliwe choroby,<br />
Zawsze znaleźli u niego słowa pociechy,<br />
Każdego podług swej wiedzy leczył,<br />
Nigdy od nikogo nie biorąc zapłaty…<br />
<br />
Swymi sekretnymi maściami,<br />
Sporządzonymi podług receptur tajemnych,<br />
Ofiarnie leczył nędzarzy wrzody,<br />
Nikomu nigdy nie okazując pogardy…<br />
Naszykowanymi starannie z ziół okładami,<br />
Leczył stare jątrzące się rany,<br />
Nawet najpaskudniejszym, zaropiałym i zakażonym,<br />
Wytrwale pomagając się zabliźnić…<br />
<br />
Gdy tak rok za rokiem,<br />
Uświęcony codziennym znojem i trudem,<br />
Na cierpiącym bliźnim pomocy ofiarnej,<br />
Kolejny mijał niepostrzeżenie…<br />
Nie dostrzegał na twarzy kolejnych zmarszczek,<br />
Pojedynczych siwych włosów na głowie,<br />
Ni tego jak z każdym kolejnym miesiącem,<br />
Z sił z wolna opadając stawał się starcem…<br />
<br />
Temu którego wytrwale wciąż szukał,<br />
Tak bardzo zarazem podobnym się stawał,<br />
Dzięki zawziętości i hartowi ducha, <br />
Miłosierdziu okazywanemu bliźnim każdego dnia…<br />
Każdy swój Miłosierdzia uczynek, <br />
Kładł na codziennych wyrzeczeń szalę,<br />
Wierząc że kiedyś nastąpi dzień,<br />
Gdy spotka się z wszystkich królów królem…<br />
<br />
Gdy czas włosy siwizną przyprószył, <br />
A kolejne lata upłynęły jak z bicza strzelił, <br />
Kiedyś przypadkiem doszły go słuchy, <br />
O świętym mężu liczne cuda czyniącym…<br />
Potrafiącym jedynie mocą swego słowa,<br />
Ślepców, chromych, trędowatych uzdrawiać,<br />
Opłakiwanych przez bliskich, zmarłych wskrzeszać,<br />
Złożonych na marach do życia przywracać…<br />
<br />
Choć tak bardzo już się zestarzał, <br />
Odżyła w nim dawna Nadzieja,<br />
Choć przez krótką chwilę ujrzenia,<br />
Tego którego całe życie szukał…<br />
Zamyślił tedy czasu nie tracić<br />
I pomimo późnej wieczornej pory,<br />
Czym prędzej udać się do Jerozolimy,<br />
By widokiem króla królów swe oczy nasycić…<br />
<br />
Choć wszystkie jego skarby przepadły, <br />
Nim dotarł utrudzony do celu podróży, <br />
A rozdawszy wszystko głodnym i ubogim, <br />
Nie miał czym swego Zbawiciela uczcić…<br />
Wciąż mógł mu ofiarować najcenniejszy dar<br />
Swego przepełnionego dobrocią serca,<br />
Wspanialszy niż skrzącego rubinu blask,<br />
Cenniejszy niż najwyszukańsza perła…<br />
<br />
Gdy dotarł nocą do wieczernika,<br />
Nikogo w nim już nie zastał,<br />
Pustą była odświętna izba,<br />
Dawno zakończyła się Ostatnia Wieczerza…<br />
Od napotkanego apostoła Piotra,<br />
Nie zdołał zasięgnąć języka,<br />
Gdy ten pomimo uporczywych pytań,<br />
Strwożony swego Mistrza się zaparł…<br />
<br />
Teraz gdy tak daleko już dotarł, <br />
W głębi ducha naprawdę zrozumiał, <br />
Choćby teraz sprzeciwił mu się cały świat,<br />
Absolutnie nie wolno mu się poddać…<br />
Choć na chwilę musi się zbliżyć, <br />
Do tego, poszukiwaniom którego całe życie poświęcił,<br />
By nim życie bieg swój zakończy,<br />
Wielkie marzenie swe ziścić…<br />
<br />
Choć tajemniczym zrządzeniem losu,<br />
Nie danym mu było w betlejemskiej stajenki półmroku,<br />
Maleńkiemu królowi wszystkich królów,<br />
Oddać swego uniżonego pokłonu,<br />
Mesjasza dźwigającego Krzyż,<br />
Pośród mąk i cierpień niewysłowionych,<br />
Los okrutny ujrzeć mu pozwolił,<br />
Dopiero w późnej życia jesieni…<br />
<br />
Na wzgórze nieopodal Jerozolimy,<br />
Niczym pogrążony w półśnie lunatyk,<br />
Przerażony z wolna skierował swe kroki,<br />
Podążając za tłumem pełnym nienawiści…<br />
I dziwiła się uczonego mędrca dusza,<br />
Jak zapomniawszy w amoku swego człowieczeństwa,<br />
Kipiąca złością prymitywna tłuszcza,<br />
Szydzić potrafi z jednego tylko człowieka…<br />
<br />
Gdy tego, którego całe życie szukał, <br />
Dostrzegł z daleka przybitego do krzyża, <br />
W oku mimowolnie zakręciła się łza <br />
I po policzku starca spłynęła…<br />
Wnet łzy wielkie jak drachmy, <br />
Zaszkliły przerażone starca oczy,<br />
A dotknąwszy siwiuteńkiej brody,<br />
Zapomniane na ziemię padły…<br />
<br />
Choć nie dostrzegł z oddali twarzy,<br />
Człowieka przybitego do Krzyża gwoździami,<br />
Naraz pojął w jednej chwili…<br />
Jest on tym, którego szukał latami…<br />
Myślał że już wszystko stracone,<br />
Przenigdy nie ujrzy go więcej,<br />
Przenigdy nie powróci na Ziemię,<br />
Człowiek na tak haniebną skazany śmierć…<br />
<br />
Nieopisany gorący smutek,<br />
Pryśnięcie pielęgnowanych latami marzeń,<br />
Przeszyły bezlitośnie starca duszę,<br />
Bolesnych rozczarowań ostrzem…<br />
A bezlitosny nieubłagany czas,<br />
Zdawał się szydzić z przygnębionego starca,<br />
U kresu jego ofiarnego życia,<br />
Za nic mając jego wieloletnie starania…<br />
<br />
Stojąc tak utrapiony samotnie,<br />
Oczu zapłakanych nie śmiąc podnieść,<br />
Pojął że takim cierpień krzyżem,<br />
Naznaczone było całe jego ofiarne życie…<br />
Wtem w głębi duszy swej utrapionej,<br />
Próbując zebrać myśli rozbiegane,<br />
Posłyszał jakby cichuteńki Boga szept,<br />
Przyodziany w słowa rzeczone:<br />
<br />
,,Otrzyj już swe łzy,<br />
Porzuć całego życia troski,<br />
Ten, którego poszukiwaniom niestrudzonym,<br />
Poświęciłeś pozaplatane w lata swego życia dni…<br />
Naprawdę jest przepowiadanym Mesjaszem,<br />
Który najodleglejsze świata krańce,<br />
Oczyści wnet z nieprawości wszelakiej,<br />
Gdy nastanie tego świata kres!<br />
<br />
Wszystkim co najuboższym bliźnim uczyniłeś,<br />
Nikogo nie porzucając w potrzebie,<br />
Tym króla wszystkich królów uczciłeś,<br />
Okazując Mu największy szacunek!<br />
Za twe ofiarne życie,<br />
Kiedy na wieki oczy już zamkniesz,<br />
Nagrodzi cię w swym niebiańskim Królestwie,<br />
Biorąc w ramiona swego najwierniejszego sługę…”<br />
<br />
Tekst zainspirowany filmem ,,Czwarty król” z 1985 r. będącym adaptacją opowiadania Henry'ego van Dyke bazującego na biblijnej historii o trzech królach. Gdy w te święta po raz pierwszy w życiu obejrzałem rzeczony film, zrobił on na mnie spore wrażenie, a poruszony jego fabułą zapragnąłem także wkrótce napisać zainspirowane nim długie wierszowane opowiadanie... Pozostając urzeczony tym szczególnym filmem, włożyłem w to moje długie napisane wierszem opowiadanie całe moje serce…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/BISUTCYfraY" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Czwarty_kr%C3%B3l_(film_1985)" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/Czwarty_kr...film_1985)</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Opowiem Wam legendę o czwartym mędrcu... <br />
Który jak i inni wyruszył w daleką podróż,<br />
Nie szczędząc swych ofiarnych wysiłków, <br />
Dla poskromienia długiej drogi trudów…<br />
Ta stara chrześcijańska legenda, <br />
Choć w tak różnych wersjach przetrwała, <br />
Kryje w sobie pewien szczególny morał, <br />
Wciąż aktualny pomimo upływu lat...<br />
<br />
Choć nie zapisał się w tradycji Kościoła, <br />
A w barwnych szopkach całego świata, <br />
Nie stoi upamiętniająca go gipsowa figurka, <br />
By cieszyć oczy niejednego malca…<br />
Trafił on do licznych tajemniczych legend,<br />
By z kolejnych stuleci upływem,<br />
Swym zasnutym pomroką dziejów życiem,<br />
Inspirować wciąż pokolenia kolejne…<br />
<br />
Jak i pozostali był mężem uczonym, <br />
Kształconym w medycynie, astrologii, <br />
Przeto odległe niedosięgłe gwiazdy, <br />
Nie miały przed nim żadnych tajemnic…<br />
Lecz on tylko tej jednej,<br />
Jaśniejącej u zarania naszej ery Gwieździe Betlejemskiej,<br />
Poświęcił swoje domysły niezliczone, <br />
Próbując rozwikłać jej zagadkę…<br />
<br />
Trzech planet tajemnicza koniunkcja, <br />
Ciekawość młodego uczonego roznieciła, <br />
A rozmyślając wciąż o niezwykłości tego zjawiska, <br />
Nocą do snu nie mógł zmrużyć oka...<br />
Trzy planety ustawione w jednej linii, <br />
Mars, Saturn i Jowisz,<br />
Zwiastunem być miały wydarzeń przełomowych,<br />
Mających odmienić oblicze ludzkości…<br />
<br />
Nowa na firmamencie nieba gwiazda,<br />
Łącząca się z nią prastara przepowiednia,<br />
Oznaczać miały narodziny króla,<br />
Któremu hołd odda cały świat…<br />
Przeto ku ziemiom dalekiego Izraela,<br />
Zapragnął zaraz w drogę wyruszać,<br />
Nie straszną mu była naga pustynia,<br />
Czyhające zewsząd w łańcuchach gór niebezpieczeństwa…<br />
<br />
Zaraz też dorobek całego życia, <br />
Bez wahania cały wyprzedał,<br />
By możliwą była daleka droga,<br />
W miejsce, które wskaże mu gwiazda…<br />
Tak bardzo pragnął tam dotrzeć, <br />
Nie bacząc na tak dalekiej podróży cenę,<br />
By ujrzeć przyszłego króla oblicze,<br />
Śpiące snem kamiennym niewinne dziecię…<br />
<br />
W wyszywanej złotymi nićmi sakwie, <br />
Ukrył skrzętnie dary swe wyszukane,<br />
Najdrogocenniejsze kamienie szlachetne,<br />
Przez możnych starożytnego świata pożądane…<br />
Już widząc oczyma duszy,<br />
Jak oddając dziecięciu pokłon uniżony,<br />
Ofiaruje mu w darze wszystkie te skarby,<br />
Dotykając zarazem wielkiej ludzkości tajemnicy…<br />
<br />
Przepiękny czerwony rubin, <br />
Będący symbolem wielkiej nieogarnionej miłości,<br />
Niepojętego Boga do ułomnych ludzi,<br />
Będących jedynie pyłem marnym,<br />
W promieniach słońca cudnie się skrzył,<br />
By wkrótce w darze złożony,<br />
W oczach niemowlęcia także się odbić,<br />
W tej jednej szczególnej, doniosłej chwili…<br />
<br />
I mieniący się w barwach morskich głębin,<br />
Tajemniczy, cudowny szafir,<br />
Będący symbolem wierności i czystości,<br />
W głębi sakwy skrzętnie ukrył…<br />
Także choć niewielka, najdrogocenniejsza perła, <br />
Stanowić miała kolejny wyszukany dar, <br />
Dla przyszłego wszystkich królów króla,<br />
Przepowiadanego przez stulecia Mesjasza…<br />
<br />
Zaraz też zakupione wielbłądy,<br />
Bez wahania pośpiesznie objuczył,<br />
Wszystkim co niezbędne do dalekiej drogi,<br />
Przez rozległej pustyni złote piaski…<br />
Lecz szydzący z ludzi los przewrotny, <br />
Do pełnej niebieskiej chwały betlejemskiej stajenki, <br />
Na czas dotrzeć mu nie pozwolił, <br />
Rzucając go w wir wydarzeń rozlicznych…<br />
<br />
Choć nie zdążył na umówione spotkanie, <br />
Z czcigodnymi Kacprem, Melchiorem, Baltazarem,<br />
By dzielić z nimi trudy podróży dalekiej,<br />
Obfitującej w niebezpieczeństwa wszelakie,<br />
Wciąż po śladach Chrystusa, <br />
Wiodły go kręte drogi jego życia, <br />
A on niestrudzony w uporze swym trwał, <br />
Ujrzenia na własne oczy Zbawiciela…<br />
<br />
Przeto za blaskiem tajemniczej gwiazdy,<br />
Sam jeden postanowił w drogę wyruszyć,<br />
Długimi nocami ciesząc nim swe oczy,<br />
Pragnąc urzeczywistnić niezliczone swe sny…<br />
I wciąż wędrował za swoją gwiazdą, <br />
Dając posłuch marzeniom,<br />
Na trudy dalekiej drogi nie bacząc,<br />
Przeciwnościom losu się nie kłaniając…<br />
<br />
Gdy dotarł utrudzony do pustej stajenki, <br />
Nie było w niej już Józefa i Maryi, <br />
Nocą przestrzeżeni snem proroczym, <br />
Udali się w daleką drogę ku Egiptowi…<br />
Zastał tylko już pusty żłóbek, <br />
W którym w rąbek z głowy matki zawinięte, <br />
Z czcią złożone było Boże Dziecię,<br />
Tamtej cichej a tajemniczej nocy powite…<br />
<br />
Niedbale wyciosanego, pustego żłóbka, <br />
Delikatnie, z szczerą czułością dotykał,<br />
Podświadomie bowiem dobrze rozumiał,<br />
Iż złożonym był w nim król całego świata…<br />
A kiedy pośród tej mizernej stajenki, <br />
Z zimna cichuteńko zakwilił,<br />
Zarzewiem nowej ery był niemowlęcia krzyk,<br />
Dając początek nowemu dziejów biegowi…<br />
<br />
Zostawiając za plecami ubogie Betlejem, <br />
Przeszyte niczym mieczem przeraźliwym krzykiem, <br />
Bezbronnych niemowląt zgładzonych okrutnie, <br />
W czasie biblijnej rzezi niewiniątek…<br />
Zawzięty tak bardzo w swym uporze, <br />
To jedno szczególne dziecię, <br />
Odnaleźć zamierzył za wszelką cenę,<br />
Nie oglądając się za siebie!<br />
<br />
Gotów był zawędrować i na świata kres,<br />
Byle nowonarodzonego króla odnaleźć, <br />
Nabyte za wyprzedany majątek kamienie szlachetne, <br />
Oddając uniżony pokłon złożyć mu w darze…<br />
I nic już nie miało dla niego znaczenia,<br />
Prócz tego najskrytszego marzenia spełnienia,<br />
Ujrzenia na własne oczy Zbawiciela,<br />
Przepowiadanego przez proroków od setek lat…<br />
<br />
Lecz drwiący ukradkiem los przewrotny,<br />
Rzucił go między samotnych i opuszczonych,<br />
By nad ich losem się ulitowawszy,<br />
Wzroku od nich nie śmiał odwrócić…<br />
Odtąd już jego dola,<br />
Przez długie lata miała być spleciona,<br />
Z tymi o których zapomniał świat,<br />
Zepchniętymi na margines społeczeństwa…<br />
<br />
W niekończącej się swej wędrówce, <br />
Widząc wokół siebie nędzę i biedę,<br />
Choć początkowo odwracał głowę,<br />
Jakiś niesłyszalny w duszy szept,<br />
Cichuteńko nakazał mu przystanąć, <br />
Zastanowić się nad obraną w życiu drogą,<br />
Wsłuchując się w płynący z głębi serca głos,<br />
Wbrew dumnemu światu postąpić na przekór…<br />
<br />
Gdy kolejne jasne dni, <br />
Płynęły nieśpiesznie w objęcia kolejnych nocy, <br />
On pędząc życie między chorymi i nędzarzami, <br />
Nikomu nigdy nie odmówił pomocy…<br />
Nie bał się leczyć trędowatych,<br />
Każdemu napotkanemu swą wiedzą służył,<br />
Znając sekrety starożytnej medycyny,<br />
Wiele chorób trawiących nędzarzy uleczył…<br />
<br />
Ci od których starożytnego świata możni,<br />
Wzgardziwszy nimi się odwrócili,<br />
Ku niemu z nadzieją kierowali swe kroki,<br />
Prowadzeni szeptem Nadziei…<br />
Cierpiący na wszelkie możliwe choroby,<br />
Zawsze znaleźli u niego słowa pociechy,<br />
Każdego podług swej wiedzy leczył,<br />
Nigdy od nikogo nie biorąc zapłaty…<br />
<br />
Swymi sekretnymi maściami,<br />
Sporządzonymi podług receptur tajemnych,<br />
Ofiarnie leczył nędzarzy wrzody,<br />
Nikomu nigdy nie okazując pogardy…<br />
Naszykowanymi starannie z ziół okładami,<br />
Leczył stare jątrzące się rany,<br />
Nawet najpaskudniejszym, zaropiałym i zakażonym,<br />
Wytrwale pomagając się zabliźnić…<br />
<br />
Gdy tak rok za rokiem,<br />
Uświęcony codziennym znojem i trudem,<br />
Na cierpiącym bliźnim pomocy ofiarnej,<br />
Kolejny mijał niepostrzeżenie…<br />
Nie dostrzegał na twarzy kolejnych zmarszczek,<br />
Pojedynczych siwych włosów na głowie,<br />
Ni tego jak z każdym kolejnym miesiącem,<br />
Z sił z wolna opadając stawał się starcem…<br />
<br />
Temu którego wytrwale wciąż szukał,<br />
Tak bardzo zarazem podobnym się stawał,<br />
Dzięki zawziętości i hartowi ducha, <br />
Miłosierdziu okazywanemu bliźnim każdego dnia…<br />
Każdy swój Miłosierdzia uczynek, <br />
Kładł na codziennych wyrzeczeń szalę,<br />
Wierząc że kiedyś nastąpi dzień,<br />
Gdy spotka się z wszystkich królów królem…<br />
<br />
Gdy czas włosy siwizną przyprószył, <br />
A kolejne lata upłynęły jak z bicza strzelił, <br />
Kiedyś przypadkiem doszły go słuchy, <br />
O świętym mężu liczne cuda czyniącym…<br />
Potrafiącym jedynie mocą swego słowa,<br />
Ślepców, chromych, trędowatych uzdrawiać,<br />
Opłakiwanych przez bliskich, zmarłych wskrzeszać,<br />
Złożonych na marach do życia przywracać…<br />
<br />
Choć tak bardzo już się zestarzał, <br />
Odżyła w nim dawna Nadzieja,<br />
Choć przez krótką chwilę ujrzenia,<br />
Tego którego całe życie szukał…<br />
Zamyślił tedy czasu nie tracić<br />
I pomimo późnej wieczornej pory,<br />
Czym prędzej udać się do Jerozolimy,<br />
By widokiem króla królów swe oczy nasycić…<br />
<br />
Choć wszystkie jego skarby przepadły, <br />
Nim dotarł utrudzony do celu podróży, <br />
A rozdawszy wszystko głodnym i ubogim, <br />
Nie miał czym swego Zbawiciela uczcić…<br />
Wciąż mógł mu ofiarować najcenniejszy dar<br />
Swego przepełnionego dobrocią serca,<br />
Wspanialszy niż skrzącego rubinu blask,<br />
Cenniejszy niż najwyszukańsza perła…<br />
<br />
Gdy dotarł nocą do wieczernika,<br />
Nikogo w nim już nie zastał,<br />
Pustą była odświętna izba,<br />
Dawno zakończyła się Ostatnia Wieczerza…<br />
Od napotkanego apostoła Piotra,<br />
Nie zdołał zasięgnąć języka,<br />
Gdy ten pomimo uporczywych pytań,<br />
Strwożony swego Mistrza się zaparł…<br />
<br />
Teraz gdy tak daleko już dotarł, <br />
W głębi ducha naprawdę zrozumiał, <br />
Choćby teraz sprzeciwił mu się cały świat,<br />
Absolutnie nie wolno mu się poddać…<br />
Choć na chwilę musi się zbliżyć, <br />
Do tego, poszukiwaniom którego całe życie poświęcił,<br />
By nim życie bieg swój zakończy,<br />
Wielkie marzenie swe ziścić…<br />
<br />
Choć tajemniczym zrządzeniem losu,<br />
Nie danym mu było w betlejemskiej stajenki półmroku,<br />
Maleńkiemu królowi wszystkich królów,<br />
Oddać swego uniżonego pokłonu,<br />
Mesjasza dźwigającego Krzyż,<br />
Pośród mąk i cierpień niewysłowionych,<br />
Los okrutny ujrzeć mu pozwolił,<br />
Dopiero w późnej życia jesieni…<br />
<br />
Na wzgórze nieopodal Jerozolimy,<br />
Niczym pogrążony w półśnie lunatyk,<br />
Przerażony z wolna skierował swe kroki,<br />
Podążając za tłumem pełnym nienawiści…<br />
I dziwiła się uczonego mędrca dusza,<br />
Jak zapomniawszy w amoku swego człowieczeństwa,<br />
Kipiąca złością prymitywna tłuszcza,<br />
Szydzić potrafi z jednego tylko człowieka…<br />
<br />
Gdy tego, którego całe życie szukał, <br />
Dostrzegł z daleka przybitego do krzyża, <br />
W oku mimowolnie zakręciła się łza <br />
I po policzku starca spłynęła…<br />
Wnet łzy wielkie jak drachmy, <br />
Zaszkliły przerażone starca oczy,<br />
A dotknąwszy siwiuteńkiej brody,<br />
Zapomniane na ziemię padły…<br />
<br />
Choć nie dostrzegł z oddali twarzy,<br />
Człowieka przybitego do Krzyża gwoździami,<br />
Naraz pojął w jednej chwili…<br />
Jest on tym, którego szukał latami…<br />
Myślał że już wszystko stracone,<br />
Przenigdy nie ujrzy go więcej,<br />
Przenigdy nie powróci na Ziemię,<br />
Człowiek na tak haniebną skazany śmierć…<br />
<br />
Nieopisany gorący smutek,<br />
Pryśnięcie pielęgnowanych latami marzeń,<br />
Przeszyły bezlitośnie starca duszę,<br />
Bolesnych rozczarowań ostrzem…<br />
A bezlitosny nieubłagany czas,<br />
Zdawał się szydzić z przygnębionego starca,<br />
U kresu jego ofiarnego życia,<br />
Za nic mając jego wieloletnie starania…<br />
<br />
Stojąc tak utrapiony samotnie,<br />
Oczu zapłakanych nie śmiąc podnieść,<br />
Pojął że takim cierpień krzyżem,<br />
Naznaczone było całe jego ofiarne życie…<br />
Wtem w głębi duszy swej utrapionej,<br />
Próbując zebrać myśli rozbiegane,<br />
Posłyszał jakby cichuteńki Boga szept,<br />
Przyodziany w słowa rzeczone:<br />
<br />
,,Otrzyj już swe łzy,<br />
Porzuć całego życia troski,<br />
Ten, którego poszukiwaniom niestrudzonym,<br />
Poświęciłeś pozaplatane w lata swego życia dni…<br />
Naprawdę jest przepowiadanym Mesjaszem,<br />
Który najodleglejsze świata krańce,<br />
Oczyści wnet z nieprawości wszelakiej,<br />
Gdy nastanie tego świata kres!<br />
<br />
Wszystkim co najuboższym bliźnim uczyniłeś,<br />
Nikogo nie porzucając w potrzebie,<br />
Tym króla wszystkich królów uczciłeś,<br />
Okazując Mu największy szacunek!<br />
Za twe ofiarne życie,<br />
Kiedy na wieki oczy już zamkniesz,<br />
Nagrodzi cię w swym niebiańskim Królestwie,<br />
Biorąc w ramiona swego najwierniejszego sługę…”<br />
<br />
Tekst zainspirowany filmem ,,Czwarty król” z 1985 r. będącym adaptacją opowiadania Henry'ego van Dyke bazującego na biblijnej historii o trzech królach. Gdy w te święta po raz pierwszy w życiu obejrzałem rzeczony film, zrobił on na mnie spore wrażenie, a poruszony jego fabułą zapragnąłem także wkrótce napisać zainspirowane nim długie wierszowane opowiadanie... Pozostając urzeczony tym szczególnym filmem, włożyłem w to moje długie napisane wierszem opowiadanie całe moje serce…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/BISUTCYfraY" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Czwarty_kr%C3%B3l_(film_1985)" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/Czwarty_kr...film_1985)</a>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wielkie przygody małej figurki Sindbada żeglarza]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7841.html</link>
			<pubDate>Wed, 25 Sep 2024 02:07:01 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7841.html</guid>
			<description><![CDATA[Kałuże pośród bujnej i zielonej trawy zrodzone,<br />
Wielkie i głębokie niczym stawy,<br />
Różnią się od tych powstałych na drodze,<br />
Płytkich, cuchnących i szkaradnych,<br />
<br />
Szczególnie te po kilkudniowych ulewach,<br />
Zrodzone w porosłych soczystą trawą rozległych zagłębieniach,<br />
Niczym wielkie wody lustra,<br />
Na tle zieleni tak piękne z daleka,<br />
<br />
Gdy tych wielkich kałuży nieznaczna mętność,<br />
Kontrastuje z traw wysokich bujną zielenią,<br />
Szczególnie w samym środku lata,<br />
W którym miast słońca zagościła wielodniowa ulewa…<br />
<br />
Wiele lat temu kilkudniowe ulewy,<br />
Zrodziły wielkie kałuże,<br />
Naokoło niewielkiego domku mej babci,<br />
Rozmiarami niewielkim stawom podobne,<br />
<br />
Niewielki domek mojej babci,<br />
Otoczony naokoło wielkimi kałużami,<br />
Ostrym górskim powietrzem smaganymi,<br />
Pośród bujnej zieleni soczystej trawy zrodzonymi,<br />
<br />
Zdawał się odmalowywać obraz surrealistyczny,<br />
Majakom sennym wyłącznie właściwy,<br />
A mimo to niesamowicie piękny,<br />
Swym pięknem do głębi wrażliwości przenikający…<br />
<br />
Przebywając dnia tego w domku mojej babci,<br />
Będąc ogromnie ciekawym świata kilkulatkiem,<br />
Gdy podziwiałem z okna te wielkie kałuże,<br />
Zapragnąłem z bliska im się przyjrzeć,<br />
<br />
Szczególnie jedna była szeroka,<br />
Iż cały domek by sobą objęła,<br />
Niczym całe babcine podwórko rozległa,<br />
Babcinemu podwórku powierzchnią dorównywała,<br />
<br />
Celem zaspokojenia dziecięcej kilkulatka ciekawości,<br />
Powziąłem zamiar kałużo-znawczej wycieczki,<br />
Niezwykle poważnej naukowej ekspedycji,<br />
Dla brzdąca jakże bogatej w poznawcze walory…<br />
<br />
Zabrałem z sobą na wycieczkę nietypowego towarzysza,<br />
Jakim była mała plastikowa figurka,<br />
Niewiele większa od mej dłoni palca,<br />
A była to figurka przedstawiająca Sindbada żeglarza.<br />
<br />
Ten mały bohater wykonany z gumy,<br />
Nie bał się nawet najstraszliwszej przygody,<br />
Na dnie mojej kieszeni schowany,<br />
W mej wyobraźni również wielkich kałuży ciekawy.<br />
<br />
Pomiędzy wielkimi kałużami spacerując,<br />
Zroszone mżawką wielkie lustra wody podziwiając,<br />
Malutką figurkę w swych rączkach obracając,<br />
Swą dziecięcą ciekawość świata zarazem rozbudzając,<br />
<br />
W swej dziecięcej wyobraźni skrycie marzyłem,<br />
By samemu stać się Sindbadem żeglarzem,<br />
Pożeglować przez tę wielką kałużę,<br />
Niczym przez wzburzone pełne niebezpieczeństw morze,<br />
<br />
Wyobraźnia małego dziecka,<br />
Ostrym górskim powietrzem rozbudzona,<br />
Hen, za dalekie morza powędrowała,<br />
Gdzie czekała na zuchwalców wielka przygoda,<br />
<br />
Gdy tak pośród soczystej trawy spacerując,<br />
Bujnej wyobraźni ponieść się pozwalając,<br />
Wizję swych dalekomorskich przygód snując,<br />
O całym świecie naokoło zapominając,<br />
<br />
Przemoczywszy w mokrej trawie letnie buty,<br />
Niechętnie postanowiłem wrócić na babcine podwórze,<br />
Figurkę Sindbada mimowolnie wsuwając do kieszeni,<br />
Zapomniałem iż kryła na dnie dziurę,<br />
<br />
Sam nie pamiętam gdzie i kiedy zgubiłem,<br />
Tę Sindbada żeglarza malutką figurkę,<br />
Gdy pochłonięty popołudniowym, letnim spacerem,<br />
Zapomniałem sprawdzić przed powrotem kurtki kieszenie,<br />
<br />
Zajęty w zupełności smacznym obiadem,<br />
Siedząc na taborecie w kuchni babcinej,<br />
Zapomniałem całkiem o maleńkim Sindbadzie,<br />
Dopiero po czasie orientując się o zgubie,<br />
<br />
Zajęty dnia codziennego dziecięcymi sprawami,<br />
Nie zaprzątałem swej głowy zgubionymi zabawkami,<br />
Goniąc wciąż za nowymi przygodami,<br />
By utkać swe dzieciństwo bezcennymi wspomnieniami…<br />
<br />
I został zapewne gdzieś w wysokiej trawie,<br />
Niedaleko tej wielkiej kałuży rozległej,<br />
Gdy o poniesionej, niepowetowanej stracie,<br />
Zorientowałem się dopiero po moim wyjeździe…<br />
<br />
Dzisiaj dopiero wieczorem w fotelu siedząc,<br />
Trzydziestkę na karku niestety już mając,<br />
W przygodach Sindbada żeglarza się  rozczytując,<br />
Bezcennym wspomnieniom z dzieciństwa zarazem się oddając,<br />
<br />
W całej swojej żałosnej naiwności,<br />
Nieprzystojącej mojemu poważnemu wiekowi,<br />
Oddaję się na powrót marzeniom dziecinnym,<br />
Których powstydziliby się nawet dumni ,,pierwszoklasiści”.<br />
<br />
I kiedy tamto bezcenne wspomnienie,<br />
Powróciło do mnie z wieczornego wiatru powiewem,<br />
Powracam myślami ku malutkiej figurce,<br />
Zgubionej niegdyś w wysokiej zielonej trawie…<br />
<br />
I naiwnie marzę,<br />
Że może mój tamtej wycieczki towarzysz,<br />
Pośród wysokiej zielonej trawy,<br />
Wyruszył na spotkanie swej wielkiej przygody,<br />
<br />
Może kiedyś na słoika zakrętce,<br />
Przepłynął całą tę wielką kałużę,<br />
Niczym na wielkim, potężnym okręcie,<br />
Wzburzone rozległe morze,<br />
<br />
Zapewne spotkawszy na swej drodze,<br />
Wielką i paskudną skrzeczącą ropuchę,<br />
Uskoczył zaraz w bok w wysoką trawę,<br />
By nie pomyliła go z małym owadem,<br />
<br />
A może i znalazł między wysoką trawą,<br />
Błyszczącą monetę dwuzłotową,<br />
Która odtąd była jego tarczą,<br />
Niczym perski kałkan okrągłą,<br />
<br />
A może z porzuconej w trawie wykałaczki,<br />
Przysposobił sobie ostrą włócznię,<br />
U boku z którą stawał w szranki,<br />
Goniąc czmychającą przed nim przygodę,<br />
<br />
Może niejednego pięknego motyla,<br />
Bez trwogi z jadowitym wrogiem w szranki stając,<br />
Oswobodził z sieci szkaradnego pająka,<br />
Ostrą włócznię między odnóża bestii wbijając,<br />
<br />
Żegnającego się z życiem owada uwalniając,<br />
Pięknoskrzydłego ku błękitnemu niebu wypuszczając,<br />
Głowy w tamtą stronę nawet nie odwracając,<br />
Za nową przygodą bezzwłocznie goniąc…<br />
<br />
Zapewne znalazłszy opuszczoną wielką skorupę ślimaka,<br />
Zamierzył z niej skonstruować dwukołowy rydwan,<br />
Umocowawszy na osi z krawieckiej igły koła,<br />
Z sklejonych żywicą sosen kapsli po butelkach,<br />
<br />
A zaprzągłszy go w cztery rzędy polnych świerszczy,<br />
Pędził nim dumny pośród wiejskich bezdroży,<br />
Niczym niegdyś waleczni wojowie celtyccy, <br />
Na spotkanie kolejnej wielkiej przygody,<br />
<br />
Nacierając nim w pędzie szaleńczym, <br />
Na skupiska polnych chrabąszczy, <br />
Kryjących się pośród soczystej trawy,<br />
W dogodnym szyku obronnym,<br />
<br />
Niczym nieustraszeni celtyccy jeźdźcy, <br />
Rozbijający przed wiekami kolumny rzymskich żołnierzy,<br />
Pędząc rozbił wielkie skupisko chrabąszczy,<br />
Potęgą swego uderzenia rozsypując ich szyki…<br />
<br />
Być może nocą przy pełni księżyca,<br />
Zakradł się niepostrzeżenie do wiejskiego kurnika,<br />
By maleńkie puszyste kurczątka,<br />
Ocalić przed apetytem łakomego lisa,<br />
<br />
By skradającemu się nocą lisowi, <br />
Pokrzyżować jego chytre plany,<br />
By ostrymi zębami nie ukrzywdził,<br />
Maleńkich kurczaczków bezbronnych,<br />
<br />
Pośród wrzaskliwego przerażonych kur hałasu,<br />
Zastąpił dziarsko drogę lisowi nieustępliwemu,<br />
W lisich ślepi złowieszczym blasku,<br />
Nie zawahawszy się dokonać bohaterskiego czynu,<br />
<br />
Odważnie stanął w obronie bezradnych kurcząt, <br />
Przed ociekającą śliną srogiego lisa paszczą,<br />
Atakując go zawzięcie zaostrzoną wykałaczką,<br />
Niczym najprawdziwszą średniowieczną włócznią,<br />
<br />
Niczym niegdyś z ziejącymi ogniem smokami rycerze,<br />
Stanął mężnie do walki z rudym lisem,<br />
Wykałaczką zaostrzoną przebijając mu podniebienie,<br />
W zapamiętałej walki ferworze,<br />
<br />
Pokonanego zmuszając do ustąpienia,<br />
Ku rozległym polom zroszonym blaskiem księżyca,<br />
Opuszczenia ze wstydem drewnianego kurnika,<br />
Goryczy wstydliwej porażki przełknięcia…<br />
<br />
Może na swych maleńkich nóżkach,<br />
Przemierzył okoliczne rozległe podwórza,<br />
Gdzie głowę jego skryła wysoka trawa,<br />
Niewidocznym go czyniąc dla ludzkiego oka,<br />
<br />
Może udał się ku pobliskim rzekom,<br />
Naprzeciw nieznanym przygodom,<br />
Oddając swój podziw słońca wschodom i zachodom,<br />
Ku nowym wyzwaniom codziennie się budząc,<br />
<br />
Może i popłynął z prądem najbliższej rzeki,<br />
Choćby na łupinie zwykłego orzecha,<br />
Choćby i na sam koniec świata,<br />
Zabierając z sobą na zawsze moje wspomnienia…<br />
<br />
Kiedy ostatnia strona baśni została przewrócona,<br />
Rozbudziła z dzieciństwa rzewne wspomnienie,<br />
Tej maleńkiej figurki Sindbada,<br />
Która kiedyś zaginęła pośród szczęśliwego dzieciństwa,<br />
<br />
Oddając się temu jednemu z dzieciństwa wspomnieniu,<br />
Pośród przyjemnego letniego wieczoru,<br />
Wierzyłem iż zaznał równie wspaniałych przygód,<br />
Co niegdyś jego literacki pierwowzór… <br />
<br />
I kiedyś opowiedział swe liczne przygody, <br />
Letniego wiatru powiewowi, <br />
By dotarły także i do uszu moich,<br />
Z lekkim wietrzykiem wieczornym…<br />
<hr />
--------------------------------------------------------------------<br />
Opowiadanie to adresowane jest do młodego czytelnika i proszę by jako takie było oceniane.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Kałuże pośród bujnej i zielonej trawy zrodzone,<br />
Wielkie i głębokie niczym stawy,<br />
Różnią się od tych powstałych na drodze,<br />
Płytkich, cuchnących i szkaradnych,<br />
<br />
Szczególnie te po kilkudniowych ulewach,<br />
Zrodzone w porosłych soczystą trawą rozległych zagłębieniach,<br />
Niczym wielkie wody lustra,<br />
Na tle zieleni tak piękne z daleka,<br />
<br />
Gdy tych wielkich kałuży nieznaczna mętność,<br />
Kontrastuje z traw wysokich bujną zielenią,<br />
Szczególnie w samym środku lata,<br />
W którym miast słońca zagościła wielodniowa ulewa…<br />
<br />
Wiele lat temu kilkudniowe ulewy,<br />
Zrodziły wielkie kałuże,<br />
Naokoło niewielkiego domku mej babci,<br />
Rozmiarami niewielkim stawom podobne,<br />
<br />
Niewielki domek mojej babci,<br />
Otoczony naokoło wielkimi kałużami,<br />
Ostrym górskim powietrzem smaganymi,<br />
Pośród bujnej zieleni soczystej trawy zrodzonymi,<br />
<br />
Zdawał się odmalowywać obraz surrealistyczny,<br />
Majakom sennym wyłącznie właściwy,<br />
A mimo to niesamowicie piękny,<br />
Swym pięknem do głębi wrażliwości przenikający…<br />
<br />
Przebywając dnia tego w domku mojej babci,<br />
Będąc ogromnie ciekawym świata kilkulatkiem,<br />
Gdy podziwiałem z okna te wielkie kałuże,<br />
Zapragnąłem z bliska im się przyjrzeć,<br />
<br />
Szczególnie jedna była szeroka,<br />
Iż cały domek by sobą objęła,<br />
Niczym całe babcine podwórko rozległa,<br />
Babcinemu podwórku powierzchnią dorównywała,<br />
<br />
Celem zaspokojenia dziecięcej kilkulatka ciekawości,<br />
Powziąłem zamiar kałużo-znawczej wycieczki,<br />
Niezwykle poważnej naukowej ekspedycji,<br />
Dla brzdąca jakże bogatej w poznawcze walory…<br />
<br />
Zabrałem z sobą na wycieczkę nietypowego towarzysza,<br />
Jakim była mała plastikowa figurka,<br />
Niewiele większa od mej dłoni palca,<br />
A była to figurka przedstawiająca Sindbada żeglarza.<br />
<br />
Ten mały bohater wykonany z gumy,<br />
Nie bał się nawet najstraszliwszej przygody,<br />
Na dnie mojej kieszeni schowany,<br />
W mej wyobraźni również wielkich kałuży ciekawy.<br />
<br />
Pomiędzy wielkimi kałużami spacerując,<br />
Zroszone mżawką wielkie lustra wody podziwiając,<br />
Malutką figurkę w swych rączkach obracając,<br />
Swą dziecięcą ciekawość świata zarazem rozbudzając,<br />
<br />
W swej dziecięcej wyobraźni skrycie marzyłem,<br />
By samemu stać się Sindbadem żeglarzem,<br />
Pożeglować przez tę wielką kałużę,<br />
Niczym przez wzburzone pełne niebezpieczeństw morze,<br />
<br />
Wyobraźnia małego dziecka,<br />
Ostrym górskim powietrzem rozbudzona,<br />
Hen, za dalekie morza powędrowała,<br />
Gdzie czekała na zuchwalców wielka przygoda,<br />
<br />
Gdy tak pośród soczystej trawy spacerując,<br />
Bujnej wyobraźni ponieść się pozwalając,<br />
Wizję swych dalekomorskich przygód snując,<br />
O całym świecie naokoło zapominając,<br />
<br />
Przemoczywszy w mokrej trawie letnie buty,<br />
Niechętnie postanowiłem wrócić na babcine podwórze,<br />
Figurkę Sindbada mimowolnie wsuwając do kieszeni,<br />
Zapomniałem iż kryła na dnie dziurę,<br />
<br />
Sam nie pamiętam gdzie i kiedy zgubiłem,<br />
Tę Sindbada żeglarza malutką figurkę,<br />
Gdy pochłonięty popołudniowym, letnim spacerem,<br />
Zapomniałem sprawdzić przed powrotem kurtki kieszenie,<br />
<br />
Zajęty w zupełności smacznym obiadem,<br />
Siedząc na taborecie w kuchni babcinej,<br />
Zapomniałem całkiem o maleńkim Sindbadzie,<br />
Dopiero po czasie orientując się o zgubie,<br />
<br />
Zajęty dnia codziennego dziecięcymi sprawami,<br />
Nie zaprzątałem swej głowy zgubionymi zabawkami,<br />
Goniąc wciąż za nowymi przygodami,<br />
By utkać swe dzieciństwo bezcennymi wspomnieniami…<br />
<br />
I został zapewne gdzieś w wysokiej trawie,<br />
Niedaleko tej wielkiej kałuży rozległej,<br />
Gdy o poniesionej, niepowetowanej stracie,<br />
Zorientowałem się dopiero po moim wyjeździe…<br />
<br />
Dzisiaj dopiero wieczorem w fotelu siedząc,<br />
Trzydziestkę na karku niestety już mając,<br />
W przygodach Sindbada żeglarza się  rozczytując,<br />
Bezcennym wspomnieniom z dzieciństwa zarazem się oddając,<br />
<br />
W całej swojej żałosnej naiwności,<br />
Nieprzystojącej mojemu poważnemu wiekowi,<br />
Oddaję się na powrót marzeniom dziecinnym,<br />
Których powstydziliby się nawet dumni ,,pierwszoklasiści”.<br />
<br />
I kiedy tamto bezcenne wspomnienie,<br />
Powróciło do mnie z wieczornego wiatru powiewem,<br />
Powracam myślami ku malutkiej figurce,<br />
Zgubionej niegdyś w wysokiej zielonej trawie…<br />
<br />
I naiwnie marzę,<br />
Że może mój tamtej wycieczki towarzysz,<br />
Pośród wysokiej zielonej trawy,<br />
Wyruszył na spotkanie swej wielkiej przygody,<br />
<br />
Może kiedyś na słoika zakrętce,<br />
Przepłynął całą tę wielką kałużę,<br />
Niczym na wielkim, potężnym okręcie,<br />
Wzburzone rozległe morze,<br />
<br />
Zapewne spotkawszy na swej drodze,<br />
Wielką i paskudną skrzeczącą ropuchę,<br />
Uskoczył zaraz w bok w wysoką trawę,<br />
By nie pomyliła go z małym owadem,<br />
<br />
A może i znalazł między wysoką trawą,<br />
Błyszczącą monetę dwuzłotową,<br />
Która odtąd była jego tarczą,<br />
Niczym perski kałkan okrągłą,<br />
<br />
A może z porzuconej w trawie wykałaczki,<br />
Przysposobił sobie ostrą włócznię,<br />
U boku z którą stawał w szranki,<br />
Goniąc czmychającą przed nim przygodę,<br />
<br />
Może niejednego pięknego motyla,<br />
Bez trwogi z jadowitym wrogiem w szranki stając,<br />
Oswobodził z sieci szkaradnego pająka,<br />
Ostrą włócznię między odnóża bestii wbijając,<br />
<br />
Żegnającego się z życiem owada uwalniając,<br />
Pięknoskrzydłego ku błękitnemu niebu wypuszczając,<br />
Głowy w tamtą stronę nawet nie odwracając,<br />
Za nową przygodą bezzwłocznie goniąc…<br />
<br />
Zapewne znalazłszy opuszczoną wielką skorupę ślimaka,<br />
Zamierzył z niej skonstruować dwukołowy rydwan,<br />
Umocowawszy na osi z krawieckiej igły koła,<br />
Z sklejonych żywicą sosen kapsli po butelkach,<br />
<br />
A zaprzągłszy go w cztery rzędy polnych świerszczy,<br />
Pędził nim dumny pośród wiejskich bezdroży,<br />
Niczym niegdyś waleczni wojowie celtyccy, <br />
Na spotkanie kolejnej wielkiej przygody,<br />
<br />
Nacierając nim w pędzie szaleńczym, <br />
Na skupiska polnych chrabąszczy, <br />
Kryjących się pośród soczystej trawy,<br />
W dogodnym szyku obronnym,<br />
<br />
Niczym nieustraszeni celtyccy jeźdźcy, <br />
Rozbijający przed wiekami kolumny rzymskich żołnierzy,<br />
Pędząc rozbił wielkie skupisko chrabąszczy,<br />
Potęgą swego uderzenia rozsypując ich szyki…<br />
<br />
Być może nocą przy pełni księżyca,<br />
Zakradł się niepostrzeżenie do wiejskiego kurnika,<br />
By maleńkie puszyste kurczątka,<br />
Ocalić przed apetytem łakomego lisa,<br />
<br />
By skradającemu się nocą lisowi, <br />
Pokrzyżować jego chytre plany,<br />
By ostrymi zębami nie ukrzywdził,<br />
Maleńkich kurczaczków bezbronnych,<br />
<br />
Pośród wrzaskliwego przerażonych kur hałasu,<br />
Zastąpił dziarsko drogę lisowi nieustępliwemu,<br />
W lisich ślepi złowieszczym blasku,<br />
Nie zawahawszy się dokonać bohaterskiego czynu,<br />
<br />
Odważnie stanął w obronie bezradnych kurcząt, <br />
Przed ociekającą śliną srogiego lisa paszczą,<br />
Atakując go zawzięcie zaostrzoną wykałaczką,<br />
Niczym najprawdziwszą średniowieczną włócznią,<br />
<br />
Niczym niegdyś z ziejącymi ogniem smokami rycerze,<br />
Stanął mężnie do walki z rudym lisem,<br />
Wykałaczką zaostrzoną przebijając mu podniebienie,<br />
W zapamiętałej walki ferworze,<br />
<br />
Pokonanego zmuszając do ustąpienia,<br />
Ku rozległym polom zroszonym blaskiem księżyca,<br />
Opuszczenia ze wstydem drewnianego kurnika,<br />
Goryczy wstydliwej porażki przełknięcia…<br />
<br />
Może na swych maleńkich nóżkach,<br />
Przemierzył okoliczne rozległe podwórza,<br />
Gdzie głowę jego skryła wysoka trawa,<br />
Niewidocznym go czyniąc dla ludzkiego oka,<br />
<br />
Może udał się ku pobliskim rzekom,<br />
Naprzeciw nieznanym przygodom,<br />
Oddając swój podziw słońca wschodom i zachodom,<br />
Ku nowym wyzwaniom codziennie się budząc,<br />
<br />
Może i popłynął z prądem najbliższej rzeki,<br />
Choćby na łupinie zwykłego orzecha,<br />
Choćby i na sam koniec świata,<br />
Zabierając z sobą na zawsze moje wspomnienia…<br />
<br />
Kiedy ostatnia strona baśni została przewrócona,<br />
Rozbudziła z dzieciństwa rzewne wspomnienie,<br />
Tej maleńkiej figurki Sindbada,<br />
Która kiedyś zaginęła pośród szczęśliwego dzieciństwa,<br />
<br />
Oddając się temu jednemu z dzieciństwa wspomnieniu,<br />
Pośród przyjemnego letniego wieczoru,<br />
Wierzyłem iż zaznał równie wspaniałych przygód,<br />
Co niegdyś jego literacki pierwowzór… <br />
<br />
I kiedyś opowiedział swe liczne przygody, <br />
Letniego wiatru powiewowi, <br />
By dotarły także i do uszu moich,<br />
Z lekkim wietrzykiem wieczornym…<br />
<hr />
--------------------------------------------------------------------<br />
Opowiadanie to adresowane jest do młodego czytelnika i proszę by jako takie było oceniane.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Spory o historię przy grzanym piwie]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7827.html</link>
			<pubDate>Sun, 07 Jul 2024 01:08:54 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7827.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy niczym w rozłożystych gniazdach maleńkie ptaszyny,<br />
Otulone tajemniczym płaszczem nieprzeniknionej nocy,<br />
Zagnieździły się w rubrykach indeksów piątki,<br />
Rozniecając tak wiele bezcennych emocji…<br />
Pamiętam, zawsze po zdanych egzaminach... <br />
Zbierała się licznie studencka brać,<br />
Wieczorami przy kuflach grzanego piwa, <br />
By snuć swe opowieści o zamierzchłych czasach…<br />
<br />
Piątki z historii, archeologii, teologii, <br />
Pretekstem były do długich dyskusji, <br />
Na zawiłe światopoglądowe tematy,<br />
Rodząc zarzewia rozlicznych sporów i kłótni…<br />
Gdy z licznej i gwarnej studentów gromadki,<br />
Każdy biorąc duży grzanego piwa łyk,<br />
Rzucał śmiało kontrowersyjne swe tezy,<br />
Licząc na wywołanie burzliwych reakcji…<br />
<br />
Jeden przechwalał się piątką z archeologii,<br />
Snując opowieść o rozwoju medycyny w starożytności,<br />
Drugi piątką z bioetyki się chełpił, <br />
By temat zbrodniczości eugeniki ochoczo poruszyć…<br />
Jednego nieziemsko fascynowała paleoastronautyka,<br />
Drugiego skrycie pociągała angelologia,<br />
Jednego pochłaniała najnowocześniejsza wojskowa technika,<br />
Drugiego przyciągał swą tajemniczością duchowy świat…<br />
<br />
Gdy gorące studentów o historię spory,<br />
Zawładnęły niejednym stolikiem kawiarnianym,<br />
Niczym niegdyś żywiołowe najeźdźców hordy,<br />
Rozległym i warownym grodem podbitym,<br />
Emocje rozpalone w burzliwej dyskusji, <br />
Studził dopiero pszenicznego piwa łyk,<br />
Pozwalając ochrypłe gardło zwilżyć,<br />
Dając czas dla ułożenia błyskotliwej riposty…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy filmowe megaprodukcje o polskiej historii, <br />
Miały wejść dopiero na ekrany kin,<br />
A w prawicowej prasie szumne ich zapowiedzi,<br />
Do młodych pasjonatów przemawiały wyobraźni,<br />
Wyczekując tych upragnionych premier kinowych,<br />
Biorąc po wykładach duży piwa łyk,<br />
Pokrzepialiśmy się wzajemnie barwnymi opowieściami,<br />
O chlubnych kartach wielkiego narodu przeszłości…<br />
<br />
Czasem ktoś przyniósł album stary,<br />
Wyjęty z nieżyjącego już dziadka szuflady,<br />
W limitowanej serii niegdyś wydany,<br />
Przez co w oczach kolekcjonerów po tysiąckroć bezcenny…<br />
A czasem w starym antykwariacie dziś nieistniejącym, <br />
Udało się upolować jakiś historyczny komiks,<br />
Poświęcony wybitnej w dziejach świata postaci,<br />
Której dokonania wpłynęły na losy ludzkości…<br />
<br />
Na błyszczących krążkach filmy dokumentalne, <br />
Do prasowych tytułów niegdyś dołączane,<br />
Kupowaliśmy ochoczo sypiąc ostatnie grosze,<br />
Nieraz tracąc pieniądze odłożone na bilet…<br />
A wymieniając się naszymi filmowymi kolekcjami,<br />
Łataliśmy nawzajem swojej wiedzy braki,<br />
Zszywając je w głowie niewidzialnymi nićmi,<br />
Łączącymi tak wiele wielkich wydarzeń historycznych…<br />
<br />
Czasem jakaś historyczna ciekawostka, <br />
Rzucona mimochodem przez starego profesora,<br />
Na wykładzie skrzętnie zapisana i podkreślona, <br />
W pamięci naszej na lata zapadała...<br />
A ubrana umiejętnie w wyszukane słowa,<br />
Dla prostego studenta większą wagę miała,<br />
Niż pełne brukowej prasy stoiska,<br />
Zalegającej stertami w supermarketach…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Pamiętam wtedy w studenckich latach,<br />
Gdy zrosił okolicę księżyca blask,<br />
W obszernych średniowiecznych Rocznikach Długosza,<br />
Kochałem bez pamięci się rozczytywać…<br />
A nakreślony piórem wybitnego kronikarza, <br />
Dziejów polskich jakże barwny świat,<br />
Szepcząc o wielkich tajemnicach średniowiecza, <br />
Wyobraźnię moją tak bardzo rozbudzał…<br />
<br />
I pasją do średniowiecznych polskich kronik, <br />
Cały świat naiwnie niegdyś chciałem zarazić, <br />
O pięknie tychże nie szczędząc słów wzniosłych, <br />
Głoszonych przy każdej możliwej okazji…<br />
Tak w snach i na jawie, <br />
W wyśnionych karczmach i w całkiem realnym pubie, <br />
Kosztując sporządzoną podług zapomnianej receptury nalewkę, <br />
Unosząc namacalny grzanego piwa kufel,<br />
<br />
Otwierając Mistrza Wincentego Kronikę, <br />
Sięgając po zaznaczony w Rocznikach Długosza fragment,<br />
O dziejach rodu Piastów opowieści swe snułem,<br />
Przyodziewając średniowieczne zapisy w słowa wyszukane…<br />
Paniczom i żakom z zamierzchłych czasów, <br />
Współczesnym mi studentom wszelkich kierunków, <br />
Nie szczędząc barwnych wyszukanych słów, <br />
Dla opowiedzenia zasnutych mgłą niepamięci dziejów…<br />
<br />
I nad wielkimi bitwami polskiego średniowiecza, <br />
Pochylaliśmy się wspólnie w wnikliwych dociekaniach,<br />
Każdy aspekt tamtych wiekopomnych starć,<br />
Analizując przez naukowych opracowań pryzmat…<br />
By gdy snem znużona przymknie się powieka, <br />
Powędrowała w tamten utkany legendami świat,<br />
Rozbudzona nocą senna wyobraźnia,<br />
Każdego jednego ciekawego przeszłości studenta…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy smakowych papierosów niedopałki, <br />
Dociśnięte zdecydowanym ruchem dłoni, <br />
Sypiąc ostatnie rozżarzone iskry, <br />
Kończyły swój żywot na dnie popielniczki…<br />
Z zamierzchłych czasów przeszłości szept, <br />
Niósł się po spowitej dymem knajpie,<br />
Poruszając niejednego młodego studenta serce,<br />
Rozbudzając uśpioną wieczorami wyobraźnię…<br />
<br />
O tajemniczych początkach prastarej słowiańszczyzny, <br />
Snuli młodzi studenci najśmielsze domysły, <br />
Popuszczając niekiedy wodze wyobraźni, <br />
Zapuszczając się w gąszcza pseudonaukowych teorii…<br />
Gdy o pochodzeniu Słowian od Wenedów teorii, <br />
Jedni ochoczo czapkowali, <br />
Drudzy w przypuszczeniach swych nadzwyczaj ostrożni, <br />
Przy allochtonicznej koncepcji roztropnie obstawali…<br />
<br />
Ciągnące się latami o historię spory, <br />
Z pogranicza rzetelnej wiedzy i teorii spiskowych, <br />
Kto wzniósł w starożytności potężne piramidy, <br />
Kto tak naprawdę pierwszy Amerykę odkrył, <br />
Gdy mrok wielotysięczne miasta otulił,<br />
Oznajmiając czas końca letnich sesji,<br />
Przy zastawionych piwem stolikach rozstrzygali studenci, <br />
Sypiąc jedni drugim ironiczne przytyki…<br />
<br />
O historyczność oracza Piasta i króla Popiela, <br />
Wykłócali się do ostatniej kropli piwa,<br />
O miejsce ukrycia Świętego Graala, <br />
Toczyli swe spory do lokali zamknięcia…<br />
Dzwoniły kufle wznoszone na zdrowie,<br />
Odrapane krzesła szurały o podłogę,<br />
A toczące się wieczorami burzliwe dyskusje, <br />
Pozostawały bez rozstrzygnięcia w próżni zawieszone...<br />
<br />
V.<br />
<br />
Kto najwięcej zna tajemnic historii, <br />
Wciąż między sobą się licytowaliśmy, <br />
Przechwalając się swymi bogatymi kolekcjami,<br />
Poupychanych w napęczniałe segregatory, <br />
Bogato ilustrowanych popularnonaukowych czasopism…<br />
By znanych tytułów kompletnymi rocznikami,<br />
Dostrzegając w ich oczach nutkę zazdrości,<br />
Na kolegach z uczelni wrażenie zrobić...<br />
<br />
Choć różnie rozkładały się nasze fascynacje, <br />
Pomiędzy poszczególnych bohaterów Kampanii Wrześniowej,<br />
Jeden wielbił niestrudzenie generała Kutrzebę, <br />
Drugi murem stawał za Hubalem…<br />
W każdej z tamtych wieczornych dyskusji,<br />
Dało się wyczuć w głosie nadłamanym,<br />
Iż bohaterskich obrońców naszych polskich granic,<br />
Wszystkich bez wyjątku szczerze szanowaliśmy…<br />
<br />
Choć listę największych bitew II Wojny Światowej, <br />
Każdy bez wyjątku znając na pamięć, <br />
Wszczynał z kolegami burzliwe dyskusje, <br />
Kreśląc tego światowego konfliktu alternatywne scenariusze…<br />
Narosłych przez lata stereotypów twierdzę, <br />
O nieuchronności klęski Kampanii Wrześniowej, <br />
Niczym doborowym partyzantów oddziałem,<br />
Zdobywaliśmy wspólnie naszych kontrargumentów szturmem…<br />
<br />
O prawdziwych przyczynach katastrofy w Gibraltarze, <br />
Snuliśmy swe spiskowe teorie,<br />
O fiasku operacji Market Garden, <br />
Wymienialiśmy się czasem wiązkami spostrzeżeń…<br />
Czy dało się uniknąć Wołynia tragedii, <br />
Czasem z łzą w oku jeden drugiego pytaliśmy, <br />
Ignorując wymownie pogardliwe uśmieszki, <br />
Wykolczykowanych nastolatek nieopodal sączących drinki…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Gdy kolejny aromatycznego piwa łyk, <br />
Niejedno gardło skutecznie zwilżył,<br />
I przyszło do zawiłych światopoglądowych dyskusji,<br />
Nie szczędzących tematów bolesnych i trudnych,<br />
Chłodnymi wieczorami gorący patriotyzm, <br />
W duszy każdego młodego studenta się tlił,<br />
Pomimo tej całej lewackiej propagandy,<br />
Sączonej nam w głowy z mediów mainstreamowych…<br />
<br />
Pamiętam jak z drżeniem w głosie, <br />
Wspominaliśmy Żołnierzy Niezłomnych ofiarę,<br />
Przeglądając w knajpach kolejne publikacje, <br />
Dotykające tematu IPN-owskich historyków piórem…<br />
Bo wiedzieliśmy z opowieści że i w naszym regionie, <br />
Bezgraniczne swe oddanie Ojczyźnie, <br />
Niejeden Żołnierz Wyklęty przepłacił życiem,<br />
Przez bezpiekę zakatowany na śmierć…<br />
<br />
Choć byli niekiedy i w naszym wieku, <br />
W burzliwy wir okrutnych dziejów,<br />
Wrzuceni zostali zrządzeniem losu,<br />
Pośród upiornego historii chichotu...<br />
I każdy z nas choć raz się zadumał, <br />
Nad ofiarą młodego ich życia,<br />
Naznaczonego tak bardzo przez wojny czas<br />
I w okresie stalinizmu dotkliwego Polski upodlenia...<br />
<br />
Progów wymarzonych uczelni, <br />
Nigdy nie dane im było przekroczyć,<br />
Rozległe puszcze, lasy i bory, <br />
Były im ich uniwersytetem wyśnionym…<br />
A najtrudniejszy egzamin z życia, <br />
Każdy z nich niemal wzorowo zdał,<br />
Gdy kresu dobiegła nierówna walka<br />
I przyszło zdać raport przed obliczem Boga…<br />
<br />
VII.<br />
<br />
O zmarnowanych szansach transformacji ustrojowej, <br />
Tocząc dyskusje z niejednym szanowanym profesorem,<br />
Opuszczając nasze uniwersytety i uczelnie,<br />
Zadowalających odpowiedzi wiedzieni niedosytem,<br />
Kierowaliśmy wieczorami kroki ku knajpie,<br />
By spróbować choć na kufla dnie,<br />
Na nurtujące pytanie znaleźć odpowiedź,<br />
O braku dekomunizacji w wolnej Polsce przyczynę…<br />
<br />
Na kuflu piwa opierając dłoń, <br />
Wspominaliśmy jak jeszcze przed chwilą, <br />
Drżący starego profesora głos,<br />
Hołdem był złożonym komunizmu ofiarom…<br />
I tamte pamiętne z lat studenckich wykłady, <br />
O globalnego komunizmu niewysłowionej zbrodniczości,<br />
Wraz z zeszytami po brzegi zapisanymi notatkami,<br />
W głębinach pamięci skrzętnie ukryliśmy…<br />
<br />
Wspomnień siwowłosych profesorów, <br />
Podczas prywatnych rozmów i akademickich wykładów,<br />
Wysłuchiwaliśmy bez najmniejszego szmeru,<br />
Usiłując zapamiętać każde ze słów…<br />
Czasem w oczach starych profesorów pojawiały się łzy,<br />
Gdy wspominali stanu wojennego ofiary,<br />
Pozostawiając nas z dręczącymi duszę pytaniami, <br />
Na które sami w dyskusjach szukaliśmy odpowiedzi…<br />
<br />
W toku burzliwych wielogodzinnych dyskusji,<br />
W studenckich latach sami powoli odkrywaliśmy,<br />
Że o wspaniałości PRL-u wszelakie mity,<br />
Najmniejszego nie miały pokrycia w rzeczywistości...<br />
A gdy na temat zbrodniczego PRL-u,<br />
Wymsknęło się komuś kilka dobrych słów, <br />
Reszta rugała go bez namysłu,<br />
Od kufli nawet nie odrywając wzroku…<br />
<br />
VIII.<br />
<br />
Choć od tamtych naszych pamiętnych dyskusji, <br />
Upłynęły już tysiące dni, <br />
Podług kalendarza praw bezlitosnych,<br />
W kolejne lata pozaplatanych…<br />
Czasem gdy na poświęconych historii forach,<br />
Napiszę o północy ostatni już komentarz,<br />
Wpatrując się nocami w pełnię księżyca…<br />
Sięgam po puszkę pszenicznego piwa…<br />
<br />
Drewnianą warzechę wielokwiatowego miodu,<br />
Zatapiam w wrzącego piwa rondlu,<br />
By okraszone szczyptą cynamonu,<br />
Gorące jeszcze unieść do ust…<br />
By kłębiąca się z wolna piana,<br />
Była dla misternie zdobionego kufla,<br />
Niczym najkosztowniejsza błyszcząca klejnotami korona,<br />
Dla siwej głowy baśniowego króla…<br />
<br />
Gdy powieje niekiedy przeszłości wiatr,<br />
Zatapiając się w rzewnych wspomnieniach,<br />
W niesionych emocjami myślach powracam,<br />
Do tamtych pełnych szczęścia studenckich lat…<br />
Gdy wytęskniony grzanego piwa kufel,<br />
W doborowym pasjonatów historii towarzystwie,<br />
Nagrodą był za piątkę w indeksie,<br />
Budząc na twarzy łagodny szczęścia uśmiech…<br />
<br />
Gdy tak zatapiam się w wspomnieniach,<br />
Niejedna uroniona ukradkiem łza, <br />
Spadnie niekiedy do kufla grzanego piwa,<br />
Przez duchy przeszłości jedynie dostrzeżona…<br />
By niczym trzaskające z świętego ognia iskry<br />
Rozniecić nocą barwnych snów obrazy,<br />
O tamtych minionych latach studenckich,<br />
Zatopionych w niezliczone o historię spory…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy niczym w rozłożystych gniazdach maleńkie ptaszyny,<br />
Otulone tajemniczym płaszczem nieprzeniknionej nocy,<br />
Zagnieździły się w rubrykach indeksów piątki,<br />
Rozniecając tak wiele bezcennych emocji…<br />
Pamiętam, zawsze po zdanych egzaminach... <br />
Zbierała się licznie studencka brać,<br />
Wieczorami przy kuflach grzanego piwa, <br />
By snuć swe opowieści o zamierzchłych czasach…<br />
<br />
Piątki z historii, archeologii, teologii, <br />
Pretekstem były do długich dyskusji, <br />
Na zawiłe światopoglądowe tematy,<br />
Rodząc zarzewia rozlicznych sporów i kłótni…<br />
Gdy z licznej i gwarnej studentów gromadki,<br />
Każdy biorąc duży grzanego piwa łyk,<br />
Rzucał śmiało kontrowersyjne swe tezy,<br />
Licząc na wywołanie burzliwych reakcji…<br />
<br />
Jeden przechwalał się piątką z archeologii,<br />
Snując opowieść o rozwoju medycyny w starożytności,<br />
Drugi piątką z bioetyki się chełpił, <br />
By temat zbrodniczości eugeniki ochoczo poruszyć…<br />
Jednego nieziemsko fascynowała paleoastronautyka,<br />
Drugiego skrycie pociągała angelologia,<br />
Jednego pochłaniała najnowocześniejsza wojskowa technika,<br />
Drugiego przyciągał swą tajemniczością duchowy świat…<br />
<br />
Gdy gorące studentów o historię spory,<br />
Zawładnęły niejednym stolikiem kawiarnianym,<br />
Niczym niegdyś żywiołowe najeźdźców hordy,<br />
Rozległym i warownym grodem podbitym,<br />
Emocje rozpalone w burzliwej dyskusji, <br />
Studził dopiero pszenicznego piwa łyk,<br />
Pozwalając ochrypłe gardło zwilżyć,<br />
Dając czas dla ułożenia błyskotliwej riposty…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy filmowe megaprodukcje o polskiej historii, <br />
Miały wejść dopiero na ekrany kin,<br />
A w prawicowej prasie szumne ich zapowiedzi,<br />
Do młodych pasjonatów przemawiały wyobraźni,<br />
Wyczekując tych upragnionych premier kinowych,<br />
Biorąc po wykładach duży piwa łyk,<br />
Pokrzepialiśmy się wzajemnie barwnymi opowieściami,<br />
O chlubnych kartach wielkiego narodu przeszłości…<br />
<br />
Czasem ktoś przyniósł album stary,<br />
Wyjęty z nieżyjącego już dziadka szuflady,<br />
W limitowanej serii niegdyś wydany,<br />
Przez co w oczach kolekcjonerów po tysiąckroć bezcenny…<br />
A czasem w starym antykwariacie dziś nieistniejącym, <br />
Udało się upolować jakiś historyczny komiks,<br />
Poświęcony wybitnej w dziejach świata postaci,<br />
Której dokonania wpłynęły na losy ludzkości…<br />
<br />
Na błyszczących krążkach filmy dokumentalne, <br />
Do prasowych tytułów niegdyś dołączane,<br />
Kupowaliśmy ochoczo sypiąc ostatnie grosze,<br />
Nieraz tracąc pieniądze odłożone na bilet…<br />
A wymieniając się naszymi filmowymi kolekcjami,<br />
Łataliśmy nawzajem swojej wiedzy braki,<br />
Zszywając je w głowie niewidzialnymi nićmi,<br />
Łączącymi tak wiele wielkich wydarzeń historycznych…<br />
<br />
Czasem jakaś historyczna ciekawostka, <br />
Rzucona mimochodem przez starego profesora,<br />
Na wykładzie skrzętnie zapisana i podkreślona, <br />
W pamięci naszej na lata zapadała...<br />
A ubrana umiejętnie w wyszukane słowa,<br />
Dla prostego studenta większą wagę miała,<br />
Niż pełne brukowej prasy stoiska,<br />
Zalegającej stertami w supermarketach…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Pamiętam wtedy w studenckich latach,<br />
Gdy zrosił okolicę księżyca blask,<br />
W obszernych średniowiecznych Rocznikach Długosza,<br />
Kochałem bez pamięci się rozczytywać…<br />
A nakreślony piórem wybitnego kronikarza, <br />
Dziejów polskich jakże barwny świat,<br />
Szepcząc o wielkich tajemnicach średniowiecza, <br />
Wyobraźnię moją tak bardzo rozbudzał…<br />
<br />
I pasją do średniowiecznych polskich kronik, <br />
Cały świat naiwnie niegdyś chciałem zarazić, <br />
O pięknie tychże nie szczędząc słów wzniosłych, <br />
Głoszonych przy każdej możliwej okazji…<br />
Tak w snach i na jawie, <br />
W wyśnionych karczmach i w całkiem realnym pubie, <br />
Kosztując sporządzoną podług zapomnianej receptury nalewkę, <br />
Unosząc namacalny grzanego piwa kufel,<br />
<br />
Otwierając Mistrza Wincentego Kronikę, <br />
Sięgając po zaznaczony w Rocznikach Długosza fragment,<br />
O dziejach rodu Piastów opowieści swe snułem,<br />
Przyodziewając średniowieczne zapisy w słowa wyszukane…<br />
Paniczom i żakom z zamierzchłych czasów, <br />
Współczesnym mi studentom wszelkich kierunków, <br />
Nie szczędząc barwnych wyszukanych słów, <br />
Dla opowiedzenia zasnutych mgłą niepamięci dziejów…<br />
<br />
I nad wielkimi bitwami polskiego średniowiecza, <br />
Pochylaliśmy się wspólnie w wnikliwych dociekaniach,<br />
Każdy aspekt tamtych wiekopomnych starć,<br />
Analizując przez naukowych opracowań pryzmat…<br />
By gdy snem znużona przymknie się powieka, <br />
Powędrowała w tamten utkany legendami świat,<br />
Rozbudzona nocą senna wyobraźnia,<br />
Każdego jednego ciekawego przeszłości studenta…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy smakowych papierosów niedopałki, <br />
Dociśnięte zdecydowanym ruchem dłoni, <br />
Sypiąc ostatnie rozżarzone iskry, <br />
Kończyły swój żywot na dnie popielniczki…<br />
Z zamierzchłych czasów przeszłości szept, <br />
Niósł się po spowitej dymem knajpie,<br />
Poruszając niejednego młodego studenta serce,<br />
Rozbudzając uśpioną wieczorami wyobraźnię…<br />
<br />
O tajemniczych początkach prastarej słowiańszczyzny, <br />
Snuli młodzi studenci najśmielsze domysły, <br />
Popuszczając niekiedy wodze wyobraźni, <br />
Zapuszczając się w gąszcza pseudonaukowych teorii…<br />
Gdy o pochodzeniu Słowian od Wenedów teorii, <br />
Jedni ochoczo czapkowali, <br />
Drudzy w przypuszczeniach swych nadzwyczaj ostrożni, <br />
Przy allochtonicznej koncepcji roztropnie obstawali…<br />
<br />
Ciągnące się latami o historię spory, <br />
Z pogranicza rzetelnej wiedzy i teorii spiskowych, <br />
Kto wzniósł w starożytności potężne piramidy, <br />
Kto tak naprawdę pierwszy Amerykę odkrył, <br />
Gdy mrok wielotysięczne miasta otulił,<br />
Oznajmiając czas końca letnich sesji,<br />
Przy zastawionych piwem stolikach rozstrzygali studenci, <br />
Sypiąc jedni drugim ironiczne przytyki…<br />
<br />
O historyczność oracza Piasta i króla Popiela, <br />
Wykłócali się do ostatniej kropli piwa,<br />
O miejsce ukrycia Świętego Graala, <br />
Toczyli swe spory do lokali zamknięcia…<br />
Dzwoniły kufle wznoszone na zdrowie,<br />
Odrapane krzesła szurały o podłogę,<br />
A toczące się wieczorami burzliwe dyskusje, <br />
Pozostawały bez rozstrzygnięcia w próżni zawieszone...<br />
<br />
V.<br />
<br />
Kto najwięcej zna tajemnic historii, <br />
Wciąż między sobą się licytowaliśmy, <br />
Przechwalając się swymi bogatymi kolekcjami,<br />
Poupychanych w napęczniałe segregatory, <br />
Bogato ilustrowanych popularnonaukowych czasopism…<br />
By znanych tytułów kompletnymi rocznikami,<br />
Dostrzegając w ich oczach nutkę zazdrości,<br />
Na kolegach z uczelni wrażenie zrobić...<br />
<br />
Choć różnie rozkładały się nasze fascynacje, <br />
Pomiędzy poszczególnych bohaterów Kampanii Wrześniowej,<br />
Jeden wielbił niestrudzenie generała Kutrzebę, <br />
Drugi murem stawał za Hubalem…<br />
W każdej z tamtych wieczornych dyskusji,<br />
Dało się wyczuć w głosie nadłamanym,<br />
Iż bohaterskich obrońców naszych polskich granic,<br />
Wszystkich bez wyjątku szczerze szanowaliśmy…<br />
<br />
Choć listę największych bitew II Wojny Światowej, <br />
Każdy bez wyjątku znając na pamięć, <br />
Wszczynał z kolegami burzliwe dyskusje, <br />
Kreśląc tego światowego konfliktu alternatywne scenariusze…<br />
Narosłych przez lata stereotypów twierdzę, <br />
O nieuchronności klęski Kampanii Wrześniowej, <br />
Niczym doborowym partyzantów oddziałem,<br />
Zdobywaliśmy wspólnie naszych kontrargumentów szturmem…<br />
<br />
O prawdziwych przyczynach katastrofy w Gibraltarze, <br />
Snuliśmy swe spiskowe teorie,<br />
O fiasku operacji Market Garden, <br />
Wymienialiśmy się czasem wiązkami spostrzeżeń…<br />
Czy dało się uniknąć Wołynia tragedii, <br />
Czasem z łzą w oku jeden drugiego pytaliśmy, <br />
Ignorując wymownie pogardliwe uśmieszki, <br />
Wykolczykowanych nastolatek nieopodal sączących drinki…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Gdy kolejny aromatycznego piwa łyk, <br />
Niejedno gardło skutecznie zwilżył,<br />
I przyszło do zawiłych światopoglądowych dyskusji,<br />
Nie szczędzących tematów bolesnych i trudnych,<br />
Chłodnymi wieczorami gorący patriotyzm, <br />
W duszy każdego młodego studenta się tlił,<br />
Pomimo tej całej lewackiej propagandy,<br />
Sączonej nam w głowy z mediów mainstreamowych…<br />
<br />
Pamiętam jak z drżeniem w głosie, <br />
Wspominaliśmy Żołnierzy Niezłomnych ofiarę,<br />
Przeglądając w knajpach kolejne publikacje, <br />
Dotykające tematu IPN-owskich historyków piórem…<br />
Bo wiedzieliśmy z opowieści że i w naszym regionie, <br />
Bezgraniczne swe oddanie Ojczyźnie, <br />
Niejeden Żołnierz Wyklęty przepłacił życiem,<br />
Przez bezpiekę zakatowany na śmierć…<br />
<br />
Choć byli niekiedy i w naszym wieku, <br />
W burzliwy wir okrutnych dziejów,<br />
Wrzuceni zostali zrządzeniem losu,<br />
Pośród upiornego historii chichotu...<br />
I każdy z nas choć raz się zadumał, <br />
Nad ofiarą młodego ich życia,<br />
Naznaczonego tak bardzo przez wojny czas<br />
I w okresie stalinizmu dotkliwego Polski upodlenia...<br />
<br />
Progów wymarzonych uczelni, <br />
Nigdy nie dane im było przekroczyć,<br />
Rozległe puszcze, lasy i bory, <br />
Były im ich uniwersytetem wyśnionym…<br />
A najtrudniejszy egzamin z życia, <br />
Każdy z nich niemal wzorowo zdał,<br />
Gdy kresu dobiegła nierówna walka<br />
I przyszło zdać raport przed obliczem Boga…<br />
<br />
VII.<br />
<br />
O zmarnowanych szansach transformacji ustrojowej, <br />
Tocząc dyskusje z niejednym szanowanym profesorem,<br />
Opuszczając nasze uniwersytety i uczelnie,<br />
Zadowalających odpowiedzi wiedzieni niedosytem,<br />
Kierowaliśmy wieczorami kroki ku knajpie,<br />
By spróbować choć na kufla dnie,<br />
Na nurtujące pytanie znaleźć odpowiedź,<br />
O braku dekomunizacji w wolnej Polsce przyczynę…<br />
<br />
Na kuflu piwa opierając dłoń, <br />
Wspominaliśmy jak jeszcze przed chwilą, <br />
Drżący starego profesora głos,<br />
Hołdem był złożonym komunizmu ofiarom…<br />
I tamte pamiętne z lat studenckich wykłady, <br />
O globalnego komunizmu niewysłowionej zbrodniczości,<br />
Wraz z zeszytami po brzegi zapisanymi notatkami,<br />
W głębinach pamięci skrzętnie ukryliśmy…<br />
<br />
Wspomnień siwowłosych profesorów, <br />
Podczas prywatnych rozmów i akademickich wykładów,<br />
Wysłuchiwaliśmy bez najmniejszego szmeru,<br />
Usiłując zapamiętać każde ze słów…<br />
Czasem w oczach starych profesorów pojawiały się łzy,<br />
Gdy wspominali stanu wojennego ofiary,<br />
Pozostawiając nas z dręczącymi duszę pytaniami, <br />
Na które sami w dyskusjach szukaliśmy odpowiedzi…<br />
<br />
W toku burzliwych wielogodzinnych dyskusji,<br />
W studenckich latach sami powoli odkrywaliśmy,<br />
Że o wspaniałości PRL-u wszelakie mity,<br />
Najmniejszego nie miały pokrycia w rzeczywistości...<br />
A gdy na temat zbrodniczego PRL-u,<br />
Wymsknęło się komuś kilka dobrych słów, <br />
Reszta rugała go bez namysłu,<br />
Od kufli nawet nie odrywając wzroku…<br />
<br />
VIII.<br />
<br />
Choć od tamtych naszych pamiętnych dyskusji, <br />
Upłynęły już tysiące dni, <br />
Podług kalendarza praw bezlitosnych,<br />
W kolejne lata pozaplatanych…<br />
Czasem gdy na poświęconych historii forach,<br />
Napiszę o północy ostatni już komentarz,<br />
Wpatrując się nocami w pełnię księżyca…<br />
Sięgam po puszkę pszenicznego piwa…<br />
<br />
Drewnianą warzechę wielokwiatowego miodu,<br />
Zatapiam w wrzącego piwa rondlu,<br />
By okraszone szczyptą cynamonu,<br />
Gorące jeszcze unieść do ust…<br />
By kłębiąca się z wolna piana,<br />
Była dla misternie zdobionego kufla,<br />
Niczym najkosztowniejsza błyszcząca klejnotami korona,<br />
Dla siwej głowy baśniowego króla…<br />
<br />
Gdy powieje niekiedy przeszłości wiatr,<br />
Zatapiając się w rzewnych wspomnieniach,<br />
W niesionych emocjami myślach powracam,<br />
Do tamtych pełnych szczęścia studenckich lat…<br />
Gdy wytęskniony grzanego piwa kufel,<br />
W doborowym pasjonatów historii towarzystwie,<br />
Nagrodą był za piątkę w indeksie,<br />
Budząc na twarzy łagodny szczęścia uśmiech…<br />
<br />
Gdy tak zatapiam się w wspomnieniach,<br />
Niejedna uroniona ukradkiem łza, <br />
Spadnie niekiedy do kufla grzanego piwa,<br />
Przez duchy przeszłości jedynie dostrzeżona…<br />
By niczym trzaskające z świętego ognia iskry<br />
Rozniecić nocą barwnych snów obrazy,<br />
O tamtych minionych latach studenckich,<br />
Zatopionych w niezliczone o historię spory…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pewna planeta]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7811.html</link>
			<pubDate>Tue, 21 May 2024 00:29:51 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7811.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Niczym niewielki pyłek i maleńka kruszynka,<br />
Zdać by się mogło całkowicie bezbronna,<br />
Wobec ogromu otaczającego ją niepojętego wszechświata,<br />
<br />
Lecz na przestrzeni miliardów lat, <br />
Otoczona troskliwą pieczą Wszechmocnego Boga,<br />
By podług kosmosu odwiecznych praw,<br />
Poddana im trwale mogła się formować,<br />
<br />
By gdy dopełni się jej czas,<br />
A przez tysiąclecia ukształtuje stabilny klimat,<br />
Mogła przyjąć na siebie najcudowniejszy dar,<br />
Istnienie stworzonego na obraz Boży człowieka…<br />
<br />
Posłusznie przeto wpisała się w Boży Plan, <br />
Ta maleńka we wszechświecie kruszynka, <br />
Przyjmując na siebie wszelakiego życia dar,<br />
Towarzyszący jej odtąd przez kolejne tysiąclecia…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Kryjąca w sobie największy swój skarb, <br />
Roznieconą Bożym Zamysłem iskrę życia, <br />
Tlącą się w niezliczonych istnień różnorakich gatunkach,<br />
<br />
Obfitująca w wszelakie formy istnienia,<br />
O skomplikowanych strukturach i różnorakich barwach,<br />
Drapieżniki kryjące się w leśnych gęstwinach,<br />
Liczne stada podniebnego ptactwa,<br />
<br />
Pośród łąk malowniczych i pól rozległych, <br />
Aż po tonące we mgle górskie szczyty,<br />
Zawładnęły nią wszelkie życia formy,<br />
Będąc świadectwem wspaniałości przyrody,<br />
<br />
W ciągnących się górskich pasm rozpadlinach,<br />
W zapierających dech w piersiach pustynnych kanionach, <br />
Wszędzie tam odnajdziemy piękno stworzenia,<br />
Poruszające do samej głębi jestestwa…<br />
<br />
<br />
III.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie potężne zimnokrwiste gady ustąpiły miejsca,<br />
Tlącym się w Bożym Zamyśle narodzinom człowieka, <br />
Będącego odtąd ukoronowaniem wszelkiego stworzenia,<br />
<br />
Gdy ze względu tylko na niego samego, <br />
Stworzył Bóg Litościwy człowieka ułomnego,<br />
By przez kolejne pokolenia się doskonaląc, <br />
Czynił niestrudzenie ziemię sobie poddaną,<br />
<br />
Za dni codziennych życiową przestrzeń, <br />
Ofiarowując człowiekowi cudowną błękitną planetę,<br />
By wraz z kolejnych wieków upływem,<br />
Cieszyć mógł się cywilizacyjnym rozwojem…<br />
<br />
By umiłowanej przez Boga ludzkości dzieje,<br />
Nierozerwalnie odtąd z nią zespolone,<br />
Nadały odtąd jej istnieniu epokowy sens,<br />
Czyniąc ją wyjątkową w całym wszechświecie…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdzie zadumana wrażliwa Wiosna,<br />
Wędrując poprzez rozległe łąki i pastwiska,<br />
Do życia budzi nieśpiesznie cały świat,<br />
Topiąc resztki śniegu w przydrożnych rowach,<br />
<br />
Gdzie łagodny wiosenny wiatr, <br />
Tajemnicze swe melodie od wieków wciąż gra, <br />
Plącząc się niekiedy w rozłożystych drzew gałęziach,<br />
Głaszcząc niekiedy szyszki na niebosiężnych świerkach,<br />
<br />
Gdzie choćby najmniejsze źdźbło trawy,<br />
Przystrojone o poranku kroplami rosy,<br />
Niczym aksamitnym płaszczem dumny królewicz,<br />
W oczach wszechświata swym pięknem się szczyci,<br />
<br />
Gdzie najmniejszy promyk słońca, <br />
Heroldem będąc nadchodzącego dnia,<br />
Nocy czas jej odejścia zarazem oznajmia,<br />
By speszona nieśpiesznie się rozpłynęła…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdzie każdy tysiąc uderzeń skrzydeł kolibra, <br />
Gdzie poranny melodyjny śpiew słowika,<br />
Matce Naturze odmierza czas, <br />
Niczym przepięknej księżniczce szklana klepsydra,<br />
<br />
Gdzie kwilą o poranku ptaszyny, <br />
Wyczuwając łagodne wiatru powiewy,<br />
By wkrótce śmiało w powietrze się wzbić,<br />
Liche swe gniazdka pozostawiając za plecami,<br />
<br />
Gdzie z nieśpiesznym biegiem kolejnych dni, <br />
Wiją swe gniazda pięknoskrzydłe bociany,<br />
By potomstwu godne warunki zapewnić,<br />
Do odlotu w odległe zamorskie krainy,<br />
<br />
Gdzie podniebne chmurnookie sokoły, <br />
Pośród rozległych stepów szerokich, <br />
Polując zawzięcie na czmychającą zdobycz, <br />
Od wieków cieszą wciąż oczy ludzi…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie najmniejszy lądu czy roślinności obszar,<br />
Czy to maleńka pośród oceanu wysepka,<br />
Czy to przybrzeżnych szuwarów skupiska,<br />
<br />
Czy to urokliwy leśny zakątek,<br />
Czy spowite mgłą niepamięci uroczysko zapomniane,<br />
Mają wszystkie sekrety swe niezliczone,<br />
Przez Czas wszechwiedzący zazdrośnie strzeżone,<br />
<br />
Gdzie olbrzymie rozległe kontynenty,<br />
Będące niegdyś kolebką dla rozwoju ludzkości,<br />
Kryją tysiące jej niezgłębionych tajemnic,<br />
Od wieków w zapomnieniu spoczywających w ziemi,<br />
<br />
By kiedyś na światło dnia wydobyte,<br />
Przeszyte jak mieczem mędrca okiem,<br />
Pieczołowicie zbadane przez dociekliwą naukę, <br />
Stały się inspiracją dla przyszłych pokoleń…<br />
<br />
VII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
O której zatopionych w pomroce pradziejów sekretach, <br />
Gdy zrosi je nocą księżyca blask, <br />
Szepczą sięgające niebios zadumane prastare drzewa,<br />
<br />
Niekiedy zebrane na wiecu, <br />
W niewielkim urokliwym przydrożnym lasku,<br />
Gdy w szumie wiecznie zielonych świerków,<br />
Usiłują rozsądzić zawiłości ciągnących się latami sporów,<br />
<br />
Niekiedy niczym w senacie bądź sejmie,<br />
Debatujące przez lat wiele w prastarym borze,<br />
Dumne a dostojne dęby rozłożyste,<br />
Tajemnic przeszłości znające tak wiele,<br />
<br />
Gdy tylko powieje niezgody wiatr, <br />
Kruchymi ich gałęziami poruszając z wolna,<br />
Pogrążone od wieków w tych samych sporach,<br />
Wszczynają znów swe dysputy rozliczne drzewa…<br />
<br />
VIII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie każda sięgająca niebios statua,<br />
Mimo upływu setek i tysięcy lat,<br />
O odwiecznych wartościach całej ludzkości przypomina,<br />
<br />
Gdzie pieczołowicie wznoszono przez wieki,<br />
Sięgające niebios mitycznych bogów posągi,<br />
By spomiędzy chmur obejmując spojrzeniem dumnym,<br />
Spowite mgłą panoramy miast starożytnych,<br />
<br />
Z upływem kolejnych stuleci, <br />
Były milczącymi świadkami,<br />
Jak przez wieki kolejne wynalazki, <br />
Będąc kamieniami milowymi w rozwoju ludzkości,<br />
<br />
Ścieżki jej rozwoju trwale wytyczyły,<br />
By plącząc się w kolejnych zawiłościach dziejowych,<br />
Dzięki potędze wiedzy i wspaniałości nauki,<br />
Powracała zawsze na właściwe tory…<br />
<br />
IX.<br />
<br />
Gdzie każdego upalnego lata,<br />
Delikatny letni wiatr,<br />
Szumiąc łagodnie w leśnych gęstwinach,<br />
Plącze się niekiedy w smukłych jeleni porożach,<br />
<br />
By w okraszonych blaskiem słońca strumykach,<br />
Niebawem radośnie się skąpać,<br />
A nad rozległe łąki niebawem znów pognać,<br />
Trącając delikatnie przybrzeżny kwiat…<br />
<br />
Gdzie skrzące gorącego słońca promienie, <br />
Niczym świetliste anielskie włócznie, <br />
Zatopione w tysiącach jezior i rzek, <br />
Zdają się wiernie czci ich strzec,<br />
<br />
<br />
Użyczając im swego świetlistego blasku, <br />
Zatopionego w głębi krystalicznie czystych wód, <br />
Czynią je podobnymi do błyszczących diamentów,<br />
Tak pięknych niczym wyjęte ze snu...<br />
<br />
X.<br />
<br />
Gdzie każdy choćby najmniejszy kwiat, <br />
Choćby mizerna krucha roślinka,<br />
Jawi się oczom przyrody niczym bezcenny skarb, <br />
Równy najokazalszemu samorodkowi złota,<br />
<br />
Gdzie każda płonącego bursztynu kropla,<br />
Skrząca niczym najjaśniejsza niedosięgła kometa,<br />
Jest niczym bólu gorąca łza,<br />
Przez niszczoną przyrodę ukradkiem uroniona,<br />
<br />
Gdzie niezliczone dmuchawce na skrzących zielenią łąkach,<br />
Są niczym planety w rozległych galaktykach,<br />
A ich niesione wiatrem nasiona, <br />
Podobne bywają niekiedy do spadających gwiazd,<br />
<br />
Gdzie najpiękniejszych polnych kwiatów kielichy, <br />
Kryjąc w swych wnętrzach nektaru drobiny,<br />
Wabią ku nim niezliczone owady,<br />
Posłuszne instynktownie Matki Natury woli…<br />
<br />
XI.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Radosnymi uśmiechami dzieci cała okraszona,<br />
Niczym puszysta, mięciutka, aromatyczna babka,<br />
Tonąca cała w pudru drobinkach,<br />
<br />
Gdzie szczery niewinny dziecka uśmiech, <br />
Na starców cierpienia bywa lekiem, <br />
A w niejednej życia chwili ciężkiej,<br />
Milionów matek rozszalałych nerwów ukojeniem,<br />
<br />
Gdzie na przestrzeni płynących nieśpiesznie lat, <br />
W maleńkiego dziecka przeglądając się oczach,<br />
Niejedna matka doznała pokrzepienia,<br />
Zaklętego w cieknących szczęścia łzach,<br />
<br />
Padających na ręcznie wyszywane poduszeczki, <br />
W misternie rzeźbionych kołyskach drewnianych,<br />
Czy to w bogatych pałacach książęcych, <br />
Czy to w ubogich chatach chłopskich…<br />
<br />
<br />
XII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Przez oblicza posępnych Sfinksów strzeżona, <br />
W Gizie, w Beludżystanie, w Karpatach, <br />
W tak odległych od siebie globu zakątkach,<br />
<br />
A choć martwe spojrzenie kamiennego Sfinksa, <br />
Ustępuje bystremu wzrokowi szybującego sokoła,<br />
Na wpół zamglone a zatopione w zaświatach, <br />
Poznało wiele tajemnic stworzenia…<br />
<br />
I choć przez szkaradne kamienne gargulce, <br />
Uczepione gzymsów gotyckich katedr, <br />
Bez pardonu niekiedy wyszydzana dotkliwie, <br />
Za niewysłowione piękno jakim poszczycić się może,<br />
<br />
Przez pięknolicych białoskrzydłych aniołów posągi, <br />
W rozrzuconych po świecie świątyniach barokowych, <br />
Pocieszana zawsze słowem serdecznym, <br />
Będącym odbiciem Bożej Mądrości…<br />
<br />
XIII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie każda sięgająca nieba piramida,<br />
Zatopiona jest zarazem w niezgłębionych tajemnicach<br />
I mnogości hipotez tyczących jej powstania,<br />
<br />
I nawet dziewięć pierścieni Saturna, <br />
W całej swej wspaniałości nie może się równać, <br />
Z siedmioma cudami jej starożytnego dziedzictwa, <br />
Stworzonymi przed wiekami ręką człowieka…<br />
<br />
Gdzie potężne warowne zamki, <br />
Majaczące we mgle pośród gór nieprzystępnych, <br />
Świadectwem pozostając epok minionych, <br />
Wspaniałym są zarazem pomnikiem historii,<br />
<br />
W swych tajemniczych lochów zwaliskach,<br />
Kryjąc niejeden strzeżony barwnymi legendami skarb,<br />
Mimo upływu wieku czekający odkrycia, <br />
Przez o czystym sercu nieustraszonego śmiałka…<br />
<br />
XIV.<br />
<br />
Gdzie zielone liście soczyste, <br />
Szeptem czasu dotknięte, <br />
Z biegiem dni kolejnych stają się złote, <br />
Z czasem usychając zimnym wiatrem niesione,<br />
<br />
Gdzie chłodna, zimna jesień, <br />
Złocąc każdego roku na drzewach liście, <br />
Perli policzki dzieci skrzącym rumieńcem, <br />
Przydając ich rodzicom siwych włosów na głowie,<br />
<br />
A każdy maleńki cienki włos, <br />
Niepostrzeżenie na głowie srebrząc,<br />
Ustępuje pola nostalgicznym wspomnieniom,<br />
Żarzącym się w serc głębi wieczorową porą,<br />
<br />
Gdy niejeden rodzic z rozrzewnieniem wspomni, <br />
Jak  pośród swego dzieciństwa chwil beztroskich, <br />
Gonił za widmem niedosięgłej przygody,<br />
Nie zaprzestając ni na chwilę zabaw wszelakich…<br />
<br />
XV.<br />
<br />
Gdzie każdy niepozorny polny kamień, <br />
Kołysanym wiatrem trawom opowieści swe snuje, <br />
Z spowitej mgłą tajemnic przeszłości zamierzchłej, <br />
Której przez wieki niemym był świadkiem…<br />
<br />
Gdy dosiadająca niezliczonych koni chrobrych wojów armia, <br />
Ciągnęła niegdyś przez rozległe pola, <br />
By bić ofiarnię swego księcia wroga,<br />
Przechylając na jego stronę szalę zwycięstwa,<br />
<br />
W czasie tamtych wiekopomnych pamiętnych bitew, <br />
Toczonych przez wieki ze zmiennym szczęściem,<br />
Mimo strat ogromnych i krwi przelanej,<br />
Niekiedy ofiarnie wieńczonych triumfem…<br />
<br />
Gdzie przez wieki niejeden król zadumany, <br />
Pośród pól bezkresnych i stepów szerokich,<br />
Czekał cierpliwie rozstrzygnięcia sądnej bitwy, <br />
Wznosząc ku niebu żarliwe swe modły…<br />
<br />
XVI.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Licząca cztery i pół miliarda lat,<br />
Gdzie trudna i bolesna minionych wieków historia,<br />
Kładąca się cieniem na przyszłe pokolenia,<br />
<br />
Ukryta jest w porośniętych mchem zamków ruinach,<br />
Będących świadkami ścięcia niejednego króla,<br />
Ukryta jest w podziemnych bunkrów czeluściach,<br />
Obleganych niegdyś przez militarnych koalicji wojska,<br />
<br />
Zrządzeniem losu sprawiedliwym, <br />
Będących niegdyś niemymi świadkami,<br />
Ostatnich godzin życia dyktatorów krwawych,<br />
Gdy dosięgła każdego karząca ręka sprawiedliwości, <br />
<br />
Gdzie bezcenne unikatowe pomniki przyrody, <br />
Zazdroszczą zburzonym grodom prastarym,<br />
Że nie muszą oglądać zbydlęcenia ludzkości,<br />
Goniącej dziś ślepo za widmem mamony…<br />
<br />
XVII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Brudna, zaśmiecona, betonem pokryta, <br />
Krwawymi wojnami przez wielki wyniszczona,<br />
Bólem i cierpieniem tak bardzo naznaczona,<br />
<br />
Z której modlitwy milionów chorych dzieci, <br />
Wyszeptywane trwożnie w zaniedbanych oddziałach szpitalnych, <br />
Zanoszą przed oblicze Boga anioły, <br />
Pozostawiając w ich sercach promyk nadziei,<br />
<br />
Gdzie ból, smutek i cierpienie, <br />
Tysięcy ludzi codziennym są chlebem,<br />
Okraszonym gorzkim z fabrycznych kominów dymem,<br />
Popijanym łzami cieknącymi spod powiek,<br />
<br />
Gdzie milionów ludzi kolejne dni życia, <br />
Są niczym wielka od pracy rana,<br />
Niekiedy jeszcze zakażona przez strach,<br />
O utratę środków potrzebnych do życia…<br />
<br />
XVIII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Siecią tysięcy autostrad poprzecinana,<br />
Przez ludzi wciąż systematycznie niszczona,<br />
W imię ułudy postępowego świata,<br />
<br />
Gdzie choć powodzie, gradobicia, huragany, <br />
Wyrządzają nader często dotkliwe szkody, <br />
Niszcząc niekiedy i całoroczne zbiory,<br />
Pozostawiając zrujnowane gospodarstwa i folwarki,<br />
<br />
Gdzie choć rozliczne kataklizmy,<br />
W ubiegłych stuleciach i wiekach zamierzchłych,<br />
Odciskały się piętnem na losach ludzkości, <br />
Ścierając obraz szczęśliwych dni,<br />
<br />
<br />
Nigdy nie umiera Nadzieja,<br />
Mimo przeciwności losu tląca się w sercach,<br />
Niczym maleńka rozżarzona iskierka,<br />
W rozwiewanych porywistym wiatrem zimnych popiołach,<br />
<br />
XIX.<br />
<br />
Gdzie każdy maleńki śniegu kryształek, <br />
Skrywa w sobie głęboki swój sekret, <br />
Zaklęty w nim tajemniczym przyrody szeptem, <br />
W krótkiej swego istnienia chwili ulotnej,<br />
<br />
Gdzie leciutki biały puch, <br />
Otulając każdego roku ziemię do snu, <br />
Strzeże czule jej największych sekretów,<br />
Przed chciwym spojrzeniem pełnych zawiści oczu,<br />
<br />
Gdzie niczym ponurej zimy brudny śnieg,<br />
Topnieją minionych pokoleń traumy bolesne,<br />
Z każdym łagodnym nadziei powiewem,<br />
Niesionym niepostrzeżenie cichutkim wiosny szeptem,<br />
<br />
Z każdym pierwszym noworodka krzykiem,<br />
Niosącym się echem na sali porodowej,<br />
Z każdym pierwszym maleńkim przebiśniegiem,<br />
Wystającym ponad białego puchu czapę…<br />
<br />
XX.<br />
<br />
Gdzie ponadczasowa nieśmiertelna filozofia, <br />
Nie starzejąca się nigdy poczciwa logika,<br />
Odtrutkami bywają na kłamstwa postępowego świata,<br />
Szerzone w dziejach ludzkości przez nieprawości ducha,<br />
<br />
Gdzie słowo sędziwego mędrca,<br />
Bywało odbiciem dobroci płynącej z głębi serca,<br />
Niczym krystalicznie czystej wody kropla,<br />
Skryta w nieprzystępnych górskich jaskiniach,<br />
<br />
Gdzie słowo starego profesora, <br />
Wybrzmiewające w starych uniwersytetów murach,<br />
Kształtowało przez wieki kolejne studentów pokolenia,<br />
Prowadząc ich przez trudy codziennego życia,<br />
<br />
Gdzie wciąż kolejni wszelakich nauk mędrcy,<br />
Przybliżają się do tej odwiecznej prawdy,<br />
Iż pośród niezbadanych galaktyk bezkresnych, <br />
Ta maleńka kruszynka jest skarbem bezcennym…<br />
<br />
- Tekst opublikowany 21 maja z okazji przypadającego w tym dniu Światowego Dnia Kosmosu.<br />
<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".png" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=886" target="_blank">Earth_w-_Bathy_-_PlanetMaker_(8971158294).png</a> (Rozmiar: 420,72 KB / Pobrań: 0)
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Niczym niewielki pyłek i maleńka kruszynka,<br />
Zdać by się mogło całkowicie bezbronna,<br />
Wobec ogromu otaczającego ją niepojętego wszechświata,<br />
<br />
Lecz na przestrzeni miliardów lat, <br />
Otoczona troskliwą pieczą Wszechmocnego Boga,<br />
By podług kosmosu odwiecznych praw,<br />
Poddana im trwale mogła się formować,<br />
<br />
By gdy dopełni się jej czas,<br />
A przez tysiąclecia ukształtuje stabilny klimat,<br />
Mogła przyjąć na siebie najcudowniejszy dar,<br />
Istnienie stworzonego na obraz Boży człowieka…<br />
<br />
Posłusznie przeto wpisała się w Boży Plan, <br />
Ta maleńka we wszechświecie kruszynka, <br />
Przyjmując na siebie wszelakiego życia dar,<br />
Towarzyszący jej odtąd przez kolejne tysiąclecia…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Kryjąca w sobie największy swój skarb, <br />
Roznieconą Bożym Zamysłem iskrę życia, <br />
Tlącą się w niezliczonych istnień różnorakich gatunkach,<br />
<br />
Obfitująca w wszelakie formy istnienia,<br />
O skomplikowanych strukturach i różnorakich barwach,<br />
Drapieżniki kryjące się w leśnych gęstwinach,<br />
Liczne stada podniebnego ptactwa,<br />
<br />
Pośród łąk malowniczych i pól rozległych, <br />
Aż po tonące we mgle górskie szczyty,<br />
Zawładnęły nią wszelkie życia formy,<br />
Będąc świadectwem wspaniałości przyrody,<br />
<br />
W ciągnących się górskich pasm rozpadlinach,<br />
W zapierających dech w piersiach pustynnych kanionach, <br />
Wszędzie tam odnajdziemy piękno stworzenia,<br />
Poruszające do samej głębi jestestwa…<br />
<br />
<br />
III.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie potężne zimnokrwiste gady ustąpiły miejsca,<br />
Tlącym się w Bożym Zamyśle narodzinom człowieka, <br />
Będącego odtąd ukoronowaniem wszelkiego stworzenia,<br />
<br />
Gdy ze względu tylko na niego samego, <br />
Stworzył Bóg Litościwy człowieka ułomnego,<br />
By przez kolejne pokolenia się doskonaląc, <br />
Czynił niestrudzenie ziemię sobie poddaną,<br />
<br />
Za dni codziennych życiową przestrzeń, <br />
Ofiarowując człowiekowi cudowną błękitną planetę,<br />
By wraz z kolejnych wieków upływem,<br />
Cieszyć mógł się cywilizacyjnym rozwojem…<br />
<br />
By umiłowanej przez Boga ludzkości dzieje,<br />
Nierozerwalnie odtąd z nią zespolone,<br />
Nadały odtąd jej istnieniu epokowy sens,<br />
Czyniąc ją wyjątkową w całym wszechświecie…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdzie zadumana wrażliwa Wiosna,<br />
Wędrując poprzez rozległe łąki i pastwiska,<br />
Do życia budzi nieśpiesznie cały świat,<br />
Topiąc resztki śniegu w przydrożnych rowach,<br />
<br />
Gdzie łagodny wiosenny wiatr, <br />
Tajemnicze swe melodie od wieków wciąż gra, <br />
Plącząc się niekiedy w rozłożystych drzew gałęziach,<br />
Głaszcząc niekiedy szyszki na niebosiężnych świerkach,<br />
<br />
Gdzie choćby najmniejsze źdźbło trawy,<br />
Przystrojone o poranku kroplami rosy,<br />
Niczym aksamitnym płaszczem dumny królewicz,<br />
W oczach wszechświata swym pięknem się szczyci,<br />
<br />
Gdzie najmniejszy promyk słońca, <br />
Heroldem będąc nadchodzącego dnia,<br />
Nocy czas jej odejścia zarazem oznajmia,<br />
By speszona nieśpiesznie się rozpłynęła…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdzie każdy tysiąc uderzeń skrzydeł kolibra, <br />
Gdzie poranny melodyjny śpiew słowika,<br />
Matce Naturze odmierza czas, <br />
Niczym przepięknej księżniczce szklana klepsydra,<br />
<br />
Gdzie kwilą o poranku ptaszyny, <br />
Wyczuwając łagodne wiatru powiewy,<br />
By wkrótce śmiało w powietrze się wzbić,<br />
Liche swe gniazdka pozostawiając za plecami,<br />
<br />
Gdzie z nieśpiesznym biegiem kolejnych dni, <br />
Wiją swe gniazda pięknoskrzydłe bociany,<br />
By potomstwu godne warunki zapewnić,<br />
Do odlotu w odległe zamorskie krainy,<br />
<br />
Gdzie podniebne chmurnookie sokoły, <br />
Pośród rozległych stepów szerokich, <br />
Polując zawzięcie na czmychającą zdobycz, <br />
Od wieków cieszą wciąż oczy ludzi…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie najmniejszy lądu czy roślinności obszar,<br />
Czy to maleńka pośród oceanu wysepka,<br />
Czy to przybrzeżnych szuwarów skupiska,<br />
<br />
Czy to urokliwy leśny zakątek,<br />
Czy spowite mgłą niepamięci uroczysko zapomniane,<br />
Mają wszystkie sekrety swe niezliczone,<br />
Przez Czas wszechwiedzący zazdrośnie strzeżone,<br />
<br />
Gdzie olbrzymie rozległe kontynenty,<br />
Będące niegdyś kolebką dla rozwoju ludzkości,<br />
Kryją tysiące jej niezgłębionych tajemnic,<br />
Od wieków w zapomnieniu spoczywających w ziemi,<br />
<br />
By kiedyś na światło dnia wydobyte,<br />
Przeszyte jak mieczem mędrca okiem,<br />
Pieczołowicie zbadane przez dociekliwą naukę, <br />
Stały się inspiracją dla przyszłych pokoleń…<br />
<br />
VII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
O której zatopionych w pomroce pradziejów sekretach, <br />
Gdy zrosi je nocą księżyca blask, <br />
Szepczą sięgające niebios zadumane prastare drzewa,<br />
<br />
Niekiedy zebrane na wiecu, <br />
W niewielkim urokliwym przydrożnym lasku,<br />
Gdy w szumie wiecznie zielonych świerków,<br />
Usiłują rozsądzić zawiłości ciągnących się latami sporów,<br />
<br />
Niekiedy niczym w senacie bądź sejmie,<br />
Debatujące przez lat wiele w prastarym borze,<br />
Dumne a dostojne dęby rozłożyste,<br />
Tajemnic przeszłości znające tak wiele,<br />
<br />
Gdy tylko powieje niezgody wiatr, <br />
Kruchymi ich gałęziami poruszając z wolna,<br />
Pogrążone od wieków w tych samych sporach,<br />
Wszczynają znów swe dysputy rozliczne drzewa…<br />
<br />
VIII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie każda sięgająca niebios statua,<br />
Mimo upływu setek i tysięcy lat,<br />
O odwiecznych wartościach całej ludzkości przypomina,<br />
<br />
Gdzie pieczołowicie wznoszono przez wieki,<br />
Sięgające niebios mitycznych bogów posągi,<br />
By spomiędzy chmur obejmując spojrzeniem dumnym,<br />
Spowite mgłą panoramy miast starożytnych,<br />
<br />
Z upływem kolejnych stuleci, <br />
Były milczącymi świadkami,<br />
Jak przez wieki kolejne wynalazki, <br />
Będąc kamieniami milowymi w rozwoju ludzkości,<br />
<br />
Ścieżki jej rozwoju trwale wytyczyły,<br />
By plącząc się w kolejnych zawiłościach dziejowych,<br />
Dzięki potędze wiedzy i wspaniałości nauki,<br />
Powracała zawsze na właściwe tory…<br />
<br />
IX.<br />
<br />
Gdzie każdego upalnego lata,<br />
Delikatny letni wiatr,<br />
Szumiąc łagodnie w leśnych gęstwinach,<br />
Plącze się niekiedy w smukłych jeleni porożach,<br />
<br />
By w okraszonych blaskiem słońca strumykach,<br />
Niebawem radośnie się skąpać,<br />
A nad rozległe łąki niebawem znów pognać,<br />
Trącając delikatnie przybrzeżny kwiat…<br />
<br />
Gdzie skrzące gorącego słońca promienie, <br />
Niczym świetliste anielskie włócznie, <br />
Zatopione w tysiącach jezior i rzek, <br />
Zdają się wiernie czci ich strzec,<br />
<br />
<br />
Użyczając im swego świetlistego blasku, <br />
Zatopionego w głębi krystalicznie czystych wód, <br />
Czynią je podobnymi do błyszczących diamentów,<br />
Tak pięknych niczym wyjęte ze snu...<br />
<br />
X.<br />
<br />
Gdzie każdy choćby najmniejszy kwiat, <br />
Choćby mizerna krucha roślinka,<br />
Jawi się oczom przyrody niczym bezcenny skarb, <br />
Równy najokazalszemu samorodkowi złota,<br />
<br />
Gdzie każda płonącego bursztynu kropla,<br />
Skrząca niczym najjaśniejsza niedosięgła kometa,<br />
Jest niczym bólu gorąca łza,<br />
Przez niszczoną przyrodę ukradkiem uroniona,<br />
<br />
Gdzie niezliczone dmuchawce na skrzących zielenią łąkach,<br />
Są niczym planety w rozległych galaktykach,<br />
A ich niesione wiatrem nasiona, <br />
Podobne bywają niekiedy do spadających gwiazd,<br />
<br />
Gdzie najpiękniejszych polnych kwiatów kielichy, <br />
Kryjąc w swych wnętrzach nektaru drobiny,<br />
Wabią ku nim niezliczone owady,<br />
Posłuszne instynktownie Matki Natury woli…<br />
<br />
XI.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Radosnymi uśmiechami dzieci cała okraszona,<br />
Niczym puszysta, mięciutka, aromatyczna babka,<br />
Tonąca cała w pudru drobinkach,<br />
<br />
Gdzie szczery niewinny dziecka uśmiech, <br />
Na starców cierpienia bywa lekiem, <br />
A w niejednej życia chwili ciężkiej,<br />
Milionów matek rozszalałych nerwów ukojeniem,<br />
<br />
Gdzie na przestrzeni płynących nieśpiesznie lat, <br />
W maleńkiego dziecka przeglądając się oczach,<br />
Niejedna matka doznała pokrzepienia,<br />
Zaklętego w cieknących szczęścia łzach,<br />
<br />
Padających na ręcznie wyszywane poduszeczki, <br />
W misternie rzeźbionych kołyskach drewnianych,<br />
Czy to w bogatych pałacach książęcych, <br />
Czy to w ubogich chatach chłopskich…<br />
<br />
<br />
XII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Przez oblicza posępnych Sfinksów strzeżona, <br />
W Gizie, w Beludżystanie, w Karpatach, <br />
W tak odległych od siebie globu zakątkach,<br />
<br />
A choć martwe spojrzenie kamiennego Sfinksa, <br />
Ustępuje bystremu wzrokowi szybującego sokoła,<br />
Na wpół zamglone a zatopione w zaświatach, <br />
Poznało wiele tajemnic stworzenia…<br />
<br />
I choć przez szkaradne kamienne gargulce, <br />
Uczepione gzymsów gotyckich katedr, <br />
Bez pardonu niekiedy wyszydzana dotkliwie, <br />
Za niewysłowione piękno jakim poszczycić się może,<br />
<br />
Przez pięknolicych białoskrzydłych aniołów posągi, <br />
W rozrzuconych po świecie świątyniach barokowych, <br />
Pocieszana zawsze słowem serdecznym, <br />
Będącym odbiciem Bożej Mądrości…<br />
<br />
XIII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Gdzie każda sięgająca nieba piramida,<br />
Zatopiona jest zarazem w niezgłębionych tajemnicach<br />
I mnogości hipotez tyczących jej powstania,<br />
<br />
I nawet dziewięć pierścieni Saturna, <br />
W całej swej wspaniałości nie może się równać, <br />
Z siedmioma cudami jej starożytnego dziedzictwa, <br />
Stworzonymi przed wiekami ręką człowieka…<br />
<br />
Gdzie potężne warowne zamki, <br />
Majaczące we mgle pośród gór nieprzystępnych, <br />
Świadectwem pozostając epok minionych, <br />
Wspaniałym są zarazem pomnikiem historii,<br />
<br />
W swych tajemniczych lochów zwaliskach,<br />
Kryjąc niejeden strzeżony barwnymi legendami skarb,<br />
Mimo upływu wieku czekający odkrycia, <br />
Przez o czystym sercu nieustraszonego śmiałka…<br />
<br />
XIV.<br />
<br />
Gdzie zielone liście soczyste, <br />
Szeptem czasu dotknięte, <br />
Z biegiem dni kolejnych stają się złote, <br />
Z czasem usychając zimnym wiatrem niesione,<br />
<br />
Gdzie chłodna, zimna jesień, <br />
Złocąc każdego roku na drzewach liście, <br />
Perli policzki dzieci skrzącym rumieńcem, <br />
Przydając ich rodzicom siwych włosów na głowie,<br />
<br />
A każdy maleńki cienki włos, <br />
Niepostrzeżenie na głowie srebrząc,<br />
Ustępuje pola nostalgicznym wspomnieniom,<br />
Żarzącym się w serc głębi wieczorową porą,<br />
<br />
Gdy niejeden rodzic z rozrzewnieniem wspomni, <br />
Jak  pośród swego dzieciństwa chwil beztroskich, <br />
Gonił za widmem niedosięgłej przygody,<br />
Nie zaprzestając ni na chwilę zabaw wszelakich…<br />
<br />
XV.<br />
<br />
Gdzie każdy niepozorny polny kamień, <br />
Kołysanym wiatrem trawom opowieści swe snuje, <br />
Z spowitej mgłą tajemnic przeszłości zamierzchłej, <br />
Której przez wieki niemym był świadkiem…<br />
<br />
Gdy dosiadająca niezliczonych koni chrobrych wojów armia, <br />
Ciągnęła niegdyś przez rozległe pola, <br />
By bić ofiarnię swego księcia wroga,<br />
Przechylając na jego stronę szalę zwycięstwa,<br />
<br />
W czasie tamtych wiekopomnych pamiętnych bitew, <br />
Toczonych przez wieki ze zmiennym szczęściem,<br />
Mimo strat ogromnych i krwi przelanej,<br />
Niekiedy ofiarnie wieńczonych triumfem…<br />
<br />
Gdzie przez wieki niejeden król zadumany, <br />
Pośród pól bezkresnych i stepów szerokich,<br />
Czekał cierpliwie rozstrzygnięcia sądnej bitwy, <br />
Wznosząc ku niebu żarliwe swe modły…<br />
<br />
XVI.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Licząca cztery i pół miliarda lat,<br />
Gdzie trudna i bolesna minionych wieków historia,<br />
Kładąca się cieniem na przyszłe pokolenia,<br />
<br />
Ukryta jest w porośniętych mchem zamków ruinach,<br />
Będących świadkami ścięcia niejednego króla,<br />
Ukryta jest w podziemnych bunkrów czeluściach,<br />
Obleganych niegdyś przez militarnych koalicji wojska,<br />
<br />
Zrządzeniem losu sprawiedliwym, <br />
Będących niegdyś niemymi świadkami,<br />
Ostatnich godzin życia dyktatorów krwawych,<br />
Gdy dosięgła każdego karząca ręka sprawiedliwości, <br />
<br />
Gdzie bezcenne unikatowe pomniki przyrody, <br />
Zazdroszczą zburzonym grodom prastarym,<br />
Że nie muszą oglądać zbydlęcenia ludzkości,<br />
Goniącej dziś ślepo za widmem mamony…<br />
<br />
XVII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta, <br />
Brudna, zaśmiecona, betonem pokryta, <br />
Krwawymi wojnami przez wielki wyniszczona,<br />
Bólem i cierpieniem tak bardzo naznaczona,<br />
<br />
Z której modlitwy milionów chorych dzieci, <br />
Wyszeptywane trwożnie w zaniedbanych oddziałach szpitalnych, <br />
Zanoszą przed oblicze Boga anioły, <br />
Pozostawiając w ich sercach promyk nadziei,<br />
<br />
Gdzie ból, smutek i cierpienie, <br />
Tysięcy ludzi codziennym są chlebem,<br />
Okraszonym gorzkim z fabrycznych kominów dymem,<br />
Popijanym łzami cieknącymi spod powiek,<br />
<br />
Gdzie milionów ludzi kolejne dni życia, <br />
Są niczym wielka od pracy rana,<br />
Niekiedy jeszcze zakażona przez strach,<br />
O utratę środków potrzebnych do życia…<br />
<br />
XVIII.<br />
<br />
Jest we wszechświecie pewna planeta,<br />
Siecią tysięcy autostrad poprzecinana,<br />
Przez ludzi wciąż systematycznie niszczona,<br />
W imię ułudy postępowego świata,<br />
<br />
Gdzie choć powodzie, gradobicia, huragany, <br />
Wyrządzają nader często dotkliwe szkody, <br />
Niszcząc niekiedy i całoroczne zbiory,<br />
Pozostawiając zrujnowane gospodarstwa i folwarki,<br />
<br />
Gdzie choć rozliczne kataklizmy,<br />
W ubiegłych stuleciach i wiekach zamierzchłych,<br />
Odciskały się piętnem na losach ludzkości, <br />
Ścierając obraz szczęśliwych dni,<br />
<br />
<br />
Nigdy nie umiera Nadzieja,<br />
Mimo przeciwności losu tląca się w sercach,<br />
Niczym maleńka rozżarzona iskierka,<br />
W rozwiewanych porywistym wiatrem zimnych popiołach,<br />
<br />
XIX.<br />
<br />
Gdzie każdy maleńki śniegu kryształek, <br />
Skrywa w sobie głęboki swój sekret, <br />
Zaklęty w nim tajemniczym przyrody szeptem, <br />
W krótkiej swego istnienia chwili ulotnej,<br />
<br />
Gdzie leciutki biały puch, <br />
Otulając każdego roku ziemię do snu, <br />
Strzeże czule jej największych sekretów,<br />
Przed chciwym spojrzeniem pełnych zawiści oczu,<br />
<br />
Gdzie niczym ponurej zimy brudny śnieg,<br />
Topnieją minionych pokoleń traumy bolesne,<br />
Z każdym łagodnym nadziei powiewem,<br />
Niesionym niepostrzeżenie cichutkim wiosny szeptem,<br />
<br />
Z każdym pierwszym noworodka krzykiem,<br />
Niosącym się echem na sali porodowej,<br />
Z każdym pierwszym maleńkim przebiśniegiem,<br />
Wystającym ponad białego puchu czapę…<br />
<br />
XX.<br />
<br />
Gdzie ponadczasowa nieśmiertelna filozofia, <br />
Nie starzejąca się nigdy poczciwa logika,<br />
Odtrutkami bywają na kłamstwa postępowego świata,<br />
Szerzone w dziejach ludzkości przez nieprawości ducha,<br />
<br />
Gdzie słowo sędziwego mędrca,<br />
Bywało odbiciem dobroci płynącej z głębi serca,<br />
Niczym krystalicznie czystej wody kropla,<br />
Skryta w nieprzystępnych górskich jaskiniach,<br />
<br />
Gdzie słowo starego profesora, <br />
Wybrzmiewające w starych uniwersytetów murach,<br />
Kształtowało przez wieki kolejne studentów pokolenia,<br />
Prowadząc ich przez trudy codziennego życia,<br />
<br />
Gdzie wciąż kolejni wszelakich nauk mędrcy,<br />
Przybliżają się do tej odwiecznej prawdy,<br />
Iż pośród niezbadanych galaktyk bezkresnych, <br />
Ta maleńka kruszynka jest skarbem bezcennym…<br />
<br />
- Tekst opublikowany 21 maja z okazji przypadającego w tym dniu Światowego Dnia Kosmosu.<br />
<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".png" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=886" target="_blank">Earth_w-_Bathy_-_PlanetMaker_(8971158294).png</a> (Rozmiar: 420,72 KB / Pobrań: 0)
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Baranek bez skazy…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7801.html</link>
			<pubDate>Mon, 01 Apr 2024 02:23:51 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7801.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy ludzkość skażona grzechem pierworodnym, <br />
W historii świata na wieków przestrzeni, <br />
Toczy między sobą wciąż krwawe wojny, <br />
Wiedziona ku zatraceniu szatańskimi podszeptami…<br />
Gdy pogłoski o kolejnych zbrojnych konfliktach, <br />
Niosące się w światowego formatu mediach, <br />
Zasiewają wciąż niepokoju ziarna,<br />
W duszach milionów bogobojnych Chrześcijan,<br />
A widmo globalnej wojny nuklearnej,<br />
Jawiąc się nam wszystkim realnym zagrożeniem,<br />
Jak upiór z przeszłości krąży nad światem,<br />
Lekceważone skrzętnie w politycznym dyskursie…<br />
<br />
A my z biblijnego Edenu wygnańcy, <br />
Nieszczęśni synowie Ewy, <br />
Tułając się po bezdrożach codzienności, <br />
Wikłamy się wciąż w rozliczne konflikty,<br />
Gdy na uczucia innych nie bacząc, <br />
Ludzie wciąż wzajemnie się krzywdzą,<br />
Kierując się jedynie zysków żądzą, <br />
Tak bardzo zaślepieni współczesnością…<br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy,<br />
Symbolem będąc Najdoskonalszej Ofiary,<br />
A zarazem doskonałym Kapłanem Przedwiecznym,<br />
Bez najmniejszego grzechu i najmniejszej wady,<br />
<br />
Gdyż podług Bożego Słowa, <br />
Zarówno kapłan jak i ofiara, <br />
Nie mogli mieć w sobie ni najmniejszych wad,<br />
Doskonałość winna obojga cechować,<br />
<br />
Posłuszny Woli Ojca złożył swe życie,<br />
Jako za ludzkość całego świata zapłatę,<br />
By za plugawe nikczemne grzechy nasze,<br />
Ofiarnie męczeńską śmierć ponieść,<br />
<br />
By ofiarą swej Krwi odkupić, <br />
Winy grzeszników z każdej świata strony,<br />
Dobrodziejstwa wyzwolenia z grzechów udzielić,<br />
Każdemu jednemu bez wyjątku człowiekowi…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy los niepewny naszych przyszłych dni, <br />
W cieniu trawiącej Ukrainę wojny, <br />
Zależny od przywódców mocarstw atomowych, <br />
Katowskim toporem na cienkim włosku wisi…<br />
Gdy kolejne doniesienia ze Strefy Gazy,<br />
W natłoku medialnych informacji,<br />
Mieszają się z relacjami płynącymi z Awdijiwki,<br />
Powodując w głowach staruszków mętlik,<br />
Przywołując niekiedy bolesne wspomnienie,<br />
Tamtych strasznych lat okupacji hitlerowskiej,<br />
Naznaczonych tak bardzo bólem i cierpieniem,<br />
Na każdym kroku powszechnym bezprawiem…<br />
<br />
To nie w krzykliwych nagłówkach brukowców,<br />
Bijących po oczach z ulicznych telebimów,<br />
I nie w ofertach telewizyjnych kanałów,<br />
Kabaretowych rewiach czy zwierzeniach celebrytów,<br />
Lecz w odwiecznej  mądrości płynącej z Ewangelii, <br />
Na pożółkłych kartkach modlitewników starych, <br />
Winniśmy dzisiaj szukać pociechy, <br />
Jak i przed wiekami pradziadowie nasi…<br />
<br />
Gdyż niewinny Baranek bez skazy,<br />
Ofiarowanym był za winy ludzkości,<br />
By z biegiem czasu w wiekach kolejnych,<br />
Uśmierzać wciąż nieustannie Miłosierdziem Bożym,<br />
<br />
Tlące się zarzewia kolejnych wojen, <br />
Kładące się wywiedzionym z przeszłości cieniem, <br />
Ogromnych pożarów trawiących miasta wielomilionowe,<br />
By pozostawić zgliszcza zionące smutkiem…<br />
<br />
I choć wszystkie znane nam w dziejach wojny, <br />
Wypaliły swe piętno na losach ludzkości,<br />
Rozpleniając rozliczne grzechy, <br />
Pychy, chciwości, rządzy, <br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy,<br />
W obfitości swego Miłosierdzia gładzi grzechy,<br />
Tych, którzy z Nim chcą być uwielbieni,<br />
W nieznającym niesprawiedliwości Królestwie Bożym...<br />
<br />
III.<br />
<br />
Gdy dziś ojców naszych Wiarę,<br />
Usiłują wciąż ośmieszać media fałszywe, <br />
Swym zakłamanym medialnym przekazem,<br />
Zafałszowanym misternie rzeczywistości obrazem,<br />
Sączącym się w nasze głowy z plazmowych telewizorów,<br />
Karcącym nas z ust lewicowych propagandystów,<br />
W zawiłościach technik pedagogiki wstydu,<br />
W potokach słów ,,New Age"-owych proroków,<br />
Mnogością wykluczających się wzajemnie przekazów,<br />
Płynących ściekiem z radiowych odbiorników,<br />
Pośród dnia codziennego natłoku obowiązków,<br />
Docierających często do naszych uszu…<br />
<br />
Ponadczasowe dziedzictwo Dwunastu Apostołów, <br />
Otoczone troskliwą pieczą aniołów,<br />
Pozostaje nam igłą duchowego kompasu, <br />
Mimo upływu kolejnych wieków,<br />
By bój między Niebem i piekłem, <br />
O każdego jednego człowieka duszę, <br />
Zawsze Niebios kończył się triumfem,<br />
W cieniu piekieł porażki sromotnej…<br />
<br />
A niewinny Baranek bez skazy,<br />
Osaczony przez nieprzyjaciół Prawdy,<br />
Tysiące ateistów i antyklerykałów wojujących,<br />
Współczesnych proroków fałszywych idei,<br />
<br />
Szermujących wciąż tymi samymi,<br />
Godzącymi w Kościół licznymi paszkwilami<br />
I powielającymi wciąż te same błędy, <br />
Kolejnymi pseudonaukowymi publikacjami,<br />
<br />
W toku licznych burzliwych dyskusji, <br />
Toczonych między teologami i antyklerykałami,<br />
Gdzie pośród ciągnących się latami waśni,<br />
Sypią się wciąż najostrzejsze argumenty i przytyki,<br />
<br />
Broni się wobec niewiernych i złośliwych,<br />
Przez wieki kolejnych apologetów słowami,<br />
Nie ustępując w boju pola szatanowi,<br />
Walcząc orężem Prawdy przeciw oszczerstwom fałszywym…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Dziś gdy zmasowane ostrzały rakietowe, <br />
Obracają w gruzy sięgające chmur wieżowce,<br />
Równolegle z zbrojnymi konfliktami szalejącymi na świecie, <br />
Toczy się wojna i o ludzkie dusze…<br />
Lecz tej duchowej wojny orężem, <br />
Nie są wcale arsenały śmiercionośne,<br />
Lecz w odwiecznym boju z sobą skrzyżowane,<br />
Niczym lśniący i zardzewiały dwa obosieczne miecze,<br />
Inspirujące ludzkość Boże Natchnienie, <br />
Niesione przez wieki anielskim szeptem,<br />
I  pętające sumienia pokusy piekielne,<br />
W ludzkie dusze przez czartów sączone…<br />
<br />
Gdy krople Najdroższej Chrystusa Krwi, <br />
Broczące niegdyś spod cierniowej korony, <br />
Padają dziś w ludzkich sumień głębiny, <br />
W każdym nabożeństwie wielkopiątkowym, <br />
Zaś bezwzględnych dyktatorów wypaczone sumienia, <br />
Pozostają wciąż zabawką w ręku szatana,<br />
Niczym w wielkiej grze o losy świata, <br />
Znaczone karty w dłoniach szulera…<br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy,<br />
Nasz obrońca, pośrednik, orędownik,<br />
Przenigdy samych nas nie zostawi, <br />
Choćby w śmiertelnych grzechach pogrążonych,<br />
<br />
By w półmroku starych kościołów drewnianych,<br />
Dotykając każdego z nas duszy,<br />
Na skruszonych w Sakramencie Pokuty,<br />
Wylać dobrodziejstwa płynące z Jego życia i śmierci,<br />
<br />
Sprawując pieczę nad wszystkimi stworzenia dziełami,<br />
Ten Arcykapłan Przedwieczny i Sędzia Sprawiedliwy,<br />
Kiedyś świat cały z wszelkich grzechów oczyści,<br />
U schyłku dziejów na Sądzie Ostatecznym,<br />
<br />
Rozkazując zastępom aniołów niebiańskich,<br />
Niczym oddanym żeńcom swemu panu posłusznym,<br />
Chwasty grzechów powiązane w snopki, <br />
Wrzucić na wieki w ogień piekielny…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy o duszę każdego jednego człowieka, <br />
Toczy się najważniejsza w dziejach świata wojna,<br />
Pomiędzy anielskim orszakiem Baranka, <br />
A przebiegłymi zastępami piekła…<br />
By gdy czas każdego się dopełni,<br />
A spowite snem wiecznym zamkną się powieki,<br />
Do Domu Ojca na powrót sprowadzić, <br />
Wszystkich ludzi prawdziwie wiernych…<br />
By u schyłku czasów w oczach Ojca Przedwiecznego, <br />
Osądzeni sprawiedliwie podług Prawa Bożego,<br />
Pokrzepieni zmartwychwstania nadzieją,<br />
Uniknęli kary ognia piekielnego…<br />
<br />
By przez nieprzyjaciół Kościoła o sercach nieprawych,<br />
Za ziemskiego życia często wyszydzani,<br />
Dumni Chrześcijanie z każdej świata strony,<br />
Najrozliczniejszym szykanom wciąż poddawani,<br />
Kiedyś na Sądzie Bożym, <br />
Podług ziemskich uczynków sprawiedliwie osądzeni,<br />
W blasku chwały stanęli szczęśliwi, <br />
Jako pokorni słudzy żarliwie Bogu oddani…<br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy, <br />
Mimo upływu wieków kolejnych, <br />
Symbolem pozostaje wciąż dla nas wymownym,<br />
Wielkiej Ofiary za grzechy ludzkości,<br />
<br />
Jako niewielki baranek z masła bądź cukrowy, <br />
W przystrojonych bukszpanem koszyczkach wielkanocnych, <br />
Ciesząc oczy wszystkich bez wyjątku dzieci,<br />
Pośród dnia tego licznych chwil radosnych,<br />
<br />
Gdy w oku mimowolnie zakręci się łza,<br />
Kciukiem jedynie ukradkiem otarta,<br />
Przywołuje także i nasze wspomnienia, <br />
Z odległego minionego już świata dzieciństwa,<br />
<br />
Tamtych licznych minionych Wielkanocy, <br />
Które przez życie nas ukształtowały,<br />
Z nieśpiesznym biegiem lat kolejnych,<br />
Czyniąc nas tymi kim dzisiaj jesteśmy...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy ludzkość skażona grzechem pierworodnym, <br />
W historii świata na wieków przestrzeni, <br />
Toczy między sobą wciąż krwawe wojny, <br />
Wiedziona ku zatraceniu szatańskimi podszeptami…<br />
Gdy pogłoski o kolejnych zbrojnych konfliktach, <br />
Niosące się w światowego formatu mediach, <br />
Zasiewają wciąż niepokoju ziarna,<br />
W duszach milionów bogobojnych Chrześcijan,<br />
A widmo globalnej wojny nuklearnej,<br />
Jawiąc się nam wszystkim realnym zagrożeniem,<br />
Jak upiór z przeszłości krąży nad światem,<br />
Lekceważone skrzętnie w politycznym dyskursie…<br />
<br />
A my z biblijnego Edenu wygnańcy, <br />
Nieszczęśni synowie Ewy, <br />
Tułając się po bezdrożach codzienności, <br />
Wikłamy się wciąż w rozliczne konflikty,<br />
Gdy na uczucia innych nie bacząc, <br />
Ludzie wciąż wzajemnie się krzywdzą,<br />
Kierując się jedynie zysków żądzą, <br />
Tak bardzo zaślepieni współczesnością…<br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy,<br />
Symbolem będąc Najdoskonalszej Ofiary,<br />
A zarazem doskonałym Kapłanem Przedwiecznym,<br />
Bez najmniejszego grzechu i najmniejszej wady,<br />
<br />
Gdyż podług Bożego Słowa, <br />
Zarówno kapłan jak i ofiara, <br />
Nie mogli mieć w sobie ni najmniejszych wad,<br />
Doskonałość winna obojga cechować,<br />
<br />
Posłuszny Woli Ojca złożył swe życie,<br />
Jako za ludzkość całego świata zapłatę,<br />
By za plugawe nikczemne grzechy nasze,<br />
Ofiarnie męczeńską śmierć ponieść,<br />
<br />
By ofiarą swej Krwi odkupić, <br />
Winy grzeszników z każdej świata strony,<br />
Dobrodziejstwa wyzwolenia z grzechów udzielić,<br />
Każdemu jednemu bez wyjątku człowiekowi…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy los niepewny naszych przyszłych dni, <br />
W cieniu trawiącej Ukrainę wojny, <br />
Zależny od przywódców mocarstw atomowych, <br />
Katowskim toporem na cienkim włosku wisi…<br />
Gdy kolejne doniesienia ze Strefy Gazy,<br />
W natłoku medialnych informacji,<br />
Mieszają się z relacjami płynącymi z Awdijiwki,<br />
Powodując w głowach staruszków mętlik,<br />
Przywołując niekiedy bolesne wspomnienie,<br />
Tamtych strasznych lat okupacji hitlerowskiej,<br />
Naznaczonych tak bardzo bólem i cierpieniem,<br />
Na każdym kroku powszechnym bezprawiem…<br />
<br />
To nie w krzykliwych nagłówkach brukowców,<br />
Bijących po oczach z ulicznych telebimów,<br />
I nie w ofertach telewizyjnych kanałów,<br />
Kabaretowych rewiach czy zwierzeniach celebrytów,<br />
Lecz w odwiecznej  mądrości płynącej z Ewangelii, <br />
Na pożółkłych kartkach modlitewników starych, <br />
Winniśmy dzisiaj szukać pociechy, <br />
Jak i przed wiekami pradziadowie nasi…<br />
<br />
Gdyż niewinny Baranek bez skazy,<br />
Ofiarowanym był za winy ludzkości,<br />
By z biegiem czasu w wiekach kolejnych,<br />
Uśmierzać wciąż nieustannie Miłosierdziem Bożym,<br />
<br />
Tlące się zarzewia kolejnych wojen, <br />
Kładące się wywiedzionym z przeszłości cieniem, <br />
Ogromnych pożarów trawiących miasta wielomilionowe,<br />
By pozostawić zgliszcza zionące smutkiem…<br />
<br />
I choć wszystkie znane nam w dziejach wojny, <br />
Wypaliły swe piętno na losach ludzkości,<br />
Rozpleniając rozliczne grzechy, <br />
Pychy, chciwości, rządzy, <br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy,<br />
W obfitości swego Miłosierdzia gładzi grzechy,<br />
Tych, którzy z Nim chcą być uwielbieni,<br />
W nieznającym niesprawiedliwości Królestwie Bożym...<br />
<br />
III.<br />
<br />
Gdy dziś ojców naszych Wiarę,<br />
Usiłują wciąż ośmieszać media fałszywe, <br />
Swym zakłamanym medialnym przekazem,<br />
Zafałszowanym misternie rzeczywistości obrazem,<br />
Sączącym się w nasze głowy z plazmowych telewizorów,<br />
Karcącym nas z ust lewicowych propagandystów,<br />
W zawiłościach technik pedagogiki wstydu,<br />
W potokach słów ,,New Age"-owych proroków,<br />
Mnogością wykluczających się wzajemnie przekazów,<br />
Płynących ściekiem z radiowych odbiorników,<br />
Pośród dnia codziennego natłoku obowiązków,<br />
Docierających często do naszych uszu…<br />
<br />
Ponadczasowe dziedzictwo Dwunastu Apostołów, <br />
Otoczone troskliwą pieczą aniołów,<br />
Pozostaje nam igłą duchowego kompasu, <br />
Mimo upływu kolejnych wieków,<br />
By bój między Niebem i piekłem, <br />
O każdego jednego człowieka duszę, <br />
Zawsze Niebios kończył się triumfem,<br />
W cieniu piekieł porażki sromotnej…<br />
<br />
A niewinny Baranek bez skazy,<br />
Osaczony przez nieprzyjaciół Prawdy,<br />
Tysiące ateistów i antyklerykałów wojujących,<br />
Współczesnych proroków fałszywych idei,<br />
<br />
Szermujących wciąż tymi samymi,<br />
Godzącymi w Kościół licznymi paszkwilami<br />
I powielającymi wciąż te same błędy, <br />
Kolejnymi pseudonaukowymi publikacjami,<br />
<br />
W toku licznych burzliwych dyskusji, <br />
Toczonych między teologami i antyklerykałami,<br />
Gdzie pośród ciągnących się latami waśni,<br />
Sypią się wciąż najostrzejsze argumenty i przytyki,<br />
<br />
Broni się wobec niewiernych i złośliwych,<br />
Przez wieki kolejnych apologetów słowami,<br />
Nie ustępując w boju pola szatanowi,<br />
Walcząc orężem Prawdy przeciw oszczerstwom fałszywym…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Dziś gdy zmasowane ostrzały rakietowe, <br />
Obracają w gruzy sięgające chmur wieżowce,<br />
Równolegle z zbrojnymi konfliktami szalejącymi na świecie, <br />
Toczy się wojna i o ludzkie dusze…<br />
Lecz tej duchowej wojny orężem, <br />
Nie są wcale arsenały śmiercionośne,<br />
Lecz w odwiecznym boju z sobą skrzyżowane,<br />
Niczym lśniący i zardzewiały dwa obosieczne miecze,<br />
Inspirujące ludzkość Boże Natchnienie, <br />
Niesione przez wieki anielskim szeptem,<br />
I  pętające sumienia pokusy piekielne,<br />
W ludzkie dusze przez czartów sączone…<br />
<br />
Gdy krople Najdroższej Chrystusa Krwi, <br />
Broczące niegdyś spod cierniowej korony, <br />
Padają dziś w ludzkich sumień głębiny, <br />
W każdym nabożeństwie wielkopiątkowym, <br />
Zaś bezwzględnych dyktatorów wypaczone sumienia, <br />
Pozostają wciąż zabawką w ręku szatana,<br />
Niczym w wielkiej grze o losy świata, <br />
Znaczone karty w dłoniach szulera…<br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy,<br />
Nasz obrońca, pośrednik, orędownik,<br />
Przenigdy samych nas nie zostawi, <br />
Choćby w śmiertelnych grzechach pogrążonych,<br />
<br />
By w półmroku starych kościołów drewnianych,<br />
Dotykając każdego z nas duszy,<br />
Na skruszonych w Sakramencie Pokuty,<br />
Wylać dobrodziejstwa płynące z Jego życia i śmierci,<br />
<br />
Sprawując pieczę nad wszystkimi stworzenia dziełami,<br />
Ten Arcykapłan Przedwieczny i Sędzia Sprawiedliwy,<br />
Kiedyś świat cały z wszelkich grzechów oczyści,<br />
U schyłku dziejów na Sądzie Ostatecznym,<br />
<br />
Rozkazując zastępom aniołów niebiańskich,<br />
Niczym oddanym żeńcom swemu panu posłusznym,<br />
Chwasty grzechów powiązane w snopki, <br />
Wrzucić na wieki w ogień piekielny…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy o duszę każdego jednego człowieka, <br />
Toczy się najważniejsza w dziejach świata wojna,<br />
Pomiędzy anielskim orszakiem Baranka, <br />
A przebiegłymi zastępami piekła…<br />
By gdy czas każdego się dopełni,<br />
A spowite snem wiecznym zamkną się powieki,<br />
Do Domu Ojca na powrót sprowadzić, <br />
Wszystkich ludzi prawdziwie wiernych…<br />
By u schyłku czasów w oczach Ojca Przedwiecznego, <br />
Osądzeni sprawiedliwie podług Prawa Bożego,<br />
Pokrzepieni zmartwychwstania nadzieją,<br />
Uniknęli kary ognia piekielnego…<br />
<br />
By przez nieprzyjaciół Kościoła o sercach nieprawych,<br />
Za ziemskiego życia często wyszydzani,<br />
Dumni Chrześcijanie z każdej świata strony,<br />
Najrozliczniejszym szykanom wciąż poddawani,<br />
Kiedyś na Sądzie Bożym, <br />
Podług ziemskich uczynków sprawiedliwie osądzeni,<br />
W blasku chwały stanęli szczęśliwi, <br />
Jako pokorni słudzy żarliwie Bogu oddani…<br />
<br />
Niewinny Baranek bez skazy, <br />
Mimo upływu wieków kolejnych, <br />
Symbolem pozostaje wciąż dla nas wymownym,<br />
Wielkiej Ofiary za grzechy ludzkości,<br />
<br />
Jako niewielki baranek z masła bądź cukrowy, <br />
W przystrojonych bukszpanem koszyczkach wielkanocnych, <br />
Ciesząc oczy wszystkich bez wyjątku dzieci,<br />
Pośród dnia tego licznych chwil radosnych,<br />
<br />
Gdy w oku mimowolnie zakręci się łza,<br />
Kciukiem jedynie ukradkiem otarta,<br />
Przywołuje także i nasze wspomnienia, <br />
Z odległego minionego już świata dzieciństwa,<br />
<br />
Tamtych licznych minionych Wielkanocy, <br />
Które przez życie nas ukształtowały,<br />
Z nieśpiesznym biegiem lat kolejnych,<br />
Czyniąc nas tymi kim dzisiaj jesteśmy...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ta symboliczna drobina popiołu…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7796.html</link>
			<pubDate>Wed, 14 Feb 2024 02:12:18 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7796.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      W cieniu wielkich metropolii,<br />
W wnętrzach stareńkich kościołów drewnianych,<br />
Gdzie niejeden kapłan rokrocznie popiół święci,<br />
By posypać nim głowy parafian skruszonych…<br />
Najsampierw samemu pochylając swą głowę,<br />
Przed ulotnego popiołu wielowiekowym symbolem,<br />
Niekiedy wiedziony Bożym natchnieniem, <br />
Po Mszy w skupieniu przed kościół wyjdzie…<br />
I niekiedy przed kościołem choć symbolicznie,<br />
Część poświęconego popiołu na wietrze rozsypie,<br />
By dla ludzkości było to znakiem,<br />
Iż każdy kiedyś stanie się prochem…<br />
<br />
Niech wiatr rozwieje na wszystkie strony świata, <br />
Popiół rozsypany przez starego kapłana,<br />
By wszystkim kontynentom i narodom przypomniał, <br />
O kruchości i przemijalności ludzkiego życia…<br />
Niech jego maleńkie drobiny, <br />
Niesione wiatrem Bożej Mądrości,<br />
Opadając niezauważone na głowy zabieganych ludzi,<br />
Krzyczą szeptem o potrzebie pokuty…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Na głowy biznesowych magnatów,<br />
Właścicieli międzynarodowych koncernów, <br />
Rozmiłowanych tak bardzo w luksusie i zbytku,<br />
	<br />
Opadając delikatnie niech będzie przypomnieniem, <br />
By życie podporządkowane pogoni za pieniądzem, <br />
Ukierunkowali także i na sprawy Boże, <br />
Nim zakończy ono swój ziemski bieg…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Świecących łysin skorumpowanych polityków, <br />
Uwikłanych w sieci rozmaitych układów, <br />
Pokątnych szemranych interesów,<br />
<br />
Niech niezauważona przez nikogo dotknie,<br />
By w zgiełku sejmowych korytarzy im przypomnieć,<br />
O każdej złamanej obietnicy wyborczej,<br />
O każdego oszukanego wyborcy nadziei zawiedzionej…<br />
<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy mury europejskich gotyckich katedr,<br />
Przez buldożery na proch dziś starte,<br />
Z miejsc ich dawnych dziś pustki ziejącej,<br />
Pozostały tylko niemym świadectwem…<br />
Tamtych z zamierzchłych czasów Śród Popielcowych,<br />
Służących niegdyś krzewieniu pobożności,<br />
Wśród pogrążonej w grzechach ludzkości,<br />
By stanęła ufnie przed Bogiem Miłosiernym…<br />
A dziś same często będąc jedynie prochem,<br />
Tamte wspaniałe kościoły strzeliste,<br />
Z zamierzchłej przeszłości niemym są krzykiem,<br />
Byśmy posypali głowy popiołem w pokuty akcie…<br />
<br />
Bo ta maleńka poświęconego popiołu drobinka,<br />
Większą ma wartość w oczach Boga,<br />
Niźli pobrzękujących srebrników sakiewka,<br />
Tak w starożytności jak i w naszych czasach…<br />
Gdy dziś każdy Judaszowy srebrnik,<br />
Ukryty jest pod postacią sum wielomilionowych,<br />
Na tajne konta antykatolickich organizacji przelewanych,<br />
By służyły walce z Kościołem Chrystusowym…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Na głowy wojujących ateistów, <br />
Odmawiających istnienia przedwiecznemu Bogu,<br />
Nie szczędzących ludzkiemu rozumowi uniżonych pokłonów,<br />
<br />
Opadając delikatnie niech będzie przypomnieniem,<br />
Że nie wszystko w zasnutym tajemnicami wszechświecie, <br />
Zdoła wyjaśnić człowiek rozumowym poznaniem,<br />
Bez zrozumienia ogromu Miłości Bożej…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Głów zagorzałych antyklerykałów,<br />
Pochłoniętych bez reszty pisaniem kolejnych paszkwilów, <br />
Na księży, zakonników, biskupów,<br />
<br />
Niech dotknie przynosząc rozumu otrzeźwienie, <br />
Nim życie zakończy swój bieg,<br />
I przyjdzie stanąć przed Najwyższym i Wiecznym Kapłanem,<br />
Na ziemskich uczynków ostatecznym Sądzie…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Choć nie oszczędziła ich bolszewizmu nawała,<br />
Czasem kamień na kamieniu nie został,<br />
Niekiedy pozostała jedynie smętna ruina,<br />
Przez dziesięciolecia mchem zapomnienia porosła…<br />
W zburzonych polskich kościołach na kresach,<br />
Gdy dzień w objęcia nocy podąża,<br />
Zawsze gdy północ nieubłaganie wybija,<br />
A kończy się już Środa Popielcowa…<br />
Duchy zmarłych proboszczów dokonują popiołu poświęcenia,<br />
Jak i w minionych wiekach za ziemskiego życia,<br />
Gdy nie zamknęła się jeszcze powieka,<br />
Bielmem śmierci na zawsze zasnuta…<br />
<br />
I z tych naszych ukochanych kresów dalekich,<br />
Bólem i cierpieniem tak bardzo naznaczonych,<br />
Z miejsc gdzie niegdyś przed straszliwymi wojnami,<br />
Stały piękne polskie kościoły…<br />
Popiół poświęcony przez kresowych kapłanów dusze,<br />
Niech wiatr burzliwych dziejów rozwieje,<br />
Na ruskiej ziemi krańce wszelakie,<br />
Naznaczone wojen, biedy i nędzy piętnem…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Na głowy ruskiej ziemi dyktatorów,<br />
Nie mających nigdy najmniejszych skrupułów, <br />
W realizacji krwawych swych celów,<br />
<br />
Niech opadnie cichutko a niepostrzeżenie, <br />
Wielkiego głazu ciężarem,<br />
Dla rozbudzenia fałszywych ich sumień,<br />
Wypaczonych przez ubzdurane wielkomocarstwowe idee,<br />
<br />
Miotana huraganem po ulicach Mińska,<br />
Niesiona obok złotych kopuł moskiewskiego Kremla,<br />
Niech  cichutko a niepostrzeżenie dotknie czoła,<br />
Janukowycza, Łukaszenki, Putina, <br />
<br />
By szepcząc cicho do ich sumień przypomnieć,<br />
O niewysłowionych cierpieniach zadanych Ukrainie,<br />
O tysięcy cywilów krwi przelanej,<br />
O ogromie nieodwracalnych wojennych zniszczeń…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy z zamierzchłej przeszłości pęknięty garniec z popiołem, <br />
Rzucony przed postępowej ludzkości pychę, <br />
Przez naszych zapomnianych przodków cienie, <br />
Pośród codziennego zgiełku rozbije się z hukiem,<br />
By rozsypany na bezdrożach codzienności popiół, <br />
Przypomniał nam o przemijaniu naszych czasów,<br />
Tak ulotnych niczym obrazy ze snów,<br />
Rozpływające się z wolna o brzasku…<br />
Pamiętajmy, że kiedyś z woli Bożej,<br />
Gdy świat nasz swego kresu dobiegnie, <br />
Gwałtowny wiatru dziejów powiew,<br />
Niezliczonych pokoleń ślady trwale rozwieje…<br />
<br />
Gdy w starych kościołach powietrze wciąż drży, <br />
Od naszych pradziadów gorących modlitw,<br />
Które i my dzisiaj dosłyszeć możemy, <br />
Wsłuchując się bacznie w szept przeszłości…<br />
Z zamierzchłych czasów klekot wielkopostnych kołatek, <br />
Dla współczesnej ludzkości niech będzie przypomnieniem,<br />
Iż na tym pogrążonym w konfliktach świecie,<br />
Nic nigdy nie trwało i nie trwa wiecznie…<br />
<br />
I ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Niech dotknie głów sławnych w świecie naukowców,<br />
Powszechnie szanowanych siwobrodych profesorów, <br />
Renomowanych uczelni wieloletnich wykładowców,<br />
<br />
By w gąszczach zawiłych równań chemicznych,<br />
Gdy usiłują tajemnice początków wszechświata zgłębić,<br />
Zatapiając się w swych umysłów głębiny, <br />
Zrozumieli że niezbędny jest pierwiastek duchowy.<br />
<br />
I by świat materialny w doskonałym stopniu zrozumieć, <br />
Winni duchowo zespolić się z Bogiem,<br />
Ofiarując Wszechmocnemu umysłów swych pracę, <br />
Swe doktoraty, habilitacje, wszelkie naukowe dysertacje,<br />
<br />
A wówczas wszechświat niezbadany i tajemniczy, <br />
Profesorskim ich umysłom stanie się bliższy, <br />
Gdy potęgą cichej i żarliwej modlitwy, <br />
Poszerzą także myślowe swe horyzonty…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy ludzkość przed wiekami Chrystusowi zaślubiona,<br />
Wyrzekła się swego Oblubieńca,<br />
Miast szczerozłotej obrączki, gdzieś w czeluściach piekła,<br />
Naszykowała popielcową kłodę szatanów zgraja…<br />
A wyciosana przez czartów popielcowa kłoda,<br />
W nieznanych ludzkiej wyobraźni piekielnych czeluściach,<br />
Straszliwą ma wagę artyleryjskich dział tysiąca,<br />
Zdolnych wielomilionowe miasta z ziemią zrównać…<br />
A kolejnych konfliktów tlące się zarzewia,<br />
Są niczym piekielnych łańcuchów ogniwa,<br />
W które kolejne pokolenia ludzkości zakuwa,<br />
Wielkomocarstwowa wizja każdego dyktatora…<br />
<br />
Lecz na szali Bożej Sprawiedliwości, <br />
Te maleńkie poświęconego popiołu drobinki, <br />
Większą mają wagę i od bomb atomowych, <br />
Zdolnych ludzkość całego świata unicestwić…<br />
I większą mają wagę ubogiego kapłana słowa, <br />
Gdy garstkę wiernych wzywa do nawrócenia,<br />
Od rozkazów bajecznie bogatego dyktatora,<br />
Zasiewających trwogę w milionów ludzi sercach…<br />
<br />
I ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Na głowy gangsterów, dilerów, sutenerów,<br />
Tkwiących latami w przestępczym półświatku,<br />
Mimo gorących modlitw życzliwych im osób,<br />
<br />
Niech niesiona wiatrem łagodnie opadnie, <br />
Tysiąca kamieni ciężarem,<br />
Dla rozbudzenia przestępczych ich sumień,<br />
Choć krzywd wyrządzili ludziom tak wiele…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Dla pijanych na live’ach patostreamerów, <br />
By z deprawacji młodzieży nikczemnego procederu, <br />
Przenigdy nie czerpali parszywych swych zysków,<br />
<br />
Niech będzie kamieniem młyńskim, <br />
Który pociągnie ich w wyrzutów sumienia głębiny,<br />
By tlącym się z wolna żalem za grzechy,<br />
Wypalili niczym rozżarzonym żelazem parszywe nałogi…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Co roku dnia tego do popielcowej kłody,<br />
Przykuwają kolejne pokolenia grzeszącej ludzkości,<br />
Chichoczący zuchwale w zaświatach czarci,<br />
By po bezdrożach rozlicznych grzechów pędzić,<br />
Poprzez wszelakie znane dziejom wojny,<br />
Biedę, nędzę, poniżenie i wyzysk,<br />
Zawinione przez człowieka kataklizmy,<br />
Tragizm głodu i klęsk żywiołowych…<br />
I choć ciąży ludzkości ta popielcowa kłoda,<br />
W odmętach grzechu od wieków pogrążona,<br />
Ciągnąć ją musi przez kolejne lata,<br />
Aż po horyzont doczesnego świata…<br />
<br />
Byśmy zostali wykupieni przez aniołów,<br />
Drobinkami poświęconego przez kapłanów popiołu,<br />
Cenniejszymi od złotych dukatów,<br />
Służącymi bowiem dusz ludzkich nawróceniu…<br />
Jak wykupywali niegdyś starsi bracia,<br />
W sypiących się na rozstaju dróg karczmach, <br />
Swe krnąbrne siostry spod popielcowych kłód jarzma,<br />
Z ręki niejednego cudacznego maszkarona…<br />
<br />
I ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Niech dotknie głów wszystkich grzeszników,<br />
Dla rozbudzenia sumienia wyrzutów,<br />
W wieczornym półmroku starych kościołów,<br />
<br />
A popiół dnia tego przez kapłana poświęcony, <br />
Szepcząc cicho do każdego z nas duszy,<br />
Z dala od zgiełku wielkich metropolii,<br />
Każdemu z nas cichutko przypomni, <br />
<br />
Iż gdy życie bieg swój zakończy,<br />
I zamkną się już nasze powieki,<br />
A wydając ostatnie tchnienie na łożu śmierci,<br />
Z woli Boga zaśniemy snem wiecznym, <br />
<br />
Z dniem pogrzebu do ziemi złożeni,<br />
Gdy wyschną już żałobników łzy,<br />
Jak z prochu niegdyś powstaliśmy, <br />
Tak w proch się obrócimy…<br />
<br />
<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=884" target="_blank">Fałat_Julian,_Popielec.jpg</a> (Rozmiar: 89,08 KB / Pobrań: 1)
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      W cieniu wielkich metropolii,<br />
W wnętrzach stareńkich kościołów drewnianych,<br />
Gdzie niejeden kapłan rokrocznie popiół święci,<br />
By posypać nim głowy parafian skruszonych…<br />
Najsampierw samemu pochylając swą głowę,<br />
Przed ulotnego popiołu wielowiekowym symbolem,<br />
Niekiedy wiedziony Bożym natchnieniem, <br />
Po Mszy w skupieniu przed kościół wyjdzie…<br />
I niekiedy przed kościołem choć symbolicznie,<br />
Część poświęconego popiołu na wietrze rozsypie,<br />
By dla ludzkości było to znakiem,<br />
Iż każdy kiedyś stanie się prochem…<br />
<br />
Niech wiatr rozwieje na wszystkie strony świata, <br />
Popiół rozsypany przez starego kapłana,<br />
By wszystkim kontynentom i narodom przypomniał, <br />
O kruchości i przemijalności ludzkiego życia…<br />
Niech jego maleńkie drobiny, <br />
Niesione wiatrem Bożej Mądrości,<br />
Opadając niezauważone na głowy zabieganych ludzi,<br />
Krzyczą szeptem o potrzebie pokuty…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Na głowy biznesowych magnatów,<br />
Właścicieli międzynarodowych koncernów, <br />
Rozmiłowanych tak bardzo w luksusie i zbytku,<br />
	<br />
Opadając delikatnie niech będzie przypomnieniem, <br />
By życie podporządkowane pogoni za pieniądzem, <br />
Ukierunkowali także i na sprawy Boże, <br />
Nim zakończy ono swój ziemski bieg…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Świecących łysin skorumpowanych polityków, <br />
Uwikłanych w sieci rozmaitych układów, <br />
Pokątnych szemranych interesów,<br />
<br />
Niech niezauważona przez nikogo dotknie,<br />
By w zgiełku sejmowych korytarzy im przypomnieć,<br />
O każdej złamanej obietnicy wyborczej,<br />
O każdego oszukanego wyborcy nadziei zawiedzionej…<br />
<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy mury europejskich gotyckich katedr,<br />
Przez buldożery na proch dziś starte,<br />
Z miejsc ich dawnych dziś pustki ziejącej,<br />
Pozostały tylko niemym świadectwem…<br />
Tamtych z zamierzchłych czasów Śród Popielcowych,<br />
Służących niegdyś krzewieniu pobożności,<br />
Wśród pogrążonej w grzechach ludzkości,<br />
By stanęła ufnie przed Bogiem Miłosiernym…<br />
A dziś same często będąc jedynie prochem,<br />
Tamte wspaniałe kościoły strzeliste,<br />
Z zamierzchłej przeszłości niemym są krzykiem,<br />
Byśmy posypali głowy popiołem w pokuty akcie…<br />
<br />
Bo ta maleńka poświęconego popiołu drobinka,<br />
Większą ma wartość w oczach Boga,<br />
Niźli pobrzękujących srebrników sakiewka,<br />
Tak w starożytności jak i w naszych czasach…<br />
Gdy dziś każdy Judaszowy srebrnik,<br />
Ukryty jest pod postacią sum wielomilionowych,<br />
Na tajne konta antykatolickich organizacji przelewanych,<br />
By służyły walce z Kościołem Chrystusowym…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Na głowy wojujących ateistów, <br />
Odmawiających istnienia przedwiecznemu Bogu,<br />
Nie szczędzących ludzkiemu rozumowi uniżonych pokłonów,<br />
<br />
Opadając delikatnie niech będzie przypomnieniem,<br />
Że nie wszystko w zasnutym tajemnicami wszechświecie, <br />
Zdoła wyjaśnić człowiek rozumowym poznaniem,<br />
Bez zrozumienia ogromu Miłości Bożej…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Głów zagorzałych antyklerykałów,<br />
Pochłoniętych bez reszty pisaniem kolejnych paszkwilów, <br />
Na księży, zakonników, biskupów,<br />
<br />
Niech dotknie przynosząc rozumu otrzeźwienie, <br />
Nim życie zakończy swój bieg,<br />
I przyjdzie stanąć przed Najwyższym i Wiecznym Kapłanem,<br />
Na ziemskich uczynków ostatecznym Sądzie…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Choć nie oszczędziła ich bolszewizmu nawała,<br />
Czasem kamień na kamieniu nie został,<br />
Niekiedy pozostała jedynie smętna ruina,<br />
Przez dziesięciolecia mchem zapomnienia porosła…<br />
W zburzonych polskich kościołach na kresach,<br />
Gdy dzień w objęcia nocy podąża,<br />
Zawsze gdy północ nieubłaganie wybija,<br />
A kończy się już Środa Popielcowa…<br />
Duchy zmarłych proboszczów dokonują popiołu poświęcenia,<br />
Jak i w minionych wiekach za ziemskiego życia,<br />
Gdy nie zamknęła się jeszcze powieka,<br />
Bielmem śmierci na zawsze zasnuta…<br />
<br />
I z tych naszych ukochanych kresów dalekich,<br />
Bólem i cierpieniem tak bardzo naznaczonych,<br />
Z miejsc gdzie niegdyś przed straszliwymi wojnami,<br />
Stały piękne polskie kościoły…<br />
Popiół poświęcony przez kresowych kapłanów dusze,<br />
Niech wiatr burzliwych dziejów rozwieje,<br />
Na ruskiej ziemi krańce wszelakie,<br />
Naznaczone wojen, biedy i nędzy piętnem…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Na głowy ruskiej ziemi dyktatorów,<br />
Nie mających nigdy najmniejszych skrupułów, <br />
W realizacji krwawych swych celów,<br />
<br />
Niech opadnie cichutko a niepostrzeżenie, <br />
Wielkiego głazu ciężarem,<br />
Dla rozbudzenia fałszywych ich sumień,<br />
Wypaczonych przez ubzdurane wielkomocarstwowe idee,<br />
<br />
Miotana huraganem po ulicach Mińska,<br />
Niesiona obok złotych kopuł moskiewskiego Kremla,<br />
Niech  cichutko a niepostrzeżenie dotknie czoła,<br />
Janukowycza, Łukaszenki, Putina, <br />
<br />
By szepcząc cicho do ich sumień przypomnieć,<br />
O niewysłowionych cierpieniach zadanych Ukrainie,<br />
O tysięcy cywilów krwi przelanej,<br />
O ogromie nieodwracalnych wojennych zniszczeń…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy z zamierzchłej przeszłości pęknięty garniec z popiołem, <br />
Rzucony przed postępowej ludzkości pychę, <br />
Przez naszych zapomnianych przodków cienie, <br />
Pośród codziennego zgiełku rozbije się z hukiem,<br />
By rozsypany na bezdrożach codzienności popiół, <br />
Przypomniał nam o przemijaniu naszych czasów,<br />
Tak ulotnych niczym obrazy ze snów,<br />
Rozpływające się z wolna o brzasku…<br />
Pamiętajmy, że kiedyś z woli Bożej,<br />
Gdy świat nasz swego kresu dobiegnie, <br />
Gwałtowny wiatru dziejów powiew,<br />
Niezliczonych pokoleń ślady trwale rozwieje…<br />
<br />
Gdy w starych kościołach powietrze wciąż drży, <br />
Od naszych pradziadów gorących modlitw,<br />
Które i my dzisiaj dosłyszeć możemy, <br />
Wsłuchując się bacznie w szept przeszłości…<br />
Z zamierzchłych czasów klekot wielkopostnych kołatek, <br />
Dla współczesnej ludzkości niech będzie przypomnieniem,<br />
Iż na tym pogrążonym w konfliktach świecie,<br />
Nic nigdy nie trwało i nie trwa wiecznie…<br />
<br />
I ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Niech dotknie głów sławnych w świecie naukowców,<br />
Powszechnie szanowanych siwobrodych profesorów, <br />
Renomowanych uczelni wieloletnich wykładowców,<br />
<br />
By w gąszczach zawiłych równań chemicznych,<br />
Gdy usiłują tajemnice początków wszechświata zgłębić,<br />
Zatapiając się w swych umysłów głębiny, <br />
Zrozumieli że niezbędny jest pierwiastek duchowy.<br />
<br />
I by świat materialny w doskonałym stopniu zrozumieć, <br />
Winni duchowo zespolić się z Bogiem,<br />
Ofiarując Wszechmocnemu umysłów swych pracę, <br />
Swe doktoraty, habilitacje, wszelkie naukowe dysertacje,<br />
<br />
A wówczas wszechświat niezbadany i tajemniczy, <br />
Profesorskim ich umysłom stanie się bliższy, <br />
Gdy potęgą cichej i żarliwej modlitwy, <br />
Poszerzą także myślowe swe horyzonty…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy ludzkość przed wiekami Chrystusowi zaślubiona,<br />
Wyrzekła się swego Oblubieńca,<br />
Miast szczerozłotej obrączki, gdzieś w czeluściach piekła,<br />
Naszykowała popielcową kłodę szatanów zgraja…<br />
A wyciosana przez czartów popielcowa kłoda,<br />
W nieznanych ludzkiej wyobraźni piekielnych czeluściach,<br />
Straszliwą ma wagę artyleryjskich dział tysiąca,<br />
Zdolnych wielomilionowe miasta z ziemią zrównać…<br />
A kolejnych konfliktów tlące się zarzewia,<br />
Są niczym piekielnych łańcuchów ogniwa,<br />
W które kolejne pokolenia ludzkości zakuwa,<br />
Wielkomocarstwowa wizja każdego dyktatora…<br />
<br />
Lecz na szali Bożej Sprawiedliwości, <br />
Te maleńkie poświęconego popiołu drobinki, <br />
Większą mają wagę i od bomb atomowych, <br />
Zdolnych ludzkość całego świata unicestwić…<br />
I większą mają wagę ubogiego kapłana słowa, <br />
Gdy garstkę wiernych wzywa do nawrócenia,<br />
Od rozkazów bajecznie bogatego dyktatora,<br />
Zasiewających trwogę w milionów ludzi sercach…<br />
<br />
I ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Na głowy gangsterów, dilerów, sutenerów,<br />
Tkwiących latami w przestępczym półświatku,<br />
Mimo gorących modlitw życzliwych im osób,<br />
<br />
Niech niesiona wiatrem łagodnie opadnie, <br />
Tysiąca kamieni ciężarem,<br />
Dla rozbudzenia przestępczych ich sumień,<br />
Choć krzywd wyrządzili ludziom tak wiele…<br />
<br />
Ta symboliczna drobina popiołu, <br />
Dla pijanych na live’ach patostreamerów, <br />
By z deprawacji młodzieży nikczemnego procederu, <br />
Przenigdy nie czerpali parszywych swych zysków,<br />
<br />
Niech będzie kamieniem młyńskim, <br />
Który pociągnie ich w wyrzutów sumienia głębiny,<br />
By tlącym się z wolna żalem za grzechy,<br />
Wypalili niczym rozżarzonym żelazem parszywe nałogi…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Co roku dnia tego do popielcowej kłody,<br />
Przykuwają kolejne pokolenia grzeszącej ludzkości,<br />
Chichoczący zuchwale w zaświatach czarci,<br />
By po bezdrożach rozlicznych grzechów pędzić,<br />
Poprzez wszelakie znane dziejom wojny,<br />
Biedę, nędzę, poniżenie i wyzysk,<br />
Zawinione przez człowieka kataklizmy,<br />
Tragizm głodu i klęsk żywiołowych…<br />
I choć ciąży ludzkości ta popielcowa kłoda,<br />
W odmętach grzechu od wieków pogrążona,<br />
Ciągnąć ją musi przez kolejne lata,<br />
Aż po horyzont doczesnego świata…<br />
<br />
Byśmy zostali wykupieni przez aniołów,<br />
Drobinkami poświęconego przez kapłanów popiołu,<br />
Cenniejszymi od złotych dukatów,<br />
Służącymi bowiem dusz ludzkich nawróceniu…<br />
Jak wykupywali niegdyś starsi bracia,<br />
W sypiących się na rozstaju dróg karczmach, <br />
Swe krnąbrne siostry spod popielcowych kłód jarzma,<br />
Z ręki niejednego cudacznego maszkarona…<br />
<br />
I ta symboliczna drobina popiołu,<br />
Niech dotknie głów wszystkich grzeszników,<br />
Dla rozbudzenia sumienia wyrzutów,<br />
W wieczornym półmroku starych kościołów,<br />
<br />
A popiół dnia tego przez kapłana poświęcony, <br />
Szepcząc cicho do każdego z nas duszy,<br />
Z dala od zgiełku wielkich metropolii,<br />
Każdemu z nas cichutko przypomni, <br />
<br />
Iż gdy życie bieg swój zakończy,<br />
I zamkną się już nasze powieki,<br />
A wydając ostatnie tchnienie na łożu śmierci,<br />
Z woli Boga zaśniemy snem wiecznym, <br />
<br />
Z dniem pogrzebu do ziemi złożeni,<br />
Gdy wyschną już żałobników łzy,<br />
Jak z prochu niegdyś powstaliśmy, <br />
Tak w proch się obrócimy…<br />
<br />
<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=884" target="_blank">Fałat_Julian,_Popielec.jpg</a> (Rozmiar: 89,08 KB / Pobrań: 1)
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Irydy i Skorpiony. Lot w alternatywną rzeczywistość]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7764.html</link>
			<pubDate>Sat, 02 Dec 2023 02:09:51 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7764.html</guid>
			<description><![CDATA[Istotne wydarzenia historyczne mające nastąpić na linii czasu… Układ sił geopolitycznych na świecie... Rzeczywistość w jakiej budzimy się każdego kolejnego dnia... Nie są naszym nieuchronnym, nieodwracalnym losem, czy też nieodwołalną wolą możnych tego świata, na którą my szarzy zjadacze chleba nie mamy wpływu… Gdy spojrzymy w głąb historii III RP okaże się że niezliczone warianty poszczególnych rozwiązań politycznych           i społecznych, o których na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, mogły przecież i wciąż mogą stać się naszym udziałem… Możemy na nie istotnie wpływać poprzez nasze codzienne decyzje... Naszymi codziennymi decyzjami (i to nie tylko tymi politycznymi jak głos oddany w wyborach parlamentarnych czy prezydenckich) możemy w istotny sposób kształtować rzeczywistość polityczną w naszej Ojczyźnie i na całym świecie… Każda nasza decyzja            z przeszłości, inna od tej, którą rzeczywiście podjęliśmy mogła tak naprawdę zrodzić alternatywny świat będący odpryskiem jednej z wielu rzeczywistości… Lecz choć tylko jednym z niezliczonych, odpryskiem ze wszystkich najcenniejszym, bowiem skrywającym        w sobie nasz wymarzony obraz dumnej i niezwyciężonej Polski…<br />
<br />
Rolą powieściopisarza po raz pierwszy próbującego swoich sił w tym pełnoprawnym gatunku literackim jakim jest ,,Historia alternatywna" (zaliczanym zazwyczaj do fantastyki naukowej) jest bycie dla swojego czytelnika przewodnikiem po wykreowanym swoją wyobraźnią alternatywnym świecie…<br />
<br />
A zatem udaj się ze mną Szanowny czytelniku w alternatywną Historię wykreowaną na kartach mojej powieści, jakże różną od tej, której świadkami byliśmy na co dzień, a różniącą się od niej w następujących kluczowych punktach:<br />
<br />
- Na kartach mojej powieści wyborów prezydenckich w Polsce w 1995 roku nie wygrywa Aleksander Kwaśniewski lecz Jan Ferdynand Olszewski. Ta jedna polityczna decyzja będąca zarazem wolą większości narodu polskiego zmieniła bieg dziejów całego świata tworząc alternatywną rzeczywistość jakże różną od naszej, znanej z codziennych dni i z ostatnich lat.<br />
<br />
- W 1996 roku podpisano kontrakt na zakup przez wojsko polskie 60 sztuk samolotów PZL        I-22 Iryda, które skutecznie zastąpiły wykorzystywane w lotnictwie morskim przestarzałe posowieckie jednosilnikowe Migi-21 (Jak wiemy w naszej rzeczywistości projekt ten zakończył się kompletnym fiaskiem, jednak na kartach mojej powieści projekt ten zakończy się pełnym sukcesem otwierając przed polskim przemysłem lotniczym szerokie perspektywy rozwoju, czego skutkiem będzie podpisanie w przyszłości wielomilionowych kontraktów           z Ukrainą i z Indiami...).<br />
<br />
- W 1998 roku 110 sztuk przestarzałych, niemodernizowanych latami posowieckich samolotów myśliwsko-bombowych Su-22 zastąpiło tyleż samo najnowocześniejszych samolotów szturmowych typu PZL-230 Skorpion całkowicie polskiej produkcji… Definitywne wycofanie ze służby tych najstarszych samolotów bojowych polskiego lotnictwa zostało wówczas przyjęte przez wszystkich bez wyjątku polskich pilotów wojskowych              z prawdziwym entuzjazmem! Entuzjazm ten był tym większy, że przestarzały rozsypujący się posowiecki sprzęt zastąpić miała całkowicie polska konstrukcja pod wieloma względami przełomowa i nie posiadająca wówczas swojego odpowiednika na świecie. Bowiem dzięki zastosowaniu w nim przełomowych technologii takich jak fly-by-wire czy stealth PZL-230 Skorpion niemal na każdym polu bił swojego poprzednika radzieckiej produkcji na głowę! Cechowała go przede wszystkim zdolność do krótkich startów i lądowań na trawiastych lotniskach przyfrontowych, zwrotność, wytrzymałość konstrukcji pod kątem gwałtownych manewrów i oczywiście możliwość wyposażenia w NATO-wskie uzbrojenie. Jeśli chodzi           o manewrowość PZL-230 Skorpion także miał definitywną przewagę nad Su-22 (Jak powszechnie wiadomo w naszej rzeczywistości po 1993 roku nowo wybrany rząd zadecydował o przetrąceniu finansowania projektu PZL-230 Skorpion… Jednak na kartach mojej powieści roje podniebnych Skorpionów na dziesiątki lat niepodzielnie zawładną polskimi przestworzami…). <br />
<br />
- Po wdrożeniu do seryjnej produkcji polskich samolotów bojowych PZL I-22 Iryda i PZL-230 Skorpion tysiące osób znajduje zatrudnienie w polskim przemyśle lotniczym znacząco przyczyniając się tym do zmniejszenia bezrobocia w Polsce pod koniec lat 90-tych                              i w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku. <br />
<br />
- Na fali rosnącego w całej Polsce zainteresowania rodzimymi konstrukcjami lotniczymi rzesze pasjonatów lotnictwa i stowarzyszenia zrzeszające emerytowanych inżynierów lotnictwa zaczynają coraz śmielej snuć plany wskrzeszenia anulowanego w PRL-u projektu pierwszego polskiego naddźwiękowego samolotu myśliwsko-szturmowego PZL TS-16 Grot…<br />
<br />
- I tak dzięki dociekliwości polskich historyków niewzruszenie badających tajemnice PRL-u, którym cudem udaje się odnaleźć uważaną za bezpowrotnie zaginioną dokumentację techniczną tego przełomowego polskiego samolotu, na progu XXI wieku przepiękny lśniący prototyp naddźwiękowego PZL TS-16 Grot okraszony promieniami wschodzącego słońca odbijającymi się na jego lśniących skrzydłach, wyprowadzony przez rozemocjonowaną obsługę techniczną na betonowy pas startowy, czekał na młodego chmurnookiego pilota doświadczalnego, który miał dokonać jego oblotu trwale zapisując się tym w najnowszej historii Polski...<br />
<br />
- Z czasem rokrocznie modernizowane naddźwiękowe polskie ,,Groty" miały okazać się znakomitym uzupełnieniem dla kultowych F-16 ,,Jastrzębi”…<br />
<br />
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------<br />
- Tymczasem w alternatywnej rzeczywistości nakreślonej na kartach mojej powieści Rosja Władimira Putina w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku powraca do porzuconych za Związku Radzieckiego supertajnych projektów naddźwiękowych bombowców nuklearnych         i myśliwców przechwytujących dalekiego zasięgu nowej generacji…<br />
<br />
- Po pierwszej nieudanej próbie wdrożenia do masowej produkcji supertajnego naddźwiękowego bombowca nuklearnego typu Suchoj T-4 (Su-100) poczynionej jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, na progu XXI wieku Federacja Rosyjska rządzona przez nowo wybranego prezydenta Władimira Putina podejmuje kolejną tym razem udaną próbę. Kosztem poważnego nadszarpnięcia finansów publicznych Rosji i większego jeszcze zubożenia mas rosyjskiego społeczeństwa naddźwiękowy Suchoj T-4 (Su-100) zostaje wdrożony do masowej produkcji i wkrótce przyjęty na wyposażenie rosyjskiej armii. Niebawem poważnie zagrozi on bezpieczeństwu wszystkich obszarów posowieckich i prężnie rozwijających się krajów Grupy Wyszehradzkiej.... Przyjęty w liczbie 40 sztuk na wyposażenie rosyjskich sił powietrznych jako element zastraszenia obszarów posowieckich        i krajów NATO, ze względu na olbrzymie koszty produkcji, hangarowania, codziennego serwisowania i ciągłego utrzymywania w gotowości bojowej, okaże się de facto niezwykle skuteczną bronią przeciwko... samym Rosjanom! Ponieważ proces jego produkcji wymagał niezwykle kosztownych rozwiązań konstrukcyjnych i materiałowych (W tym także szerokiego użycia tytanu) wiązało się to  z obcięciem wydatków na rosyjską służbę zdrowia       i politykę społeczną, ku niezadowoleniu sporej części rosyjskiego społeczeństwa...<br />
<br />
- Na osobiste polecenie Władimira Putina wznowiono także prace nad radzieckim myśliwcem przewagi powietrznej typu MiG 1-44, nad którym wcześniej pracę na parę lat kompletnie zawieszono, by po kilku latach ponownie wdrożyć go do masowej produkcji i wkrótce także przyjąć na wyposażenie rosyjskiej armii (By w tej alternatywnej rzeczywistości tak różnej od naszej nie był on jedynie ograniczonym do stadium badawczego demonstratorem technologii lecz pełnoprawnym samolotem bojowym, co jednak spowoduje gwałtowne nadszarpnięcie        i tak już rozchwianej stabilności ekonomicznej Rosji, co z kolei będzie miało kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju fabuły niniejszej powieści...)<br />
<br />
- Na osobiste polecenie Władimira Putina ślepo posłuszni mu generałowie zmuszeni także byli dać szansę czterem prototypom współczesnego rosyjskiego eksperymentalnego samolotu myśliwskiego Su-47 Berkut, teoretycznie charakteryzującego się wysoką manewrowością maszyny przy prędkościach subsonicznych, teoretycznie dającą przewagę w bliskiej walce powietrznej i umożliwiającą uniknięcie rakiet nieprzyjaciela, w praktyce zaś… będącego gorszym myśliwcem od swojego następcy Su-35! (Jednak na kartach mojej powieści                w alternatywnej rzeczywistości znacząco różniącej się od naszej przekorny los sprawi że to       Su-47 Berkut a nie  Su-35 wejdzie do masowej produkcji i w liczbie 56 sztuk zasili rosyjską armię, co znacząco uszczknie potencjału militarnego rosyjskiego lotnictwa wojskowego jaki znamy z naszej rzeczywistości… Życzyłbym sobie bowiem Szanowny czytelniku by ta moja powieść z gatunku Historii alternatywnej była także przyczynkiem do dyskusji na następujący temat… Mianowicie w jakim stopniu zmniejszyłoby potencjał rosyjskich sił powietrznych, gdyby to właśnie Su-47 Berkut a nie Su-35 wszedł trwale na wyposażenie rosyjskiej armii… Gdyby można było przedstawić tę zależność w procentach, to o ile procent zmniejszyłoby to potencjał militarny Sił Powietrznych Federacji Rosyjskiej? Licząc na wywołanie tak postawionym pytaniem szerszej dyskusji, idźmy jednak dalej...)<br />
<br />
- Krótkowzroczni, zdeterminowani, ale i skorumpowani rosyjscy generałowie za aprobatą prezydenta Rosji wydają także polecenie wznowienia przerwanych u schyłku Związku Radzieckiego prac nad częściowo nieudanym  radzieckim samolotem pionowego startu              i lądowania Jak-41, którego jedyne dwa prototypy niechlubnie zapisały się w historii lotnictwa awarią i katastrofą kolejno w 1987 i 1991 roku. <br />
<br />
Dajmy zatem teraz właściwy porządek alternatywnemu biegowi dziejów i nakreślmy choć         w paru zdaniach główną oś fabularną niniejszej powieści...<br />
<br />
Ogromne wydatki rosyjskiego rządu na zbrojenia i wskrzeszanie z martwych pogrzebanych        u schyłku Związku Radzieckiego projektów naddźwiękowych myśliwców dalekiego zasięgu                       i naddźwiękowego nuklearnego bombowca, a także rozpoczęty na nowo przez Putina wyścig zbrojeń z NATO stały się z czasem katalizatorem ogromnego niezadowolenia żyjących na granicy ubóstwa mas rosyjskiego społeczeństwa. Początkowo rozpoczęty na nowo przez Putina wyścig zbrojeń został masowo poparty przez szowinistyczną część rosyjskiego społeczeństwa, co wyraziło się w dziesiątkach wieców politycznych i licznych manifestacji popierających ten kierunek polityki rządu. Rosyjska propaganda jawnie i podprogowo także wzywała obywateli do masowego poparcia zbrojeń i militaryzacji społeczeństwa. Także            i rosyjscy politycy będący niejako zakładnikami państwowej propagandy i nastrojów społecznych zmuszeni byli poprzeć ogromne wydatki na zbrojenia… Wyjątkiem byli jedynie niekiedy żyjący na granicy ubóstwa rosyjscy rolnicy i robotnicy, którzy na co dzień cierpiąc głód i niedostatek nie widzieli sensu w tak wielkich wydatkach na zbrojenia… Po kilku latach intensywnych zbrojeń, które spowodowały silne tąpnięcie w rosyjskiej gospodarce, rosyjski rząd nadal nie chciał się zgodzić na ukrócenie wszechwładzy oligarchów, podjęcie prób zniwelowania olbrzymich nierówności społecznych, a także pomocy socjalnej najuboższym obywatelom Rosji, wciąż przeznaczając większość środków z budżetu państwa na przemysł zbrojeniowy i rozwój kolejnych prototypów myśliwców i bombowców nowej generacji.          W wyniku dalszego, większego jeszcze ubożenia mas społecznych następuje osłabienie pozycji i autorytetu Władimira Putina w oczach Rosjan. Powszechnie znienawidzony prezydent zaczyna gwałtownie tracić kontrolę nad nastrojami społecznymi i stopniowo faktyczną  kontrolę nad państwem. Fatalna sytuacja rosyjskiej gospodarki, pogłębiające się wciąż nierówności społeczne i braki żywnościowe wzmagają nienawiść Rosjan, która koncentruje się głównie na prezydencie…<br />
<br />
Kroplą, która przelewa przysłowiową czarę nienawiści do Putina okazuje się być jego szalona decyzja o wskrzeszeniu pogrzebanego trwale w zamierzchłych latach Związku Radzieckiego     i wprowadzeniu do masowej produkcji radzieckiego eksperymentalnego czołgu ciężkiego, którego prototyp zbudowano jeszcze w 1959 roku o kryptonimie ,,Obiekt 279”. Ten radziecki eksperymentalny czołg ciężki o pancerzu o niespotykanej grubości dochodzącej do 269 mm      a w najgrubszym miejscu wieży nawet do 319 mm, o konstrukcji zapobiegającej wywróceniu pojazdu przez falę uderzeniową w przypadku wybuchu jądrowego i o budowie pancerza mającej chronić go przed pociskami kumulacyjnymi na progu XXI wieku był już konstrukcją niezmiernie przestarzałą. Jednak wdrożony do masowej produkcji w posowieckiej Rosji niewątpliwie byłby przysłowiowym kamieniem młyńskim u szyi rosyjskiej gospodarki, który niechybnie pociągnąłby Rosję w odmęty bankructwa. Przeto w tej alternatywnej rzeczywistości dziejącej się równolegle do naszej obwieszczona triumfalnie przez rosyjskie propagandowe media decyzja o wdrożeniu do seryjnej produkcji ,,Obiektu 279” wywołuje apogeum wściekłości u wielomilionowej ludności Rosji…<br />
<br />
Tymczasem w tej samej alternatywnej rzeczywistości Polska za trwającej przez dwie kadencje prezydentury Jana Olszewskiego (w latach 1995–2005) odnotowuje olbrzymi wzrost gospodarczy... Alternatywą bowiem dla Polski (umiejętnie wykorzystaną) wobec odbudowywania przez Rosję potencjału militarnego równego temu z czasów Związku Radzieckiego jest postawienie na rodzime konstrukcje lotnicze polskich inżynierów                    i silniejsze jeszcze zacieśnienie więzów z krajami Grupy Wyszehradzkiej! Z jednej strony bowiem wdrożenie do seryjnej produkcji polskich samolotów bojowych PZL I-22 Iryda, PZL-230 Skorpion i PZL TS-16 Grot daje tysiącom osób zatrudnienie w polskim przemyśle lotniczym znacząco przyczyniając się tym do zmniejszenia bezrobocia w Polsce pod koniec lat 90-tych i w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku (Czego skutkiem jest podpisanie wielomilionowych kontraktów z Ukrainą i z Indiami na zakup przez te kraje setek sztuk polskich samolotów PZL I-22 Iryda...) Z drugiej zaś strony trwałe zacieśnienie przez Polskę współpracy ekonomicznej i militarnej z Grupą Wyszehradzką skutecznie chroni nasze kraje przed zakusami Rosji! Niebawem wobec tlącego się z wolna zagrożenia ze strony odbudowującej swój militarny potencjał Rosji, we wszystkich stolicach krajów Grupy Wyszehradzkiej na murach zaczynają pojawiać się wymowne graffiti: V4 FOREVER! Odzwierciedlają one układającą się wzorowo współpracę pomiędzy wszystkimi krajami Grupy Wyszehradzkiej… Bo przecież jakże wiele mieliśmy wspólnych kart historii…<br />
<br />
Przeto w tym alternatywnym biegu dziejów dochodzi do zapętlenia się dwóch geopolitycznych sytuacji… Z jednej bowiem strony nad krajami Grupy Wyszehradzkiej zawisa katowskim toporem złowrogi cień naddźwiękowych nuklearnych bombowców Suchoj T-4 (Su-100), z drugiej zaś strony nienawiść zwykłych Rosjan do prezydenta Władimira Putina sięga zenitu, co realnie grozi mu obaleniem przez masy społeczne jeszcze przed 2008 rokiem…<br />
<br />
Na tle tak odmalowanego obrazu alternatywnej historii III RP i Federacji Rosyjskiej naszkicujmy teraz głównych bohaterów literackich, nad losami których wspólnie pochylimy się w kolejnych rozdziałach…<br />
<br />
Głównymi bohaterami niniejszej powieści są dwaj koledzy jeszcze ze szkolnej ławy, którzy po latach niewidzenia się ponownie spotykają się już w dorosłym życiu. Choć kończąc podstawówkę rozstali się w gniewie, przekorny los sprawił że obydwaj związali swoją przyszłość z lotnictwem wojskowym. Są to instr. pil. Wojciech Matejka, świeżo upieczony wojskowy instruktor lotniczy szkolący młodych adeptów lotnictwa na samolotach typu PZL I-22 Iryda oraz por. pil. Stefan Tekieli, szalenie odważny i zadziorny pilot myśliwców słynący w całej Polsce ze swoich brawurowych i karkołomnych manewrów, latający od kilku lat na samolotach szturmowych typu PZL-230 Skorpion. Jeden jest Polakiem czeskiego pochodzenia, drugi zaś pochodzi z mieszanej rodziny polsko-węgierskiej… Jeden w młodości był wielkim pasjonatem historii lotnictwa, drugi uwielbiał rozczytywać się w trylogii Sienkiewicza i w rozmaitych powieściach z gatunku płaszcza i szpady autorstwa polskich          i węgierskich pisarzy… Jeden w dzieciństwie był zapalonym maniakiem komputera Commodore C64, drugi zaś począwszy od szóstego roku życia kiedy to dostał na gwiazdkę swój pierwszy w życiu komputer Atari 600XL był zagorzałym miłośnikiem Atari… Jeden spokojny i zamknięty w sobie zawsze w latach szkolnych zostawał po lekcjach na zajęcia kółka historycznego, drugi zadziorny i łaknący przygód często wymykał się z lekcji na wagary już jako nastolatek goniąc za widmem przygody…<br />
<br />
Po latach gdy obydwaj związali już swoją przyszłość z lotnictwem wojskowym, ich cechy charakteru ukształtowane w młodości wpłynęły także i na przebieg ich służby…  Podczas gdy instruktor Wojciech Matejka uczy młodych adeptów lotnictwa roztropności i rozwagi               w powietrzu, radzenia sobie w powietrzu z nieoczekiwanymi sytuacjami i nagłymi wypadkami, ciągłego doskonalenia techniki pilotażu, por. pil. Stefan Tekieli zarówno na ziemi jak i w powietrzu słynie z licznych kontrowersyjnych zachowań, nietuzinkowego stylu bycia, nonszalanckiego stosunku do otaczającego go świata, częstej samowolki                          w wykonywaniu swym ,,Skorpionem” licznych karkołomnych manewrów powietrznych, balansowaniu w powietrzu na granicy życia i śmierci, niewyparzonego języka                              i kwestionowania rozkazów przełożonych, co… Często kończy się dla niego licznymi naganami i karami dyscyplinarnymi, z których ten jednak zdaje się nic sobie nie robić...<br />
<br />
Gdy już jednak ponownie spotkają się po latach w nie najlepszej atmosferze, wobec zagrożenia dla Polski ze strony rosyjskich naddźwiękowych bombowców nuklearnych typu Suchoj T-4 (Su-100) i pełnoskalową rosyjską agresją, pomimo ich skomplikowanych relacji z przeszłości w tej arcyważnej kwestii jaką jest bezpieczeństwo Polski i pozostałych krajów Grupy Wyszehradzkiej będą zmuszeni połączyć swe siły i zapomnieć dawne urazy…<br />
<br />
Tak więc udaj się ze mną Szanowny czytelniku w alternatywną rzeczywistość wykreowaną na kartach mojej powieści… Gdzie młodzi lotnicy szkolący się na polskich samolotach treningowo-bojowych PZL I-22 Iryda z czasem stają się najlepszymi pilotami wojskowymi w całej Europie, a roje podniebnych Skorpionów niepodzielnie władają polskimi przestworzami...<br />
<br />
Czy wprowadzenie do masowej produkcji naddźwiękowych bombowców nuklearnych Suchoj T-4 (Su-100) okaże się tym jednym kluczowym elementem, który pogrąży ekonomicznie i gospodarczo Rosję?<br />
<br />
Czy Polsce wraz z pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej uda się zażegnać zagrożenie ze strony Rosji?<br />
<br />
Czy polskie F-16 Jastrzębie i TS-16 Groty okażą się wystarczającą bronią  odstraszającą przed użyciem przez Rosję bombowców strategicznych dalekiego zasięgu Suchoj T-4 (Su-100)?<br />
<br />
Czy uda się przezbroić polskie PZL-230 Skorpiony w najnowocześniejsze NATO-wskie rakiety zdolne przebić nietypowe pancerze czołgów typu ,,Obiekt 279”?<br />
<br />
Czy może jednak wściekli na Putina Rosjanie obalą go jeszcze przed 2008 rokiem pozbawiając prezydentury?<br />
<br />
Szukając odpowiedzi na te pytania zanurzmy się wspólnie w kolejnych rozdziałach tej mojej pierwszej w życiu powieści z gatunku ,,Historii alternatywnej” i spróbujmy wspólnie odpowiedzieć sobie na pytanie czy nakreślona na jej kartach moją pisarską wyobraźnią alternatywna przeszłość i teraźniejszość III RP naprawdę mogła się wydarzyć...<br />
<br />
[Niniejszy tekst pełni rolę wstępu do mojej niewydanej dotąd drukiem powieści                  z pogranicza gatunków political fiction, Historii alternatywnej i fantastyki naukowej zatytułowanej ,,Irydy i Skorpiony. Lot w alternatywną rzeczywistość". Wszystkie prawa zastrzeżone.]<br />
<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=878" target="_blank">PZL_I-22_IRYDA_samolot_jpg.jpg</a> (Rozmiar: 123,31 KB / Pobrań: 0)
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Istotne wydarzenia historyczne mające nastąpić na linii czasu… Układ sił geopolitycznych na świecie... Rzeczywistość w jakiej budzimy się każdego kolejnego dnia... Nie są naszym nieuchronnym, nieodwracalnym losem, czy też nieodwołalną wolą możnych tego świata, na którą my szarzy zjadacze chleba nie mamy wpływu… Gdy spojrzymy w głąb historii III RP okaże się że niezliczone warianty poszczególnych rozwiązań politycznych           i społecznych, o których na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, mogły przecież i wciąż mogą stać się naszym udziałem… Możemy na nie istotnie wpływać poprzez nasze codzienne decyzje... Naszymi codziennymi decyzjami (i to nie tylko tymi politycznymi jak głos oddany w wyborach parlamentarnych czy prezydenckich) możemy w istotny sposób kształtować rzeczywistość polityczną w naszej Ojczyźnie i na całym świecie… Każda nasza decyzja            z przeszłości, inna od tej, którą rzeczywiście podjęliśmy mogła tak naprawdę zrodzić alternatywny świat będący odpryskiem jednej z wielu rzeczywistości… Lecz choć tylko jednym z niezliczonych, odpryskiem ze wszystkich najcenniejszym, bowiem skrywającym        w sobie nasz wymarzony obraz dumnej i niezwyciężonej Polski…<br />
<br />
Rolą powieściopisarza po raz pierwszy próbującego swoich sił w tym pełnoprawnym gatunku literackim jakim jest ,,Historia alternatywna" (zaliczanym zazwyczaj do fantastyki naukowej) jest bycie dla swojego czytelnika przewodnikiem po wykreowanym swoją wyobraźnią alternatywnym świecie…<br />
<br />
A zatem udaj się ze mną Szanowny czytelniku w alternatywną Historię wykreowaną na kartach mojej powieści, jakże różną od tej, której świadkami byliśmy na co dzień, a różniącą się od niej w następujących kluczowych punktach:<br />
<br />
- Na kartach mojej powieści wyborów prezydenckich w Polsce w 1995 roku nie wygrywa Aleksander Kwaśniewski lecz Jan Ferdynand Olszewski. Ta jedna polityczna decyzja będąca zarazem wolą większości narodu polskiego zmieniła bieg dziejów całego świata tworząc alternatywną rzeczywistość jakże różną od naszej, znanej z codziennych dni i z ostatnich lat.<br />
<br />
- W 1996 roku podpisano kontrakt na zakup przez wojsko polskie 60 sztuk samolotów PZL        I-22 Iryda, które skutecznie zastąpiły wykorzystywane w lotnictwie morskim przestarzałe posowieckie jednosilnikowe Migi-21 (Jak wiemy w naszej rzeczywistości projekt ten zakończył się kompletnym fiaskiem, jednak na kartach mojej powieści projekt ten zakończy się pełnym sukcesem otwierając przed polskim przemysłem lotniczym szerokie perspektywy rozwoju, czego skutkiem będzie podpisanie w przyszłości wielomilionowych kontraktów           z Ukrainą i z Indiami...).<br />
<br />
- W 1998 roku 110 sztuk przestarzałych, niemodernizowanych latami posowieckich samolotów myśliwsko-bombowych Su-22 zastąpiło tyleż samo najnowocześniejszych samolotów szturmowych typu PZL-230 Skorpion całkowicie polskiej produkcji… Definitywne wycofanie ze służby tych najstarszych samolotów bojowych polskiego lotnictwa zostało wówczas przyjęte przez wszystkich bez wyjątku polskich pilotów wojskowych              z prawdziwym entuzjazmem! Entuzjazm ten był tym większy, że przestarzały rozsypujący się posowiecki sprzęt zastąpić miała całkowicie polska konstrukcja pod wieloma względami przełomowa i nie posiadająca wówczas swojego odpowiednika na świecie. Bowiem dzięki zastosowaniu w nim przełomowych technologii takich jak fly-by-wire czy stealth PZL-230 Skorpion niemal na każdym polu bił swojego poprzednika radzieckiej produkcji na głowę! Cechowała go przede wszystkim zdolność do krótkich startów i lądowań na trawiastych lotniskach przyfrontowych, zwrotność, wytrzymałość konstrukcji pod kątem gwałtownych manewrów i oczywiście możliwość wyposażenia w NATO-wskie uzbrojenie. Jeśli chodzi           o manewrowość PZL-230 Skorpion także miał definitywną przewagę nad Su-22 (Jak powszechnie wiadomo w naszej rzeczywistości po 1993 roku nowo wybrany rząd zadecydował o przetrąceniu finansowania projektu PZL-230 Skorpion… Jednak na kartach mojej powieści roje podniebnych Skorpionów na dziesiątki lat niepodzielnie zawładną polskimi przestworzami…). <br />
<br />
- Po wdrożeniu do seryjnej produkcji polskich samolotów bojowych PZL I-22 Iryda i PZL-230 Skorpion tysiące osób znajduje zatrudnienie w polskim przemyśle lotniczym znacząco przyczyniając się tym do zmniejszenia bezrobocia w Polsce pod koniec lat 90-tych                              i w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku. <br />
<br />
- Na fali rosnącego w całej Polsce zainteresowania rodzimymi konstrukcjami lotniczymi rzesze pasjonatów lotnictwa i stowarzyszenia zrzeszające emerytowanych inżynierów lotnictwa zaczynają coraz śmielej snuć plany wskrzeszenia anulowanego w PRL-u projektu pierwszego polskiego naddźwiękowego samolotu myśliwsko-szturmowego PZL TS-16 Grot…<br />
<br />
- I tak dzięki dociekliwości polskich historyków niewzruszenie badających tajemnice PRL-u, którym cudem udaje się odnaleźć uważaną za bezpowrotnie zaginioną dokumentację techniczną tego przełomowego polskiego samolotu, na progu XXI wieku przepiękny lśniący prototyp naddźwiękowego PZL TS-16 Grot okraszony promieniami wschodzącego słońca odbijającymi się na jego lśniących skrzydłach, wyprowadzony przez rozemocjonowaną obsługę techniczną na betonowy pas startowy, czekał na młodego chmurnookiego pilota doświadczalnego, który miał dokonać jego oblotu trwale zapisując się tym w najnowszej historii Polski...<br />
<br />
- Z czasem rokrocznie modernizowane naddźwiękowe polskie ,,Groty" miały okazać się znakomitym uzupełnieniem dla kultowych F-16 ,,Jastrzębi”…<br />
<br />
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------<br />
- Tymczasem w alternatywnej rzeczywistości nakreślonej na kartach mojej powieści Rosja Władimira Putina w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku powraca do porzuconych za Związku Radzieckiego supertajnych projektów naddźwiękowych bombowców nuklearnych         i myśliwców przechwytujących dalekiego zasięgu nowej generacji…<br />
<br />
- Po pierwszej nieudanej próbie wdrożenia do masowej produkcji supertajnego naddźwiękowego bombowca nuklearnego typu Suchoj T-4 (Su-100) poczynionej jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, na progu XXI wieku Federacja Rosyjska rządzona przez nowo wybranego prezydenta Władimira Putina podejmuje kolejną tym razem udaną próbę. Kosztem poważnego nadszarpnięcia finansów publicznych Rosji i większego jeszcze zubożenia mas rosyjskiego społeczeństwa naddźwiękowy Suchoj T-4 (Su-100) zostaje wdrożony do masowej produkcji i wkrótce przyjęty na wyposażenie rosyjskiej armii. Niebawem poważnie zagrozi on bezpieczeństwu wszystkich obszarów posowieckich i prężnie rozwijających się krajów Grupy Wyszehradzkiej.... Przyjęty w liczbie 40 sztuk na wyposażenie rosyjskich sił powietrznych jako element zastraszenia obszarów posowieckich        i krajów NATO, ze względu na olbrzymie koszty produkcji, hangarowania, codziennego serwisowania i ciągłego utrzymywania w gotowości bojowej, okaże się de facto niezwykle skuteczną bronią przeciwko... samym Rosjanom! Ponieważ proces jego produkcji wymagał niezwykle kosztownych rozwiązań konstrukcyjnych i materiałowych (W tym także szerokiego użycia tytanu) wiązało się to  z obcięciem wydatków na rosyjską służbę zdrowia       i politykę społeczną, ku niezadowoleniu sporej części rosyjskiego społeczeństwa...<br />
<br />
- Na osobiste polecenie Władimira Putina wznowiono także prace nad radzieckim myśliwcem przewagi powietrznej typu MiG 1-44, nad którym wcześniej pracę na parę lat kompletnie zawieszono, by po kilku latach ponownie wdrożyć go do masowej produkcji i wkrótce także przyjąć na wyposażenie rosyjskiej armii (By w tej alternatywnej rzeczywistości tak różnej od naszej nie był on jedynie ograniczonym do stadium badawczego demonstratorem technologii lecz pełnoprawnym samolotem bojowym, co jednak spowoduje gwałtowne nadszarpnięcie        i tak już rozchwianej stabilności ekonomicznej Rosji, co z kolei będzie miało kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju fabuły niniejszej powieści...)<br />
<br />
- Na osobiste polecenie Władimira Putina ślepo posłuszni mu generałowie zmuszeni także byli dać szansę czterem prototypom współczesnego rosyjskiego eksperymentalnego samolotu myśliwskiego Su-47 Berkut, teoretycznie charakteryzującego się wysoką manewrowością maszyny przy prędkościach subsonicznych, teoretycznie dającą przewagę w bliskiej walce powietrznej i umożliwiającą uniknięcie rakiet nieprzyjaciela, w praktyce zaś… będącego gorszym myśliwcem od swojego następcy Su-35! (Jednak na kartach mojej powieści                w alternatywnej rzeczywistości znacząco różniącej się od naszej przekorny los sprawi że to       Su-47 Berkut a nie  Su-35 wejdzie do masowej produkcji i w liczbie 56 sztuk zasili rosyjską armię, co znacząco uszczknie potencjału militarnego rosyjskiego lotnictwa wojskowego jaki znamy z naszej rzeczywistości… Życzyłbym sobie bowiem Szanowny czytelniku by ta moja powieść z gatunku Historii alternatywnej była także przyczynkiem do dyskusji na następujący temat… Mianowicie w jakim stopniu zmniejszyłoby potencjał rosyjskich sił powietrznych, gdyby to właśnie Su-47 Berkut a nie Su-35 wszedł trwale na wyposażenie rosyjskiej armii… Gdyby można było przedstawić tę zależność w procentach, to o ile procent zmniejszyłoby to potencjał militarny Sił Powietrznych Federacji Rosyjskiej? Licząc na wywołanie tak postawionym pytaniem szerszej dyskusji, idźmy jednak dalej...)<br />
<br />
- Krótkowzroczni, zdeterminowani, ale i skorumpowani rosyjscy generałowie za aprobatą prezydenta Rosji wydają także polecenie wznowienia przerwanych u schyłku Związku Radzieckiego prac nad częściowo nieudanym  radzieckim samolotem pionowego startu              i lądowania Jak-41, którego jedyne dwa prototypy niechlubnie zapisały się w historii lotnictwa awarią i katastrofą kolejno w 1987 i 1991 roku. <br />
<br />
Dajmy zatem teraz właściwy porządek alternatywnemu biegowi dziejów i nakreślmy choć         w paru zdaniach główną oś fabularną niniejszej powieści...<br />
<br />
Ogromne wydatki rosyjskiego rządu na zbrojenia i wskrzeszanie z martwych pogrzebanych        u schyłku Związku Radzieckiego projektów naddźwiękowych myśliwców dalekiego zasięgu                       i naddźwiękowego nuklearnego bombowca, a także rozpoczęty na nowo przez Putina wyścig zbrojeń z NATO stały się z czasem katalizatorem ogromnego niezadowolenia żyjących na granicy ubóstwa mas rosyjskiego społeczeństwa. Początkowo rozpoczęty na nowo przez Putina wyścig zbrojeń został masowo poparty przez szowinistyczną część rosyjskiego społeczeństwa, co wyraziło się w dziesiątkach wieców politycznych i licznych manifestacji popierających ten kierunek polityki rządu. Rosyjska propaganda jawnie i podprogowo także wzywała obywateli do masowego poparcia zbrojeń i militaryzacji społeczeństwa. Także            i rosyjscy politycy będący niejako zakładnikami państwowej propagandy i nastrojów społecznych zmuszeni byli poprzeć ogromne wydatki na zbrojenia… Wyjątkiem byli jedynie niekiedy żyjący na granicy ubóstwa rosyjscy rolnicy i robotnicy, którzy na co dzień cierpiąc głód i niedostatek nie widzieli sensu w tak wielkich wydatkach na zbrojenia… Po kilku latach intensywnych zbrojeń, które spowodowały silne tąpnięcie w rosyjskiej gospodarce, rosyjski rząd nadal nie chciał się zgodzić na ukrócenie wszechwładzy oligarchów, podjęcie prób zniwelowania olbrzymich nierówności społecznych, a także pomocy socjalnej najuboższym obywatelom Rosji, wciąż przeznaczając większość środków z budżetu państwa na przemysł zbrojeniowy i rozwój kolejnych prototypów myśliwców i bombowców nowej generacji.          W wyniku dalszego, większego jeszcze ubożenia mas społecznych następuje osłabienie pozycji i autorytetu Władimira Putina w oczach Rosjan. Powszechnie znienawidzony prezydent zaczyna gwałtownie tracić kontrolę nad nastrojami społecznymi i stopniowo faktyczną  kontrolę nad państwem. Fatalna sytuacja rosyjskiej gospodarki, pogłębiające się wciąż nierówności społeczne i braki żywnościowe wzmagają nienawiść Rosjan, która koncentruje się głównie na prezydencie…<br />
<br />
Kroplą, która przelewa przysłowiową czarę nienawiści do Putina okazuje się być jego szalona decyzja o wskrzeszeniu pogrzebanego trwale w zamierzchłych latach Związku Radzieckiego     i wprowadzeniu do masowej produkcji radzieckiego eksperymentalnego czołgu ciężkiego, którego prototyp zbudowano jeszcze w 1959 roku o kryptonimie ,,Obiekt 279”. Ten radziecki eksperymentalny czołg ciężki o pancerzu o niespotykanej grubości dochodzącej do 269 mm      a w najgrubszym miejscu wieży nawet do 319 mm, o konstrukcji zapobiegającej wywróceniu pojazdu przez falę uderzeniową w przypadku wybuchu jądrowego i o budowie pancerza mającej chronić go przed pociskami kumulacyjnymi na progu XXI wieku był już konstrukcją niezmiernie przestarzałą. Jednak wdrożony do masowej produkcji w posowieckiej Rosji niewątpliwie byłby przysłowiowym kamieniem młyńskim u szyi rosyjskiej gospodarki, który niechybnie pociągnąłby Rosję w odmęty bankructwa. Przeto w tej alternatywnej rzeczywistości dziejącej się równolegle do naszej obwieszczona triumfalnie przez rosyjskie propagandowe media decyzja o wdrożeniu do seryjnej produkcji ,,Obiektu 279” wywołuje apogeum wściekłości u wielomilionowej ludności Rosji…<br />
<br />
Tymczasem w tej samej alternatywnej rzeczywistości Polska za trwającej przez dwie kadencje prezydentury Jana Olszewskiego (w latach 1995–2005) odnotowuje olbrzymi wzrost gospodarczy... Alternatywą bowiem dla Polski (umiejętnie wykorzystaną) wobec odbudowywania przez Rosję potencjału militarnego równego temu z czasów Związku Radzieckiego jest postawienie na rodzime konstrukcje lotnicze polskich inżynierów                    i silniejsze jeszcze zacieśnienie więzów z krajami Grupy Wyszehradzkiej! Z jednej strony bowiem wdrożenie do seryjnej produkcji polskich samolotów bojowych PZL I-22 Iryda, PZL-230 Skorpion i PZL TS-16 Grot daje tysiącom osób zatrudnienie w polskim przemyśle lotniczym znacząco przyczyniając się tym do zmniejszenia bezrobocia w Polsce pod koniec lat 90-tych i w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku (Czego skutkiem jest podpisanie wielomilionowych kontraktów z Ukrainą i z Indiami na zakup przez te kraje setek sztuk polskich samolotów PZL I-22 Iryda...) Z drugiej zaś strony trwałe zacieśnienie przez Polskę współpracy ekonomicznej i militarnej z Grupą Wyszehradzką skutecznie chroni nasze kraje przed zakusami Rosji! Niebawem wobec tlącego się z wolna zagrożenia ze strony odbudowującej swój militarny potencjał Rosji, we wszystkich stolicach krajów Grupy Wyszehradzkiej na murach zaczynają pojawiać się wymowne graffiti: V4 FOREVER! Odzwierciedlają one układającą się wzorowo współpracę pomiędzy wszystkimi krajami Grupy Wyszehradzkiej… Bo przecież jakże wiele mieliśmy wspólnych kart historii…<br />
<br />
Przeto w tym alternatywnym biegu dziejów dochodzi do zapętlenia się dwóch geopolitycznych sytuacji… Z jednej bowiem strony nad krajami Grupy Wyszehradzkiej zawisa katowskim toporem złowrogi cień naddźwiękowych nuklearnych bombowców Suchoj T-4 (Su-100), z drugiej zaś strony nienawiść zwykłych Rosjan do prezydenta Władimira Putina sięga zenitu, co realnie grozi mu obaleniem przez masy społeczne jeszcze przed 2008 rokiem…<br />
<br />
Na tle tak odmalowanego obrazu alternatywnej historii III RP i Federacji Rosyjskiej naszkicujmy teraz głównych bohaterów literackich, nad losami których wspólnie pochylimy się w kolejnych rozdziałach…<br />
<br />
Głównymi bohaterami niniejszej powieści są dwaj koledzy jeszcze ze szkolnej ławy, którzy po latach niewidzenia się ponownie spotykają się już w dorosłym życiu. Choć kończąc podstawówkę rozstali się w gniewie, przekorny los sprawił że obydwaj związali swoją przyszłość z lotnictwem wojskowym. Są to instr. pil. Wojciech Matejka, świeżo upieczony wojskowy instruktor lotniczy szkolący młodych adeptów lotnictwa na samolotach typu PZL I-22 Iryda oraz por. pil. Stefan Tekieli, szalenie odważny i zadziorny pilot myśliwców słynący w całej Polsce ze swoich brawurowych i karkołomnych manewrów, latający od kilku lat na samolotach szturmowych typu PZL-230 Skorpion. Jeden jest Polakiem czeskiego pochodzenia, drugi zaś pochodzi z mieszanej rodziny polsko-węgierskiej… Jeden w młodości był wielkim pasjonatem historii lotnictwa, drugi uwielbiał rozczytywać się w trylogii Sienkiewicza i w rozmaitych powieściach z gatunku płaszcza i szpady autorstwa polskich          i węgierskich pisarzy… Jeden w dzieciństwie był zapalonym maniakiem komputera Commodore C64, drugi zaś począwszy od szóstego roku życia kiedy to dostał na gwiazdkę swój pierwszy w życiu komputer Atari 600XL był zagorzałym miłośnikiem Atari… Jeden spokojny i zamknięty w sobie zawsze w latach szkolnych zostawał po lekcjach na zajęcia kółka historycznego, drugi zadziorny i łaknący przygód często wymykał się z lekcji na wagary już jako nastolatek goniąc za widmem przygody…<br />
<br />
Po latach gdy obydwaj związali już swoją przyszłość z lotnictwem wojskowym, ich cechy charakteru ukształtowane w młodości wpłynęły także i na przebieg ich służby…  Podczas gdy instruktor Wojciech Matejka uczy młodych adeptów lotnictwa roztropności i rozwagi               w powietrzu, radzenia sobie w powietrzu z nieoczekiwanymi sytuacjami i nagłymi wypadkami, ciągłego doskonalenia techniki pilotażu, por. pil. Stefan Tekieli zarówno na ziemi jak i w powietrzu słynie z licznych kontrowersyjnych zachowań, nietuzinkowego stylu bycia, nonszalanckiego stosunku do otaczającego go świata, częstej samowolki                          w wykonywaniu swym ,,Skorpionem” licznych karkołomnych manewrów powietrznych, balansowaniu w powietrzu na granicy życia i śmierci, niewyparzonego języka                              i kwestionowania rozkazów przełożonych, co… Często kończy się dla niego licznymi naganami i karami dyscyplinarnymi, z których ten jednak zdaje się nic sobie nie robić...<br />
<br />
Gdy już jednak ponownie spotkają się po latach w nie najlepszej atmosferze, wobec zagrożenia dla Polski ze strony rosyjskich naddźwiękowych bombowców nuklearnych typu Suchoj T-4 (Su-100) i pełnoskalową rosyjską agresją, pomimo ich skomplikowanych relacji z przeszłości w tej arcyważnej kwestii jaką jest bezpieczeństwo Polski i pozostałych krajów Grupy Wyszehradzkiej będą zmuszeni połączyć swe siły i zapomnieć dawne urazy…<br />
<br />
Tak więc udaj się ze mną Szanowny czytelniku w alternatywną rzeczywistość wykreowaną na kartach mojej powieści… Gdzie młodzi lotnicy szkolący się na polskich samolotach treningowo-bojowych PZL I-22 Iryda z czasem stają się najlepszymi pilotami wojskowymi w całej Europie, a roje podniebnych Skorpionów niepodzielnie władają polskimi przestworzami...<br />
<br />
Czy wprowadzenie do masowej produkcji naddźwiękowych bombowców nuklearnych Suchoj T-4 (Su-100) okaże się tym jednym kluczowym elementem, który pogrąży ekonomicznie i gospodarczo Rosję?<br />
<br />
Czy Polsce wraz z pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej uda się zażegnać zagrożenie ze strony Rosji?<br />
<br />
Czy polskie F-16 Jastrzębie i TS-16 Groty okażą się wystarczającą bronią  odstraszającą przed użyciem przez Rosję bombowców strategicznych dalekiego zasięgu Suchoj T-4 (Su-100)?<br />
<br />
Czy uda się przezbroić polskie PZL-230 Skorpiony w najnowocześniejsze NATO-wskie rakiety zdolne przebić nietypowe pancerze czołgów typu ,,Obiekt 279”?<br />
<br />
Czy może jednak wściekli na Putina Rosjanie obalą go jeszcze przed 2008 rokiem pozbawiając prezydentury?<br />
<br />
Szukając odpowiedzi na te pytania zanurzmy się wspólnie w kolejnych rozdziałach tej mojej pierwszej w życiu powieści z gatunku ,,Historii alternatywnej” i spróbujmy wspólnie odpowiedzieć sobie na pytanie czy nakreślona na jej kartach moją pisarską wyobraźnią alternatywna przeszłość i teraźniejszość III RP naprawdę mogła się wydarzyć...<br />
<br />
[Niniejszy tekst pełni rolę wstępu do mojej niewydanej dotąd drukiem powieści                  z pogranicza gatunków political fiction, Historii alternatywnej i fantastyki naukowej zatytułowanej ,,Irydy i Skorpiony. Lot w alternatywną rzeczywistość". Wszystkie prawa zastrzeżone.]<br />
<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=878" target="_blank">PZL_I-22_IRYDA_samolot_jpg.jpg</a> (Rozmiar: 123,31 KB / Pobrań: 0)
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Roje podniebnych Skorpionów]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7760.html</link>
			<pubDate>Sun, 26 Nov 2023 02:27:41 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7760.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Choć ogromna wojskowa defilada, <br />
W pamięci milionów trwale się zapisała,<br />
Pozostając w wspomnieniach niejednego widza,<br />
Przed ekranem szerokoformatowego plazmowego telewizora,<br />
Przy kawiarnianych stolikach, <br />
Rozbudzając wielogodzinne dyskusje do argumentów wyczerpania, <br />
O parametrach najnowocześniejszego uzbrojenia,<br />
Black Hawków i Predatorów maksymalnych osiągach…<br />
<br />
Lecz nikt nie pamięta o anulowanych projektach, <br />
Nikt sobie głowy nimi nie zaprząta, <br />
Kurzą się ich makiety w hangarach, <br />
Czasem wspomni o nich jakiś pasjonat…<br />
Zaawansowanych inżynieryjnych obliczeń tomy, <br />
Upchnięte z trudem w stare napęczniałe segregatory,<br />
Pokryte kurzem niepamięci, <br />
Zalegają stertami w archiwach przepastnych…<br />
<br />
W powszechnym niemal zapomnieniu, <br />
Pod ciężkim płaszczem codzienności meandrów,<br />
Rzuconym pośpiesznie na stosy niezrealizowanych celów,<br />
Upchniętych niedbale w kąt zarzuconych konceptów…<br />
Kurzą się ich pożółkłe plany i projekty, <br />
W obdrapanych szufladach biurek starych,<br />
Zasnutych strzegącymi ich sekretów pajęczynami, <br />
Przez pajęczych strażników tajemnic wojskowych…<br />
<br />
Czasem tylko jakaś zabłąkana mrówka, <br />
Przemaszeruje po zapomnianych planach supertajnego myśliwca,<br />
Niczym reprezentacyjna wojska kompania,<br />
Na jednej z licznych wojskowych defilad…<br />
Jaką samemu miał swym przelotem uświetnić, <br />
Gdyby wprowadzono go do seryjnej produkcji,<br />
Gdyby tylko nie odebrano mu szansy, <br />
Głupimi decyzjami polityków krótkowzrocznych…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy będąc jeszcze ciekawym świata nastolatkiem,<br />
W dziesiątkach czasopism o tematyce lotniczej,<br />
Całymi dniami z zapałem się rozczytywałem,<br />
Rozbudzając młodego pasjonata emocje,<br />
Na zamieszczanych na rozkładówkach plakatach, <br />
Ciekawość moją zawsze przykuwał, <br />
Projekt najnowocześniejszego prototypowego myśliwca,<br />
Przyciągający wzrok z wyostrzonego obrazu szerokoformatowego zdjęcia…<br />
<br />
Wyczekując swej przyszłości w teraźniejszości hangarze,<br />
Okraszany niekiedy migocących fleszy blaskiem,<br />
Tysięcy ekspertów na całym świecie, <br />
Z każdym miesiącem rozbudzając emocje,<br />
Był niczym bezcenny czarny diament, <br />
Umieszczony w niedbale wykutej żelaznej szkatule,<br />
Niewidzialną dłonią polskiej myśli technicznej, <br />
Owinięty w sukno tysięcy zawiłych obliczeń…<br />
<br />
Był niczym sztylet manganowy, <br />
Mający przeszyć podniebnych huraganów taniec czarci,<br />
By rozległe zachmurzone niebiosa upokorzyć,<br />
Skrzydeł swych błyskiem złowieszczym…<br />
Był niczym sztylet manganowy, <br />
Rzucony w nurt niepewnej przyszłości,<br />
W którym niczym od demonów wodnych,<br />
Zależeć miały jego losy od polityków decyzji…<br />
<br />
Przysypiając rozemocjonowany nad licznymi czasopismami, <br />
Walającymi się po pokoju całymi stertami,<br />
Odpływając nieśpiesznie w barwne me sny,<br />
Rozniecane w podświadomości emocjami codzienności,<br />
Barwnych fotografii prototypów wszelakich, <br />
Dotykałem potęgą mej sennej wyobraźni, <br />
By niczym za muśnięciem czarnoksięskiej różdżki,<br />
Trójwymiarowych kształtów w mych snach nabrały…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Zawędrowałem oczami sennej wyobraźni,<br />
W wyśniony świat alternatywny,<br />
W którym strzegły polskiego nieba „Skorpionów” eskadry,<br />
Będący odpryskiem jednej z wielu rzeczywistości…<br />
Lecz choć tylko jednym z niezliczonych,<br />
Odpryskiem ze wszystkich najcenniejszym,<br />
Skrywającym w sobie senną wyobraźnią odmalowany,<br />
Wymarzony obraz dumnej i niezwyciężonej Polski…<br />
<br />
W którym jedna podjęta w porę słuszna decyzja,<br />
Przyszłość Polski na zawsze odmieniła,<br />
Zarazem zaskakujący alternatywny świat zrodziła,<br />
Odradzając w nim Polskę potęgą światowego lotnictwa…<br />
W którym rokrocznie modernizowane najnowocześniejsze Skorpiony,<br />
Schodziły nieprzerwanie z linii montażowych,<br />
A zawojowując skutecznie międzynarodowe rynki,<br />
Okazały się naszym wielkim hitem eksportowym…<br />
<br />
W którym to na międzynarodowych targach zbrojeniowych,<br />
Podpisywała Polska wielomilionowe kontrakty,<br />
Sprzedając całemu światu swe modernizowane Skorpiony,<br />
Nie oddając długimi latami pola konkurencji…<br />
I na międzynarodowych pokazach lotniczych,<br />
Wzbudzały podziw zagranicznych delegacji,<br />
Gdy popisujący się na nich polscy lotnicy,<br />
Lotem koszącym nakrycia z głów dostojnych gości zrywali…<br />
<br />
W mojej wymarzonej Polsce ze snów,<br />
Roje podniebnych Skorpionów,<br />
Strzegły ziemi Piastów od bladego świtu,<br />
O brzasku wzbijając się w niebiosa w kłębach kurzu…<br />
Swymi dalekosiężnymi NATO-wskimi rakietami,<br />
Zdolnymi wszelkich posowieckich czołgów pancerze przebić,<br />
W całej posowieckiej strefie wpływów respekt wzbudzały,<br />
Te prototypowe myśliwce polskiej produkcji…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy komfort młodych chmurnookich pilotów, <br />
Harmonizował z złożonością podniebnych manewrów,<br />
Karkołomnych spiral i kontrolowanych korkociągów,<br />
Brawurowymi lądowaniami wieńczonych popisów…<br />
I ponownych z trawiastych lotnisk krótkich startów, <br />
Wieńczonych nieśpiesznie w objęciach szafirowego nieboskłonu,<br />
Jak wieńczą żywot w mocnej kawy kubku,<br />
Opadające z wolna kryształki cukru…<br />
<br />
Niczym na dzikim zachodzie podstępne skorpiony,<br />
Kryjące się nocami w cholewach butów kowbojskich,<br />
Skrył się w cieniu chmur burzowych,<br />
Rój podniebnych Skorpionów nieprzewidywalny…<br />
By niepostrzeżenie wroga razić,<br />
Swymi najnowocześniejszymi manewrującymi pociskami,<br />
Hipersonicznymi naddźwiękowymi rakietami,<br />
I długimi kilkusekundowymi z swych działek seriami…<br />
<br />
I strzegły niezliczonymi nocami podniebne Skorpiony,<br />
W blasku gwiazd Polaków i Polek młodych,<br />
Wymykających się z domów dla schadzek tajemnych,<br />
W wielowiekowych zamków ruinach opuszczonych…<br />
Niczym najwierniejsi Matki Nocy słudzy,<br />
Spowitych mrokiem ziem rozległych strzegły,<br />
Najnowocześniejsze myśliwce pola walki, <br />
Swymi zaawansowanymi technicznie pokładowymi systemami…<br />
<br />
Rozwierając z wolna przymknięte powieki,<br />
Z snu tak pięknego nagle wyrwany,<br />
Ostrym zapachem drukarskiej farby, <br />
Przemieszanym z aromatem niedopitej kawy,<br />
Żegnając ulatujące senne obrazy,<br />
Przepędzane docierającym poczuciem rzeczywistości,<br />
Zamglone oczy niedbale przetarłszy,<br />
Dotknąłem znów palcami plakatów z czasopism...<br />
<br />
V.<br />
<br />
Jedna słuszna decyzja…<br />
Która jednak w naszej rzeczywistości nigdy nie nastąpiła,<br />
Przez co swym brakiem falę domysłów zrodziła,<br />
Wyrażoną w niezliczonych wówczas zarzutach…<br />
Kierowanych pod adresem ówczesnego rządu,<br />
Nie szczędzących ówczesnego Gabinetu Ministrów,<br />
Ponawianych wciąż w pytaniach do kolejnych premierów,<br />
Przez dociekliwych dziennikarzy niezależnych mediów…<br />
<br />
Wijący się Skorpion w nowej geopolityki zarodku, <br />
Cierniem był w oku skorumpowanych polityków,<br />
Zagrożeniem zapewne dla rozmaitych układów, <br />
Różnorakich pokątnych szemranych interesów…<br />
Wijący się Skorpion w nowej geopolityki zarodku, <br />
Zagrożeniem był dla hegemoni lotniczych koncernów,<br />
Obawiających się zapewne utracenia swych wpływów, <br />
Na obszarach Związku Sowieckiego dawnych satelitów…<br />
<br />
Mówiło się wtedy żartobliwie,<br />
Że sam prezydent święcił makietę Skorpiona kropidłem,<br />
Optymistycznie przy tym tryskając humorem,<br />
Okraszając pulchne lico szerokim uśmiechem,<br />
Lecz pecha przyniósł najwidoczniej,<br />
Czego skutkiem było projektu anulowanie,<br />
Z listy wydatków rzeczonej pozycji wykreślenie, <br />
Z budżetu państwa dotacji nieprzyznanie…<br />
<br />
Jak każdy pajęczak w pierwszych chwilach życia,<br />
Pada niekiedy ofiarą otaczającego świata,<br />
Tak sporządzone pieczołowicie na kreślarskich deskach,<br />
Utajniły jego plany wojskowe archiwa…<br />
Niczym bezlitosna samica skorpiona,<br />
By nie paść z głodu i wycieńczenia,<br />
Bez cienia zawahania własne młode zabijająca,<br />
Mego wyśnionego Skorpiona zabiła chłodna kalkulacja…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Przepastne archiwa wojskowe, <br />
Skrywają latami sekrety niezliczone,<br />
W tomy akt tajnych posegregowane,<br />
Dla oczu wybranych jedynie zastrzeżone…<br />
Przepastne archiwa wojskowe, <br />
Kryją niezgłębione tajemnice,<br />
Dla szarych zjadaczy chleba niedostępne,<br />
Przez śledczych historyków stopniowo odkrywane…<br />
<br />
Skrywają zapewne i tajemnicę Skorpiona, <br />
Tak przełomowego projektu bezwzględnego przetrącenia,<br />
Dalekosiężnych planów trwałego pogrzebania,<br />
Wielomilionowej kwoty bezsensownego utopienia…<br />
Gdy zawiodły ich marzenia pasjonatów lotnictwa,<br />
I gorzką do przełknięcia była pigułka,<br />
Wymarzonego projektu anulowania,<br />
Na puste niebo bezcelowego spoglądania…<br />
<br />
Niczym gnijące ciała martwych skorpionów,<br />
Zalegające w cieniu wielkich głazów,<br />
Tak ten jeden z wielu zapomnianych projektów,<br />
Zalega w cieniu zapomnienia pośród zaciemnionego hangaru…<br />
Kunsztowna i skomplikowana,<br />
Naturalnej wielkości drewniana makieta,<br />
Niszczeje pokryta kurzem zapomnienia,<br />
W cieniu wielkich emocji, które niegdyś rozbudzała…<br />
<br />
Roje podniebnych Skorpionów, <br />
Nie będą przenigdy strzegły ziemi Piastów, <br />
Wielowiekowych Narodowego dziedzictwa zabytków,<br />
Rozrzuconych po kraju różnorakich brył domów…<br />
Roje podniebnych Skorpionów, <br />
Nie staną na straży naszych snów,<br />
Pośród tysięcy godzin nocnych swych lotów,<br />
Pilotowane przez dumnych polskich lotników...<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=877" target="_blank">PZL-230F_Skorpion.jpg.jpg</a> (Rozmiar: 63,21 KB / Pobrań: 3)
<br />
<hr />
Roje podniebnych Skorpionów,<br />
Nie staną na straży naszych snów,<br />
Pośród tysięcy godzin nocnych swych lotów,<br />
Pilotowane przez dumnych polskich lotników...<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL-230_Skorpion" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL-230_Skorpion</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Choć ogromna wojskowa defilada, <br />
W pamięci milionów trwale się zapisała,<br />
Pozostając w wspomnieniach niejednego widza,<br />
Przed ekranem szerokoformatowego plazmowego telewizora,<br />
Przy kawiarnianych stolikach, <br />
Rozbudzając wielogodzinne dyskusje do argumentów wyczerpania, <br />
O parametrach najnowocześniejszego uzbrojenia,<br />
Black Hawków i Predatorów maksymalnych osiągach…<br />
<br />
Lecz nikt nie pamięta o anulowanych projektach, <br />
Nikt sobie głowy nimi nie zaprząta, <br />
Kurzą się ich makiety w hangarach, <br />
Czasem wspomni o nich jakiś pasjonat…<br />
Zaawansowanych inżynieryjnych obliczeń tomy, <br />
Upchnięte z trudem w stare napęczniałe segregatory,<br />
Pokryte kurzem niepamięci, <br />
Zalegają stertami w archiwach przepastnych…<br />
<br />
W powszechnym niemal zapomnieniu, <br />
Pod ciężkim płaszczem codzienności meandrów,<br />
Rzuconym pośpiesznie na stosy niezrealizowanych celów,<br />
Upchniętych niedbale w kąt zarzuconych konceptów…<br />
Kurzą się ich pożółkłe plany i projekty, <br />
W obdrapanych szufladach biurek starych,<br />
Zasnutych strzegącymi ich sekretów pajęczynami, <br />
Przez pajęczych strażników tajemnic wojskowych…<br />
<br />
Czasem tylko jakaś zabłąkana mrówka, <br />
Przemaszeruje po zapomnianych planach supertajnego myśliwca,<br />
Niczym reprezentacyjna wojska kompania,<br />
Na jednej z licznych wojskowych defilad…<br />
Jaką samemu miał swym przelotem uświetnić, <br />
Gdyby wprowadzono go do seryjnej produkcji,<br />
Gdyby tylko nie odebrano mu szansy, <br />
Głupimi decyzjami polityków krótkowzrocznych…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy będąc jeszcze ciekawym świata nastolatkiem,<br />
W dziesiątkach czasopism o tematyce lotniczej,<br />
Całymi dniami z zapałem się rozczytywałem,<br />
Rozbudzając młodego pasjonata emocje,<br />
Na zamieszczanych na rozkładówkach plakatach, <br />
Ciekawość moją zawsze przykuwał, <br />
Projekt najnowocześniejszego prototypowego myśliwca,<br />
Przyciągający wzrok z wyostrzonego obrazu szerokoformatowego zdjęcia…<br />
<br />
Wyczekując swej przyszłości w teraźniejszości hangarze,<br />
Okraszany niekiedy migocących fleszy blaskiem,<br />
Tysięcy ekspertów na całym świecie, <br />
Z każdym miesiącem rozbudzając emocje,<br />
Był niczym bezcenny czarny diament, <br />
Umieszczony w niedbale wykutej żelaznej szkatule,<br />
Niewidzialną dłonią polskiej myśli technicznej, <br />
Owinięty w sukno tysięcy zawiłych obliczeń…<br />
<br />
Był niczym sztylet manganowy, <br />
Mający przeszyć podniebnych huraganów taniec czarci,<br />
By rozległe zachmurzone niebiosa upokorzyć,<br />
Skrzydeł swych błyskiem złowieszczym…<br />
Był niczym sztylet manganowy, <br />
Rzucony w nurt niepewnej przyszłości,<br />
W którym niczym od demonów wodnych,<br />
Zależeć miały jego losy od polityków decyzji…<br />
<br />
Przysypiając rozemocjonowany nad licznymi czasopismami, <br />
Walającymi się po pokoju całymi stertami,<br />
Odpływając nieśpiesznie w barwne me sny,<br />
Rozniecane w podświadomości emocjami codzienności,<br />
Barwnych fotografii prototypów wszelakich, <br />
Dotykałem potęgą mej sennej wyobraźni, <br />
By niczym za muśnięciem czarnoksięskiej różdżki,<br />
Trójwymiarowych kształtów w mych snach nabrały…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Zawędrowałem oczami sennej wyobraźni,<br />
W wyśniony świat alternatywny,<br />
W którym strzegły polskiego nieba „Skorpionów” eskadry,<br />
Będący odpryskiem jednej z wielu rzeczywistości…<br />
Lecz choć tylko jednym z niezliczonych,<br />
Odpryskiem ze wszystkich najcenniejszym,<br />
Skrywającym w sobie senną wyobraźnią odmalowany,<br />
Wymarzony obraz dumnej i niezwyciężonej Polski…<br />
<br />
W którym jedna podjęta w porę słuszna decyzja,<br />
Przyszłość Polski na zawsze odmieniła,<br />
Zarazem zaskakujący alternatywny świat zrodziła,<br />
Odradzając w nim Polskę potęgą światowego lotnictwa…<br />
W którym rokrocznie modernizowane najnowocześniejsze Skorpiony,<br />
Schodziły nieprzerwanie z linii montażowych,<br />
A zawojowując skutecznie międzynarodowe rynki,<br />
Okazały się naszym wielkim hitem eksportowym…<br />
<br />
W którym to na międzynarodowych targach zbrojeniowych,<br />
Podpisywała Polska wielomilionowe kontrakty,<br />
Sprzedając całemu światu swe modernizowane Skorpiony,<br />
Nie oddając długimi latami pola konkurencji…<br />
I na międzynarodowych pokazach lotniczych,<br />
Wzbudzały podziw zagranicznych delegacji,<br />
Gdy popisujący się na nich polscy lotnicy,<br />
Lotem koszącym nakrycia z głów dostojnych gości zrywali…<br />
<br />
W mojej wymarzonej Polsce ze snów,<br />
Roje podniebnych Skorpionów,<br />
Strzegły ziemi Piastów od bladego świtu,<br />
O brzasku wzbijając się w niebiosa w kłębach kurzu…<br />
Swymi dalekosiężnymi NATO-wskimi rakietami,<br />
Zdolnymi wszelkich posowieckich czołgów pancerze przebić,<br />
W całej posowieckiej strefie wpływów respekt wzbudzały,<br />
Te prototypowe myśliwce polskiej produkcji…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy komfort młodych chmurnookich pilotów, <br />
Harmonizował z złożonością podniebnych manewrów,<br />
Karkołomnych spiral i kontrolowanych korkociągów,<br />
Brawurowymi lądowaniami wieńczonych popisów…<br />
I ponownych z trawiastych lotnisk krótkich startów, <br />
Wieńczonych nieśpiesznie w objęciach szafirowego nieboskłonu,<br />
Jak wieńczą żywot w mocnej kawy kubku,<br />
Opadające z wolna kryształki cukru…<br />
<br />
Niczym na dzikim zachodzie podstępne skorpiony,<br />
Kryjące się nocami w cholewach butów kowbojskich,<br />
Skrył się w cieniu chmur burzowych,<br />
Rój podniebnych Skorpionów nieprzewidywalny…<br />
By niepostrzeżenie wroga razić,<br />
Swymi najnowocześniejszymi manewrującymi pociskami,<br />
Hipersonicznymi naddźwiękowymi rakietami,<br />
I długimi kilkusekundowymi z swych działek seriami…<br />
<br />
I strzegły niezliczonymi nocami podniebne Skorpiony,<br />
W blasku gwiazd Polaków i Polek młodych,<br />
Wymykających się z domów dla schadzek tajemnych,<br />
W wielowiekowych zamków ruinach opuszczonych…<br />
Niczym najwierniejsi Matki Nocy słudzy,<br />
Spowitych mrokiem ziem rozległych strzegły,<br />
Najnowocześniejsze myśliwce pola walki, <br />
Swymi zaawansowanymi technicznie pokładowymi systemami…<br />
<br />
Rozwierając z wolna przymknięte powieki,<br />
Z snu tak pięknego nagle wyrwany,<br />
Ostrym zapachem drukarskiej farby, <br />
Przemieszanym z aromatem niedopitej kawy,<br />
Żegnając ulatujące senne obrazy,<br />
Przepędzane docierającym poczuciem rzeczywistości,<br />
Zamglone oczy niedbale przetarłszy,<br />
Dotknąłem znów palcami plakatów z czasopism...<br />
<br />
V.<br />
<br />
Jedna słuszna decyzja…<br />
Która jednak w naszej rzeczywistości nigdy nie nastąpiła,<br />
Przez co swym brakiem falę domysłów zrodziła,<br />
Wyrażoną w niezliczonych wówczas zarzutach…<br />
Kierowanych pod adresem ówczesnego rządu,<br />
Nie szczędzących ówczesnego Gabinetu Ministrów,<br />
Ponawianych wciąż w pytaniach do kolejnych premierów,<br />
Przez dociekliwych dziennikarzy niezależnych mediów…<br />
<br />
Wijący się Skorpion w nowej geopolityki zarodku, <br />
Cierniem był w oku skorumpowanych polityków,<br />
Zagrożeniem zapewne dla rozmaitych układów, <br />
Różnorakich pokątnych szemranych interesów…<br />
Wijący się Skorpion w nowej geopolityki zarodku, <br />
Zagrożeniem był dla hegemoni lotniczych koncernów,<br />
Obawiających się zapewne utracenia swych wpływów, <br />
Na obszarach Związku Sowieckiego dawnych satelitów…<br />
<br />
Mówiło się wtedy żartobliwie,<br />
Że sam prezydent święcił makietę Skorpiona kropidłem,<br />
Optymistycznie przy tym tryskając humorem,<br />
Okraszając pulchne lico szerokim uśmiechem,<br />
Lecz pecha przyniósł najwidoczniej,<br />
Czego skutkiem było projektu anulowanie,<br />
Z listy wydatków rzeczonej pozycji wykreślenie, <br />
Z budżetu państwa dotacji nieprzyznanie…<br />
<br />
Jak każdy pajęczak w pierwszych chwilach życia,<br />
Pada niekiedy ofiarą otaczającego świata,<br />
Tak sporządzone pieczołowicie na kreślarskich deskach,<br />
Utajniły jego plany wojskowe archiwa…<br />
Niczym bezlitosna samica skorpiona,<br />
By nie paść z głodu i wycieńczenia,<br />
Bez cienia zawahania własne młode zabijająca,<br />
Mego wyśnionego Skorpiona zabiła chłodna kalkulacja…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Przepastne archiwa wojskowe, <br />
Skrywają latami sekrety niezliczone,<br />
W tomy akt tajnych posegregowane,<br />
Dla oczu wybranych jedynie zastrzeżone…<br />
Przepastne archiwa wojskowe, <br />
Kryją niezgłębione tajemnice,<br />
Dla szarych zjadaczy chleba niedostępne,<br />
Przez śledczych historyków stopniowo odkrywane…<br />
<br />
Skrywają zapewne i tajemnicę Skorpiona, <br />
Tak przełomowego projektu bezwzględnego przetrącenia,<br />
Dalekosiężnych planów trwałego pogrzebania,<br />
Wielomilionowej kwoty bezsensownego utopienia…<br />
Gdy zawiodły ich marzenia pasjonatów lotnictwa,<br />
I gorzką do przełknięcia była pigułka,<br />
Wymarzonego projektu anulowania,<br />
Na puste niebo bezcelowego spoglądania…<br />
<br />
Niczym gnijące ciała martwych skorpionów,<br />
Zalegające w cieniu wielkich głazów,<br />
Tak ten jeden z wielu zapomnianych projektów,<br />
Zalega w cieniu zapomnienia pośród zaciemnionego hangaru…<br />
Kunsztowna i skomplikowana,<br />
Naturalnej wielkości drewniana makieta,<br />
Niszczeje pokryta kurzem zapomnienia,<br />
W cieniu wielkich emocji, które niegdyś rozbudzała…<br />
<br />
Roje podniebnych Skorpionów, <br />
Nie będą przenigdy strzegły ziemi Piastów, <br />
Wielowiekowych Narodowego dziedzictwa zabytków,<br />
Rozrzuconych po kraju różnorakich brył domów…<br />
Roje podniebnych Skorpionów, <br />
Nie staną na straży naszych snów,<br />
Pośród tysięcy godzin nocnych swych lotów,<br />
Pilotowane przez dumnych polskich lotników...<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=877" target="_blank">PZL-230F_Skorpion.jpg.jpg</a> (Rozmiar: 63,21 KB / Pobrań: 3)
<br />
<hr />
Roje podniebnych Skorpionów,<br />
Nie staną na straży naszych snów,<br />
Pośród tysięcy godzin nocnych swych lotów,<br />
Pilotowane przez dumnych polskich lotników...<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL-230_Skorpion" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL-230_Skorpion</a>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Tylko Irydy żal…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7759.html</link>
			<pubDate>Sat, 25 Nov 2023 02:57:31 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7759.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Niczym swa mityczna imienniczka,<br />
Wznosiła się ku słońcu w błękitnych przestworzach,<br />
Zostawiając za plecami betonowe lotniska,<br />
Okraszone promieniami wschodzącego słońca,<br />
<br />
Unosząc dumnie ku niebu swój kadłub, <br />
Niczym wojownicza Amazonka pozłacany łuk,<br />
Zamierzyła dosięgnąć wyznaczonego celu,<br />
Rozpostartego majestatycznie szafirowego nieboskłonu,<br />
<br />
Muskając swymi wyprofilowanymi skrzydłami, <br />
Potężne skłębione chmury, <br />
Niczym smukłymi palcami dziewczęcych dłoni, <br />
Śnieżnobiałych kwiatów płatki,<br />
<br />
Przecinając niczym ostrzem koszącym swym lotem,<br />
Rozliczne siedmiobarwne tęcze,<br />
Które mityczna jej imienniczka w natchnionym zapale,<br />
Rozpostarła na krystalicznie czystym niebie,<br />
<br />
Na błękitnym świata nieboskłonie, <br />
Tańczyła w zapamiętaniu niebiański swój taniec,<br />
Wykonując w przestworzach niejeden karkołomny manewr, <br />
Skontrowany w porę wysokości sterem,<br />
<br />
Wirując w zapamiętaniu w kontrolowanych korkociągach, <br />
Błękitnym przestworzom pieśń swą śpiewała,<br />
Która choć rykiem silników zagłuszona, <br />
Przez chmurnookich płanetników została podsłuchana,<br />
<br />
Przelatując nad stalowymi nadrdzewiałymi hangarami, <br />
Nad przestarzałych po prl-owskich lotnisk płytami,<br />
Pięknem swym powszechny wzbudzając podziw,<br />
U obserwatorów wojskowych i gapiów postronnych,<br />
<br />
Rozniecała maleńką nadziei iskierkę, <br />
Że okaże się wielkim międzynarodowym hitem,<br />
Że zaletami swymi przyćmi konkurencję,<br />
Co zaowocuje niejednym podpisanym kontraktem…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy wykonała lot swój ostatni, <br />
Żegnając się na wieki z rozległymi przestworzami, <br />
Spętana trwale niewidzialnymi powrozami, <br />
Krótkowzrocznych i zawiłych decyzji politycznych,<br />
<br />
Krusząc w przestworzach swe pleksiglasowe owiewki, <br />
Rozsypujące się drobniutkich szkiełek tysiącami, <br />
Roniła zarazem niewidzialne swe łzy,<br />
Nad fatalnym losem swym przyszłym…<br />
<br />
W wyniku rozmów zakulisowych, <br />
Na stromych szczytach pookrągłostołowej władzy,<br />
Gdy przetrącono projekt tak innowacyjny, <br />
Zezłomowując jedyny egzemplarz do badań statycznych,<br />
<br />
Zezłomowano jej nieznane ludziom marzenia, <br />
W bezdusznych metalu zgniatarkach,<br />
W posępnych deszczy ulewnych strugach,<br />
Gdy płakały nad jej losem niebiosa…<br />
<br />
Skończyła w spowitych mrokiem muzealnych halach, <br />
Jako lśniący lecz nieruchomy eksponat,<br />
Rozbudzając wyobraźnię niejednego rezolutnego dziecka, <br />
Na edukacyjnych szkolnych wycieczkach,<br />
<br />
Skończyła na pomnikach przy zakładach lotniczych,<br />
Wkomponowana w rdzewiejące stalowe stojaki,<br />
By przenigdy nie dosięgnąć ukochanych przestworzy,<br />
Lśniącymi niczym ostrza mieczy skrzydłami…<br />
<br />
Wciąż niebo drży od tamtych emocji, <br />
Jakie towarzyszyły oblotowi Irydy,<br />
Choć pośród tamtego lotniska szarej codzienności, <br />
Jest to już tylko pieśń przeszłości…<br />
<br />
I choć cieszy oko mocarna armatohaubica Krab... <br />
I choć budzi podziw samobieżny moździerz Rak...<br />
I choć emocje rozbudza wyrzutnia rakietowa Langusta…<br />
I choć dobrze rokuje przeciwlotniczy zestaw Loara…<br />
<br />
Tylko Irydy… Tylko Irydy… Tylko Irydy żal!<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=876" target="_blank">Iryda_NTW.jpg.thumb.jpg.63c3851128b89d37d1eedd91de9d5f03.jpg</a> (Rozmiar: 112,73 KB / Pobrań: 4)
<br />
<hr />
I choć cieszy oko mocarna armatohaubica Krab...<br />
I choć budzi podziw samobieżny moździerz Rak...<br />
I choć emocje rozbudza wyrzutnia rakietowa Langusta…<br />
I choć dobrze rokuje przeciwlotniczy zestaw Loara…<br />
<br />
Tylko Irydy… Tylko Irydy… Tylko Irydy żal!<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL_I-22_Iryda" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL_I-22_Iryda</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Niczym swa mityczna imienniczka,<br />
Wznosiła się ku słońcu w błękitnych przestworzach,<br />
Zostawiając za plecami betonowe lotniska,<br />
Okraszone promieniami wschodzącego słońca,<br />
<br />
Unosząc dumnie ku niebu swój kadłub, <br />
Niczym wojownicza Amazonka pozłacany łuk,<br />
Zamierzyła dosięgnąć wyznaczonego celu,<br />
Rozpostartego majestatycznie szafirowego nieboskłonu,<br />
<br />
Muskając swymi wyprofilowanymi skrzydłami, <br />
Potężne skłębione chmury, <br />
Niczym smukłymi palcami dziewczęcych dłoni, <br />
Śnieżnobiałych kwiatów płatki,<br />
<br />
Przecinając niczym ostrzem koszącym swym lotem,<br />
Rozliczne siedmiobarwne tęcze,<br />
Które mityczna jej imienniczka w natchnionym zapale,<br />
Rozpostarła na krystalicznie czystym niebie,<br />
<br />
Na błękitnym świata nieboskłonie, <br />
Tańczyła w zapamiętaniu niebiański swój taniec,<br />
Wykonując w przestworzach niejeden karkołomny manewr, <br />
Skontrowany w porę wysokości sterem,<br />
<br />
Wirując w zapamiętaniu w kontrolowanych korkociągach, <br />
Błękitnym przestworzom pieśń swą śpiewała,<br />
Która choć rykiem silników zagłuszona, <br />
Przez chmurnookich płanetników została podsłuchana,<br />
<br />
Przelatując nad stalowymi nadrdzewiałymi hangarami, <br />
Nad przestarzałych po prl-owskich lotnisk płytami,<br />
Pięknem swym powszechny wzbudzając podziw,<br />
U obserwatorów wojskowych i gapiów postronnych,<br />
<br />
Rozniecała maleńką nadziei iskierkę, <br />
Że okaże się wielkim międzynarodowym hitem,<br />
Że zaletami swymi przyćmi konkurencję,<br />
Co zaowocuje niejednym podpisanym kontraktem…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy wykonała lot swój ostatni, <br />
Żegnając się na wieki z rozległymi przestworzami, <br />
Spętana trwale niewidzialnymi powrozami, <br />
Krótkowzrocznych i zawiłych decyzji politycznych,<br />
<br />
Krusząc w przestworzach swe pleksiglasowe owiewki, <br />
Rozsypujące się drobniutkich szkiełek tysiącami, <br />
Roniła zarazem niewidzialne swe łzy,<br />
Nad fatalnym losem swym przyszłym…<br />
<br />
W wyniku rozmów zakulisowych, <br />
Na stromych szczytach pookrągłostołowej władzy,<br />
Gdy przetrącono projekt tak innowacyjny, <br />
Zezłomowując jedyny egzemplarz do badań statycznych,<br />
<br />
Zezłomowano jej nieznane ludziom marzenia, <br />
W bezdusznych metalu zgniatarkach,<br />
W posępnych deszczy ulewnych strugach,<br />
Gdy płakały nad jej losem niebiosa…<br />
<br />
Skończyła w spowitych mrokiem muzealnych halach, <br />
Jako lśniący lecz nieruchomy eksponat,<br />
Rozbudzając wyobraźnię niejednego rezolutnego dziecka, <br />
Na edukacyjnych szkolnych wycieczkach,<br />
<br />
Skończyła na pomnikach przy zakładach lotniczych,<br />
Wkomponowana w rdzewiejące stalowe stojaki,<br />
By przenigdy nie dosięgnąć ukochanych przestworzy,<br />
Lśniącymi niczym ostrza mieczy skrzydłami…<br />
<br />
Wciąż niebo drży od tamtych emocji, <br />
Jakie towarzyszyły oblotowi Irydy,<br />
Choć pośród tamtego lotniska szarej codzienności, <br />
Jest to już tylko pieśń przeszłości…<br />
<br />
I choć cieszy oko mocarna armatohaubica Krab... <br />
I choć budzi podziw samobieżny moździerz Rak...<br />
I choć emocje rozbudza wyrzutnia rakietowa Langusta…<br />
I choć dobrze rokuje przeciwlotniczy zestaw Loara…<br />
<br />
Tylko Irydy… Tylko Irydy… Tylko Irydy żal!<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=876" target="_blank">Iryda_NTW.jpg.thumb.jpg.63c3851128b89d37d1eedd91de9d5f03.jpg</a> (Rozmiar: 112,73 KB / Pobrań: 4)
<br />
<hr />
I choć cieszy oko mocarna armatohaubica Krab...<br />
I choć budzi podziw samobieżny moździerz Rak...<br />
I choć emocje rozbudza wyrzutnia rakietowa Langusta…<br />
I choć dobrze rokuje przeciwlotniczy zestaw Loara…<br />
<br />
Tylko Irydy… Tylko Irydy… Tylko Irydy żal!<br />
<a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL_I-22_Iryda" target="_blank">https://pl.wikipedia.org/wiki/PZL_I-22_Iryda</a>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Uśmiech papieża Polaka]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7741.html</link>
			<pubDate>Mon, 16 Oct 2023 02:23:39 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7741.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy unoszący się z wolna biały dym,<br />
Wieczornym powiewem wiatru niesiony,<br />
Musnął łagodnie Pałacu Apostolskiego mury,<br />
Szepcząc o wielkim momencie dziejowym…<br />
Gdy pierwszy w dziejach słowiański papież,<br />
Przywdziewał nieśpiesznie swą białą sutannę,<br />
Okraszając swe oblicze serdecznym uśmiechem, <br />
Roniąc zapewne niejedną szczęścia łzę,<br />
Rozniecając w swym sercu niewysłowione emocje,<br />
Otulone płaszczem rzewnych z młodości wspomnień,<br />
Jakże często naznaczonych bólem i cierpieniem,<br />
W gnębionej przez zaborców umiłowanej Ojczyźnie…<br />
<br />
W tym jednym z watykańskich pokojów,<br />
Tonącym łagodnie w wieczornym mroku,<br />
Dał się słyszeć cichy szept dziejów,<br />
Szepczący o kolejach burzliwych papiestwa losów…<br />
W tym jednym z watykańskich pokojów,<br />
W wielkich mocarstw polityki cieniu,<br />
Obraz tajemniczy niczym ze snu,<br />
Dla świata całego znakiem był Czasu…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Pierwszy taki w Historii Świata, <br />
Pierwszy taki w ludzkości dziejach,<br />
Odnotowany w nieznanych ludzkiemu oku anielskich kronikach,<br />
<br />
Był niczym najdrogocenniejszy klejnot,<br />
Wrzucony w nurt historii anielską dłonią,<br />
By jedynie swego blasku mocą,<br />
Rozkruszyć tysięcy serc z kamienia zatwardziałość…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Opromieniający twarz serdeczną wspaniałego człowieka,<br />
Polskiej ziemi wielkiego syna,<br />
Dumę pierwszych Piastów przypominał,<br />
<br />
Gdy zasiadając dumnie na ojcowskim tronie,<br />
Wypełniali każdy swą dziejową misję,<br />
Rozległe księstwa obejmując we władanie,<br />
Powierzane sobie ojcowskim testamentem…<br />
<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy brud PRL-owskich dworców i ulic,<br />
Będący jedynie cieniem marnym,<br />
Brudów na szczytach komunistycznej władzy,<br />
Bałaganu w niewydolnej państwowej administracji,<br />
Pośród dni jesiennych powszechnej szarzyzny,<br />
Tak bardzo jawił się przygnębiającym,<br />
W tamtych latach marazmem naznaczonych,<br />
Z oczu wyciskając gorzkie łzy…<br />
Gdy PRL-u codzienność szara, <br />
Radość życia milionom Polaków odbierała,<br />
W cieniu otaczającą rzeczywistością dojmującego znużenia,<br />
I brakiem perspektyw powszechnego zniechęcenia…<br />
<br />
Gdy padło pamiętne HABEMUS PAPAM, <br />
Na otulonym mrokiem placu Świętego Piotra,<br />
Odmalowując zaskoczenie na milionów ludzi twarzach,<br />
Pędzlem niewysłowionego zdumienia…<br />
Gdy padło pamiętne HABEMUS PAPAM, <br />
Z ust poruszonego do głębi protodiakona,<br />
Rozniecając niezliczonych emocji zarzewia,<br />
Niemal w każdym z najodleglejszych krańców świata…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Wielką nadzieję tknął w milionów serca,<br />
Znienawidzonego komunizmu obalenia,<br />
Narodów Europy spod sowieckiego jarzma wyzwolenia,<br />
<br />
Iż słowiański papież zza żelaznej kurtyny,<br />
Modlitwami otulonymi płaszczem słów wiekopomnych,<br />
Zdoła dziejowe kamienie poruszyć,<br />
Sowiecki monolit trwale nadkruszyć,<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Zgnębionym przez komunizm otuchy dodał,<br />
W którejkolwiek stronie świata, <br />
Gdzie odcisnęła swe piętno bolszewizmu zaraza,<br />
<br />
W całym wielkim bloku komunistycznym,<br />
Marazmem zapleśniałym i obojętnością zatęchłym,<br />
Zaświeciła maleńka iskierka nadziei,<br />
W sercach milionów bezsilnością oziębłych…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Słowa na stolicy Piotrowej wielkiego Polaka,<br />
Niczym najszlachetniejszych zbóż ziarna,<br />
Choć chwastem marksizmu przez lata zarosła,<br />
Przyjęła serc polskich żyzna gleba.<br />
Pamiętająca jeszcze bogate plony,<br />
W postaci dusz grzechami nieskalanych,<br />
Jakże licznych mężów błogosławionych,<br />
Poświęcających Bogu swego życia dni,<br />
Pośród wielu wieków burzliwych,<br />
Krwawymi wojnami boleśnie naznaczonych,<br />
Zapisując się tym na kartach historii,<br />
W dziejach umiłowanej Ojczyzny…<br />
<br />
Gdy niosący się Karnawał Solidarności,<br />
Niekorzystny bieg dziejów trwale zapętlił,<br />
Rodząc księżycowymi nocami niezliczone sny,<br />
O odzyskaniu przez Polskę wymarzonej Niepodległości…<br />
Gdy złowieszcze widmo stanu wojennego,<br />
Zawisło nad Polską tysięcy ofiar groźbą,<br />
Sowieckiej interwencji niewidzialną gilotyną,<br />
W wyniku geopolitycznych zawirowań opaść mogącą…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka, <br />
Na czarno-białych prasowych fotografiach,<br />
Na niewielkich w przykościelnych salkach portretach,<br />
Na całym świecie ciekawość wzbudzał,<br />
<br />
Gdyż wszędzie gdzie dotarł zbrodniczy komunizm, <br />
Swymi potwornymi mackami,<br />
Marzono by jego wpływy ukrócić,<br />
Orężem papieskiej ewangelizacji…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka, <br />
Zapisany w milionów rodaków bezcennych wspomnieniach,<br />
Dopomógł czasy schyłku komunizmu przetrwać,<br />
Przemianom ustrojowym mężnie stawić czoła,<br />
<br />
Gdy od pamiętnych Porozumień Sierpniowych,<br />
Po niejawne okrągłego stołu obrady,<br />
Tlił się w marzeniach sen o Wolności, <br />
Rozniecony krzesiwem słów i gestów papieskich…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy wobec niełatwych przemian ustrojowych,<br />
Wyłaniających się z niebytu afer politycznych,<br />
Likwidowania dziesiątkami zakładów pracy,<br />
Cierpkich owoców dzikiej prywatyzacji,<br />
Widząc rosnące wskaźniki bezrobocia,<br />
Słysząc medialne doniesienia o kolejnych łapówkach,<br />
Jakże brudną naszym oczom jawiła się polityka,<br />
Układami i korupcją perfidnie podszyta…<br />
Nie potrafiąc uciec od pytań trudnych,<br />
Zatapialiśmy się cicho we własne myśli, <br />
Szukając trwożnie w nich odpowiedzi,<br />
O sens rysującej się w czarnych barwach przyszłości… <br />
<br />
Lecz podczas licznych pielgrzymek papieskich,<br />
Padające z ust papieża słowa otuchy,<br />
Za niezgłębionym natchnieniem Bożym,<br />
Dozwalały choć trochę wyzbyć się trwogi…<br />
Podczas licznych pielgrzymek papieskich,<br />
Pocałunki ofiarowane czule ojczystej ziemi,<br />
Były niczym pieczęć Miłości, <br />
Złożona na ponad tysiącletniej polskiej Historii…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Niczym maleńki promyk niedosięgłego słońca,<br />
Gdy ciężkimi się wydawały praca i nauka,<br />
Codziennych dni trudy nam opromieniał,	<br />
<br />
Gdy budowaliśmy oddolnie nową rzeczywistość, <br />
Opartą na miłości i poszanowaniu bliźniego,<br />
Posiłkując się katolicką nauką społeczną,<br />
Z tysiącletniej historii owocnie czerpiąc…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Zagościł na niezliczonych telewizorów ekranach,<br />
Starym zgorzkniałym PZPR-owcom grając na nerwach,<br />
Pośród starych przegrywów żałosnych utyskiwań,<br />
<br />
Na odradzającą się dumę wielkiego Narodu,<br />
Przeplecioną niechęcią do starych czasów,<br />
W wyposzczonym społeczeństwie głód kapitalizmu,<br />
Odzyskiwanie przez kościół zagrabionych gruntów…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy ludzkość niepomna przestróg papieża przełomów,<br />
Mocą niesłyszalnych piekielnych podszeptów,<br />
Odwracając się od nauk dwunastu Apostołów,<br />
Zatopiła się w morzu kolejnych zbrojnych konfliktów,<br />
Gdy wielkich mocarstw gry zakulisowe,<br />
I odwieczna ludzkości pogoń za pieniądzem,<br />
Stały się przyczyną kolejnych wojen,<br />
Naznaczonych niewysłowionym ludzkim cierpieniem…<br />
Gdy znad naszej wschodniej granicy,<br />
Pośród przepełnionych cierpieniem mroźnych nocy,<br />
Niesie się bombardowanych cywilów krzyk rozpaczy,<br />
Otulony płaszczem wojennej grozy…<br />
<br />
Gdy słysząc wciąż o kolejnych wojnach,<br />
Kolejnych bezwzględnych, okrutnych dyktatorach,<br />
Użycia broni atomowej realnych groźbach,<br />
Widzimy bezbronnych cywilów morze ofiar…<br />
Gdy słysząc wciąż o kolejnych wojnach,<br />
Pozostajemy pełni wszelakich obaw,<br />
Czy kolejnych w świecie konfliktów zarzewia,<br />
Ugasi pojednaniem litościwy Czas…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Na wetkniętych między kartki modlitewników obrazkach,<br />
Mieniący się w jakże licznych odcieniach,<br />
Padającego przez witraże wielobarwnego światła, <br />
<br />
W zaciszach kościołów gotyckich,<br />
Dodaje wciąż nam otuchy,<br />
Byśmy przenigdy się nie trwożyli,<br />
Groźbą kolejnych wojen i konfliktów zbrojnych,<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Wygrawerowany na złotych kolekcjonerskich monetach,<br />
Błyszczących tajemniczo w świetle dnia,<br />
Gdy odbijają się w nich promienie słońca,<br />
<br />
Rozbudza wciąż w nas nadzieję,<br />
Nastania upragnionego Pokoju na świecie, <br />
Zakończenia wszelkich okrutnych wojen,<br />
Zapanowania Królestwa Bożego na ziemskim globie…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy unoszący się z wolna biały dym,<br />
Wieczornym powiewem wiatru niesiony,<br />
Musnął łagodnie Pałacu Apostolskiego mury,<br />
Szepcząc o wielkim momencie dziejowym…<br />
Gdy pierwszy w dziejach słowiański papież,<br />
Przywdziewał nieśpiesznie swą białą sutannę,<br />
Okraszając swe oblicze serdecznym uśmiechem, <br />
Roniąc zapewne niejedną szczęścia łzę,<br />
Rozniecając w swym sercu niewysłowione emocje,<br />
Otulone płaszczem rzewnych z młodości wspomnień,<br />
Jakże często naznaczonych bólem i cierpieniem,<br />
W gnębionej przez zaborców umiłowanej Ojczyźnie…<br />
<br />
W tym jednym z watykańskich pokojów,<br />
Tonącym łagodnie w wieczornym mroku,<br />
Dał się słyszeć cichy szept dziejów,<br />
Szepczący o kolejach burzliwych papiestwa losów…<br />
W tym jednym z watykańskich pokojów,<br />
W wielkich mocarstw polityki cieniu,<br />
Obraz tajemniczy niczym ze snu,<br />
Dla świata całego znakiem był Czasu…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Pierwszy taki w Historii Świata, <br />
Pierwszy taki w ludzkości dziejach,<br />
Odnotowany w nieznanych ludzkiemu oku anielskich kronikach,<br />
<br />
Był niczym najdrogocenniejszy klejnot,<br />
Wrzucony w nurt historii anielską dłonią,<br />
By jedynie swego blasku mocą,<br />
Rozkruszyć tysięcy serc z kamienia zatwardziałość…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Opromieniający twarz serdeczną wspaniałego człowieka,<br />
Polskiej ziemi wielkiego syna,<br />
Dumę pierwszych Piastów przypominał,<br />
<br />
Gdy zasiadając dumnie na ojcowskim tronie,<br />
Wypełniali każdy swą dziejową misję,<br />
Rozległe księstwa obejmując we władanie,<br />
Powierzane sobie ojcowskim testamentem…<br />
<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy brud PRL-owskich dworców i ulic,<br />
Będący jedynie cieniem marnym,<br />
Brudów na szczytach komunistycznej władzy,<br />
Bałaganu w niewydolnej państwowej administracji,<br />
Pośród dni jesiennych powszechnej szarzyzny,<br />
Tak bardzo jawił się przygnębiającym,<br />
W tamtych latach marazmem naznaczonych,<br />
Z oczu wyciskając gorzkie łzy…<br />
Gdy PRL-u codzienność szara, <br />
Radość życia milionom Polaków odbierała,<br />
W cieniu otaczającą rzeczywistością dojmującego znużenia,<br />
I brakiem perspektyw powszechnego zniechęcenia…<br />
<br />
Gdy padło pamiętne HABEMUS PAPAM, <br />
Na otulonym mrokiem placu Świętego Piotra,<br />
Odmalowując zaskoczenie na milionów ludzi twarzach,<br />
Pędzlem niewysłowionego zdumienia…<br />
Gdy padło pamiętne HABEMUS PAPAM, <br />
Z ust poruszonego do głębi protodiakona,<br />
Rozniecając niezliczonych emocji zarzewia,<br />
Niemal w każdym z najodleglejszych krańców świata…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Wielką nadzieję tknął w milionów serca,<br />
Znienawidzonego komunizmu obalenia,<br />
Narodów Europy spod sowieckiego jarzma wyzwolenia,<br />
<br />
Iż słowiański papież zza żelaznej kurtyny,<br />
Modlitwami otulonymi płaszczem słów wiekopomnych,<br />
Zdoła dziejowe kamienie poruszyć,<br />
Sowiecki monolit trwale nadkruszyć,<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Zgnębionym przez komunizm otuchy dodał,<br />
W którejkolwiek stronie świata, <br />
Gdzie odcisnęła swe piętno bolszewizmu zaraza,<br />
<br />
W całym wielkim bloku komunistycznym,<br />
Marazmem zapleśniałym i obojętnością zatęchłym,<br />
Zaświeciła maleńka iskierka nadziei,<br />
W sercach milionów bezsilnością oziębłych…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Słowa na stolicy Piotrowej wielkiego Polaka,<br />
Niczym najszlachetniejszych zbóż ziarna,<br />
Choć chwastem marksizmu przez lata zarosła,<br />
Przyjęła serc polskich żyzna gleba.<br />
Pamiętająca jeszcze bogate plony,<br />
W postaci dusz grzechami nieskalanych,<br />
Jakże licznych mężów błogosławionych,<br />
Poświęcających Bogu swego życia dni,<br />
Pośród wielu wieków burzliwych,<br />
Krwawymi wojnami boleśnie naznaczonych,<br />
Zapisując się tym na kartach historii,<br />
W dziejach umiłowanej Ojczyzny…<br />
<br />
Gdy niosący się Karnawał Solidarności,<br />
Niekorzystny bieg dziejów trwale zapętlił,<br />
Rodząc księżycowymi nocami niezliczone sny,<br />
O odzyskaniu przez Polskę wymarzonej Niepodległości…<br />
Gdy złowieszcze widmo stanu wojennego,<br />
Zawisło nad Polską tysięcy ofiar groźbą,<br />
Sowieckiej interwencji niewidzialną gilotyną,<br />
W wyniku geopolitycznych zawirowań opaść mogącą…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka, <br />
Na czarno-białych prasowych fotografiach,<br />
Na niewielkich w przykościelnych salkach portretach,<br />
Na całym świecie ciekawość wzbudzał,<br />
<br />
Gdyż wszędzie gdzie dotarł zbrodniczy komunizm, <br />
Swymi potwornymi mackami,<br />
Marzono by jego wpływy ukrócić,<br />
Orężem papieskiej ewangelizacji…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka, <br />
Zapisany w milionów rodaków bezcennych wspomnieniach,<br />
Dopomógł czasy schyłku komunizmu przetrwać,<br />
Przemianom ustrojowym mężnie stawić czoła,<br />
<br />
Gdy od pamiętnych Porozumień Sierpniowych,<br />
Po niejawne okrągłego stołu obrady,<br />
Tlił się w marzeniach sen o Wolności, <br />
Rozniecony krzesiwem słów i gestów papieskich…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy wobec niełatwych przemian ustrojowych,<br />
Wyłaniających się z niebytu afer politycznych,<br />
Likwidowania dziesiątkami zakładów pracy,<br />
Cierpkich owoców dzikiej prywatyzacji,<br />
Widząc rosnące wskaźniki bezrobocia,<br />
Słysząc medialne doniesienia o kolejnych łapówkach,<br />
Jakże brudną naszym oczom jawiła się polityka,<br />
Układami i korupcją perfidnie podszyta…<br />
Nie potrafiąc uciec od pytań trudnych,<br />
Zatapialiśmy się cicho we własne myśli, <br />
Szukając trwożnie w nich odpowiedzi,<br />
O sens rysującej się w czarnych barwach przyszłości… <br />
<br />
Lecz podczas licznych pielgrzymek papieskich,<br />
Padające z ust papieża słowa otuchy,<br />
Za niezgłębionym natchnieniem Bożym,<br />
Dozwalały choć trochę wyzbyć się trwogi…<br />
Podczas licznych pielgrzymek papieskich,<br />
Pocałunki ofiarowane czule ojczystej ziemi,<br />
Były niczym pieczęć Miłości, <br />
Złożona na ponad tysiącletniej polskiej Historii…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Niczym maleńki promyk niedosięgłego słońca,<br />
Gdy ciężkimi się wydawały praca i nauka,<br />
Codziennych dni trudy nam opromieniał,	<br />
<br />
Gdy budowaliśmy oddolnie nową rzeczywistość, <br />
Opartą na miłości i poszanowaniu bliźniego,<br />
Posiłkując się katolicką nauką społeczną,<br />
Z tysiącletniej historii owocnie czerpiąc…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Zagościł na niezliczonych telewizorów ekranach,<br />
Starym zgorzkniałym PZPR-owcom grając na nerwach,<br />
Pośród starych przegrywów żałosnych utyskiwań,<br />
<br />
Na odradzającą się dumę wielkiego Narodu,<br />
Przeplecioną niechęcią do starych czasów,<br />
W wyposzczonym społeczeństwie głód kapitalizmu,<br />
Odzyskiwanie przez kościół zagrabionych gruntów…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy ludzkość niepomna przestróg papieża przełomów,<br />
Mocą niesłyszalnych piekielnych podszeptów,<br />
Odwracając się od nauk dwunastu Apostołów,<br />
Zatopiła się w morzu kolejnych zbrojnych konfliktów,<br />
Gdy wielkich mocarstw gry zakulisowe,<br />
I odwieczna ludzkości pogoń za pieniądzem,<br />
Stały się przyczyną kolejnych wojen,<br />
Naznaczonych niewysłowionym ludzkim cierpieniem…<br />
Gdy znad naszej wschodniej granicy,<br />
Pośród przepełnionych cierpieniem mroźnych nocy,<br />
Niesie się bombardowanych cywilów krzyk rozpaczy,<br />
Otulony płaszczem wojennej grozy…<br />
<br />
Gdy słysząc wciąż o kolejnych wojnach,<br />
Kolejnych bezwzględnych, okrutnych dyktatorach,<br />
Użycia broni atomowej realnych groźbach,<br />
Widzimy bezbronnych cywilów morze ofiar…<br />
Gdy słysząc wciąż o kolejnych wojnach,<br />
Pozostajemy pełni wszelakich obaw,<br />
Czy kolejnych w świecie konfliktów zarzewia,<br />
Ugasi pojednaniem litościwy Czas…<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Na wetkniętych między kartki modlitewników obrazkach,<br />
Mieniący się w jakże licznych odcieniach,<br />
Padającego przez witraże wielobarwnego światła, <br />
<br />
W zaciszach kościołów gotyckich,<br />
Dodaje wciąż nam otuchy,<br />
Byśmy przenigdy się nie trwożyli,<br />
Groźbą kolejnych wojen i konfliktów zbrojnych,<br />
<br />
Uśmiech papieża Polaka,<br />
Wygrawerowany na złotych kolekcjonerskich monetach,<br />
Błyszczących tajemniczo w świetle dnia,<br />
Gdy odbijają się w nich promienie słońca,<br />
<br />
Rozbudza wciąż w nas nadzieję,<br />
Nastania upragnionego Pokoju na świecie, <br />
Zakończenia wszelkich okrutnych wojen,<br />
Zapanowania Królestwa Bożego na ziemskim globie…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7722.html</link>
			<pubDate>Tue, 05 Sep 2023 02:29:57 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7722.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy straszliwa bolszewizmu Hydra,<br />
Swymi wężowymi szyjami świat oplotła,<br />
W cieniu komunistycznych międzynarodówek knowań,<br />
Zaplanowanego na Kremlu milionów ludzi zniewolenia…<br />
Swym szkaradnym plugawym cielskiem,<br />
Na mapie Europy kładąc się cieniem,<br />
W umysłach światłego duchowieństwa rozniecając trwogę,<br />
Otuloną kokonem tysięcy w intencji Pokoju nabożeństw…<br />
Swymi błyskającymi z niezliczonych łbów ślepiami,<br />
Skrzącymi zawiłościami bolszewickiej propagandy,<br />
W umysłach Europejczyków rozniecając obawy,<br />
Starego kontynentu niepewnej przyszłości…<br />
<br />
Swego śmiertelnego jadu kroplami,<br />
Cieknącego z wszystkich jej paszczy,<br />
Zatruwając dusze intelektualistów i polityków zachodnich,<br />
Mamionych widmem komunistycznej utopi…<br />
Swym niosącym powiew śmierci morowym oddechem,<br />
Będącym upiornego bolszewizmu widmem,<br />
Narodom Europy niosąc przestrogę,<br />
Strasznego losu ofiar rewolucji lutowej…<br />
<br />
Patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
W serca niezłomnych ułanów wlewał otuchę,<br />
Tysięcy ostrzy złowieszczym błyskiem,<br />
Wymierzonych w wielogłową bolszewicką Hydrę,<br />
<br />
Gdy zaświecili blaskiem tysięcy szabel,<br />
W piekielnego potwora ślepia gadzie,<br />
Waleczni polscy ułani wiedzieni niezłomności duchem,<br />
Przez niebiańskie zastępy anielskie,<br />
<br />
By w każdej z gardzieli potwora,<br />
Niechybnie wnet ością stanęła,<br />
Milionów Polaków wolnej Ojczyzny nadzieja,<br />
Latami zaborów w serc głębi rozniecona,<br />
<br />
By odrąbawszy łby jej wszystkie,<br />
Na polach tamtych pamiętnych bitew,<br />
Strącić ją na wieki w piekielne czeluście,<br />
Zapieczętowane wielkim polskiego oręża triumfem…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy bolszewizmu straszliwe upiory,<br />
Uchwyciły się swymi szponami rubieży kresowych,<br />
Przemarszami będącymi zarazem hord bolszewickich,<br />
Pozostawiając ślady łun krwawych i pożogi,<br />
Wpadały nieprzebrane bolszewickie hordy,<br />
W granice odrodzonej, umęczonej zaborami Polski,<br />
By brutalnie kręgosłup przetrącić,<br />
Tworzonemu od podstaw nowemu państwowemu organizmowi,<br />
By budząca się z snu głębokiego Polska,<br />
Łupem bolszewizmu niebawem padła,<br />
Dżumą komunizmu śmiertelnie zarażona,<br />
Gorączką pożóg do szczętu strawiona,<br />
<br />
Tak jak bezmiar swej przepotężnej mocy,<br />
Zatopiła niegdyś natura w maleńkiej bursztynu kropli,<br />
Tak w tysiącach swych szabel waleczni ułani,<br />
W te pamiętne dni sierpniowe swój patriotyzm zaklęli,<br />
Jak przed tysiącleciami krzemiennym krzesiwem,<br />
Rozniecali koczownicy kłaniający się gwiazdom ogień,<br />
Tak wieki później błyskiem swych szabel,<br />
Rozniecali ułani niezłomną zwycięstwa wolę…<br />
<br />
Przeto patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
Zwycięstwa w straszliwej wojnie dawał cichą nadzieję,<br />
Wyszeptywaną nocami wiatru dziejów powiewem,<br />
Do uszu ułanów śpiących kamiennym snem,<br />
<br />
By przed wschodem słońca bladym świtem,<br />
Wyruszając mężnie w kolejne swe boje,<br />
Czując przyzywający ich Wolności Zew,<br />
Cisnęli w twarz wroga swą wzgardę…<br />
<br />
Patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
Dla hord bolszewickich będąc katem,<br />
Na polach licznych wielodniowych bitew,<br />
Na korzyść Polski rozstrzyganych zwycięstwem,<br />
<br />
Bezbronnych cywilów zarazem był stróżem,<br />
Strzegąc ich przed gwałtem, mordem, rabunkiem,<br />
Utrudzonych ułanów ofiarnym męstwem,<br />
Poświęcających za nich swe własne życie…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Gdy dostojne, dystyngowane damy,<br />
Padały ofiarą bolszewików żądzy,<br />
Niczym olbrzymie rodowe biblioteki,<br />
Padające ofiarą bezlitosnych ognia płomieni…<br />
Gdy artystycznie rzeźbione dębowe meble,<br />
Bezlitośnie przez bolszewików siekierami rąbane,<br />
Podzieliły los misternie zdobionych posadzek,<br />
Na których krasnoarmiejcy krzesali ogień…<br />
Gdy deptane przez bolszewickie buciory,<br />
Bogato ilustrowane oprawione w skórę księgi,<br />
Ku niebiosom niemym krzykiem o ratunek wołały,<br />
Ku duszom czcigodnych doktorów kościoła i świętych…<br />
<br />
By obłowieni z polskich majątków łupami,<br />
Prymitywni, pazerni bolszewicy,<br />
Niczym podłym samogonem swym zezwierzęceniem pijani,<br />
Karzącej ręce sprawiedliwości ujść nie zdołali…<br />
By nieprawość została ich starta,<br />
Na Rzeczypospolitej kresowych polach,<br />
W tamtych wielkich kawaleryjskich bitwach,<br />
Niczym kąkol w ogień sprawiedliwości wrzucona…<br />
<br />
Patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
Hord bolszewickich będąc postrachem,<br />
W tamtym strasznym dziejów momencie,<br />
Bezcennych skarbów polskiej ziemi był stróżem,<br />
<br />
By bolszewickiej pazerności nie padły łupem,<br />
W wojennej zawierusze bezlitośnie zrabowane,<br />
W głąb Związku Radzieckiego bez śladu wywiezione,<br />
Przez przyszłe pokolenia z czasem zapomniane,<br />
<br />
By w złoconych ramach zabytkowe obrazy święte,<br />
Nie zostały wydane na ognia strawę,<br />
Pozostawiając świątyń i dworów ściany ogołocone,<br />
Przygnębiającą pustką pośród ruin zionące,<br />
<br />
Dzierżona w dłoni walecznego ułana szabla,<br />
Niewzruszenie na straży ich stała,<br />
Błyskiem swym śmiertelnego odstraszając wroga,<br />
Strzegąc skarbów niejednego wielowiekowego kościoła…<br />
<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy niczym strzały z tysięcy polskich łuków,<br />
Wieki wcześniej w zagony Tatarów,<br />
Biły kule z tysięcy polskich karabinów,<br />
W nieprzebrane hordy okrutnych bolszewików,<br />
A straszliwy popłoch wśród bolszewickiej konnicy,<br />
Wzbudzały Eskadry Kościuszkowskiej podniebne Pegazy,<br />
Zrzucając niezauważone odłamkowe bomby,<br />
Na głowy bolszewików do szczętu przerażonych,<br />
Zaś polskie pociągi pancerne,<br />
Niczym w średniowieczu ciał rycerzy stalowe zbroje,<br />
Chroniły ciała odrodzonej Rzeczypospolitej,<br />
Znacząc swe bojowe szlaki niejednym zwycięstwem…<br />
<br />
Na tamtych pamiętnych polach bitew,<br />
Przechylających stopniowo zwycięstwa szalę,<br />
Na umęczonej walczącej Polski stronę,<br />
Niezłomnych ułanów nadludzkim wysiłkiem,<br />
Tamten pamiętny błysk tysięcy szabel,<br />
Odbity w tysiącach porannej rosy kropel,<br />
Strząśniętych wkrótce tysięcy koni galopem,<br />
Triumfów polskiego oręża był zwiastunem…<br />
<br />
Gdy wielkim zwycięstwem się zakończyła,<br />
Trwająca dni wiele Bitwa Warszawska,<br />
Otwierając drogę do Ojczyzny wyzwolenia,<br />
I planów Lenina ostatecznego pogrzebania,<br />
<br />
Tysięcy ułanów emocje święte,<br />
Rozniecone dnia tamtego bitewnym szałem,<br />
Na polu Bitwy pod Komarowem,<br />
Na linii czasu przez Historię zapisane,<br />
<br />
Bezprzykładnego męstwa były świadectwem,<br />
Niezatartym przez lata i dekady kolejne,<br />
Budząc inspirację kolejnych pokoleń,<br />
W siermiężnego PRL-u codzienności szarej…<br />
<br />
Których to niemym milczącym świadkiem,<br />
Były wtedy tamte ułańskie szable,<br />
Krwią bolszewików po rękojeści zbroczone,<br />
Przez walecznych ułanów dzierżone mężnie…<br />
<hr />
----------------------------------------------------------------<br />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy straszliwa bolszewizmu Hydra,<br />
Swymi wężowymi szyjami świat oplotła,<br />
W cieniu komunistycznych międzynarodówek knowań,<br />
Zaplanowanego na Kremlu milionów ludzi zniewolenia…<br />
Swym szkaradnym plugawym cielskiem,<br />
Na mapie Europy kładąc się cieniem,<br />
W umysłach światłego duchowieństwa rozniecając trwogę,<br />
Otuloną kokonem tysięcy w intencji Pokoju nabożeństw…<br />
Swymi błyskającymi z niezliczonych łbów ślepiami,<br />
Skrzącymi zawiłościami bolszewickiej propagandy,<br />
W umysłach Europejczyków rozniecając obawy,<br />
Starego kontynentu niepewnej przyszłości…<br />
<br />
Swego śmiertelnego jadu kroplami,<br />
Cieknącego z wszystkich jej paszczy,<br />
Zatruwając dusze intelektualistów i polityków zachodnich,<br />
Mamionych widmem komunistycznej utopi…<br />
Swym niosącym powiew śmierci morowym oddechem,<br />
Będącym upiornego bolszewizmu widmem,<br />
Narodom Europy niosąc przestrogę,<br />
Strasznego losu ofiar rewolucji lutowej…<br />
<br />
Patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
W serca niezłomnych ułanów wlewał otuchę,<br />
Tysięcy ostrzy złowieszczym błyskiem,<br />
Wymierzonych w wielogłową bolszewicką Hydrę,<br />
<br />
Gdy zaświecili blaskiem tysięcy szabel,<br />
W piekielnego potwora ślepia gadzie,<br />
Waleczni polscy ułani wiedzieni niezłomności duchem,<br />
Przez niebiańskie zastępy anielskie,<br />
<br />
By w każdej z gardzieli potwora,<br />
Niechybnie wnet ością stanęła,<br />
Milionów Polaków wolnej Ojczyzny nadzieja,<br />
Latami zaborów w serc głębi rozniecona,<br />
<br />
By odrąbawszy łby jej wszystkie,<br />
Na polach tamtych pamiętnych bitew,<br />
Strącić ją na wieki w piekielne czeluście,<br />
Zapieczętowane wielkim polskiego oręża triumfem…<br />
<br />
II.<br />
<br />
Gdy bolszewizmu straszliwe upiory,<br />
Uchwyciły się swymi szponami rubieży kresowych,<br />
Przemarszami będącymi zarazem hord bolszewickich,<br />
Pozostawiając ślady łun krwawych i pożogi,<br />
Wpadały nieprzebrane bolszewickie hordy,<br />
W granice odrodzonej, umęczonej zaborami Polski,<br />
By brutalnie kręgosłup przetrącić,<br />
Tworzonemu od podstaw nowemu państwowemu organizmowi,<br />
By budząca się z snu głębokiego Polska,<br />
Łupem bolszewizmu niebawem padła,<br />
Dżumą komunizmu śmiertelnie zarażona,<br />
Gorączką pożóg do szczętu strawiona,<br />
<br />
Tak jak bezmiar swej przepotężnej mocy,<br />
Zatopiła niegdyś natura w maleńkiej bursztynu kropli,<br />
Tak w tysiącach swych szabel waleczni ułani,<br />
W te pamiętne dni sierpniowe swój patriotyzm zaklęli,<br />
Jak przed tysiącleciami krzemiennym krzesiwem,<br />
Rozniecali koczownicy kłaniający się gwiazdom ogień,<br />
Tak wieki później błyskiem swych szabel,<br />
Rozniecali ułani niezłomną zwycięstwa wolę…<br />
<br />
Przeto patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
Zwycięstwa w straszliwej wojnie dawał cichą nadzieję,<br />
Wyszeptywaną nocami wiatru dziejów powiewem,<br />
Do uszu ułanów śpiących kamiennym snem,<br />
<br />
By przed wschodem słońca bladym świtem,<br />
Wyruszając mężnie w kolejne swe boje,<br />
Czując przyzywający ich Wolności Zew,<br />
Cisnęli w twarz wroga swą wzgardę…<br />
<br />
Patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
Dla hord bolszewickich będąc katem,<br />
Na polach licznych wielodniowych bitew,<br />
Na korzyść Polski rozstrzyganych zwycięstwem,<br />
<br />
Bezbronnych cywilów zarazem był stróżem,<br />
Strzegąc ich przed gwałtem, mordem, rabunkiem,<br />
Utrudzonych ułanów ofiarnym męstwem,<br />
Poświęcających za nich swe własne życie…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Gdy dostojne, dystyngowane damy,<br />
Padały ofiarą bolszewików żądzy,<br />
Niczym olbrzymie rodowe biblioteki,<br />
Padające ofiarą bezlitosnych ognia płomieni…<br />
Gdy artystycznie rzeźbione dębowe meble,<br />
Bezlitośnie przez bolszewików siekierami rąbane,<br />
Podzieliły los misternie zdobionych posadzek,<br />
Na których krasnoarmiejcy krzesali ogień…<br />
Gdy deptane przez bolszewickie buciory,<br />
Bogato ilustrowane oprawione w skórę księgi,<br />
Ku niebiosom niemym krzykiem o ratunek wołały,<br />
Ku duszom czcigodnych doktorów kościoła i świętych…<br />
<br />
By obłowieni z polskich majątków łupami,<br />
Prymitywni, pazerni bolszewicy,<br />
Niczym podłym samogonem swym zezwierzęceniem pijani,<br />
Karzącej ręce sprawiedliwości ujść nie zdołali…<br />
By nieprawość została ich starta,<br />
Na Rzeczypospolitej kresowych polach,<br />
W tamtych wielkich kawaleryjskich bitwach,<br />
Niczym kąkol w ogień sprawiedliwości wrzucona…<br />
<br />
Patriotyzm zaklęty w tysiącach szabel,<br />
Hord bolszewickich będąc postrachem,<br />
W tamtym strasznym dziejów momencie,<br />
Bezcennych skarbów polskiej ziemi był stróżem,<br />
<br />
By bolszewickiej pazerności nie padły łupem,<br />
W wojennej zawierusze bezlitośnie zrabowane,<br />
W głąb Związku Radzieckiego bez śladu wywiezione,<br />
Przez przyszłe pokolenia z czasem zapomniane,<br />
<br />
By w złoconych ramach zabytkowe obrazy święte,<br />
Nie zostały wydane na ognia strawę,<br />
Pozostawiając świątyń i dworów ściany ogołocone,<br />
Przygnębiającą pustką pośród ruin zionące,<br />
<br />
Dzierżona w dłoni walecznego ułana szabla,<br />
Niewzruszenie na straży ich stała,<br />
Błyskiem swym śmiertelnego odstraszając wroga,<br />
Strzegąc skarbów niejednego wielowiekowego kościoła…<br />
<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy niczym strzały z tysięcy polskich łuków,<br />
Wieki wcześniej w zagony Tatarów,<br />
Biły kule z tysięcy polskich karabinów,<br />
W nieprzebrane hordy okrutnych bolszewików,<br />
A straszliwy popłoch wśród bolszewickiej konnicy,<br />
Wzbudzały Eskadry Kościuszkowskiej podniebne Pegazy,<br />
Zrzucając niezauważone odłamkowe bomby,<br />
Na głowy bolszewików do szczętu przerażonych,<br />
Zaś polskie pociągi pancerne,<br />
Niczym w średniowieczu ciał rycerzy stalowe zbroje,<br />
Chroniły ciała odrodzonej Rzeczypospolitej,<br />
Znacząc swe bojowe szlaki niejednym zwycięstwem…<br />
<br />
Na tamtych pamiętnych polach bitew,<br />
Przechylających stopniowo zwycięstwa szalę,<br />
Na umęczonej walczącej Polski stronę,<br />
Niezłomnych ułanów nadludzkim wysiłkiem,<br />
Tamten pamiętny błysk tysięcy szabel,<br />
Odbity w tysiącach porannej rosy kropel,<br />
Strząśniętych wkrótce tysięcy koni galopem,<br />
Triumfów polskiego oręża był zwiastunem…<br />
<br />
Gdy wielkim zwycięstwem się zakończyła,<br />
Trwająca dni wiele Bitwa Warszawska,<br />
Otwierając drogę do Ojczyzny wyzwolenia,<br />
I planów Lenina ostatecznego pogrzebania,<br />
<br />
Tysięcy ułanów emocje święte,<br />
Rozniecone dnia tamtego bitewnym szałem,<br />
Na polu Bitwy pod Komarowem,<br />
Na linii czasu przez Historię zapisane,<br />
<br />
Bezprzykładnego męstwa były świadectwem,<br />
Niezatartym przez lata i dekady kolejne,<br />
Budząc inspirację kolejnych pokoleń,<br />
W siermiężnego PRL-u codzienności szarej…<br />
<br />
Których to niemym milczącym świadkiem,<br />
Były wtedy tamte ułańskie szable,<br />
Krwią bolszewików po rękojeści zbroczone,<br />
Przez walecznych ułanów dzierżone mężnie…<br />
<hr />
----------------------------------------------------------------<br />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Węgierskie pociski, węgierskie serca]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7715.html</link>
			<pubDate>Tue, 15 Aug 2023 03:11:32 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7715.html</guid>
			<description><![CDATA[Jakże straszna, jakże niebywale bolesna, była dla Polski całej nawała bolszewicka 1920 roku…<br />
Tysiące rękopisów, spisywanych przez wieki, przez najwybitniejszych, często zapomnianych polskich uczonych, padało ofiarą bezlitosnego ognia…<br />
Bogato zdobione księgi, nierzadko z okładkami z prawdziwej skóry, padały w błoto deptane przez bolszewickie buciory…<br />
A było ich, rzuconych na pastwę ognia i błota niezliczenie wiele…<br />
Bolszewikom nie zadrżała ręka przed niszczeniem opisujących wielowiekowe dzieje  zacnych rodów unikatowych rękopisów kronik, spisywanych często przez nestorów tychże rodów…<br />
Kolekcjonowane często przez wiele wieków, olbrzymie rodowe biblioteki, bolszewicy bez wahania oddawali na pastwę ognia…<br />
Żeby to jeszcze miejscem kaźni tychże ksiąg, były bogato zdobione dworskie kominki… Ale gdzie tam..  Pomimo, że obok stały przepiękne, bogato zdobione kominki, rosyjscy żołnierze rozpalali wielkie ogniska na dworskich podłogach, po uprzednim wybiciu dziur w sufitach, ażeby miał gdzie uchodzić dym z palonych bezcennych książek…<br />
Bogato zdobione wazony rozpryskiwały się pod ciosami bolszewickich szabel…<br />
Wszelakie portrety ścienne, łamały się pod ciosami bolszewickich pięści…<br />
A jednak w tym miejscu, śmiem postawić tezę, że w tych niewyobrażalnie strasznych latach, Polska więcej od losu otrzymała, aniżeli straciła!<br />
Więcej nie w sensie materialnym, lecz więcej w sensie… W sensie, który zrozumiemy gdy wsłuchamy się w szept Historii, gdy wsłuchamy się, co szepce ona o wyjątkowości polskiego narodu i polskiej ziemi…<br />
Miejsce bezpowrotnie utraconych bezcennych ksiąg, zajęły tysiące absolutnie wyjątkowych wspomnień, spisanych przez młodocianych ochotników, broniących Polski w wojnie polsko-bolszewickiej…<br />
Miejsce koni rekwirowanych przez bolszewików w rozmaitych polskich majątkach, zajęły podniebne Pegazy z Eskadry Kościuszkowskiej! W miejsce pięknych koni rasy polskiej, zabieranych przez rosyjskich żołnierzy na niebie pojawiały się przepiękne śmiercionośne Pegazy (misternie zaprojektowane dwupłatowce) pilotowane przez amerykańskich i polskich lotników, które siały straszliwy popłoch wśród bolszewickiej konnicy…<br />
Najwspanialszym jednak darem, jaki Polska otrzymała od losu w tamtych pamiętnych latach, był przepiękny, ratujący polską niepodległość, cudowny wręcz, węgierski pociąg z amunicją, który dotarł na stację kolejową w Skierniewicach 12 sierpnia 1920 roku…<br />
Liczący 80 bezcennych wagonów!<br />
Zawierający 22 miliony pocisków, w ciągu dwóch następnych dni rozdzielonych pomiędzy wspaniałych polskich żołnierzy!<br />
Śmiało wysunąć można hipotezę, że węgierskie pociągi z amunicją, które Polska otrzymała            w decydującym momencie wojny polsko-bolszewickiej, to najwspanialszy prezent, jaki Polska otrzymała w całej swojej ponad tysiącletniej historii!<br />
Ja jednak w tym miejscu chciałbym postawić tezę, że w tym straszliwym czasie, Polska otrzymała od Węgier dar nieporównanie cenniejszy, aniżeli miliony węgierskich pocisków… Darem tym były oddane sprawie serca tysięcy węgierskich ochotników, walczących za Polskę                    w wojnie polsko-bolszewickiej!<br />
Tysiące młodych, wspaniałych Węgrów poległo w wojnach polskich w latach 1919-1921!<br />
Kilkuset Węgrów walczyło za Polskę w Bitwie Warszawskiej 1920 roku!<br />
Myśl tę, która kiedyś sama zrodziła się w mojej głowie, napełniając mnie przedziwnym uczuciem, znanym zapewne licznym badaczom, czy choćby pasjonatom historii, chciałbym czasami wykrzyczeć na całe gardło…  Serca walczących za Polskę węgierskich ochotników były dla Polski cenniejszym darem od milionów węgierskich pocisków!!!<br />
<br />
Pamięci tychże węgierskich ochotników, przelewających za Polskę swą krew w roku 1920 poświęcone będzie to opowiadanie…<br />
<br />
      Czym jest nasz dzisiejszy  patriotyzm, w porównaniu z dawnym patriotyzmem naszych dziadów i pradziadów? Tamten niewątpliwie był niedościgłym wzorem… Obecnie nie przywiązujemy do patriotyzmu już tak wielkiego oddania, poświęcenia, gotowości do największych wyrzeczeń. Dawnemi czasy Polak dla Polski się rodził, Polsce oddawał każdy swój oddech, dla Polski umierał… Toteż patriotyzm dla dziadów naszych równie był ważny co Wiara w Boga. Kiedyś, kiedyś patriotyzm nie wyrażał się w potoku słów, próżnej gadaninie, lecz w wielkich czynach, o których przez lata zaświadczały blizny weteranów wojennych. Nasi dziadowie i pradziadowie w imię patriotyzmu zdolni byli do czynów tak wielkich,  jakich nawet nie byli sobie w stanie wyobrazić ludzie z najodleglejszych zakątków świata! Historia ta opowie jednak o arcywielkim oddaniu Polsce nie rodowitego Polaka, lecz… rodowitego Węgra. St. szer. Istvan Prazsenka, wyjątkowo waleczny węgierski żołnierz,  pełen wszelakich przymiotów ducha, który szedł bez zawahania w każdy bój,           a kulom nigdy się nie kłaniał, w pamiętnym roku 1920 zgłosił się na ochotnika do polskiej armii. W rodzinie jego był bowiem obecny ustny przekaz, iż pradziadek jego Andras Prazsenka był żołnierzem Armii Siedmiogrodzkiej generała Józefa Bema. Jako że historia Polski zawsze go niezmiernie interesowała, a chęć dorównania swoim przodkom była niemalże jego obsesją, postanowił bezzwłocznie złożyć stosowne podanie. Obydwa te zacne narody, zarówno polski, jak i węgierski, budziły wówczas w Europie spore zainteresowanie, sekretami swych długich historii narodowych. Interesującym był fakt, iż obydwa te narody, pobite przez swych wrogów, na długie lata utraciwszy swą niepodległość nigdy złemu losowi się nie poddały… Gdy wszystkie formalności  zostały dopełnione, nasz młody bohater wstąpił w szeregi polskiego wojska. Stąd droga do wysłania na front walki z bolszewikami, była już bardzo krótka…<br />
Krzątanina licznych polskich żołnierzy około umocnień okopu, zarówno oficerów jak                i prostych szeregowych, zawał taczanek z karabinami maszynowymi, śpieszne, acz niezwykle staranne wytyczanie pozycji artylerii bojowej, doglądanie przez oficerów najdrobniejszych mankamentów  umocnień, robiły na młodym Węgrze ogromne wrażenie. Nowe oddziały dochodziły w zwartym szyku, by wzmocnić stanowiska ogniowe załogi okopu, nie pozwalając ani na chwilę zagasnąć nadziei tlącej się w sercach tych, którzy przebywali na pozycjach już od kilku dni. Był blady świt gorącego lata, klejące się z niewyspania oczy polskich żołnierzy lekko owiewał poranny wietrzyk. Słońce z racji bardzo wczesnej pory nie zagościło jeszcze na niebie. Wkrótce jednak nad Polską miało wzejść słońce wielkiej Chwały… Z niewyspania dreszcze przeszywały ciała tych młodych chłopaków, ratowali się więc czarną kawą z blaszanych żołnierskich kubków. Nie kleiły się słowa ich porannych rozmów,  a to zarówno z niewyspania, jak i z wielkiego zmęczenia. W każdym słowie,             w powietrzu czuć było powiew wielkiej wojny… Wielkie napięcie powodowane trwożnym wyczekiwaniem udzielało się wszystkim żołnierzom w okopie, począwszy od kucharza kuchni polowej, a skończywszy na dowódcy batalionu piechoty. Prosty żołnierski posiłek               i kubek mocnej czarnej kawy musiały dać tym młodym chłopakom siłę, na cały dzień ciężkich zmagań z wojennymi przeciwnościami losu. Dowódca batalionu piechoty obsadzającej cały ów okop, był to młody, wysoki, niebieskooki blondyn, który swoim opanowaniem i chłodnym oglądem sytuacji, starał się dawać przykład swoim żołnierzom. Obserwując przez lornetkę całe przedpole okopu, rozluźnił kołnierzyk swego munduru.                  Z twarzy jego, nie można było jednak rozeznać żadnych emocji. Za plecami jego stał posłaniec ze sztabu dywizji. Wyraz twarzy miał wyczekujący, pomimo iż zwykli żołnierze nieraz zagadywali go pytaniami, on z żadnym z nich nie wchodził w dyskusje.<br />
– Czy są jakiekolwiek wieści o nacierających bolszewikach? – zagadnął go stojący obok niego młody sierżant.<br />
–  Przestańcie krakać sierżancie! Jeszcze się dosyć nacieszycie ich towarzystwem! – Ofuknął go dowódca batalionu piechoty.<br />
– Gdyby zbliżali się do naszych pozycji, poznalibyście to po wielkich słupach dymu                  z palonych dworów, tlących się w oddali – Włączył się do rozmowy ów posłaniec ze sztabu dywizji.<br />
–  A wielu ich na nas spadnie? – zapytał znów trwożnie sierżant. <br />
– Więcej niż mrówek z rozgrzebanego kopca!  Paskudnych, czerwonych, jadowitych mrówek…  –  Odpowiedział przeciągle spokojnym głosem dowódca.<br />
–  Pod opieką Częstochowskiej Pani naród nasz nie ma się czego lękać! – Zawołał donośnym głosem przysłuchujący się całej rozmowie ksiądz Stefan, kapelan wojskowy. <br />
Po krótkiej rozmowie w cztery oczy z dowódcą, młody posłaniec ze sztabu dywizji odszedł śpiesznym krokiem.<br />
Dowódca zaś posłał na zwiady do najbliższych okolic kilku ułanów, z przydzielonej mu pod rozkazy kompanii kawalerii. Plotka o nacierających bolszewikach lotem błyskawicy rozeszła się po całym okopie. Lotem błyskawicy powtarzali ją wszyscy, począwszy od obsługi kuchni polowej, a skończywszy na trzymającej się zawsze razem grupie węgierskich ochotników          w polskich mundurach. Bohater nasz Istvan Prazsenka, właśnie przetarł twarz ze zmęczenia… <br />
Wówczas  niejednego młodego Węgra, który siedząc w okopach mierzył w bezkresną dal ze swojego karabinu, dopadała nagła, a wielka nieopisanie tęsknota za swoją Ojczyzną…  <br />
Za żyznymi węgierskimi równinami, obfitującymi w wielkie naturalne bogactwa…<br />
Za niebiańskimi wręcz smakami węgierskiej kuchni… Za złocistym kolorem i cudownym smakiem węgierskiego lecza… Aromatycznych paprykarzy, pikantnych gulaszy, wybornych smażonych mięs, delikatnej pieczonej jagnięciny…<br />
<br />
Za przepięknym Budapesztem, będącym już wtedy jednym z najpiękniejszych europejskich miast…<br />
Wielka tęsknota za Ojczyzną, rozczulająca najtwardsze węgierskie serca, spadała na tych młodych węgierskich mężczyzn, niczym jastrząb na bezbronne, pocieszne pisklęta…<br />
–  Boję się tych bestii w ludzkich skórach – Zagadnął Istvana jeden z jego węgierskich kolegów, starszy szeregowy Viktor Prileszky. – Te diabły wcielone zdolne są do najgorszych, niewyobrażalnych wręcz okrucieństw.<br />
–  Pierwszego napotkanego najchętniej zadusiłbym gołymi rękami! – Odkrzyknął dziarsko Istvan.<br />
Wszyscy pozostali spojrzeli po sobie pytającym wzrokiem.<br />
–  Broniąc przed bolszewicką nawałą Polski, bronimy zarazem Węgier! – Ciągnął dalej swój wywód Istvan podniesionym głosem. – Dziś Polska, jutro Czechosłowacja, pojutrze Węgry,             a co potem to nawet strach pomyśleć! Te diabły zamierzyły opanować całą Europę! Niedoczekanie! Duch Świętego Stefana Węgierskiego stanie bolszewickiej czerwonej Hydrze na drodze! Święty Stefan Węgierski ma nas w swej opiece i nie pozwoli, aby nam się stała krzywda!<br />
–  Niech żyje nasz bohater! – Zawołali radośnie koledzy Istvana poklepując go przyjaźnie po ramionach.<br />
<br />
Wtem nagle z oddali dał się słyszeć przeraźliwy krzyk, powtarzany następnie niczym echo:<br />
– Bolszewicy!!!<br />
Nagły popłoch i rumor zapanował w całym okopie.<br />
–  Wszyscy na pozycje!!! – Zawołał na całe gardło dowódca.<br />
– Do boju bracia Węgrzy…  –  Wycedził Istvan przez zaciśnięte zęby do swych kompanów.<br />
Pośpiesznie zajęto pozycje przy działach i ciężkich karabinach maszynowych. Żołnierze oparli się o swe karabiny jednostrzałowe i utkwili oczy w ich celownikach. Tymczasem istna szarańcza bolszewików na koniach, wraz z wielkimi tumanami kurzu, wydobywającymi się spod końskich kopyt, przybliżała się stopniowo na szerokie przedpole okopu. Pędzili oni przed sobą polskich ułanów wysłanych uprzednio na zwiady. Ci z całych sił popędzali swe konie, byleby tylko za wszelką cenę uniknąć bolszewickiej kuli. Tymczasem niezliczona chmara bolszewików na koniach, podchodziła stopniowo w zasięg polskich CKM-ów. Niektórzy bolszewiccy kawalerzyści rzucali groźne spojrzenia w kierunku polskiego okopu, inni wymachiwali groźnie swoimi szablami.<br />
– CKM! Długa seria!!! – Zakrzyknął na całe gardło dowódca sił broniących okopu.<br />
Długie serie z kilku polskich CKM-ów przeszły długimi liniami po nogach kilkudziesięciu koni, zwalając zarazem nagle kilkudziesięciu bolszewickich jeźdźców na ziemię. Niemal wszyscy poskręcali swe karki. Te kilkadziesiąt ściętych  z nóg koni, spowolniło resztę nacierających, powodując zakotłowanie się całego natarcia i wzbicie w niebo potężnych tumanów kurzu. Na czoło natarcia wysunął się nagle jakiś bolszewicki komisarz polityczny,    z wielką czerwoną gwiazdą na czapce, krzycząc na całe gardło wniebogłosy. Z daleka widać było, że zachęca swych komunistycznych towarzyszy do kontynuowania natarcia. Polscy żołnierze zamarli w bezruchu na swych pozycjach strzeleckich, oczekując co stanie się dalej… Nagle z okopu, wprost przed bolszewickie kule, wybiega jakiś nieznany żołnierz,         a nie kłaniając się kulom biegnie wprost na chmarę bolszewików. Przebiegłszy szybko ponad pięćdziesiąt metrów, jak gdyby nigdy nic uklęka, przyjmuje pozycję strzelecką, przykłada karabin do twarzy, składa się do strzału i dłuższą chwilę, która zdawała się trwać wieczność całą, mierzy w dal ze swego karabinu. Osłupiali ze zdumienia wszyscy polscy żołnierze           z okopu, wlepili w niego swe wielkie ze zdziwienia oczy. Nagle ów szalony żołnierz oddał cichy, ledwo słyszalny strzał. Widoczny z oddali bolszewicki komisarz, który zdążył ad hoc objąć dowodzenie całym natarciem, padł nagle w jednej chwili na ziemię, pod nogi swego konia. Dowódca załogi okopu, w pierwszej chwili równie osłupiały co reszta żołnierzy, dostrzegając jednak z daleka śmierć bolszewickiego komisarza, w mig ogarnął myśli                 i zawołał donośnym głosem:<br />
–  Osłaniać go krótkimi seriami z CKM-ów!<br />
Za plecami szalenie odważnego polskiego żołnierza, zagrzechotały nagle polskie ciężkie karabiny maszynowe, którym wnet zawtórowały setkami zwykłe jednostrzałowe Mannlichery M1890, a zza jego sylwetki wyleciały tysiące polskich kul. Gdyby zatrzymać czas, widok pojedynczego żołnierza, zza którego pleców wylatują tysiące kul, stanowiłby wręcz niesamowity, przepiękny obraz…  Ten jednak, nie namyślając się długo, pochylił się                 w powrotnym biegu i za chwilę na powrót wskoczył do wnętrza okopu. Skotłowani tymczasem w swym natarciu bolszewiccy jeźdźcy jęli stopniowo oddawać pola i bardzo chaotycznie, a przez to powoli zawracać. Gdy pozostały już po nich tylko tumany kłębiącego się kurzu, nieposiadający się z emocji dowódca okopu, wybrał się śpiesznym krokiem na poszukiwania owego szalonego żołnierza. Gdy w końcu stanął przed nim, otworzył oczy szeroko ze zdumienia, zdziwiony nawet jeszcze bardziej, niż uprzednio. Tym szalenie odważnym żołnierzem okazał się być młody węgierski ochotnik Istvan Prazsenka. Miotany wielkimi emocjami, w których prym naprzemiennie wiodły oburzenie, podziw, wściekłość         i szacunek, dowódca nie wiedział zrazu co powiedzieć. Nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego słowa, objął oburącz młodego Węgra za ramiona i przybierając groźny, ale zarazem uśmiechnięty wyraz twarzy, potrząsnął nim tylko po przyjacielsku. Z całego okopu, jaki długi i szeroki, dały się słyszeć okrzyki na cześć bohaterskiego żołnierza. Wszyscy żołnierze, zarówno polscy poborowi, jak i węgierscy ochotnicy, poczęli podchodzić do niego, ściskając go i gratulując mu serdecznie.<br />
–  Polak, Węgier dwa bratanki! – Krzyczeli z uśmiechem poklepując go przyjacielsko po plecach.<br />
–  Lengyel, magyar – két jó barát … Odpowiadał za każdym razem zdezorientowany młody Węgier. <br />
Z oczu zaś jego, spowodowane nagłymi a wielkimi emocjami tego jednego dnia, jęły ukradkiem spływać na ubitą ziemię okopu, płynące z głębi węgierskiego serca łzy…<br />
Zaś następnego dnia, gdy bolszewicy powtórzyli swe natarcie, nie mieli już przeciwko sobie wystraszonych chłopców, lecz świadomie dążących do bohaterstwa żołnierzy, którzy dla bohaterskich czynów gotowi byli narażać swe życie, śmiało patrzących śmierci w oczy, a nie zważających na bolszewickie kule. Owego zaś okopu nigdy nie udało się bolszewikom zdobyć, aż w końcu zmuszeni ogólną sytuacją na froncie do odwrotu, raz na zawsze opuścili jego okolice. Istvan Prazsenka zaś  do swego szaleńczo-bohaterskiego czynu dołączył wkrótce kolejne, równie śmiałe i zuchwałe, przez co jak dziesiątki innych Węgrów, został przedstawiony do odznaczenia najwyższym polskim odznaczeniem wojskowym, orderem Virtuti Militari. A kiedy zakończyła się wojna polsko-bolszewicka, nastąpił  wreszcie, jego długo wyczekiwany powrót do ukochanej węgierskiej Ojczyzny…<br />
<br />
P. S.<br />
Choć st. szer. Istvan Prazsenka jest postacią fikcyjną, chciałem przez jej stworzenie oddać hołd tym wszystkim węgierskim ochotnikom, którzy owego pamiętnego 1920 roku przelewali za Polskę swoją krew. Zarówno tysiącom Węgrów, którzy polegli w wojnach polskich w latach 1919-1921, jak i tym kilkuset Węgrom, którzy walczyli w Bitwie Warszawskiej 1920 roku…<br />
<br />
                                           KONIEC]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jakże straszna, jakże niebywale bolesna, była dla Polski całej nawała bolszewicka 1920 roku…<br />
Tysiące rękopisów, spisywanych przez wieki, przez najwybitniejszych, często zapomnianych polskich uczonych, padało ofiarą bezlitosnego ognia…<br />
Bogato zdobione księgi, nierzadko z okładkami z prawdziwej skóry, padały w błoto deptane przez bolszewickie buciory…<br />
A było ich, rzuconych na pastwę ognia i błota niezliczenie wiele…<br />
Bolszewikom nie zadrżała ręka przed niszczeniem opisujących wielowiekowe dzieje  zacnych rodów unikatowych rękopisów kronik, spisywanych często przez nestorów tychże rodów…<br />
Kolekcjonowane często przez wiele wieków, olbrzymie rodowe biblioteki, bolszewicy bez wahania oddawali na pastwę ognia…<br />
Żeby to jeszcze miejscem kaźni tychże ksiąg, były bogato zdobione dworskie kominki… Ale gdzie tam..  Pomimo, że obok stały przepiękne, bogato zdobione kominki, rosyjscy żołnierze rozpalali wielkie ogniska na dworskich podłogach, po uprzednim wybiciu dziur w sufitach, ażeby miał gdzie uchodzić dym z palonych bezcennych książek…<br />
Bogato zdobione wazony rozpryskiwały się pod ciosami bolszewickich szabel…<br />
Wszelakie portrety ścienne, łamały się pod ciosami bolszewickich pięści…<br />
A jednak w tym miejscu, śmiem postawić tezę, że w tych niewyobrażalnie strasznych latach, Polska więcej od losu otrzymała, aniżeli straciła!<br />
Więcej nie w sensie materialnym, lecz więcej w sensie… W sensie, który zrozumiemy gdy wsłuchamy się w szept Historii, gdy wsłuchamy się, co szepce ona o wyjątkowości polskiego narodu i polskiej ziemi…<br />
Miejsce bezpowrotnie utraconych bezcennych ksiąg, zajęły tysiące absolutnie wyjątkowych wspomnień, spisanych przez młodocianych ochotników, broniących Polski w wojnie polsko-bolszewickiej…<br />
Miejsce koni rekwirowanych przez bolszewików w rozmaitych polskich majątkach, zajęły podniebne Pegazy z Eskadry Kościuszkowskiej! W miejsce pięknych koni rasy polskiej, zabieranych przez rosyjskich żołnierzy na niebie pojawiały się przepiękne śmiercionośne Pegazy (misternie zaprojektowane dwupłatowce) pilotowane przez amerykańskich i polskich lotników, które siały straszliwy popłoch wśród bolszewickiej konnicy…<br />
Najwspanialszym jednak darem, jaki Polska otrzymała od losu w tamtych pamiętnych latach, był przepiękny, ratujący polską niepodległość, cudowny wręcz, węgierski pociąg z amunicją, który dotarł na stację kolejową w Skierniewicach 12 sierpnia 1920 roku…<br />
Liczący 80 bezcennych wagonów!<br />
Zawierający 22 miliony pocisków, w ciągu dwóch następnych dni rozdzielonych pomiędzy wspaniałych polskich żołnierzy!<br />
Śmiało wysunąć można hipotezę, że węgierskie pociągi z amunicją, które Polska otrzymała            w decydującym momencie wojny polsko-bolszewickiej, to najwspanialszy prezent, jaki Polska otrzymała w całej swojej ponad tysiącletniej historii!<br />
Ja jednak w tym miejscu chciałbym postawić tezę, że w tym straszliwym czasie, Polska otrzymała od Węgier dar nieporównanie cenniejszy, aniżeli miliony węgierskich pocisków… Darem tym były oddane sprawie serca tysięcy węgierskich ochotników, walczących za Polskę                    w wojnie polsko-bolszewickiej!<br />
Tysiące młodych, wspaniałych Węgrów poległo w wojnach polskich w latach 1919-1921!<br />
Kilkuset Węgrów walczyło za Polskę w Bitwie Warszawskiej 1920 roku!<br />
Myśl tę, która kiedyś sama zrodziła się w mojej głowie, napełniając mnie przedziwnym uczuciem, znanym zapewne licznym badaczom, czy choćby pasjonatom historii, chciałbym czasami wykrzyczeć na całe gardło…  Serca walczących za Polskę węgierskich ochotników były dla Polski cenniejszym darem od milionów węgierskich pocisków!!!<br />
<br />
Pamięci tychże węgierskich ochotników, przelewających za Polskę swą krew w roku 1920 poświęcone będzie to opowiadanie…<br />
<br />
      Czym jest nasz dzisiejszy  patriotyzm, w porównaniu z dawnym patriotyzmem naszych dziadów i pradziadów? Tamten niewątpliwie był niedościgłym wzorem… Obecnie nie przywiązujemy do patriotyzmu już tak wielkiego oddania, poświęcenia, gotowości do największych wyrzeczeń. Dawnemi czasy Polak dla Polski się rodził, Polsce oddawał każdy swój oddech, dla Polski umierał… Toteż patriotyzm dla dziadów naszych równie był ważny co Wiara w Boga. Kiedyś, kiedyś patriotyzm nie wyrażał się w potoku słów, próżnej gadaninie, lecz w wielkich czynach, o których przez lata zaświadczały blizny weteranów wojennych. Nasi dziadowie i pradziadowie w imię patriotyzmu zdolni byli do czynów tak wielkich,  jakich nawet nie byli sobie w stanie wyobrazić ludzie z najodleglejszych zakątków świata! Historia ta opowie jednak o arcywielkim oddaniu Polsce nie rodowitego Polaka, lecz… rodowitego Węgra. St. szer. Istvan Prazsenka, wyjątkowo waleczny węgierski żołnierz,  pełen wszelakich przymiotów ducha, który szedł bez zawahania w każdy bój,           a kulom nigdy się nie kłaniał, w pamiętnym roku 1920 zgłosił się na ochotnika do polskiej armii. W rodzinie jego był bowiem obecny ustny przekaz, iż pradziadek jego Andras Prazsenka był żołnierzem Armii Siedmiogrodzkiej generała Józefa Bema. Jako że historia Polski zawsze go niezmiernie interesowała, a chęć dorównania swoim przodkom była niemalże jego obsesją, postanowił bezzwłocznie złożyć stosowne podanie. Obydwa te zacne narody, zarówno polski, jak i węgierski, budziły wówczas w Europie spore zainteresowanie, sekretami swych długich historii narodowych. Interesującym był fakt, iż obydwa te narody, pobite przez swych wrogów, na długie lata utraciwszy swą niepodległość nigdy złemu losowi się nie poddały… Gdy wszystkie formalności  zostały dopełnione, nasz młody bohater wstąpił w szeregi polskiego wojska. Stąd droga do wysłania na front walki z bolszewikami, była już bardzo krótka…<br />
Krzątanina licznych polskich żołnierzy około umocnień okopu, zarówno oficerów jak                i prostych szeregowych, zawał taczanek z karabinami maszynowymi, śpieszne, acz niezwykle staranne wytyczanie pozycji artylerii bojowej, doglądanie przez oficerów najdrobniejszych mankamentów  umocnień, robiły na młodym Węgrze ogromne wrażenie. Nowe oddziały dochodziły w zwartym szyku, by wzmocnić stanowiska ogniowe załogi okopu, nie pozwalając ani na chwilę zagasnąć nadziei tlącej się w sercach tych, którzy przebywali na pozycjach już od kilku dni. Był blady świt gorącego lata, klejące się z niewyspania oczy polskich żołnierzy lekko owiewał poranny wietrzyk. Słońce z racji bardzo wczesnej pory nie zagościło jeszcze na niebie. Wkrótce jednak nad Polską miało wzejść słońce wielkiej Chwały… Z niewyspania dreszcze przeszywały ciała tych młodych chłopaków, ratowali się więc czarną kawą z blaszanych żołnierskich kubków. Nie kleiły się słowa ich porannych rozmów,  a to zarówno z niewyspania, jak i z wielkiego zmęczenia. W każdym słowie,             w powietrzu czuć było powiew wielkiej wojny… Wielkie napięcie powodowane trwożnym wyczekiwaniem udzielało się wszystkim żołnierzom w okopie, począwszy od kucharza kuchni polowej, a skończywszy na dowódcy batalionu piechoty. Prosty żołnierski posiłek               i kubek mocnej czarnej kawy musiały dać tym młodym chłopakom siłę, na cały dzień ciężkich zmagań z wojennymi przeciwnościami losu. Dowódca batalionu piechoty obsadzającej cały ów okop, był to młody, wysoki, niebieskooki blondyn, który swoim opanowaniem i chłodnym oglądem sytuacji, starał się dawać przykład swoim żołnierzom. Obserwując przez lornetkę całe przedpole okopu, rozluźnił kołnierzyk swego munduru.                  Z twarzy jego, nie można było jednak rozeznać żadnych emocji. Za plecami jego stał posłaniec ze sztabu dywizji. Wyraz twarzy miał wyczekujący, pomimo iż zwykli żołnierze nieraz zagadywali go pytaniami, on z żadnym z nich nie wchodził w dyskusje.<br />
– Czy są jakiekolwiek wieści o nacierających bolszewikach? – zagadnął go stojący obok niego młody sierżant.<br />
–  Przestańcie krakać sierżancie! Jeszcze się dosyć nacieszycie ich towarzystwem! – Ofuknął go dowódca batalionu piechoty.<br />
– Gdyby zbliżali się do naszych pozycji, poznalibyście to po wielkich słupach dymu                  z palonych dworów, tlących się w oddali – Włączył się do rozmowy ów posłaniec ze sztabu dywizji.<br />
–  A wielu ich na nas spadnie? – zapytał znów trwożnie sierżant. <br />
– Więcej niż mrówek z rozgrzebanego kopca!  Paskudnych, czerwonych, jadowitych mrówek…  –  Odpowiedział przeciągle spokojnym głosem dowódca.<br />
–  Pod opieką Częstochowskiej Pani naród nasz nie ma się czego lękać! – Zawołał donośnym głosem przysłuchujący się całej rozmowie ksiądz Stefan, kapelan wojskowy. <br />
Po krótkiej rozmowie w cztery oczy z dowódcą, młody posłaniec ze sztabu dywizji odszedł śpiesznym krokiem.<br />
Dowódca zaś posłał na zwiady do najbliższych okolic kilku ułanów, z przydzielonej mu pod rozkazy kompanii kawalerii. Plotka o nacierających bolszewikach lotem błyskawicy rozeszła się po całym okopie. Lotem błyskawicy powtarzali ją wszyscy, począwszy od obsługi kuchni polowej, a skończywszy na trzymającej się zawsze razem grupie węgierskich ochotników          w polskich mundurach. Bohater nasz Istvan Prazsenka, właśnie przetarł twarz ze zmęczenia… <br />
Wówczas  niejednego młodego Węgra, który siedząc w okopach mierzył w bezkresną dal ze swojego karabinu, dopadała nagła, a wielka nieopisanie tęsknota za swoją Ojczyzną…  <br />
Za żyznymi węgierskimi równinami, obfitującymi w wielkie naturalne bogactwa…<br />
Za niebiańskimi wręcz smakami węgierskiej kuchni… Za złocistym kolorem i cudownym smakiem węgierskiego lecza… Aromatycznych paprykarzy, pikantnych gulaszy, wybornych smażonych mięs, delikatnej pieczonej jagnięciny…<br />
<br />
Za przepięknym Budapesztem, będącym już wtedy jednym z najpiękniejszych europejskich miast…<br />
Wielka tęsknota za Ojczyzną, rozczulająca najtwardsze węgierskie serca, spadała na tych młodych węgierskich mężczyzn, niczym jastrząb na bezbronne, pocieszne pisklęta…<br />
–  Boję się tych bestii w ludzkich skórach – Zagadnął Istvana jeden z jego węgierskich kolegów, starszy szeregowy Viktor Prileszky. – Te diabły wcielone zdolne są do najgorszych, niewyobrażalnych wręcz okrucieństw.<br />
–  Pierwszego napotkanego najchętniej zadusiłbym gołymi rękami! – Odkrzyknął dziarsko Istvan.<br />
Wszyscy pozostali spojrzeli po sobie pytającym wzrokiem.<br />
–  Broniąc przed bolszewicką nawałą Polski, bronimy zarazem Węgier! – Ciągnął dalej swój wywód Istvan podniesionym głosem. – Dziś Polska, jutro Czechosłowacja, pojutrze Węgry,             a co potem to nawet strach pomyśleć! Te diabły zamierzyły opanować całą Europę! Niedoczekanie! Duch Świętego Stefana Węgierskiego stanie bolszewickiej czerwonej Hydrze na drodze! Święty Stefan Węgierski ma nas w swej opiece i nie pozwoli, aby nam się stała krzywda!<br />
–  Niech żyje nasz bohater! – Zawołali radośnie koledzy Istvana poklepując go przyjaźnie po ramionach.<br />
<br />
Wtem nagle z oddali dał się słyszeć przeraźliwy krzyk, powtarzany następnie niczym echo:<br />
– Bolszewicy!!!<br />
Nagły popłoch i rumor zapanował w całym okopie.<br />
–  Wszyscy na pozycje!!! – Zawołał na całe gardło dowódca.<br />
– Do boju bracia Węgrzy…  –  Wycedził Istvan przez zaciśnięte zęby do swych kompanów.<br />
Pośpiesznie zajęto pozycje przy działach i ciężkich karabinach maszynowych. Żołnierze oparli się o swe karabiny jednostrzałowe i utkwili oczy w ich celownikach. Tymczasem istna szarańcza bolszewików na koniach, wraz z wielkimi tumanami kurzu, wydobywającymi się spod końskich kopyt, przybliżała się stopniowo na szerokie przedpole okopu. Pędzili oni przed sobą polskich ułanów wysłanych uprzednio na zwiady. Ci z całych sił popędzali swe konie, byleby tylko za wszelką cenę uniknąć bolszewickiej kuli. Tymczasem niezliczona chmara bolszewików na koniach, podchodziła stopniowo w zasięg polskich CKM-ów. Niektórzy bolszewiccy kawalerzyści rzucali groźne spojrzenia w kierunku polskiego okopu, inni wymachiwali groźnie swoimi szablami.<br />
– CKM! Długa seria!!! – Zakrzyknął na całe gardło dowódca sił broniących okopu.<br />
Długie serie z kilku polskich CKM-ów przeszły długimi liniami po nogach kilkudziesięciu koni, zwalając zarazem nagle kilkudziesięciu bolszewickich jeźdźców na ziemię. Niemal wszyscy poskręcali swe karki. Te kilkadziesiąt ściętych  z nóg koni, spowolniło resztę nacierających, powodując zakotłowanie się całego natarcia i wzbicie w niebo potężnych tumanów kurzu. Na czoło natarcia wysunął się nagle jakiś bolszewicki komisarz polityczny,    z wielką czerwoną gwiazdą na czapce, krzycząc na całe gardło wniebogłosy. Z daleka widać było, że zachęca swych komunistycznych towarzyszy do kontynuowania natarcia. Polscy żołnierze zamarli w bezruchu na swych pozycjach strzeleckich, oczekując co stanie się dalej… Nagle z okopu, wprost przed bolszewickie kule, wybiega jakiś nieznany żołnierz,         a nie kłaniając się kulom biegnie wprost na chmarę bolszewików. Przebiegłszy szybko ponad pięćdziesiąt metrów, jak gdyby nigdy nic uklęka, przyjmuje pozycję strzelecką, przykłada karabin do twarzy, składa się do strzału i dłuższą chwilę, która zdawała się trwać wieczność całą, mierzy w dal ze swego karabinu. Osłupiali ze zdumienia wszyscy polscy żołnierze           z okopu, wlepili w niego swe wielkie ze zdziwienia oczy. Nagle ów szalony żołnierz oddał cichy, ledwo słyszalny strzał. Widoczny z oddali bolszewicki komisarz, który zdążył ad hoc objąć dowodzenie całym natarciem, padł nagle w jednej chwili na ziemię, pod nogi swego konia. Dowódca załogi okopu, w pierwszej chwili równie osłupiały co reszta żołnierzy, dostrzegając jednak z daleka śmierć bolszewickiego komisarza, w mig ogarnął myśli                 i zawołał donośnym głosem:<br />
–  Osłaniać go krótkimi seriami z CKM-ów!<br />
Za plecami szalenie odważnego polskiego żołnierza, zagrzechotały nagle polskie ciężkie karabiny maszynowe, którym wnet zawtórowały setkami zwykłe jednostrzałowe Mannlichery M1890, a zza jego sylwetki wyleciały tysiące polskich kul. Gdyby zatrzymać czas, widok pojedynczego żołnierza, zza którego pleców wylatują tysiące kul, stanowiłby wręcz niesamowity, przepiękny obraz…  Ten jednak, nie namyślając się długo, pochylił się                 w powrotnym biegu i za chwilę na powrót wskoczył do wnętrza okopu. Skotłowani tymczasem w swym natarciu bolszewiccy jeźdźcy jęli stopniowo oddawać pola i bardzo chaotycznie, a przez to powoli zawracać. Gdy pozostały już po nich tylko tumany kłębiącego się kurzu, nieposiadający się z emocji dowódca okopu, wybrał się śpiesznym krokiem na poszukiwania owego szalonego żołnierza. Gdy w końcu stanął przed nim, otworzył oczy szeroko ze zdumienia, zdziwiony nawet jeszcze bardziej, niż uprzednio. Tym szalenie odważnym żołnierzem okazał się być młody węgierski ochotnik Istvan Prazsenka. Miotany wielkimi emocjami, w których prym naprzemiennie wiodły oburzenie, podziw, wściekłość         i szacunek, dowódca nie wiedział zrazu co powiedzieć. Nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego słowa, objął oburącz młodego Węgra za ramiona i przybierając groźny, ale zarazem uśmiechnięty wyraz twarzy, potrząsnął nim tylko po przyjacielsku. Z całego okopu, jaki długi i szeroki, dały się słyszeć okrzyki na cześć bohaterskiego żołnierza. Wszyscy żołnierze, zarówno polscy poborowi, jak i węgierscy ochotnicy, poczęli podchodzić do niego, ściskając go i gratulując mu serdecznie.<br />
–  Polak, Węgier dwa bratanki! – Krzyczeli z uśmiechem poklepując go przyjacielsko po plecach.<br />
–  Lengyel, magyar – két jó barát … Odpowiadał za każdym razem zdezorientowany młody Węgier. <br />
Z oczu zaś jego, spowodowane nagłymi a wielkimi emocjami tego jednego dnia, jęły ukradkiem spływać na ubitą ziemię okopu, płynące z głębi węgierskiego serca łzy…<br />
Zaś następnego dnia, gdy bolszewicy powtórzyli swe natarcie, nie mieli już przeciwko sobie wystraszonych chłopców, lecz świadomie dążących do bohaterstwa żołnierzy, którzy dla bohaterskich czynów gotowi byli narażać swe życie, śmiało patrzących śmierci w oczy, a nie zważających na bolszewickie kule. Owego zaś okopu nigdy nie udało się bolszewikom zdobyć, aż w końcu zmuszeni ogólną sytuacją na froncie do odwrotu, raz na zawsze opuścili jego okolice. Istvan Prazsenka zaś  do swego szaleńczo-bohaterskiego czynu dołączył wkrótce kolejne, równie śmiałe i zuchwałe, przez co jak dziesiątki innych Węgrów, został przedstawiony do odznaczenia najwyższym polskim odznaczeniem wojskowym, orderem Virtuti Militari. A kiedy zakończyła się wojna polsko-bolszewicka, nastąpił  wreszcie, jego długo wyczekiwany powrót do ukochanej węgierskiej Ojczyzny…<br />
<br />
P. S.<br />
Choć st. szer. Istvan Prazsenka jest postacią fikcyjną, chciałem przez jej stworzenie oddać hołd tym wszystkim węgierskim ochotnikom, którzy owego pamiętnego 1920 roku przelewali za Polskę swoją krew. Zarówno tysiącom Węgrów, którzy polegli w wojnach polskich w latach 1919-1921, jak i tym kilkuset Węgrom, którzy walczyli w Bitwie Warszawskiej 1920 roku…<br />
<br />
                                           KONIEC]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Złoty klucz do Tajemnic Historii]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7681.html</link>
			<pubDate>Sat, 27 May 2023 02:48:51 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7681.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
W zamyśle Bożym w swym przedistnieniu się tlił,<br />
Na nić czasu przez Anioły nawleczony,<br />
By przez tysiąclecia towarzyszyć epopei ludzkości,<br />
<br />
Nim leżąca w dorzeczu Tygrysu i Eufratu Mezopotamia,<br />
Przez wiele tysiącleci rozkwitać poczęła,<br />
Będąc kolebką władzy i oświecenia,<br />
Miejscem wynalezienia pierwszego pisma,<br />
<br />
Nim wzniesiono w starożytności egipskie piramidy,<br />
Nim Wielki Sfinks w kamieniu został wykuty,<br />
Nim zbudowano wiszące ogrody Semiramidy,<br />
Nim stanął na nogi Kolos Rodyjski,<br />
<br />
W nim zaklętą została wielka Ludzkości Tajemnica,<br />
W upływ ziemskiego czasu wrzucona niczym w przepaść,<br />
Ręką Wszechmocnego znającego sekrety wszechświatów Boga,<br />
By nurtować mędrców przez kolejne tysiąclecia...<br />
<br />
II.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zaklęli dawno temu starożytni egipscy kapłani,<br />
By ludzkości towarzyszył przez wszystkie wieki,<br />
Strzegąc wiernie największych tajemnic przeszłości,<br />
<br />
By współczesnych wyobraźnię rozniecał z głębi wieków,<br />
Zapomnianym dziedzictwem wielkich faraonów,<br />
Blaskiem ukrytych w komnatach grobowych wyśnionych skarbów,<br />
Strzeżonych milczeniem wykutych w wnętrzach piramid labiryntów,<br />
<br />
By niczym najpierwsze wymarłych neandertalczyków krzesiwo,<br />
Spowitą mrokami dziejów przeszłością rozniecał ciekawość,<br />
Rozpalając ją niczym niegdyś wieczorną porą,<br />
Koczownicy płomienie kłaniające się gwiazdom,<br />
<br />
By letnimi wieczorami skłaniał do refleksji,<br />
Nad historii rodzaju ludzkiego niezliczonością tajemnic,<br />
Nad mnogością enigmatycznych zagadek przeszłości,<br />
Nad zawiłością poszczególnych narodów zakrętów dziejowych…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Ukryty jest w cieniu starożytnych egipskich piramid,<br />
Złotymi piaskami pustyni przysypany od tysiącleci,<br />
Z nocnego nieba okiem troskliwej Izydy strzeżony,<br />
<br />
Od wieków w największej tajemnicy spoczywał,<br />
Pod zasnutym domysłami Sarkofagiem Ozyrysa,<br />
Pośród krystalicznie czystego jeziora,<br />
Zatopiony w wygasłych z biegiem czasu Egipcjan wierzeniach,<br />
<br />
Lecz gdy na czele wielotysięcznej armii,<br />
Zbliżał się ku Egiptowi Aleksander Wielki,<br />
Wykradł go stamtąd przebiegły Anubis,<br />
Unosząc wraz z sobą do świata podziemi,<br />
<br />
Zaś staroegipski święty kamień Benben,<br />
Miejsc jego ukrycia mógłby zdradzić wiele,<br />
Lecz przemówić nigdy nie będzie mu dane,<br />
Do końca świata pozostanie niemym kamieniem…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Przed tysiącleciami wędrowały ku jego tajemnicy,<br />
Oddanej bogom, natchnionej Enheduanny myśli,<br />
Księżycowymi nocami tworzącej swe hymny,<br />
By przybliżyć się nimi ku historii ludzkości,<br />
<br />
Gdy sumeryjscy astronomowie ruch Jowisza śledzili,<br />
Nieprzeciętnymi umysłami wyprzedzając swe czasy,<br />
Ku jego tajemnicy nieznacznie się zbliżyli,<br />
Uporczywie długimi nocami wpatrując się w gwiazdy,<br />
<br />
Zaszyfrowany jest on w znaczeniu poszczególnych wersów,<br />
Starożytnego Eposu o Gilgameszu,<br />
Utkanego z niezwykłości starosumeryjskich mitów,<br />
Zrodzonych letnimi nocami w wyobraźni Sumerów,<br />
<br />
Lecz miejsca jego ukrycia Utnapisztim roztropny,<br />
Przenigdy nie zdradził mocarnemu Gilgameszowi,<br />
By pozostał nieodkryty przez kolejne wieki,<br />
By Homer go ukrył w pieśniach Odysei…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy przed wiekami starożytni Sumerowie,<br />
Zaklinali swe myśli w pierwsze pismo klinowe,<br />
Osuszając swe kruche tabliczki gliniane,<br />
Przedwiecznego słońca ciepłym blaskiem,<br />
<br />
Budząca się z snu głębokiego Historia,<br />
Obrazy, które senną wyobraźnią swą odmalowała,<br />
Zaklęła nieświadomie w wyszeptane półgłosem słowa,<br />
By niosły się echem przez kolejne tysiąclecia,<br />
<br />
Kształtując przez wieki postawy ludzkości,<br />
Na polach rozmaitych meandrów dziejowych,<br />
I niezliczonych w dziejach świata wojen straszliwych,<br />
Prócz okrucieństwa rodzących heroizmu akty,<br />
<br />
I wędrując przez świat, w Cylindrze Cyrusa,<br />
Historia niewidzialną ręką go ukryła,<br />
By odnalazł się dopiero w Kodeksie Justyniana,<br />
Po upływie lat przeszło tysiąca…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zawieruszył się w cieniu wiszących ogrodów Semiramidy,<br />
Gdzie zgubiła go roztargniona Amytis,<br />
Gdy wspomnieniom nocy poślubnej oddawała swe myśli,<br />
<br />
Zsuwając się niepostrzeżenie z jej piersi,<br />
Gdy nosiła go na smukłej szyi,<br />
Ukrytego starannie pośród swych klejnotów drogocennych,<br />
By monarchów nie przyciągał spojrzeń zawistnych,<br />
<br />
Rozniósł się jego niesłyszalny brzęk,<br />
Pośród babilońskich pałaców pozłacanych posadzek,<br />
I przez kolejne wieki wciąż echem się niesie,<br />
Dla historyków starożytności pozostając niegasnącym natchnieniem,<br />
<br />
Zradzając nocami przy księżyca pełni,<br />
W umysłach drzemiących archeolożek tajemnicze sny,<br />
O zatapiającej się w wspomnieniach swej ojczystej Medii,<br />
Przeglądającej się niegdyś w oczach Nabuchodonozora Amytis…<br />
<br />
VII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Strzeżony jest przez potężne antyczne posągi,<br />
Ich wymownym spojrzeniem marsowym,<br />
Bijącym bezlitośnie z wykutych w kamieniu oczu pustych,<br />
<br />
Bez wyraźnie zarysowanych dłutem rzeźbiarza źrenic,<br />
By te miejsca jego ukrycia nie zdradziły,<br />
Bijącym i z martwego kamienia błyskiem wymownym,<br />
Zawsze głodnym wiedzy pasjonatom przeszłości,<br />
<br />
<br />
By powszechnie przez wszystkich podziwiane,<br />
Sekretów historii nie wyszeptały,<br />
Z dalekiej przeszłości szeptem niesłyszalnym,<br />
Lecz uśpioną wyobraźnię niekiedy rozniecającym,<br />
<br />
By z gablot muzealnych obejmując spojrzeniem dumnym,<br />
Spragnionych wiedzy turystów tłumy,<br />
Świadectwem pozostały jedynie milczącym,<br />
Epoki, która odeszła bezpowrotnie…<br />
<br />
VIII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zatopiony był w starożytnych królów klejnotach koronnych,<br />
Na głowach siwowłosych monarchów tajemniczo skrzących,<br />
Wkutych w mosiężne korony oczkach rubinowych,<br />
<br />
Im okazalsza spoczywała korona,<br />
Na głowie niejednego starożytnego króla,<br />
W tym większą pychę starca wbijała,<br />
Gdy dumnym spojrzeniem swe ziemie obejmował,<br />
<br />
I niejeden z nich swe rządy sprawował despotycznie,<br />
Zasiadając na bogato zdobionym tronie,<br />
Zaślepiony przez chore nieziszczalne pragnienie,<br />
Skupienia w swym ręku władzy nad światem,<br />
<br />
I zaraz rozkazywał wznosić z swą podobizną statuę,<br />
By przez przyszłe wieki upamiętniała jego imię,<br />
Górując nad niejednym nieistniejącym dziś miastem,<br />
Wiernych poddanych niekiedy przepełniała strachem…<br />
<br />
IX.<br />
<br />
Zaklęty był w niezliczonych iskrach złotych,<br />
Trzaskających spod potężnych młotów kowalskich,<br />
Wykuwających dla starożytnych królów mosiężne korony,<br />
Najczystszym zlotem wkrótce powleczone,<br />
<br />
By niebawem ozdobiły ich skronie,<br />
Zsyłając nań starożytnych bogów łaskę,<br />
By roztropnie władali każdy swym ludem,<br />
Powierzonym w opiekę swych umierających ojców testamentem,<br />
<br />
Bowiem każda maleńka złota iskierka,<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii skrywa,<br />
W mistycznej tajemnicy swego istnienia,<br />
Nim na zawsze zagaśnie w mroku zapomnienia,<br />
<br />
W tej jednej krótkiej swego istnienia chwili,<br />
Nim do nieznanej ludzkości wieczności wszechrzeczy,<br />
Cichutko a niepostrzeżenie się ulotni,<br />
Zdąży poznać całego świata tajemnice przeszłości…<br />
<br />
X.<br />
<br />
Ukryli go swymi tajemnymi zaklęciami perscy magowie,<br />
W następujących po sobie wiekopomnych zdarzeń horyzoncie,<br />
Na kartach kronik odnotowanych przez Historię,<br />
Na pergaminie czasu niewidzialnym piórem,<br />
<br />
Gdy wedle sprawiedliwych wyroków Historii,<br />
Okrutnych starych królów mosiężne korony,<br />
Po posadzkach pałaców w kąt się potoczyły,<br />
Spadając z głów przez spiskowców mieczami ściętych,<br />
<br />
Gdyż niejeden zaślepiony przez własną pychę,<br />
Nie liczył się wcale z poddanym mu ludem,<br />
Krzesząc z serc swych poddanych nienawiści iskrę,<br />
Rozniecającą z czasem wielkich buntów zarzewie…<br />
<br />
Lecz płaszcz czasu tysięcy lat upływających,<br />
Nie zagasił wielkich tradycji ludów starożytnych,<br />
W wspomnieniach siwowłosych starców niegdyś się tlących,<br />
Kolejnym pokoleniom wnuków ustnie przekazywanych…<br />
<br />
XI.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Ukryty jest w dziewiczych lasach i borach prastarych,<br />
Przez rzeczne demony chciwie pożądany,<br />
Przez leśnych faunów zazdrośnie strzeżony,<br />
<br />
Gdzie na porośniętych mchem pogańskich uroczyskach,<br />
Tańczył zauroczony nimi blask księżyca,<br />
Kładąc się cieniem na leśnych wrzosowiskach,<br />
Perląc krople rosy w wysokich trawach,<br />
<br />
Gdzie przed wiekami duchy celtyckich druidów,<br />
Spiskowały długimi nocami przeciw Imperium Rzymskiemu,<br />
Pomagając z zaświatów w jego obaleniu,<br />
Niesłyszalnymi podszeptami jątrzącymi gniew celtyckich wodzów,<br />
<br />
Gdzie w mrokach pradziejów przy księżyca pełni,<br />
Wznosili rzewne modły słowiańscy żercy,<br />
Upraszając u swych bogów darów szczodrych,<br />
Dla swych książąt wszelakiej pomyślności…<br />
<br />
XII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Wyśnił przed wiekami wielki wódz Wercyngetoryks,<br />
Gdy pośród długich księżycowych nocy,<br />
W snach objawił mu się on zaklęty,<br />
<br />
Gdy ukazał mu się on we śnie,<br />
Zaklęty w szaleńczym celtyckich rydwanów pędzie,<br />
Czymś, co choć tak nieuchwytne pozornie,<br />
U celtyckich starców budziło rzewne wspomnienie,<br />
<br />
Gdy starożytne celtyckie rydwany,<br />
Przez nieustraszonych jeźdźców niegdyś dosiadane,<br />
Mknęły siejąc postrach przez dziejowe mroki,<br />
Aż ku niedosięgłej Imperium Rzymskiego granicy,<br />
<br />
Gdzie błysk jego odbił się w ostrzu miecza,<br />
Rzuconego na szalę przez zuchwałego Brennusa,<br />
Gdy warunkiem z rąk Celtów Rzymu wykupienia,<br />
Była fałszywa waga tysiąca funtów złota…<br />
<br />
XIII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Swym tajemniczym skrzącym blaskiem złotym,<br />
Rozkochał w sobie niegdyś pierwsze powiewy wiosny,<br />
Snujące się nieśmiało pośród pól zaśnieżonych,<br />
<br />
Uwiódł niegdyś delikatną wiosnę,<br />
Niezliczonością tajemnic strzeżonych swym blaskiem,<br />
Przyobiecując rąbka tychże uchylenie,<br />
Gdy stopi gniew zimy swego uśmiechu powiewem,<br />
<br />
By roztapiając ostatnie śniegi,<br />
Odsłoniła przed ludźmi starożytnych kultur zabytki,<br />
Pośród wiosennych roztopów prześwitujące z ziemi,<br />
Wyłaniające się z swych kokonów błotnej mazi,<br />
<br />
By uradowywały serca archeologów,<br />
Uwolnione z srogich niepamięci okowów,<br />
Łaskawością dobrotliwego przemijającego Czasu,<br />
Rokrocznie wydzierającego zachłannej ziemi część jej sekretów…<br />
<br />
XIV.<br />
<br />
Delikatny a potężny wschód słońca,<br />
Odmalowany na twarzy starego bramina,<br />
Mógłby o nim opowiadać bez końca,<br />
Nad jego tajemnicą rozpływając się w zachwytach,<br />
<br />
Lecz dumnie wznosząc się ponad horyzont,<br />
By niebawem po kopule Tadż Mahal spłynąć,<br />
Skrzącym blaskiem zarazem ją okraszając,<br />
Niczym najdrogocenniejszemu klejnotowi majestatu jej dodając,<br />
<br />
Pozostawił w duszach braminów ziarno niepewności,<br />
Co do wielkich Indii wielkiej tajemniczej przeszłości,<br />
Zatopionej niczym lazuryt w morzu starożytności,<br />
Utkanej wielkich ludów, kultur i imperiów historiami,<br />
<br />
By zraszane niczym deszczem braminów domysłami,<br />
Maleńkie ziarenko niezgłębionej przeszłości,<br />
Wystrzeliło ku galaktykom cedrem rozłożystym,<br />
Bujnym mnogością rozgałęzień hinduskiej filozofii…<br />
<br />
XV.<br />
<br />
Mógłby o nim opowiadać i blask księżyca,<br />
Odbijający się nocami w królowej Kleopatry szmaragdach,<br />
Tańczący zatopiony w jej źrenicach,<br />
Głaszczący delikatnie jej kobiecą twarz,<br />
<br />
Poznał on liczne jego sekrety,<br />
Przysłuchując się nocnym rozważaniom Hypatii z Aleksandrii,<br />
Która miast głowę do snu złożyć,<br />
Nad tajemnicami wszechświata oddawała się refleksji,<br />
<br />
Poszukując w mrokiem spowitych,<br />
Zakamarkach aleksandryjskiej biblioteki,<br />
Przy nikłym świetle kaganka oświaty,<br />
Rozwiązania nurtujących ją historii świata tajemnic,<br />
<br />
Poszukując wyśnionego w dzieciństwie klucza,<br />
Otwierającego zamknięte wrota do wszelkich tajemnic wszechświata,<br />
Które przed tysiącleciami ledwo co uchyliła,<br />
Dociekliwymi domysłami natchniona Enheduanna…<br />
<br />
XVI.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zaszyfrowany jest w zapiskach średniowiecznych kronik,<br />
Które nie szczędząc bezcennych kart pergaminowych,<br />
Trwałym inkaustem zapisali mnisi,<br />
<br />
Niegdyś w spowitych mrokiem czeluściach zamkowych lochów,<br />
Ukrył go skrzętnie siwobrody krzyżacki komtur,<br />
By strzegł największych tajemnic zakonu,<br />
Przed dociekliwością umysłów krytycznych historyków,<br />
<br />
Lecz miejsce jego ukrycia zdradził szczęk mieczy,<br />
Ciekawskiemu wiatrowi w wielkim zgiełku bitewnym,<br />
Snującemu się smętnie po polach rozległych,<br />
Przelaną krwią rycerską przed wiekami uświęconych…<br />
<br />
Na spowitych mgłą tajemnicy Grunwaldu polach,<br />
Gdzie w szczęku oręża niegdyś wykuwała się historia,<br />
Przez uczonych kronikarzy z zasłyszanych opowieści spisana,<br />
Ku serc pokrzepieniu na długie lata…<br />
<br />
XVII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zawieruszył się w mroku murów klasztornych,<br />
Choć dawno temu już opuszczonych,<br />
Przez duchy starych mnichów nocami strzeżonych,<br />
<br />
Choć zębem czasu już nadgryzionych,<br />
Znacząco niekiedy nadkruszonych,<br />
Wciąż przez wieki milczącym świadectwem będących,<br />
Średniowiecznych klasztorów niegdysiejszej potęgi,<br />
<br />
W podziemiach klasztoru na Monte Cassino,<br />
W dziejowych mrokach niegdyś zaginął,<br />
Poszukiwany bezowocnie starych mnichów ciekawością,<br />
Rozniecaną jesiennymi nocami Bożego Natchnienia iskrą,<br />
<br />
Lecz odnalazł się w snach Świętego Wojciecha,<br />
Gdy szedł Słowo Boże głosić między Słowian,<br />
I odnalazła go dusza Dobrawy w mrokach pogaństwa,<br />
Gdy ogień chrześcijaństwa roznieciła wśród Polan…<br />
<br />
XVIII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Ukryty jest w czeluściach tatrzańskich jaskiń,<br />
Strzeżony milczeniem skrzącej rozległych łąk zieleni,<br />
Milczącą mgłą bladym świtem zasnutych,<br />
<br />
Opiewali w swych pieśniach jego tajemnicę,<br />
Legendarni karpaccy i tatrzańscy zbójnicy,<br />
Przy blasku strzelających w nocne niebo ognisk,<br />
Sypiących księżycowymi nocami potoki iskier złotych,<br />
<br />
Odbijających się niekiedy w ostrzach ciupag,<br />
Wespół z tajemniczym blaskiem księżyca,<br />
By odbijających się niewyraźnie gorejących płomieni żar,<br />
Otuliła z wolna mistyczna księżycowa poświata,<br />
<br />
By wszelakie nocne zmory i strachy,<br />
Trwożył tajemniczy błysk ciupagi,<br />
By przelęknione natychmiast pierzchały,<br />
Między zamglone szczyty i spowite mrokiem lasy…<br />
<br />
XIX.<br />
<br />
Ukryty jest on w niezliczonych legendach,<br />
Szepczących do nas z mroków średniowiecza,<br />
Tych sławiących ojca plemion lechickich Lecha,<br />
I tych litujących się nad dolą oracza Piasta,<br />
<br />
Snujących domysły o trzech różnych drogach,<br />
Obranych u zarania Słowiańszczyzny przez Lecha, Czecha i Rusa,<br />
Biegnących przez uroczyska rozrzucone po prastarych borach,<br />
Zwieńczonych założeniem Gniezna, Pragi i Kijowa,<br />
<br />
Tych mówiących o zaklętych skarbach,<br />
Ukrytych w średniowiecznych zamków ruinach,<br />
Niekiedy o północy przy pełni księżyca,<br />
Ukazujących się śmiałkom o czystych sercach,<br />
<br />
Przez zazdrosne duchy nocami strzeżonych,<br />
Wraz z starannie pośród nich ukrytym,<br />
Złotym kluczem do Tajemnic Historii,<br />
Przywołującym swą tajemnicą rozliczne nocne zjawy…<br />
<br />
XX.<br />
<br />
Nim zdążyły go dojrzeć w lochach zwaliska,<br />
Błyszczące w ciemnościach ślepia bazyliszka,<br />
Ukryła go w głębinach Wisły warszawska syrenka,<br />
Co ukradkiem doradziła jej przezorna biała dama,<br />
<br />
By dojrzawszy w nim swe oblicze,<br />
Gdy o północy przed ślepiami mu zabłyśnie,<br />
Nie padł trupem jak rażony piorunem,<br />
Dla zmór nocnych stając się pośmiewiskiem,<br />
<br />
By chichocząc nie doniosły o jego wygłupieniu,<br />
Zalegającym w rzek głębinach posągom pogańskich bogów,<br />
By pośród szyderczych rusałek chichotów,<br />
Nie stał się on pośmiewiskiem dla wodników,<br />
<br />
By wodne, leśne i powietrzne demony Słowiańszczyzny,<br />
W niecnych zamiarach przenigdy się nie nabliżyły,<br />
Do poznania nieprzeniknionej tajemnicy,<br />
Zasnutych mgłą niepamięci pradziejów minionych…<br />
<hr />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
W zamyśle Bożym w swym przedistnieniu się tlił,<br />
Na nić czasu przez Anioły nawleczony,<br />
By przez tysiąclecia towarzyszyć epopei ludzkości,<br />
<br />
Nim leżąca w dorzeczu Tygrysu i Eufratu Mezopotamia,<br />
Przez wiele tysiącleci rozkwitać poczęła,<br />
Będąc kolebką władzy i oświecenia,<br />
Miejscem wynalezienia pierwszego pisma,<br />
<br />
Nim wzniesiono w starożytności egipskie piramidy,<br />
Nim Wielki Sfinks w kamieniu został wykuty,<br />
Nim zbudowano wiszące ogrody Semiramidy,<br />
Nim stanął na nogi Kolos Rodyjski,<br />
<br />
W nim zaklętą została wielka Ludzkości Tajemnica,<br />
W upływ ziemskiego czasu wrzucona niczym w przepaść,<br />
Ręką Wszechmocnego znającego sekrety wszechświatów Boga,<br />
By nurtować mędrców przez kolejne tysiąclecia...<br />
<br />
II.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zaklęli dawno temu starożytni egipscy kapłani,<br />
By ludzkości towarzyszył przez wszystkie wieki,<br />
Strzegąc wiernie największych tajemnic przeszłości,<br />
<br />
By współczesnych wyobraźnię rozniecał z głębi wieków,<br />
Zapomnianym dziedzictwem wielkich faraonów,<br />
Blaskiem ukrytych w komnatach grobowych wyśnionych skarbów,<br />
Strzeżonych milczeniem wykutych w wnętrzach piramid labiryntów,<br />
<br />
By niczym najpierwsze wymarłych neandertalczyków krzesiwo,<br />
Spowitą mrokami dziejów przeszłością rozniecał ciekawość,<br />
Rozpalając ją niczym niegdyś wieczorną porą,<br />
Koczownicy płomienie kłaniające się gwiazdom,<br />
<br />
By letnimi wieczorami skłaniał do refleksji,<br />
Nad historii rodzaju ludzkiego niezliczonością tajemnic,<br />
Nad mnogością enigmatycznych zagadek przeszłości,<br />
Nad zawiłością poszczególnych narodów zakrętów dziejowych…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Ukryty jest w cieniu starożytnych egipskich piramid,<br />
Złotymi piaskami pustyni przysypany od tysiącleci,<br />
Z nocnego nieba okiem troskliwej Izydy strzeżony,<br />
<br />
Od wieków w największej tajemnicy spoczywał,<br />
Pod zasnutym domysłami Sarkofagiem Ozyrysa,<br />
Pośród krystalicznie czystego jeziora,<br />
Zatopiony w wygasłych z biegiem czasu Egipcjan wierzeniach,<br />
<br />
Lecz gdy na czele wielotysięcznej armii,<br />
Zbliżał się ku Egiptowi Aleksander Wielki,<br />
Wykradł go stamtąd przebiegły Anubis,<br />
Unosząc wraz z sobą do świata podziemi,<br />
<br />
Zaś staroegipski święty kamień Benben,<br />
Miejsc jego ukrycia mógłby zdradzić wiele,<br />
Lecz przemówić nigdy nie będzie mu dane,<br />
Do końca świata pozostanie niemym kamieniem…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Przed tysiącleciami wędrowały ku jego tajemnicy,<br />
Oddanej bogom, natchnionej Enheduanny myśli,<br />
Księżycowymi nocami tworzącej swe hymny,<br />
By przybliżyć się nimi ku historii ludzkości,<br />
<br />
Gdy sumeryjscy astronomowie ruch Jowisza śledzili,<br />
Nieprzeciętnymi umysłami wyprzedzając swe czasy,<br />
Ku jego tajemnicy nieznacznie się zbliżyli,<br />
Uporczywie długimi nocami wpatrując się w gwiazdy,<br />
<br />
Zaszyfrowany jest on w znaczeniu poszczególnych wersów,<br />
Starożytnego Eposu o Gilgameszu,<br />
Utkanego z niezwykłości starosumeryjskich mitów,<br />
Zrodzonych letnimi nocami w wyobraźni Sumerów,<br />
<br />
Lecz miejsca jego ukrycia Utnapisztim roztropny,<br />
Przenigdy nie zdradził mocarnemu Gilgameszowi,<br />
By pozostał nieodkryty przez kolejne wieki,<br />
By Homer go ukrył w pieśniach Odysei…<br />
<br />
V.<br />
<br />
Gdy przed wiekami starożytni Sumerowie,<br />
Zaklinali swe myśli w pierwsze pismo klinowe,<br />
Osuszając swe kruche tabliczki gliniane,<br />
Przedwiecznego słońca ciepłym blaskiem,<br />
<br />
Budząca się z snu głębokiego Historia,<br />
Obrazy, które senną wyobraźnią swą odmalowała,<br />
Zaklęła nieświadomie w wyszeptane półgłosem słowa,<br />
By niosły się echem przez kolejne tysiąclecia,<br />
<br />
Kształtując przez wieki postawy ludzkości,<br />
Na polach rozmaitych meandrów dziejowych,<br />
I niezliczonych w dziejach świata wojen straszliwych,<br />
Prócz okrucieństwa rodzących heroizmu akty,<br />
<br />
I wędrując przez świat, w Cylindrze Cyrusa,<br />
Historia niewidzialną ręką go ukryła,<br />
By odnalazł się dopiero w Kodeksie Justyniana,<br />
Po upływie lat przeszło tysiąca…<br />
<br />
VI.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zawieruszył się w cieniu wiszących ogrodów Semiramidy,<br />
Gdzie zgubiła go roztargniona Amytis,<br />
Gdy wspomnieniom nocy poślubnej oddawała swe myśli,<br />
<br />
Zsuwając się niepostrzeżenie z jej piersi,<br />
Gdy nosiła go na smukłej szyi,<br />
Ukrytego starannie pośród swych klejnotów drogocennych,<br />
By monarchów nie przyciągał spojrzeń zawistnych,<br />
<br />
Rozniósł się jego niesłyszalny brzęk,<br />
Pośród babilońskich pałaców pozłacanych posadzek,<br />
I przez kolejne wieki wciąż echem się niesie,<br />
Dla historyków starożytności pozostając niegasnącym natchnieniem,<br />
<br />
Zradzając nocami przy księżyca pełni,<br />
W umysłach drzemiących archeolożek tajemnicze sny,<br />
O zatapiającej się w wspomnieniach swej ojczystej Medii,<br />
Przeglądającej się niegdyś w oczach Nabuchodonozora Amytis…<br />
<br />
VII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Strzeżony jest przez potężne antyczne posągi,<br />
Ich wymownym spojrzeniem marsowym,<br />
Bijącym bezlitośnie z wykutych w kamieniu oczu pustych,<br />
<br />
Bez wyraźnie zarysowanych dłutem rzeźbiarza źrenic,<br />
By te miejsca jego ukrycia nie zdradziły,<br />
Bijącym i z martwego kamienia błyskiem wymownym,<br />
Zawsze głodnym wiedzy pasjonatom przeszłości,<br />
<br />
<br />
By powszechnie przez wszystkich podziwiane,<br />
Sekretów historii nie wyszeptały,<br />
Z dalekiej przeszłości szeptem niesłyszalnym,<br />
Lecz uśpioną wyobraźnię niekiedy rozniecającym,<br />
<br />
By z gablot muzealnych obejmując spojrzeniem dumnym,<br />
Spragnionych wiedzy turystów tłumy,<br />
Świadectwem pozostały jedynie milczącym,<br />
Epoki, która odeszła bezpowrotnie…<br />
<br />
VIII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zatopiony był w starożytnych królów klejnotach koronnych,<br />
Na głowach siwowłosych monarchów tajemniczo skrzących,<br />
Wkutych w mosiężne korony oczkach rubinowych,<br />
<br />
Im okazalsza spoczywała korona,<br />
Na głowie niejednego starożytnego króla,<br />
W tym większą pychę starca wbijała,<br />
Gdy dumnym spojrzeniem swe ziemie obejmował,<br />
<br />
I niejeden z nich swe rządy sprawował despotycznie,<br />
Zasiadając na bogato zdobionym tronie,<br />
Zaślepiony przez chore nieziszczalne pragnienie,<br />
Skupienia w swym ręku władzy nad światem,<br />
<br />
I zaraz rozkazywał wznosić z swą podobizną statuę,<br />
By przez przyszłe wieki upamiętniała jego imię,<br />
Górując nad niejednym nieistniejącym dziś miastem,<br />
Wiernych poddanych niekiedy przepełniała strachem…<br />
<br />
IX.<br />
<br />
Zaklęty był w niezliczonych iskrach złotych,<br />
Trzaskających spod potężnych młotów kowalskich,<br />
Wykuwających dla starożytnych królów mosiężne korony,<br />
Najczystszym zlotem wkrótce powleczone,<br />
<br />
By niebawem ozdobiły ich skronie,<br />
Zsyłając nań starożytnych bogów łaskę,<br />
By roztropnie władali każdy swym ludem,<br />
Powierzonym w opiekę swych umierających ojców testamentem,<br />
<br />
Bowiem każda maleńka złota iskierka,<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii skrywa,<br />
W mistycznej tajemnicy swego istnienia,<br />
Nim na zawsze zagaśnie w mroku zapomnienia,<br />
<br />
W tej jednej krótkiej swego istnienia chwili,<br />
Nim do nieznanej ludzkości wieczności wszechrzeczy,<br />
Cichutko a niepostrzeżenie się ulotni,<br />
Zdąży poznać całego świata tajemnice przeszłości…<br />
<br />
X.<br />
<br />
Ukryli go swymi tajemnymi zaklęciami perscy magowie,<br />
W następujących po sobie wiekopomnych zdarzeń horyzoncie,<br />
Na kartach kronik odnotowanych przez Historię,<br />
Na pergaminie czasu niewidzialnym piórem,<br />
<br />
Gdy wedle sprawiedliwych wyroków Historii,<br />
Okrutnych starych królów mosiężne korony,<br />
Po posadzkach pałaców w kąt się potoczyły,<br />
Spadając z głów przez spiskowców mieczami ściętych,<br />
<br />
Gdyż niejeden zaślepiony przez własną pychę,<br />
Nie liczył się wcale z poddanym mu ludem,<br />
Krzesząc z serc swych poddanych nienawiści iskrę,<br />
Rozniecającą z czasem wielkich buntów zarzewie…<br />
<br />
Lecz płaszcz czasu tysięcy lat upływających,<br />
Nie zagasił wielkich tradycji ludów starożytnych,<br />
W wspomnieniach siwowłosych starców niegdyś się tlących,<br />
Kolejnym pokoleniom wnuków ustnie przekazywanych…<br />
<br />
XI.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Ukryty jest w dziewiczych lasach i borach prastarych,<br />
Przez rzeczne demony chciwie pożądany,<br />
Przez leśnych faunów zazdrośnie strzeżony,<br />
<br />
Gdzie na porośniętych mchem pogańskich uroczyskach,<br />
Tańczył zauroczony nimi blask księżyca,<br />
Kładąc się cieniem na leśnych wrzosowiskach,<br />
Perląc krople rosy w wysokich trawach,<br />
<br />
Gdzie przed wiekami duchy celtyckich druidów,<br />
Spiskowały długimi nocami przeciw Imperium Rzymskiemu,<br />
Pomagając z zaświatów w jego obaleniu,<br />
Niesłyszalnymi podszeptami jątrzącymi gniew celtyckich wodzów,<br />
<br />
Gdzie w mrokach pradziejów przy księżyca pełni,<br />
Wznosili rzewne modły słowiańscy żercy,<br />
Upraszając u swych bogów darów szczodrych,<br />
Dla swych książąt wszelakiej pomyślności…<br />
<br />
XII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Wyśnił przed wiekami wielki wódz Wercyngetoryks,<br />
Gdy pośród długich księżycowych nocy,<br />
W snach objawił mu się on zaklęty,<br />
<br />
Gdy ukazał mu się on we śnie,<br />
Zaklęty w szaleńczym celtyckich rydwanów pędzie,<br />
Czymś, co choć tak nieuchwytne pozornie,<br />
U celtyckich starców budziło rzewne wspomnienie,<br />
<br />
Gdy starożytne celtyckie rydwany,<br />
Przez nieustraszonych jeźdźców niegdyś dosiadane,<br />
Mknęły siejąc postrach przez dziejowe mroki,<br />
Aż ku niedosięgłej Imperium Rzymskiego granicy,<br />
<br />
Gdzie błysk jego odbił się w ostrzu miecza,<br />
Rzuconego na szalę przez zuchwałego Brennusa,<br />
Gdy warunkiem z rąk Celtów Rzymu wykupienia,<br />
Była fałszywa waga tysiąca funtów złota…<br />
<br />
XIII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Swym tajemniczym skrzącym blaskiem złotym,<br />
Rozkochał w sobie niegdyś pierwsze powiewy wiosny,<br />
Snujące się nieśmiało pośród pól zaśnieżonych,<br />
<br />
Uwiódł niegdyś delikatną wiosnę,<br />
Niezliczonością tajemnic strzeżonych swym blaskiem,<br />
Przyobiecując rąbka tychże uchylenie,<br />
Gdy stopi gniew zimy swego uśmiechu powiewem,<br />
<br />
By roztapiając ostatnie śniegi,<br />
Odsłoniła przed ludźmi starożytnych kultur zabytki,<br />
Pośród wiosennych roztopów prześwitujące z ziemi,<br />
Wyłaniające się z swych kokonów błotnej mazi,<br />
<br />
By uradowywały serca archeologów,<br />
Uwolnione z srogich niepamięci okowów,<br />
Łaskawością dobrotliwego przemijającego Czasu,<br />
Rokrocznie wydzierającego zachłannej ziemi część jej sekretów…<br />
<br />
XIV.<br />
<br />
Delikatny a potężny wschód słońca,<br />
Odmalowany na twarzy starego bramina,<br />
Mógłby o nim opowiadać bez końca,<br />
Nad jego tajemnicą rozpływając się w zachwytach,<br />
<br />
Lecz dumnie wznosząc się ponad horyzont,<br />
By niebawem po kopule Tadż Mahal spłynąć,<br />
Skrzącym blaskiem zarazem ją okraszając,<br />
Niczym najdrogocenniejszemu klejnotowi majestatu jej dodając,<br />
<br />
Pozostawił w duszach braminów ziarno niepewności,<br />
Co do wielkich Indii wielkiej tajemniczej przeszłości,<br />
Zatopionej niczym lazuryt w morzu starożytności,<br />
Utkanej wielkich ludów, kultur i imperiów historiami,<br />
<br />
By zraszane niczym deszczem braminów domysłami,<br />
Maleńkie ziarenko niezgłębionej przeszłości,<br />
Wystrzeliło ku galaktykom cedrem rozłożystym,<br />
Bujnym mnogością rozgałęzień hinduskiej filozofii…<br />
<br />
XV.<br />
<br />
Mógłby o nim opowiadać i blask księżyca,<br />
Odbijający się nocami w królowej Kleopatry szmaragdach,<br />
Tańczący zatopiony w jej źrenicach,<br />
Głaszczący delikatnie jej kobiecą twarz,<br />
<br />
Poznał on liczne jego sekrety,<br />
Przysłuchując się nocnym rozważaniom Hypatii z Aleksandrii,<br />
Która miast głowę do snu złożyć,<br />
Nad tajemnicami wszechświata oddawała się refleksji,<br />
<br />
Poszukując w mrokiem spowitych,<br />
Zakamarkach aleksandryjskiej biblioteki,<br />
Przy nikłym świetle kaganka oświaty,<br />
Rozwiązania nurtujących ją historii świata tajemnic,<br />
<br />
Poszukując wyśnionego w dzieciństwie klucza,<br />
Otwierającego zamknięte wrota do wszelkich tajemnic wszechświata,<br />
Które przed tysiącleciami ledwo co uchyliła,<br />
Dociekliwymi domysłami natchniona Enheduanna…<br />
<br />
XVI.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zaszyfrowany jest w zapiskach średniowiecznych kronik,<br />
Które nie szczędząc bezcennych kart pergaminowych,<br />
Trwałym inkaustem zapisali mnisi,<br />
<br />
Niegdyś w spowitych mrokiem czeluściach zamkowych lochów,<br />
Ukrył go skrzętnie siwobrody krzyżacki komtur,<br />
By strzegł największych tajemnic zakonu,<br />
Przed dociekliwością umysłów krytycznych historyków,<br />
<br />
Lecz miejsce jego ukrycia zdradził szczęk mieczy,<br />
Ciekawskiemu wiatrowi w wielkim zgiełku bitewnym,<br />
Snującemu się smętnie po polach rozległych,<br />
Przelaną krwią rycerską przed wiekami uświęconych…<br />
<br />
Na spowitych mgłą tajemnicy Grunwaldu polach,<br />
Gdzie w szczęku oręża niegdyś wykuwała się historia,<br />
Przez uczonych kronikarzy z zasłyszanych opowieści spisana,<br />
Ku serc pokrzepieniu na długie lata…<br />
<br />
XVII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Zawieruszył się w mroku murów klasztornych,<br />
Choć dawno temu już opuszczonych,<br />
Przez duchy starych mnichów nocami strzeżonych,<br />
<br />
Choć zębem czasu już nadgryzionych,<br />
Znacząco niekiedy nadkruszonych,<br />
Wciąż przez wieki milczącym świadectwem będących,<br />
Średniowiecznych klasztorów niegdysiejszej potęgi,<br />
<br />
W podziemiach klasztoru na Monte Cassino,<br />
W dziejowych mrokach niegdyś zaginął,<br />
Poszukiwany bezowocnie starych mnichów ciekawością,<br />
Rozniecaną jesiennymi nocami Bożego Natchnienia iskrą,<br />
<br />
Lecz odnalazł się w snach Świętego Wojciecha,<br />
Gdy szedł Słowo Boże głosić między Słowian,<br />
I odnalazła go dusza Dobrawy w mrokach pogaństwa,<br />
Gdy ogień chrześcijaństwa roznieciła wśród Polan…<br />
<br />
XVIII.<br />
<br />
Złoty klucz do Tajemnic Historii,<br />
Ukryty jest w czeluściach tatrzańskich jaskiń,<br />
Strzeżony milczeniem skrzącej rozległych łąk zieleni,<br />
Milczącą mgłą bladym świtem zasnutych,<br />
<br />
Opiewali w swych pieśniach jego tajemnicę,<br />
Legendarni karpaccy i tatrzańscy zbójnicy,<br />
Przy blasku strzelających w nocne niebo ognisk,<br />
Sypiących księżycowymi nocami potoki iskier złotych,<br />
<br />
Odbijających się niekiedy w ostrzach ciupag,<br />
Wespół z tajemniczym blaskiem księżyca,<br />
By odbijających się niewyraźnie gorejących płomieni żar,<br />
Otuliła z wolna mistyczna księżycowa poświata,<br />
<br />
By wszelakie nocne zmory i strachy,<br />
Trwożył tajemniczy błysk ciupagi,<br />
By przelęknione natychmiast pierzchały,<br />
Między zamglone szczyty i spowite mrokiem lasy…<br />
<br />
XIX.<br />
<br />
Ukryty jest on w niezliczonych legendach,<br />
Szepczących do nas z mroków średniowiecza,<br />
Tych sławiących ojca plemion lechickich Lecha,<br />
I tych litujących się nad dolą oracza Piasta,<br />
<br />
Snujących domysły o trzech różnych drogach,<br />
Obranych u zarania Słowiańszczyzny przez Lecha, Czecha i Rusa,<br />
Biegnących przez uroczyska rozrzucone po prastarych borach,<br />
Zwieńczonych założeniem Gniezna, Pragi i Kijowa,<br />
<br />
Tych mówiących o zaklętych skarbach,<br />
Ukrytych w średniowiecznych zamków ruinach,<br />
Niekiedy o północy przy pełni księżyca,<br />
Ukazujących się śmiałkom o czystych sercach,<br />
<br />
Przez zazdrosne duchy nocami strzeżonych,<br />
Wraz z starannie pośród nich ukrytym,<br />
Złotym kluczem do Tajemnic Historii,<br />
Przywołującym swą tajemnicą rozliczne nocne zjawy…<br />
<br />
XX.<br />
<br />
Nim zdążyły go dojrzeć w lochach zwaliska,<br />
Błyszczące w ciemnościach ślepia bazyliszka,<br />
Ukryła go w głębinach Wisły warszawska syrenka,<br />
Co ukradkiem doradziła jej przezorna biała dama,<br />
<br />
By dojrzawszy w nim swe oblicze,<br />
Gdy o północy przed ślepiami mu zabłyśnie,<br />
Nie padł trupem jak rażony piorunem,<br />
Dla zmór nocnych stając się pośmiewiskiem,<br />
<br />
By chichocząc nie doniosły o jego wygłupieniu,<br />
Zalegającym w rzek głębinach posągom pogańskich bogów,<br />
By pośród szyderczych rusałek chichotów,<br />
Nie stał się on pośmiewiskiem dla wodników,<br />
<br />
By wodne, leśne i powietrzne demony Słowiańszczyzny,<br />
W niecnych zamiarach przenigdy się nie nabliżyły,<br />
Do poznania nieprzeniknionej tajemnicy,<br />
Zasnutych mgłą niepamięci pradziejów minionych…<br />
<hr />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Łzy Samona]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7678.html</link>
			<pubDate>Sun, 21 May 2023 01:09:52 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7678.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy toporne, wadliwe sowieckie czołgi,<br />
Przekroczyły tamtej sierpniowej nocy granice Czechosłowacji,<br />
By wyśnione Czechów i Słowaków marzenie o wolności,<br />
Okrutnie a bezdusznie w zarodku zdusić…<br />
Gdy ciepły powiew Praskiej Wiosny,<br />
Zaplątał się w sowieckiej polityki cuchnące zaułki,<br />
Przeszyty fetorami korupcji i służalczości, <br />
Usidlony zdaniami doktryny „ograniczonej suwerenności”…<br />
Gdy powolnych przemian czas beztroski,<br />
Zagłuszył chrzęst czołgów gąsienic, <br />
Które prócz poranienia urodzajnej ziemi,<br />
Pozostawiły bruzdy w ludzkiej pamięci…<br />
<br />
Gdy demokratycznych reform płonne nadzieje,<br />
Uderzone sowieckiego imperializmu obuchem,<br />
Padły ogłuszone na historii glebę,<br />
By chichoczących zmór przeszłości stać się łupem,<br />
Jak niegdyś padały łupem sowieckich żołnierzy,<br />
Młode czeskie i słowackie kobiety,<br />
Gdy w zawiłości meandrów dziejowych,<br />
Okrutny nazizm zastąpił nie mniej krwawy komunizm…<br />
<br />
To łzy sławnego króla Samona,<br />
Spłynęły kroplami deszczu po zamku na Hradczanach,<br />
Gdzie wciąż snuje się nocami duch Borzywoja,<br />
Gdzie zaklęte tlą się wspomnienia Sobiesława,<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Zrosiły rzęsistym deszczem czerwone dachy Bratysławy,<br />
Mieszając się z kurzem Michalskiej ulicy,<br />
Wijącej się tajemniczo w Starego Miasta zaułki,<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Niesione porywistym wiatrem halnym, <br />
Rozbijały się o wieżę preszowskiej katedry,<br />
Zakańczając tak żywot swój krótki,<br />
<br />
Zimny deszcz będący łzami Samona,<br />
Odbijał się z pluskiem od grani Krywania,<br />
Spływając cieniutkimi stróżkami po granitowych skałach,<br />
By spocząć w objęciach ostrego górskiego powietrza…<br />
<br />
<br />
II.<br />
<br />
Noc zwątpienia z wolna ustępowała,<br />
Świtem nadziei nieuchronnie przepędzana,<br />
Gdy brakom towarów na sklepowych półkach,<br />
Zawtórowała telefonów głucha cisza…<br />
Gdy odpowiedzią na słuszne postulaty robotników,<br />
Było wymowne spojrzenie generalskich oczu,<br />
Choć skryte za matową czernią okularów,<br />
Bijące z zaśnieżonych obrazów trzeszczących telewizorów…<br />
Gdy tamten pamiętny, mroźny świt grudniowy,<br />
Rozniecił w umysłach milionów Polaków zarzewia niepewności, <br />
Co do rysującej się w czerwonych barwach przyszłości, <br />
Naznaczonej piętnem wobec Związku Radzieckiego podległości…<br />
<br />
Krew manifestantów zakrzepła na ulicznym bruku,<br />
Zdradzieckie strzały oddane do górników,<br />
Nie przyćmiły polskich księży skrytobójstw,<br />
Będących mroczną kartą PRL-u,<br />
Gdy niosły się modlitwy internowanych opozycjonistów,<br />
Zza zwieńczonych drutem kolczastym więziennych murów,<br />
Za wstawiennictwem świętych patronów,<br />
Zanoszone przez anioły wszechmocnemu Bogu…<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Padały grudniowym deszczem rzęsistym,<br />
Otulone przez gryzące kominów dymy,<br />
Rozległych a niewydolnych kombinatów fabrycznych,<br />
 <br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Ścięte grudniowym mrozem w powietrzu zamarzały,<br />
Nim bezradne bezwładnie dotknęły ziemi,<br />
Zaklęte w niewinne białe śniegu płatki, <br />
<br />
By nie wpaść do kratek ściekowych,<br />
Czepiające się niekiedy nadkruszonych tynków kamienic,<br />
Zmieszane z cuchnącym błotem ulicznym,<br />
Wdeptane w ziemię przez zomowców buciory,<br />
<br />
Gdy swą nieskazitelną bielą symbolizowały,<br />
Niewinne stanu wojennego ofiary,<br />
By w obojętności świata się roztopić,<br />
Zmiecione z ulic zadumy wichrem niepamięci…<br />
<br />
<br />
III.<br />
<br />
Gdy na ostrym a niebezpiecznym dziejów zakręcie,<br />
,,Zbyt wiele diabłów mieszało w bałkańskim kotle”,<br />
Nurzając w nim wytopioną z Judaszowych srebrników warzechę,<br />
Bełtając nią perfidnie wzajemnej zawiści pianę,<br />
Dosypując doń przebiegle etnicznej nienawiści ziaren,<br />
Rozkruszonych pieczołowicie przez szpony czarcie,<br />
By padły na podatną odwiecznych waśni glebę,<br />
By nowych wojen stały się zarzewiem,<br />
Trwających latami zbrojnych konfliktów zaczynem,<br />
Straszliwych czystek etnicznych podłożem,<br />
Z snu o Jugosławii gwałtownym przebudzeniem,<br />
Wojennych przeżyć ciągnącym się koszmarem…<br />
<br />
Gdy zaślepionych nienawiścią najemników serie z kałasznikowa,<br />
Kilkuletnich dzieci przecinały nić życia,<br />
Przeszywając niewidzialnymi mieczami młodych matek serca,<br />
Pośród niewysłowionego bólu, morza łez i cierpienia,<br />
Spłynęła krwią pobratymczą bałkańska ziemia,<br />
Poprzednimi wojnami tak straszliwie naznaczona,<br />
Gdy Serb mierzył do Chorwata,<br />
A Chorwat do Serba…<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Obfitymi deszczami ziemie Słowian rosiły,<br />
Usiłując je z wielowiekowych waśni obmyć,<br />
Dla przyszłych pokoleń dobra i pomyślności, <br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Niesione jesiennym wiatrem rosiły płaczące wierzby,<br />
Odbijając się z pluskiem od wierzbowej kory,<br />
Pooranej bruzdami niczym dziejów meandry,<br />
<br />
Spokojne niegdyś wybrzeża Dalmacji,<br />
Nieprzystępne surowe góry Serbii,<br />
Otulały płaszczem deszczu te same ulewy,<br />
Płacząc nad ofiarami wojen niepotrzebnych,<br />
<br />
Ta sama zaklęta w kroplę deszczu łza,<br />
Pośród szeregów armii sióstr miliona,<br />
Padała na dachy Zagrzebia, Belgradu, Sarajewa,<br />
Z oka zatroskanego Samona w zaświatach uroniona…<br />
<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy historia Słowiańszczyzny się zapętliła,<br />
A za murami Kremla znów odżyła,<br />
Wskrzeszenia sowieckiego imperium wizja chora,<br />
Zrodzona w umyśle bezwzględnego dyktatora…<br />
Gdy mroźnej lutowej nocy,<br />
Wbiły się pancernym klinem w granice Ukrainy,<br />
Te same przestarzałe posowieckie czołgi,<br />
Które niegdyś wkroczyły w głąb Czechosłowacji…<br />
Gdy pośród nocnych pożarów Mariupola,<br />
Tliła się niegasnąca nadziei iskra,<br />
Niegdyś w dusze Ukraińców wpojona,<br />
Niezliczonymi nabożeństwami w stareńkich drewnianych cerkwiach…<br />
<br />
Gdy bombardowanych nocami budynków gruzy,<br />
Kryją wciąż ciała ukraińskich dzieci,<br />
Podobnych aniołom z starych ikon cerkiewnych,<br />
Śpiących niewinnie snem swym wiecznym…<br />
Gdy spalone wraki posowieckich czołgów,<br />
Kryją zwęglone zwłoki rosyjskich nastolatków,<br />
Którzy nie mogąc uniknąć poboru,<br />
Wrzuceni zostali w środek wojny rozkazami cynicznych generałów…<br />
<br />
To z niebios rozpaczliwe króla Samona łzy,<br />
Obmywają obfitymi ulewami stepy Ukrainy,<br />
Uświęcone bohaterską ofiarą krwi,<br />
Przelanej w obronie ukochanej ojczyzny,<br />
<br />
To rzewne króla Samona łzy,<br />
Obmywają deszczem złote kopuły kijowskich cerkwi,<br />
Pamiętających czasy średniowiecznej Rusi,<br />
Wznoszonych z rozkazów kniaziów bogobojnych,<br />
<br />
To wciąż na twarzach uchodźców,<br />
Z gorzkimi łzami mieszają się krople deszczu,<br />
Zmywając pyłki kurzu z zburzonych ostrzałem domów,<br />
Z oblicz naznaczonych piętnem strachu,<br />
<br />
Niezależnie, w którym krańcu Słowiańszczyzny,<br />
Czy na Bałkanach czy na Rusi,<br />
Gdy Słowianin do Słowianina z karabinu mierzy,<br />
Król Samon w zaświatach rzewne roni łzy…<br />
<hr />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Gdy toporne, wadliwe sowieckie czołgi,<br />
Przekroczyły tamtej sierpniowej nocy granice Czechosłowacji,<br />
By wyśnione Czechów i Słowaków marzenie o wolności,<br />
Okrutnie a bezdusznie w zarodku zdusić…<br />
Gdy ciepły powiew Praskiej Wiosny,<br />
Zaplątał się w sowieckiej polityki cuchnące zaułki,<br />
Przeszyty fetorami korupcji i służalczości, <br />
Usidlony zdaniami doktryny „ograniczonej suwerenności”…<br />
Gdy powolnych przemian czas beztroski,<br />
Zagłuszył chrzęst czołgów gąsienic, <br />
Które prócz poranienia urodzajnej ziemi,<br />
Pozostawiły bruzdy w ludzkiej pamięci…<br />
<br />
Gdy demokratycznych reform płonne nadzieje,<br />
Uderzone sowieckiego imperializmu obuchem,<br />
Padły ogłuszone na historii glebę,<br />
By chichoczących zmór przeszłości stać się łupem,<br />
Jak niegdyś padały łupem sowieckich żołnierzy,<br />
Młode czeskie i słowackie kobiety,<br />
Gdy w zawiłości meandrów dziejowych,<br />
Okrutny nazizm zastąpił nie mniej krwawy komunizm…<br />
<br />
To łzy sławnego króla Samona,<br />
Spłynęły kroplami deszczu po zamku na Hradczanach,<br />
Gdzie wciąż snuje się nocami duch Borzywoja,<br />
Gdzie zaklęte tlą się wspomnienia Sobiesława,<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Zrosiły rzęsistym deszczem czerwone dachy Bratysławy,<br />
Mieszając się z kurzem Michalskiej ulicy,<br />
Wijącej się tajemniczo w Starego Miasta zaułki,<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Niesione porywistym wiatrem halnym, <br />
Rozbijały się o wieżę preszowskiej katedry,<br />
Zakańczając tak żywot swój krótki,<br />
<br />
Zimny deszcz będący łzami Samona,<br />
Odbijał się z pluskiem od grani Krywania,<br />
Spływając cieniutkimi stróżkami po granitowych skałach,<br />
By spocząć w objęciach ostrego górskiego powietrza…<br />
<br />
<br />
II.<br />
<br />
Noc zwątpienia z wolna ustępowała,<br />
Świtem nadziei nieuchronnie przepędzana,<br />
Gdy brakom towarów na sklepowych półkach,<br />
Zawtórowała telefonów głucha cisza…<br />
Gdy odpowiedzią na słuszne postulaty robotników,<br />
Było wymowne spojrzenie generalskich oczu,<br />
Choć skryte za matową czernią okularów,<br />
Bijące z zaśnieżonych obrazów trzeszczących telewizorów…<br />
Gdy tamten pamiętny, mroźny świt grudniowy,<br />
Rozniecił w umysłach milionów Polaków zarzewia niepewności, <br />
Co do rysującej się w czerwonych barwach przyszłości, <br />
Naznaczonej piętnem wobec Związku Radzieckiego podległości…<br />
<br />
Krew manifestantów zakrzepła na ulicznym bruku,<br />
Zdradzieckie strzały oddane do górników,<br />
Nie przyćmiły polskich księży skrytobójstw,<br />
Będących mroczną kartą PRL-u,<br />
Gdy niosły się modlitwy internowanych opozycjonistów,<br />
Zza zwieńczonych drutem kolczastym więziennych murów,<br />
Za wstawiennictwem świętych patronów,<br />
Zanoszone przez anioły wszechmocnemu Bogu…<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Padały grudniowym deszczem rzęsistym,<br />
Otulone przez gryzące kominów dymy,<br />
Rozległych a niewydolnych kombinatów fabrycznych,<br />
 <br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Ścięte grudniowym mrozem w powietrzu zamarzały,<br />
Nim bezradne bezwładnie dotknęły ziemi,<br />
Zaklęte w niewinne białe śniegu płatki, <br />
<br />
By nie wpaść do kratek ściekowych,<br />
Czepiające się niekiedy nadkruszonych tynków kamienic,<br />
Zmieszane z cuchnącym błotem ulicznym,<br />
Wdeptane w ziemię przez zomowców buciory,<br />
<br />
Gdy swą nieskazitelną bielą symbolizowały,<br />
Niewinne stanu wojennego ofiary,<br />
By w obojętności świata się roztopić,<br />
Zmiecione z ulic zadumy wichrem niepamięci…<br />
<br />
<br />
III.<br />
<br />
Gdy na ostrym a niebezpiecznym dziejów zakręcie,<br />
,,Zbyt wiele diabłów mieszało w bałkańskim kotle”,<br />
Nurzając w nim wytopioną z Judaszowych srebrników warzechę,<br />
Bełtając nią perfidnie wzajemnej zawiści pianę,<br />
Dosypując doń przebiegle etnicznej nienawiści ziaren,<br />
Rozkruszonych pieczołowicie przez szpony czarcie,<br />
By padły na podatną odwiecznych waśni glebę,<br />
By nowych wojen stały się zarzewiem,<br />
Trwających latami zbrojnych konfliktów zaczynem,<br />
Straszliwych czystek etnicznych podłożem,<br />
Z snu o Jugosławii gwałtownym przebudzeniem,<br />
Wojennych przeżyć ciągnącym się koszmarem…<br />
<br />
Gdy zaślepionych nienawiścią najemników serie z kałasznikowa,<br />
Kilkuletnich dzieci przecinały nić życia,<br />
Przeszywając niewidzialnymi mieczami młodych matek serca,<br />
Pośród niewysłowionego bólu, morza łez i cierpienia,<br />
Spłynęła krwią pobratymczą bałkańska ziemia,<br />
Poprzednimi wojnami tak straszliwie naznaczona,<br />
Gdy Serb mierzył do Chorwata,<br />
A Chorwat do Serba…<br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Obfitymi deszczami ziemie Słowian rosiły,<br />
Usiłując je z wielowiekowych waśni obmyć,<br />
Dla przyszłych pokoleń dobra i pomyślności, <br />
<br />
To z niedosięgłych zaświatów króla Samona łzy,<br />
Niesione jesiennym wiatrem rosiły płaczące wierzby,<br />
Odbijając się z pluskiem od wierzbowej kory,<br />
Pooranej bruzdami niczym dziejów meandry,<br />
<br />
Spokojne niegdyś wybrzeża Dalmacji,<br />
Nieprzystępne surowe góry Serbii,<br />
Otulały płaszczem deszczu te same ulewy,<br />
Płacząc nad ofiarami wojen niepotrzebnych,<br />
<br />
Ta sama zaklęta w kroplę deszczu łza,<br />
Pośród szeregów armii sióstr miliona,<br />
Padała na dachy Zagrzebia, Belgradu, Sarajewa,<br />
Z oka zatroskanego Samona w zaświatach uroniona…<br />
<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Gdy historia Słowiańszczyzny się zapętliła,<br />
A za murami Kremla znów odżyła,<br />
Wskrzeszenia sowieckiego imperium wizja chora,<br />
Zrodzona w umyśle bezwzględnego dyktatora…<br />
Gdy mroźnej lutowej nocy,<br />
Wbiły się pancernym klinem w granice Ukrainy,<br />
Te same przestarzałe posowieckie czołgi,<br />
Które niegdyś wkroczyły w głąb Czechosłowacji…<br />
Gdy pośród nocnych pożarów Mariupola,<br />
Tliła się niegasnąca nadziei iskra,<br />
Niegdyś w dusze Ukraińców wpojona,<br />
Niezliczonymi nabożeństwami w stareńkich drewnianych cerkwiach…<br />
<br />
Gdy bombardowanych nocami budynków gruzy,<br />
Kryją wciąż ciała ukraińskich dzieci,<br />
Podobnych aniołom z starych ikon cerkiewnych,<br />
Śpiących niewinnie snem swym wiecznym…<br />
Gdy spalone wraki posowieckich czołgów,<br />
Kryją zwęglone zwłoki rosyjskich nastolatków,<br />
Którzy nie mogąc uniknąć poboru,<br />
Wrzuceni zostali w środek wojny rozkazami cynicznych generałów…<br />
<br />
To z niebios rozpaczliwe króla Samona łzy,<br />
Obmywają obfitymi ulewami stepy Ukrainy,<br />
Uświęcone bohaterską ofiarą krwi,<br />
Przelanej w obronie ukochanej ojczyzny,<br />
<br />
To rzewne króla Samona łzy,<br />
Obmywają deszczem złote kopuły kijowskich cerkwi,<br />
Pamiętających czasy średniowiecznej Rusi,<br />
Wznoszonych z rozkazów kniaziów bogobojnych,<br />
<br />
To wciąż na twarzach uchodźców,<br />
Z gorzkimi łzami mieszają się krople deszczu,<br />
Zmywając pyłki kurzu z zburzonych ostrzałem domów,<br />
Z oblicz naznaczonych piętnem strachu,<br />
<br />
Niezależnie, w którym krańcu Słowiańszczyzny,<br />
Czy na Bałkanach czy na Rusi,<br />
Gdy Słowianin do Słowianina z karabinu mierzy,<br />
Król Samon w zaświatach rzewne roni łzy…<br />
<hr />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Snując domysły o grodach państwa Wiślan]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7676.html</link>
			<pubDate>Sun, 21 May 2023 00:34:32 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7676.html</guid>
			<description><![CDATA[W tamtą pamiętną wigilię Sylwestra roku 2021 gdy z czcią gładziłem palcami okładkę tej jednej z moich ukochanych książek popularnonaukowych o tematyce historycznej jaką jest „Pogański książę silny wielce” autorstwa Janusza Roszko, powędrowałem z rozrzewnieniem moimi wspomnieniami do tamtego pamiętnego lata 2021 roku, kiedy to siedząc całymi dniami na balkonie mojego rodzinnego domu zaczytywałem się bez pamięci w rzeczonej książce. <br />
<br />
Rozczytując się bez pamięci w kolejnych jakże interesujących hipotezach stawianych coraz śmielej  z każdym kolejnym rozdziałem przez autora niniejszej wyjątkowej publikacji, tyczących roli, potęgi i wyjątkowości średniowiecznego państwa Wiślan władanego wówczas przez owego tajemniczego nieznanego z imienia „pogańskiego księcia silnego wielce”, z każdą kolejną przewróconą kartką tej genialnej w swoim gatunku książki, coraz śmielej rozbudzałem moją wyobraźnię i wciąż rozniecałem kolejne swe domysły, próbując odmalować w swej głowie obraz tamtego średniowiecznego Państwa Wiślan w całej jego ówczesnej wyjątkowości i potędze.<br />
<br />
Ech… Nie ma to jak przyjemną letnią porą zaczytać się  bez pamięci  w ukochanej książce historycznej…<br />
<br />
Ale zaraz potem, obok wspomnienia tego pięknego, pamiętnego dzięki wyjątkowym chwilom spędzonym z tą genialną książką lata roku 2021, pojawiło się także mętne wspomnienie innego lata sprzed oko dziesięciu lat, które jednak dobrze utkwiło w mojej pamięci za sprawą pewnej wyjątkowo żenującej sytuacji…<br />
<br />
Wtedy to, gdy na jednym z forów internetowych dla pasjonatów historii postawiłem ryzykowną i dość kontrowersyjną tezę, iż (cytując dosłownie z pamięci) „Średniowieczni Wiślanie byli plemieniem znacznie starszym i lepiej rozwiniętym od plemienia średniowiecznych Polan”, jakiś kompletny ignorant i półgłówek obraził mnie na rzeczonym forum wyjątkowo chamskim komentarzem, który zacytuję tutaj dosłownie z pamięci… „Jak myśmy w Wielkopolsce budowali grody, to wy zasmarkane krakuski jeszcze z drzew nie zeszliście! A Niemcy to jeszcze wtedy siedzieli w epoce kamienia łupanego”.<br />
<br />
Tak… Przyznasz Szanowny czytelniku że poziom ignoranctwa i niewiedzy tamtego znanego mi tylko z  pseudonimu internauty był wręcz porażający… Brak słów na taką porażającą głupotę…  Brak słów…<br />
<br />
Co prawda tamten mój post otrzymał także wiele kulturalnych i merytorycznych komentarzy, a to mówiących że: „Najprawdopodobniej  obydwa te plemiona rozwijały się równolegle”, a to wyjaśniających że: „Gdyby to Wiślanie byli plemieniem lepiej rozwiniętym od Polan, wówczas to oni  najpewniej zdominowaliby przez kolejne wieki Polan, a nie na odwrót jak to miało miejsce w historii”, jednak ze względu na nieprzeciętne nasycenie specyficzną głupotą, to właśnie tamten niedorzeczny i obraźliwy komentarz najbardziej utkwił mi w pamięci… <br />
<br />
Ale przez to właśnie tamtego pamiętnego lata rozczytując się bez pamięci o wyjątkowości i potędze średniowiecznego Państwa Wiślan i przewracając z zapartym tchem kolejne kartki tej kultowej dla mnie książki historycznej, tj. „Pogański książę silny wielce” autorstwa nieżyjącego już genialnego reportażysty Janusza Roszko, w pełni uświadomiłem sobie małość i osobliwą głupotę autora tamtego chamskiego komentarza, który to z zażenowania i z litości dla jego autora pozostawiłem wtedy bez żadnej odpowiedzi…<br />
<br />
Ale jako że pasjonaci historii bywają niezwykle pamiętliwi, przyrzekłem sobie wtedy nad tamtą książką (czyli latem 2021 roku) po blisko dziesięciu latach  porządnie utrzeć mu nosa, czego niniejszym chciałbym w tym miejscu dokonać, rozważając tutaj dla Ciebie Szanowny czytelniku intrygującą i zawiłą hipotezę o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do rozległego i potężnego państwa Samona, będącego w latach swojej świetności absolutną potęgą w skali całej średniowiecznej Europy…<br />
<br />
A jako że przyrzeczonego samemu sobie słowa należy bezwzględnie dotrzymywać, więc...       <br />
Z nieopisaną wręcz przyjemnością odniosę się do hipotezy o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do państwa Samona!<br />
<br />
Oczywiście jest to zuchwała hipoteza oparta jedynie na poszlakach, ale... to właśnie te poszlaki gdy rozczytywałem się w historii kraju Wiślan rozpaliły tamtego lata moją ciekawość do czerwoności!<br />
<br />
A są one następujące (Zapnijcie pasy i ruszamy):<br />
<br />
- Jednym z badaczy, którzy starali się podbudować naukowo tezę że teren Małopolski i Lubelszczyzny wchodził w skład Państwa Samona był Prof. Aleksander Gardawski, kierownik katedry archeologii Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (Powołuję się tu na autorytet i wysoką pozycję w świecie akademickim nieżyjącego już profesora).<br />
<br />
- Udziału lechickiego plemienia Wiślan w państwie Samona i walkach z Awarami domniemuje także historyk Witold Chrzanowski w swojej wyjątkowej publikacji „Kronika Słowian”. <br />
<br />
- Kolejnym arcyważnym argumentem na potwierdzenie tej tezy jest fragment kroniki Fredegara. Fredegar pisze bowiem: „Zdolności jego (Samona) taki wzbudzały strach, że ze czcią ściągano oddać się pod jego władzę; tak że nawet ludy mieszkające na pograniczu Awarów i Sklawów wzywały go z gotowością, aby chwalebnie postawił nogę na ich grzbiecie…” Czyż w owych ludach mieszkających na pograniczu Awarów i Sklawów nie można dopatrywać się pradziadów późniejszych Wiślan wspomnianych w Geografie Bawarskim i w Żywocie Św. Metodego?!<br />
<br />
- Istnieje hipoteza, podług której kopiec Kraka usypano jednemu z zasłużonych swemu plemieniu sławnych zwycięskich wodzów z okresu zmagań wojennych Słowian z Awarami (pośrednim dowodem na potwierdzenie tej hipotezy jest znalezienie podczas wykopalisk w kopcu Kraka na znacznej głębokości zapinki typu awarskiego datowanej właśnie na okres starć zbrojnych Słowian z Awarami).<br />
<br />
- Istnieje zadziwiająca zbieżność w kulturze materialnej tamtego okresu na terenie Małopolski z Lubelszczyzną – oraz Moraw i Słowacji.<br />
<br />
- Zdumiewające podobieństwo w kulturze materialnej Południowej Polski i Moraw polega przede wszystkim i najsampierw na tym iż w przeciwieństwie do ziem Wielkopolski i Kujaw, które utkane są wręcz niewielkimi grodami – Na terenach dawnego kraju Wiślan spotykamy się z potężnymi rozległymi grodziskami, natomiast pojawiającymi się                          i zlokalizowanymi w zdecydowanie mniejszej liczbie (Identycznie jak w Państwie Samona. Próżno szukać podobnych grodów na terenie Wielkopolski!) [Popuszczając nieco wodze fantazji... dla nawykłego od dziecka do niewielkich ale licznych grodów jakimi był utkany kraj Polan młodego nastoletniego księcia Mieszka I widok rozległych, potężnych grodów kraju Wiślan byłby z pewnością nie lada przeżyciem… Z kolei ich widok w niczym nie zadziwiłby żyjącego wieki wcześniej wielkiego władcy Samona, dla którego był on codziennością …]<br />
<br />
- Potężne grodzisko Stradów liczy około 40 hektarów w obrębie wałów! Grodzisko w Chodliku liczy 170 hektarów wraz z osadą otwartą! Tak rozległych, potężnych, niezdobytych grodów nie znajdziemy na terenach innych plemion lechickich, za to znajdziemy ich naprawdę sporo właśnie na terenie dawnego Państwa Samona! Naprawdę trudno o bardziej dobitny przykład wzajemnej materialnej zbieżności kulturowej tych terenów!  <br />
<br />
- Potężne grody wznoszone niegdyś na terenach późniejszego kraju Wiślan nie sprawiają wrażenia wznoszonych chaotycznie bez rozmysłu, lecz z dokładnym rozplanowaniem geostrategicznym przez silny rozwinięty organizm państwowy (Jakiż by inny jeśli nie państwo Samona właśnie?!)<br />
<br />
- Były to grody wznoszone z dokładnym rozplanowaniem geostrategicznym, aczkolwiek winniśmy pamiętać, iż w tamtym okresie historycznym budowa każdego takiego rozległego grodziska była skomplikowanym przedsięwzięciem inżynieryjnym wyprzedzającym swoje czasy! Ewidentnie widać tu absolutnie zorganizowany, silny, rozwinięty organizm państwowy, który potrafił takie budowy skutecznie prowadzić! (Jakiż by inny jeśli nie Państwo Samona właśnie?!)<br />
<br />
- Państwo Samona istniało na porównywalnych proporcjonalnie w przybliżeniu obszarach z państwem wielkomorawskim. Gdyby porównać ceramikę z grodu w Chodliku (Lubelszczyzna) z ceramiką grodu w Mikulczycach (Czechy) z równoległego okresu dziejów na tamtych ziemiach,  można by je wzajemnie podmienić, tak by nie wprawne oko nie dostrzegło różnicy. Niemal niczym się one od siebie nie różnią!<br />
<br />
Jednak ktoś dociekliwy może w tym miejscu postawić pytanie skąd dane o takich  właśnie olbrzymich rozmiarach grodów… I jednocześnie zarzucić mi że pomimo ogólnie dobrych chęci wypisuję banialuki jedynie ocierające się o historyczne wydarzenia, a co za tym idzie, że nie odróżniam fikcji i swoich autorskich założeń od stanu faktycznego… A co za tym idzie stanowczo zażądać ode mnie źródła informacji o tak rozległych obszarach rzeczonych grodów..<br />
<br />
Otóż przyznam się bez bicia że tym źródłem był właśnie wydany jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku „Pogański książę silny wielce”, ale J. Roszko powoływał się wyłącznie na ówczesne ustalenia nieżyjącego już Prof. Aleksandra Gardawskiego.<br />
<br />
Według rzeczonego źródła cytując dosłownie:<br />
<br />
Stradów – 40 hektarów w obrębie obwałowań<br />
<br />
Chodlik – w fazie szczytowej 8 hektarów w obrębie wałów, a 170 hektarów wraz z osadą otwartą<br />
<br />
Mikulczyce – 45 hektarów przy czym najstarsza część w obrębie wałów liczyła 7 hektarów.<br />
<br />
Jak już powyżej wspomniałem to właśnie te poszlaki rozpaliły tamtego lata moją ciekawość do czerwoności! I z upływem czasu w tamtą pamiętną wigilię Sylwestra roku 2021 roznieciłem w swych wspomnieniach tamte emocje na nowo. Ech…<br />
<br />
Jak już powyżej wspomniałem jest to zuchwała hipoteza oparta jedynie na intrygujących poszlakach. Początkowo planowałem w obszernym artykule popularnonaukowym mojego autorstwa wziąć tę hipotezę pod lupę i skrupulatnie krok po kroku rozważyć wszystkie argumenty za i przeciw, ale na przeszkodzie do napisania rzeczonego artykułu popularnonaukowego miał stanąć z czasem silny zew napisania obszernej powieści osadzonej w tamtych właśnie realiach historycznych... Ech…<br />
<br />
Zarówno temat ekspansji koczowniczych Madziarów na ziemie Słowian jak i temat ciemiężenia Słowian przez okrutnych Awarów od dawna ogromnie mnie interesują.<br />
<br />
Powiedzieć że historia średniowiecznych Węgier i średniowiecznej Słowacji jest przeze mnie lubiana, to tak jakby nazwać Urząd Skarbowy mało wyrozumiałym… Ja wprost kocham bezgranicznie obydwa te tematy! (Przez lata zebrałem liczną kolekcję książek o historii Węgier i Słowacji. Obecnie moja prywatna biblioteczka książek o historii Węgier i Słowacji liczy kilkadziesiąt pozycji!) Nie bez znaczenia są tu także moje liczne związki z Tarnowem, który jak wiesz Szanowny czytelniku nosi dumne miano najbardziej węgierskiego z polskich miast…<br />
<br />
Z kolei temat ciemiężenia Słowian przez Awarów bardzo mnie zainteresował od czasu obejrzenia w roku jego premiery fabularnego serialu historycznego „Słowianie. Płomień mocy” z 2021 r.<br />
<br />
Kolejnym poczynionym przeze mnie na tym polu krokiem było właśnie przeczytanie w całości tego samego lata tyle razy już wspominanej książki popularnonaukowej „Pogański książę silny wielce” autorstwa nieodżałowanej pamięci Janusza Roszko, w której to autor prócz szczegółowych rozważań na temat kraju Wiślan stawia także szereg intrygujących hipotez na temat powstania Państwa Samona. Jest to jedna z moich ukochanych książek popularnonaukowych o tematyce historycznej także i z tego właśnie powodu! <br />
<br />
Tematowi wyzwolenia się Słowian spod dominacji Awarów poświęciłem także niegdyś mój długi wiersz zatytułowany „Sobótkowe ognie niczym Słowiańszczyzny tajemnice”.<br />
<br />
Swego czasu nosiłem się także z zamiarem napisania tekstu historycznego o strukturze opowiadania o wędrówce Protobułgarów i historii południowosłowiańskich plemion Siewierców i Siedmiu Rodów, jednakże, jako że po pierwsze zależało mi aby był to rozbudowany tekst publicystyczny z elementami popularnonaukowego, a po drugie potrzebowałbym na to minimum kilku miesięcy czasu zmuszony byłem zawiesić ten pomysł…<br />
<br />
Bowiem odkąd pamiętam moje zainteresowania rozległą wielowiekową historią kształtowania się różnic między Słowianami Zachodnimi a Południowymi ogniskowały się głównie w obrębie trzech intrygujących tematów:<br />
<br />
- Wędrówka Protobułgarów (Postać chana Asparucha)/Historia południowosłowiańskich plemion Siewierców i Siedmiu Rodów, które weszły w skład pierwszego państwa Bułgarskiego (hipotezy na Ich temat).<br />
<br />
- Ekspansja koczowniczych Madziarów na ziemie Słowian (Przybycie Węgrów nad Dunaj, bitwa pod Bratysławą etc. etc.).<br />
<br />
- Ciemiężenie Słowian przez Awarów/Hipoteza o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do Państwa Samona.<br />
<br />
Bo widzisz Szanowny czytelniku… Każdy z tych tematów ogromnie mnie interesuje i do każdego z powyższych tematów swego czasu szczególnie mocno zabiło moje serducho i do każdego z nich poczułem swego czasu wyjątkowe natchnienie…<br />
<br />
Do każdego z tych tematów zebrałem przez kilkanaście ostatnich lat bogatą bibliotekę  wszelakich źródeł zarówno drukowanych jak i w formie elektronicznej…<br />
<br />
Swego czasu nosiłem się także z zamiarem napisania na każdy z tych ukochanych tematów tekstu historycznego o strukturze opowiadania bądź obszernego artykułu popularnonaukowego spełniającego wszystkie wymogi tego gatunku…<br />
<br />
Jednakże na przeszkodzie tym słusznym zamiarom miał wkrótce stanąć silny zew do napisania powieści…<br />
<br />
Powieści będącej pokłosiem moich wieloletnich zainteresowań historią Słowiańszczyzny…<br />
<br />
Powieści ogniskującej w sobie zasnute pomroką dziejów wielkie tajemnice historii osadnictwa na ziemiach polskich i zarazem wielkie tajemnice wszelkich plemion lechickich…<br />
<br />
Takiej, która byłaby ujęciem tego wszystkiego, co w historii początków polskiej państwowości jest najbardziej wyjątkowe… Powieści, którą czytając można by było poczuć tamten letni wiatr, który niegdyś zaplątał się w długie jasne włosy półlegendarnej księżniczki Waleski, usłyszeć duchem odwieczny szmer Wisły, zachwycić się wspaniałym widokiem Tatr, poczuć odwieczny chłód polskich kniei i puszcz…<br />
<br />
Z wyrazistymi bohaterami mającymi swe odpowiedniki w historycznych bądź półlegendarnych  postaciach, które wszyscy znamy z kart historii…<br />
<br />
Choć napisanej prozą, z licznymi wierszowanymi fragmentami wplecionymi w jej fabułę…<br />
<br />
Momentami zapewne nużącej swą długością, a momentami może nawet chwytającej za serce…<br />
<br />
Z obszerną, wielowątkową, rozbudowaną fabułą, spełniającej wszystkie wymogi tego gatunku, pełnoprawnej  powieści… <br />
<br />
[[Niniejszy tekst jest zaledwie fragmentem mojej niewydanej dotąd drukiem powieści zatytułowanej „Sen o Wandzie…”. Wszystkie prawa zastrzeżone.]]<br />
<hr />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[W tamtą pamiętną wigilię Sylwestra roku 2021 gdy z czcią gładziłem palcami okładkę tej jednej z moich ukochanych książek popularnonaukowych o tematyce historycznej jaką jest „Pogański książę silny wielce” autorstwa Janusza Roszko, powędrowałem z rozrzewnieniem moimi wspomnieniami do tamtego pamiętnego lata 2021 roku, kiedy to siedząc całymi dniami na balkonie mojego rodzinnego domu zaczytywałem się bez pamięci w rzeczonej książce. <br />
<br />
Rozczytując się bez pamięci w kolejnych jakże interesujących hipotezach stawianych coraz śmielej  z każdym kolejnym rozdziałem przez autora niniejszej wyjątkowej publikacji, tyczących roli, potęgi i wyjątkowości średniowiecznego państwa Wiślan władanego wówczas przez owego tajemniczego nieznanego z imienia „pogańskiego księcia silnego wielce”, z każdą kolejną przewróconą kartką tej genialnej w swoim gatunku książki, coraz śmielej rozbudzałem moją wyobraźnię i wciąż rozniecałem kolejne swe domysły, próbując odmalować w swej głowie obraz tamtego średniowiecznego Państwa Wiślan w całej jego ówczesnej wyjątkowości i potędze.<br />
<br />
Ech… Nie ma to jak przyjemną letnią porą zaczytać się  bez pamięci  w ukochanej książce historycznej…<br />
<br />
Ale zaraz potem, obok wspomnienia tego pięknego, pamiętnego dzięki wyjątkowym chwilom spędzonym z tą genialną książką lata roku 2021, pojawiło się także mętne wspomnienie innego lata sprzed oko dziesięciu lat, które jednak dobrze utkwiło w mojej pamięci za sprawą pewnej wyjątkowo żenującej sytuacji…<br />
<br />
Wtedy to, gdy na jednym z forów internetowych dla pasjonatów historii postawiłem ryzykowną i dość kontrowersyjną tezę, iż (cytując dosłownie z pamięci) „Średniowieczni Wiślanie byli plemieniem znacznie starszym i lepiej rozwiniętym od plemienia średniowiecznych Polan”, jakiś kompletny ignorant i półgłówek obraził mnie na rzeczonym forum wyjątkowo chamskim komentarzem, który zacytuję tutaj dosłownie z pamięci… „Jak myśmy w Wielkopolsce budowali grody, to wy zasmarkane krakuski jeszcze z drzew nie zeszliście! A Niemcy to jeszcze wtedy siedzieli w epoce kamienia łupanego”.<br />
<br />
Tak… Przyznasz Szanowny czytelniku że poziom ignoranctwa i niewiedzy tamtego znanego mi tylko z  pseudonimu internauty był wręcz porażający… Brak słów na taką porażającą głupotę…  Brak słów…<br />
<br />
Co prawda tamten mój post otrzymał także wiele kulturalnych i merytorycznych komentarzy, a to mówiących że: „Najprawdopodobniej  obydwa te plemiona rozwijały się równolegle”, a to wyjaśniających że: „Gdyby to Wiślanie byli plemieniem lepiej rozwiniętym od Polan, wówczas to oni  najpewniej zdominowaliby przez kolejne wieki Polan, a nie na odwrót jak to miało miejsce w historii”, jednak ze względu na nieprzeciętne nasycenie specyficzną głupotą, to właśnie tamten niedorzeczny i obraźliwy komentarz najbardziej utkwił mi w pamięci… <br />
<br />
Ale przez to właśnie tamtego pamiętnego lata rozczytując się bez pamięci o wyjątkowości i potędze średniowiecznego Państwa Wiślan i przewracając z zapartym tchem kolejne kartki tej kultowej dla mnie książki historycznej, tj. „Pogański książę silny wielce” autorstwa nieżyjącego już genialnego reportażysty Janusza Roszko, w pełni uświadomiłem sobie małość i osobliwą głupotę autora tamtego chamskiego komentarza, który to z zażenowania i z litości dla jego autora pozostawiłem wtedy bez żadnej odpowiedzi…<br />
<br />
Ale jako że pasjonaci historii bywają niezwykle pamiętliwi, przyrzekłem sobie wtedy nad tamtą książką (czyli latem 2021 roku) po blisko dziesięciu latach  porządnie utrzeć mu nosa, czego niniejszym chciałbym w tym miejscu dokonać, rozważając tutaj dla Ciebie Szanowny czytelniku intrygującą i zawiłą hipotezę o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do rozległego i potężnego państwa Samona, będącego w latach swojej świetności absolutną potęgą w skali całej średniowiecznej Europy…<br />
<br />
A jako że przyrzeczonego samemu sobie słowa należy bezwzględnie dotrzymywać, więc...       <br />
Z nieopisaną wręcz przyjemnością odniosę się do hipotezy o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do państwa Samona!<br />
<br />
Oczywiście jest to zuchwała hipoteza oparta jedynie na poszlakach, ale... to właśnie te poszlaki gdy rozczytywałem się w historii kraju Wiślan rozpaliły tamtego lata moją ciekawość do czerwoności!<br />
<br />
A są one następujące (Zapnijcie pasy i ruszamy):<br />
<br />
- Jednym z badaczy, którzy starali się podbudować naukowo tezę że teren Małopolski i Lubelszczyzny wchodził w skład Państwa Samona był Prof. Aleksander Gardawski, kierownik katedry archeologii Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (Powołuję się tu na autorytet i wysoką pozycję w świecie akademickim nieżyjącego już profesora).<br />
<br />
- Udziału lechickiego plemienia Wiślan w państwie Samona i walkach z Awarami domniemuje także historyk Witold Chrzanowski w swojej wyjątkowej publikacji „Kronika Słowian”. <br />
<br />
- Kolejnym arcyważnym argumentem na potwierdzenie tej tezy jest fragment kroniki Fredegara. Fredegar pisze bowiem: „Zdolności jego (Samona) taki wzbudzały strach, że ze czcią ściągano oddać się pod jego władzę; tak że nawet ludy mieszkające na pograniczu Awarów i Sklawów wzywały go z gotowością, aby chwalebnie postawił nogę na ich grzbiecie…” Czyż w owych ludach mieszkających na pograniczu Awarów i Sklawów nie można dopatrywać się pradziadów późniejszych Wiślan wspomnianych w Geografie Bawarskim i w Żywocie Św. Metodego?!<br />
<br />
- Istnieje hipoteza, podług której kopiec Kraka usypano jednemu z zasłużonych swemu plemieniu sławnych zwycięskich wodzów z okresu zmagań wojennych Słowian z Awarami (pośrednim dowodem na potwierdzenie tej hipotezy jest znalezienie podczas wykopalisk w kopcu Kraka na znacznej głębokości zapinki typu awarskiego datowanej właśnie na okres starć zbrojnych Słowian z Awarami).<br />
<br />
- Istnieje zadziwiająca zbieżność w kulturze materialnej tamtego okresu na terenie Małopolski z Lubelszczyzną – oraz Moraw i Słowacji.<br />
<br />
- Zdumiewające podobieństwo w kulturze materialnej Południowej Polski i Moraw polega przede wszystkim i najsampierw na tym iż w przeciwieństwie do ziem Wielkopolski i Kujaw, które utkane są wręcz niewielkimi grodami – Na terenach dawnego kraju Wiślan spotykamy się z potężnymi rozległymi grodziskami, natomiast pojawiającymi się                          i zlokalizowanymi w zdecydowanie mniejszej liczbie (Identycznie jak w Państwie Samona. Próżno szukać podobnych grodów na terenie Wielkopolski!) [Popuszczając nieco wodze fantazji... dla nawykłego od dziecka do niewielkich ale licznych grodów jakimi był utkany kraj Polan młodego nastoletniego księcia Mieszka I widok rozległych, potężnych grodów kraju Wiślan byłby z pewnością nie lada przeżyciem… Z kolei ich widok w niczym nie zadziwiłby żyjącego wieki wcześniej wielkiego władcy Samona, dla którego był on codziennością …]<br />
<br />
- Potężne grodzisko Stradów liczy około 40 hektarów w obrębie wałów! Grodzisko w Chodliku liczy 170 hektarów wraz z osadą otwartą! Tak rozległych, potężnych, niezdobytych grodów nie znajdziemy na terenach innych plemion lechickich, za to znajdziemy ich naprawdę sporo właśnie na terenie dawnego Państwa Samona! Naprawdę trudno o bardziej dobitny przykład wzajemnej materialnej zbieżności kulturowej tych terenów!  <br />
<br />
- Potężne grody wznoszone niegdyś na terenach późniejszego kraju Wiślan nie sprawiają wrażenia wznoszonych chaotycznie bez rozmysłu, lecz z dokładnym rozplanowaniem geostrategicznym przez silny rozwinięty organizm państwowy (Jakiż by inny jeśli nie państwo Samona właśnie?!)<br />
<br />
- Były to grody wznoszone z dokładnym rozplanowaniem geostrategicznym, aczkolwiek winniśmy pamiętać, iż w tamtym okresie historycznym budowa każdego takiego rozległego grodziska była skomplikowanym przedsięwzięciem inżynieryjnym wyprzedzającym swoje czasy! Ewidentnie widać tu absolutnie zorganizowany, silny, rozwinięty organizm państwowy, który potrafił takie budowy skutecznie prowadzić! (Jakiż by inny jeśli nie Państwo Samona właśnie?!)<br />
<br />
- Państwo Samona istniało na porównywalnych proporcjonalnie w przybliżeniu obszarach z państwem wielkomorawskim. Gdyby porównać ceramikę z grodu w Chodliku (Lubelszczyzna) z ceramiką grodu w Mikulczycach (Czechy) z równoległego okresu dziejów na tamtych ziemiach,  można by je wzajemnie podmienić, tak by nie wprawne oko nie dostrzegło różnicy. Niemal niczym się one od siebie nie różnią!<br />
<br />
Jednak ktoś dociekliwy może w tym miejscu postawić pytanie skąd dane o takich  właśnie olbrzymich rozmiarach grodów… I jednocześnie zarzucić mi że pomimo ogólnie dobrych chęci wypisuję banialuki jedynie ocierające się o historyczne wydarzenia, a co za tym idzie, że nie odróżniam fikcji i swoich autorskich założeń od stanu faktycznego… A co za tym idzie stanowczo zażądać ode mnie źródła informacji o tak rozległych obszarach rzeczonych grodów..<br />
<br />
Otóż przyznam się bez bicia że tym źródłem był właśnie wydany jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku „Pogański książę silny wielce”, ale J. Roszko powoływał się wyłącznie na ówczesne ustalenia nieżyjącego już Prof. Aleksandra Gardawskiego.<br />
<br />
Według rzeczonego źródła cytując dosłownie:<br />
<br />
Stradów – 40 hektarów w obrębie obwałowań<br />
<br />
Chodlik – w fazie szczytowej 8 hektarów w obrębie wałów, a 170 hektarów wraz z osadą otwartą<br />
<br />
Mikulczyce – 45 hektarów przy czym najstarsza część w obrębie wałów liczyła 7 hektarów.<br />
<br />
Jak już powyżej wspomniałem to właśnie te poszlaki rozpaliły tamtego lata moją ciekawość do czerwoności! I z upływem czasu w tamtą pamiętną wigilię Sylwestra roku 2021 roznieciłem w swych wspomnieniach tamte emocje na nowo. Ech…<br />
<br />
Jak już powyżej wspomniałem jest to zuchwała hipoteza oparta jedynie na intrygujących poszlakach. Początkowo planowałem w obszernym artykule popularnonaukowym mojego autorstwa wziąć tę hipotezę pod lupę i skrupulatnie krok po kroku rozważyć wszystkie argumenty za i przeciw, ale na przeszkodzie do napisania rzeczonego artykułu popularnonaukowego miał stanąć z czasem silny zew napisania obszernej powieści osadzonej w tamtych właśnie realiach historycznych... Ech…<br />
<br />
Zarówno temat ekspansji koczowniczych Madziarów na ziemie Słowian jak i temat ciemiężenia Słowian przez okrutnych Awarów od dawna ogromnie mnie interesują.<br />
<br />
Powiedzieć że historia średniowiecznych Węgier i średniowiecznej Słowacji jest przeze mnie lubiana, to tak jakby nazwać Urząd Skarbowy mało wyrozumiałym… Ja wprost kocham bezgranicznie obydwa te tematy! (Przez lata zebrałem liczną kolekcję książek o historii Węgier i Słowacji. Obecnie moja prywatna biblioteczka książek o historii Węgier i Słowacji liczy kilkadziesiąt pozycji!) Nie bez znaczenia są tu także moje liczne związki z Tarnowem, który jak wiesz Szanowny czytelniku nosi dumne miano najbardziej węgierskiego z polskich miast…<br />
<br />
Z kolei temat ciemiężenia Słowian przez Awarów bardzo mnie zainteresował od czasu obejrzenia w roku jego premiery fabularnego serialu historycznego „Słowianie. Płomień mocy” z 2021 r.<br />
<br />
Kolejnym poczynionym przeze mnie na tym polu krokiem było właśnie przeczytanie w całości tego samego lata tyle razy już wspominanej książki popularnonaukowej „Pogański książę silny wielce” autorstwa nieodżałowanej pamięci Janusza Roszko, w której to autor prócz szczegółowych rozważań na temat kraju Wiślan stawia także szereg intrygujących hipotez na temat powstania Państwa Samona. Jest to jedna z moich ukochanych książek popularnonaukowych o tematyce historycznej także i z tego właśnie powodu! <br />
<br />
Tematowi wyzwolenia się Słowian spod dominacji Awarów poświęciłem także niegdyś mój długi wiersz zatytułowany „Sobótkowe ognie niczym Słowiańszczyzny tajemnice”.<br />
<br />
Swego czasu nosiłem się także z zamiarem napisania tekstu historycznego o strukturze opowiadania o wędrówce Protobułgarów i historii południowosłowiańskich plemion Siewierców i Siedmiu Rodów, jednakże, jako że po pierwsze zależało mi aby był to rozbudowany tekst publicystyczny z elementami popularnonaukowego, a po drugie potrzebowałbym na to minimum kilku miesięcy czasu zmuszony byłem zawiesić ten pomysł…<br />
<br />
Bowiem odkąd pamiętam moje zainteresowania rozległą wielowiekową historią kształtowania się różnic między Słowianami Zachodnimi a Południowymi ogniskowały się głównie w obrębie trzech intrygujących tematów:<br />
<br />
- Wędrówka Protobułgarów (Postać chana Asparucha)/Historia południowosłowiańskich plemion Siewierców i Siedmiu Rodów, które weszły w skład pierwszego państwa Bułgarskiego (hipotezy na Ich temat).<br />
<br />
- Ekspansja koczowniczych Madziarów na ziemie Słowian (Przybycie Węgrów nad Dunaj, bitwa pod Bratysławą etc. etc.).<br />
<br />
- Ciemiężenie Słowian przez Awarów/Hipoteza o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do Państwa Samona.<br />
<br />
Bo widzisz Szanowny czytelniku… Każdy z tych tematów ogromnie mnie interesuje i do każdego z powyższych tematów swego czasu szczególnie mocno zabiło moje serducho i do każdego z nich poczułem swego czasu wyjątkowe natchnienie…<br />
<br />
Do każdego z tych tematów zebrałem przez kilkanaście ostatnich lat bogatą bibliotekę  wszelakich źródeł zarówno drukowanych jak i w formie elektronicznej…<br />
<br />
Swego czasu nosiłem się także z zamiarem napisania na każdy z tych ukochanych tematów tekstu historycznego o strukturze opowiadania bądź obszernego artykułu popularnonaukowego spełniającego wszystkie wymogi tego gatunku…<br />
<br />
Jednakże na przeszkodzie tym słusznym zamiarom miał wkrótce stanąć silny zew do napisania powieści…<br />
<br />
Powieści będącej pokłosiem moich wieloletnich zainteresowań historią Słowiańszczyzny…<br />
<br />
Powieści ogniskującej w sobie zasnute pomroką dziejów wielkie tajemnice historii osadnictwa na ziemiach polskich i zarazem wielkie tajemnice wszelkich plemion lechickich…<br />
<br />
Takiej, która byłaby ujęciem tego wszystkiego, co w historii początków polskiej państwowości jest najbardziej wyjątkowe… Powieści, którą czytając można by było poczuć tamten letni wiatr, który niegdyś zaplątał się w długie jasne włosy półlegendarnej księżniczki Waleski, usłyszeć duchem odwieczny szmer Wisły, zachwycić się wspaniałym widokiem Tatr, poczuć odwieczny chłód polskich kniei i puszcz…<br />
<br />
Z wyrazistymi bohaterami mającymi swe odpowiedniki w historycznych bądź półlegendarnych  postaciach, które wszyscy znamy z kart historii…<br />
<br />
Choć napisanej prozą, z licznymi wierszowanymi fragmentami wplecionymi w jej fabułę…<br />
<br />
Momentami zapewne nużącej swą długością, a momentami może nawet chwytającej za serce…<br />
<br />
Z obszerną, wielowątkową, rozbudowaną fabułą, spełniającej wszystkie wymogi tego gatunku, pełnoprawnej  powieści… <br />
<br />
[[Niniejszy tekst jest zaledwie fragmentem mojej niewydanej dotąd drukiem powieści zatytułowanej „Sen o Wandzie…”. Wszystkie prawa zastrzeżone.]]<br />
<hr />
Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.<br />
<br />
Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!<br />
<br />
KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pradzieje, pradzieje…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7630.html</link>
			<pubDate>Mon, 09 Jan 2023 19:10:04 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7630.html</guid>
			<description><![CDATA[Wielką niesprawiedliwością byłoby względem historii ziem polskich, gdybyśmy pisząc historyczne opracowania naukowe oraz powieści osadzone w realiach historycznych, skupiali się wyłącznie na okresie po przyjęciu Chrztu przez księcia  Mieszka I, pomijając zarazem jakże długą, jakże bogatą i przeogromnie ciekawą zarazem historię osadnictwa na ziemiach polskich. Wcale nie byłoby przesadnym stwierdzenie, że jakże długa historia osadnictwa na ziemiach polskich, jest równie ciekawa, co historia starożytnego Egiptu, czy starożytnej Persji.<br />
<br />
Kultura jerzmanowicka, jakże tajemnicza i ciekawa zarazem kultura pucharów lejkowatych, kultura pomorska, kultura łużycka, Celtowie na ziemiach polskich, zeslawizowani Sarmaci, czy wreszcie liczne plemiona lechickie, wciąż skrywają wiele tajemnic, przez wieki czekających ich odkrycia.<br />
<br />
Wszystkie te starożytne i wczesnośredniowieczne kultury, jak i liczne plemiona żyjące niegdyś na ziemiach dzisiejszej Polski, spaja niewidzialną, acz nierozerwalną więzią, nauka zwana „Historią osadnictwa na ziemiach polskich”. Jakże różne od siebie, a zarazem jakże bliskie sobie, były wszystkie te kultury i plemiona, a przede wszystkim… Jakże piękne w swojej historii i w samym swoim jestestwie…<br />
<br />
Ziemia polska obfitująca w liczne cuda przyrody, w niemniejsze obfituje skarby archeologii. Archeologia ziem polskich szczyci się odkryciami,  jakich nie znajdziemy w żadnej innej stronie świata. Jakże nie kochać tej wspaniałej nauki, zwanej historią osadnictwa na ziemiach polskich, a przez nią jakże nie kochać całym sercem całej polskiej historii!<br />
<br />
Choć jestem tylko prostym pasjonatem historii, ośmielę się w tym miejscu napisać, że ogromnie szanuję Węgrów, za to że szczycą się historią żyjących niegdyś na Ich ziemiach Hunów, jak i szanuję Francuzów, za to że szczycą się historią żyjących kiedyś na terenie obecnej Francji starożytnych Galów. Historia świata w dostojnym swym biegu sprawiła, iż zrządzeniem dziejowych wiatrów w miejsce starożytnych plemion, powstały wieki później nowożytne narody.<br />
<br />
I tak z biegiem dziejów, zarówno starożytne, jak i średniowieczne plemiona wydawały swoich wielkich wodzów. Starożytni Galowie mieli swego Wercyngetoryksa, średniowieczni Polanie mieli swojego księcia Mieszka I… Wcześniej będące protopaństwem słowackim Księstwo Nitrzańskie miało swojego księcia Pribine, itp. itd. Jednak dla dalszej części niniejszych rozważań kluczowe będzie postawienie w tym miejscu pytania, imiona ilu takich wodzów na zawsze już przepadły w mrokach dziejów…<br />
<br />
Jakże wspaniale byłoby zebrać w swojej prywatnej kolekcji wszystkie książki, zarówno naukowe jak i publicystyczne, poruszające tematykę polskich, wczesnośredniowiecznych plemion słowiańskich. Zarówno Wiślan, jak i Pomorzan, Lędzian, jak i Dziadoszan. Cudownie byłoby czytając je wszystkie zanurzyć się w zapomnianą  historię tych wszystkich polskich plemion, Ich wspaniałe dzieje, Ich wielkie wzloty i upadki. Jednocześnie poznając Ich zapomnianą, wspaniałą historię przybliżyć się nieco do odwiecznej tajemnicy całej Słowiańszczyzny.<br />
<br />
Tej odwiecznej, skrywanej przez historię świata tajemnicy, dlaczego to akurat narodowi słowiańskiemu została oddana we władanie połowa Europy. Połowa Europy z całymi jej bogactwami. Dlaczego nie starożytnym Grekom, Bałtom czy plemionom germańskim, ale właśnie Słowianom. I dlaczego jednocześnie jest tak jak pisał Ibrahim ibn Jakub, że „…Na ogół biorąc, to Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowności i gdyby nie ich niezgoda wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile”.<br />
<br />
Dlaczego to Polanie osiągnęli władzę nad Wiślanami, Pomorzanami, Dziadoszanami, Lędzianami, a nie na przykład Wiślanie czy Pomorzanie nad resztą plemion polskich. Dlaczego to na przykład władcy Lędzian Wyszowi czy tajemniczemu władcy Wiślan (Wisławowi?) nie przypadła taka sama misja dziejowa jak władcy Polan Mieszkowi I.<br />
<br />
Przeto my Polacy nie mamy najmniejszych powodów, by zazdrościć starożytnej historii ziem Ich Grekom czy Włochom, gdyż cała polska ziemia utkana jest archeologicznymi znaleziskami, niekiedy fenomenalnymi w skali całego świata. Zapewne nasze małe ojczyzny, które każdy z nas nosi w swym sercu, również mogą się poszczycić ciekawymi znaleziskami…<br />
<br />
Choć będąc Polakiem, chylę czoła przed starożytną historią całego świata, to jednak prahistorii ziem polskich, jak i historii plemion lechickich, przenigdy nie zamieniłbym na żadną inną na całym świecie! A szczególnie polskich znalezisk archeologicznych, będących fenomenami w skali ogólnoświatowej, nie zamieniłbym na żadne inne, z żadnego zakątka ziemi.<br />
<br />
Śmiem zaryzykować tezę, że potężne, megalityczne grobowce kultury pucharów lejkowatych, czy skarb księcia Wiślan (o historii którego jeszcze jako nastolatek zaczytywałem się z wypiekami na twarzy), są dla historii naszej polskiej ziemi równie ważne jak słynne Drzwi Gnieźnieńskie, czy choćby denary króla Bolesława Chrobrego.<br />
<br />
Gdyby to ode mnie zależało, bez wahania oddałbym wszystkie polskie hipermarkety i galerie handlowe za jedno nowe muzeum archeologiczne… No dobra, to był tylko sarkazm…<br />
<br />
Nasza polska ziemia, poprzez ukryte w niej skarby, zdaje się przemawiać do współczesnych zabieganych, pochłoniętych bieżącymi sprawami Polaków. Poprzez ich odwieczny, ponadczasowy urok, poprzez ich ogromną różnorodność, ziemia nasza zdaje się krzyczeć do nas z głębi wieków, byśmy przenigdy nie zapominali o naszych pradziejach!<br />
<br />
Jakże tajemnicze i intrygujące zarazem są licznie zachowane do naszych czasów urny twarzowe będące dziełem kultury pomorskiej!<br />
<br />
Jakże wielką tajemnicę skrywają w sobie wspomniane powyżej liczne grzywny siekiero podobne składające się na wielki skarb „silnego wielce” pogańskiego księcia plemienia Wiślan! (Od razu śpieszę dopowiedzieć że denary pierwszych polskich władców z dynastii Piastów, także po dziś dzień skrywają wiele niewyjaśnionych tajemnic…)<br />
<br />
Jakże wiele tajemnic skrywa po dziś dzień historia Wzgórza Wawelskiego! Jakże, jakże… Można by tak wyliczać godzinami…<br />
<br />
Ja z kolei, mógłbym chyba godzinami wyliczać, czego to bez mrugnięcia okiem nie oddałbym za jedną nową książkę o tematyce archeologicznej, albo historycznej. Jeszcze na pierwszym roku studiów, w przerwach pomiędzy sesjami egzaminacyjnymi, zawzięcie zaczytywałem się  w  „Rocznikach czyli kronikach Sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza. Już pierwszą księgę roczników Długosza przeczytałem niemal jednym tchem. A piszę o tym w tym miejscu dlatego, iż jej lektura (która wywarła na mnie ogromne wrażenie) skłoniła mnie w późniejszym okresie do sięgnięcia po Starą Baśń autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego. O moim niegasnącym pomimo upływu lat uwielbieniu, zarówno do tej ponadczasowej powieści, jak i nakręconego na jej motywach filmu w reżyserii Jerzego Hofmana mógłbym pisać godzinami, ale nie to jest teraz moim celem…<br />
<br />
 <br />
[[Niniejszy tekst jest zaledwie fragmentem mojej niewydanej nigdy drukiem powieści zatytułowanej „Samotny posąg w sercu puszczy”. Wszystkie prawa zastrzeżone.]]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wielką niesprawiedliwością byłoby względem historii ziem polskich, gdybyśmy pisząc historyczne opracowania naukowe oraz powieści osadzone w realiach historycznych, skupiali się wyłącznie na okresie po przyjęciu Chrztu przez księcia  Mieszka I, pomijając zarazem jakże długą, jakże bogatą i przeogromnie ciekawą zarazem historię osadnictwa na ziemiach polskich. Wcale nie byłoby przesadnym stwierdzenie, że jakże długa historia osadnictwa na ziemiach polskich, jest równie ciekawa, co historia starożytnego Egiptu, czy starożytnej Persji.<br />
<br />
Kultura jerzmanowicka, jakże tajemnicza i ciekawa zarazem kultura pucharów lejkowatych, kultura pomorska, kultura łużycka, Celtowie na ziemiach polskich, zeslawizowani Sarmaci, czy wreszcie liczne plemiona lechickie, wciąż skrywają wiele tajemnic, przez wieki czekających ich odkrycia.<br />
<br />
Wszystkie te starożytne i wczesnośredniowieczne kultury, jak i liczne plemiona żyjące niegdyś na ziemiach dzisiejszej Polski, spaja niewidzialną, acz nierozerwalną więzią, nauka zwana „Historią osadnictwa na ziemiach polskich”. Jakże różne od siebie, a zarazem jakże bliskie sobie, były wszystkie te kultury i plemiona, a przede wszystkim… Jakże piękne w swojej historii i w samym swoim jestestwie…<br />
<br />
Ziemia polska obfitująca w liczne cuda przyrody, w niemniejsze obfituje skarby archeologii. Archeologia ziem polskich szczyci się odkryciami,  jakich nie znajdziemy w żadnej innej stronie świata. Jakże nie kochać tej wspaniałej nauki, zwanej historią osadnictwa na ziemiach polskich, a przez nią jakże nie kochać całym sercem całej polskiej historii!<br />
<br />
Choć jestem tylko prostym pasjonatem historii, ośmielę się w tym miejscu napisać, że ogromnie szanuję Węgrów, za to że szczycą się historią żyjących niegdyś na Ich ziemiach Hunów, jak i szanuję Francuzów, za to że szczycą się historią żyjących kiedyś na terenie obecnej Francji starożytnych Galów. Historia świata w dostojnym swym biegu sprawiła, iż zrządzeniem dziejowych wiatrów w miejsce starożytnych plemion, powstały wieki później nowożytne narody.<br />
<br />
I tak z biegiem dziejów, zarówno starożytne, jak i średniowieczne plemiona wydawały swoich wielkich wodzów. Starożytni Galowie mieli swego Wercyngetoryksa, średniowieczni Polanie mieli swojego księcia Mieszka I… Wcześniej będące protopaństwem słowackim Księstwo Nitrzańskie miało swojego księcia Pribine, itp. itd. Jednak dla dalszej części niniejszych rozważań kluczowe będzie postawienie w tym miejscu pytania, imiona ilu takich wodzów na zawsze już przepadły w mrokach dziejów…<br />
<br />
Jakże wspaniale byłoby zebrać w swojej prywatnej kolekcji wszystkie książki, zarówno naukowe jak i publicystyczne, poruszające tematykę polskich, wczesnośredniowiecznych plemion słowiańskich. Zarówno Wiślan, jak i Pomorzan, Lędzian, jak i Dziadoszan. Cudownie byłoby czytając je wszystkie zanurzyć się w zapomnianą  historię tych wszystkich polskich plemion, Ich wspaniałe dzieje, Ich wielkie wzloty i upadki. Jednocześnie poznając Ich zapomnianą, wspaniałą historię przybliżyć się nieco do odwiecznej tajemnicy całej Słowiańszczyzny.<br />
<br />
Tej odwiecznej, skrywanej przez historię świata tajemnicy, dlaczego to akurat narodowi słowiańskiemu została oddana we władanie połowa Europy. Połowa Europy z całymi jej bogactwami. Dlaczego nie starożytnym Grekom, Bałtom czy plemionom germańskim, ale właśnie Słowianom. I dlaczego jednocześnie jest tak jak pisał Ibrahim ibn Jakub, że „…Na ogół biorąc, to Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowności i gdyby nie ich niezgoda wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile”.<br />
<br />
Dlaczego to Polanie osiągnęli władzę nad Wiślanami, Pomorzanami, Dziadoszanami, Lędzianami, a nie na przykład Wiślanie czy Pomorzanie nad resztą plemion polskich. Dlaczego to na przykład władcy Lędzian Wyszowi czy tajemniczemu władcy Wiślan (Wisławowi?) nie przypadła taka sama misja dziejowa jak władcy Polan Mieszkowi I.<br />
<br />
Przeto my Polacy nie mamy najmniejszych powodów, by zazdrościć starożytnej historii ziem Ich Grekom czy Włochom, gdyż cała polska ziemia utkana jest archeologicznymi znaleziskami, niekiedy fenomenalnymi w skali całego świata. Zapewne nasze małe ojczyzny, które każdy z nas nosi w swym sercu, również mogą się poszczycić ciekawymi znaleziskami…<br />
<br />
Choć będąc Polakiem, chylę czoła przed starożytną historią całego świata, to jednak prahistorii ziem polskich, jak i historii plemion lechickich, przenigdy nie zamieniłbym na żadną inną na całym świecie! A szczególnie polskich znalezisk archeologicznych, będących fenomenami w skali ogólnoświatowej, nie zamieniłbym na żadne inne, z żadnego zakątka ziemi.<br />
<br />
Śmiem zaryzykować tezę, że potężne, megalityczne grobowce kultury pucharów lejkowatych, czy skarb księcia Wiślan (o historii którego jeszcze jako nastolatek zaczytywałem się z wypiekami na twarzy), są dla historii naszej polskiej ziemi równie ważne jak słynne Drzwi Gnieźnieńskie, czy choćby denary króla Bolesława Chrobrego.<br />
<br />
Gdyby to ode mnie zależało, bez wahania oddałbym wszystkie polskie hipermarkety i galerie handlowe za jedno nowe muzeum archeologiczne… No dobra, to był tylko sarkazm…<br />
<br />
Nasza polska ziemia, poprzez ukryte w niej skarby, zdaje się przemawiać do współczesnych zabieganych, pochłoniętych bieżącymi sprawami Polaków. Poprzez ich odwieczny, ponadczasowy urok, poprzez ich ogromną różnorodność, ziemia nasza zdaje się krzyczeć do nas z głębi wieków, byśmy przenigdy nie zapominali o naszych pradziejach!<br />
<br />
Jakże tajemnicze i intrygujące zarazem są licznie zachowane do naszych czasów urny twarzowe będące dziełem kultury pomorskiej!<br />
<br />
Jakże wielką tajemnicę skrywają w sobie wspomniane powyżej liczne grzywny siekiero podobne składające się na wielki skarb „silnego wielce” pogańskiego księcia plemienia Wiślan! (Od razu śpieszę dopowiedzieć że denary pierwszych polskich władców z dynastii Piastów, także po dziś dzień skrywają wiele niewyjaśnionych tajemnic…)<br />
<br />
Jakże wiele tajemnic skrywa po dziś dzień historia Wzgórza Wawelskiego! Jakże, jakże… Można by tak wyliczać godzinami…<br />
<br />
Ja z kolei, mógłbym chyba godzinami wyliczać, czego to bez mrugnięcia okiem nie oddałbym za jedną nową książkę o tematyce archeologicznej, albo historycznej. Jeszcze na pierwszym roku studiów, w przerwach pomiędzy sesjami egzaminacyjnymi, zawzięcie zaczytywałem się  w  „Rocznikach czyli kronikach Sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza. Już pierwszą księgę roczników Długosza przeczytałem niemal jednym tchem. A piszę o tym w tym miejscu dlatego, iż jej lektura (która wywarła na mnie ogromne wrażenie) skłoniła mnie w późniejszym okresie do sięgnięcia po Starą Baśń autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego. O moim niegasnącym pomimo upływu lat uwielbieniu, zarówno do tej ponadczasowej powieści, jak i nakręconego na jej motywach filmu w reżyserii Jerzego Hofmana mógłbym pisać godzinami, ale nie to jest teraz moim celem…<br />
<br />
 <br />
[[Niniejszy tekst jest zaledwie fragmentem mojej niewydanej nigdy drukiem powieści zatytułowanej „Samotny posąg w sercu puszczy”. Wszystkie prawa zastrzeżone.]]]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[O życiowej nieprzystawalności]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6889.html</link>
			<pubDate>Tue, 14 Nov 2017 22:34:55 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6889.html</guid>
			<description><![CDATA[Wstęp, czyli com czynił, zanim się był oddał pisaniu niniejszego.<br />
<br />
O tym muszę przede wszystkim we wstępie wspomnieć, że się dziś osobliwie wcześnie zbudziłem, bo o godzinie szóstej. Rzecz to tym więcej dziwaczna, że podobnie dziać mi się zwykło tylko w Warszawie, gdzie za łoże służy mi podłogowe podłoże, bo posłania dla mnie nie staje. Nie sarkam jednak na takowe przyjezdnego impedimenta. <br />
Zbudziłem się przeto wybitnie porannie i już to sumptem rodzinnym, już to własnym przemysłem dostałem się na warszawską Wolę. Gdy nie bez trudu prostokątnego, zwieszającego mi się z prawej ręki za czarną rączkę dotarłem do mrocznego wnijścia do mieszkania, drzwi zastałem zamknięte. Począłem tedy energicznym, acz dokładnie skalibrowanym ruchem lewej ręki zadawać kciuk dzwonkowi drzwiowemu, lecz na próżno (jako podówczas i w mym żołądku). Ponieważ godzinę ustaliłem na kwadrans po ósmej, śniadać zaś zwykłem piętnaście minut wcześniej, zniecierpliwienie me wzrosło, wzniecone tyle podlejszym głodem, co szlachetniejszym wzburzeniem z powodu nieumyślnego gwałtu na własnych obyczajach. Uderzyłem teraz we drzwi, bez już żadnego porządku, byleby być słyszanym,samemu słuchając, czy zostałem usłyszany. Nikt jednak nie wołał, poszedłem.<br />
Niechybnie skierowałem kroki ku pobliskiemu KFC, nie po to jednak, aby zadośćuczynić trzewiom. Nie jadam w podobnych lokalach, niepodobieństwem byłoby bowiem dla mnie spożywać cokolwiek poza domem, i to samotnie. Złożyłem kurczętom na rożnie rozpiętym wizytę, aby odebrać klucz do mieszkania. Posiadał go Petrus Pinguis, Lord of the Lard, Piotr zwany przeze mnie Szmalcownikiem. <br />
Szmalcownik – gwarowe słowo, które w Polsce przed II wojną światową miało kilka podobnych znaczeń: przemytnik, paser lub łapówkarz. Nic z tych rzeczy. Piotra, mego drogiego współlokatora, ochrzciłem mianem Szmalcownika, gdyż w pracy swej ma za zadanie smażyć kurczęta na s(z)malcu. Nigdy bym go o takie, jak wyżej, niecności nie posądził, jego imię ma genezę wyłącznie kulinarną.  Za czym klucz odeń odebrałem i powróciłem do mieszkania. <br />
W środku przyłapałem in flagranti zwyczajowy tego miejsca nieporządek:  w mrocznej sieni walały się torby przeróżnej wielkości i maści, których mamy w naszym lokum bez widomego celu wielką obfitość. W wyglądającej oknem na podwórze kuchni po lewej piętrzyła się mieszanina garnków, talerzy i sztućców, porosłych zresztą okalające zlew szafki i blaty tak, że łatwo mógłbyś, kuchenny detektywie, dojść po stopniu ich zabrudzenia, w jakim porządku zostały użyte dla zaspokojenia głodu oraz kiedy dokładnie z nich jedzono. Nie zająłem się jednak tą, jakkolwiek interesującą, sprawą i wszedłem do pokoju na prawo. Tu znajdowało się serce mieszkania, centrum dowodzenia i kwatera główna. Oto przytulone do przeciwległych ścian łóżka, jedno większe, dla dwojga, drugie – kulawy i nieco przybrudzony tapczan. Każde z łóżek zbrojne było w biurko, nad każdym biurkiem zaś zwieszała się lampa o długiej szyi. Wśród nich, przycupnięty w rogu owego pokoju,  trzymał wartę stół niewielkich rozmiarów, przetransferowany tu niegdyś z kuchni, gdzie służył celom głównie gospodarczym. Był to mój stół. Próżno szukałbyś jednak doń łóżka, którym jest dlań podłoga. Tylko biurkom przysługują łóżka. Jeślibyś jednak wypominał mi, że najgorzej wyszedłem z mieszkańców, ponieważ wybrałem sobie takie stanowisko bycia, nie zabrzmiałbyś racjonalnie. Nie mam władzy nad snami, lecz jestem panem pór roku, słońca i księżyca. W zimie jest mi ciepło za sprawą sąsiada – grzejnika z lewej. Latem widzę wyraźnie niebo i naszyte na nie twory niebieskie oraz chłonę zmienne w swych zapachowych humorach powietrze, ilekroć podniosę głowę znad drewnianej płaszczyzny. Wszystko to bowiem dzięki pośrednictwu drugiego sąsiada – okna, zamieszkującego szczyptę wyżej, nad grzejnikiem. Czy nadal uważasz mnie za człowieka nieszczęśliwego z powodu złego wyboru? <br />
Widok wszystkich sprzętów w pomieszczeniu, ten sam od pół roku, był powszednio obojętny. Szybko pozbyłem się ciężaru ciągnącego mnie ku dołowi, odrzucając precz w kąt czarną walizkę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wstęp, czyli com czynił, zanim się był oddał pisaniu niniejszego.<br />
<br />
O tym muszę przede wszystkim we wstępie wspomnieć, że się dziś osobliwie wcześnie zbudziłem, bo o godzinie szóstej. Rzecz to tym więcej dziwaczna, że podobnie dziać mi się zwykło tylko w Warszawie, gdzie za łoże służy mi podłogowe podłoże, bo posłania dla mnie nie staje. Nie sarkam jednak na takowe przyjezdnego impedimenta. <br />
Zbudziłem się przeto wybitnie porannie i już to sumptem rodzinnym, już to własnym przemysłem dostałem się na warszawską Wolę. Gdy nie bez trudu prostokątnego, zwieszającego mi się z prawej ręki za czarną rączkę dotarłem do mrocznego wnijścia do mieszkania, drzwi zastałem zamknięte. Począłem tedy energicznym, acz dokładnie skalibrowanym ruchem lewej ręki zadawać kciuk dzwonkowi drzwiowemu, lecz na próżno (jako podówczas i w mym żołądku). Ponieważ godzinę ustaliłem na kwadrans po ósmej, śniadać zaś zwykłem piętnaście minut wcześniej, zniecierpliwienie me wzrosło, wzniecone tyle podlejszym głodem, co szlachetniejszym wzburzeniem z powodu nieumyślnego gwałtu na własnych obyczajach. Uderzyłem teraz we drzwi, bez już żadnego porządku, byleby być słyszanym,samemu słuchając, czy zostałem usłyszany. Nikt jednak nie wołał, poszedłem.<br />
Niechybnie skierowałem kroki ku pobliskiemu KFC, nie po to jednak, aby zadośćuczynić trzewiom. Nie jadam w podobnych lokalach, niepodobieństwem byłoby bowiem dla mnie spożywać cokolwiek poza domem, i to samotnie. Złożyłem kurczętom na rożnie rozpiętym wizytę, aby odebrać klucz do mieszkania. Posiadał go Petrus Pinguis, Lord of the Lard, Piotr zwany przeze mnie Szmalcownikiem. <br />
Szmalcownik – gwarowe słowo, które w Polsce przed II wojną światową miało kilka podobnych znaczeń: przemytnik, paser lub łapówkarz. Nic z tych rzeczy. Piotra, mego drogiego współlokatora, ochrzciłem mianem Szmalcownika, gdyż w pracy swej ma za zadanie smażyć kurczęta na s(z)malcu. Nigdy bym go o takie, jak wyżej, niecności nie posądził, jego imię ma genezę wyłącznie kulinarną.  Za czym klucz odeń odebrałem i powróciłem do mieszkania. <br />
W środku przyłapałem in flagranti zwyczajowy tego miejsca nieporządek:  w mrocznej sieni walały się torby przeróżnej wielkości i maści, których mamy w naszym lokum bez widomego celu wielką obfitość. W wyglądającej oknem na podwórze kuchni po lewej piętrzyła się mieszanina garnków, talerzy i sztućców, porosłych zresztą okalające zlew szafki i blaty tak, że łatwo mógłbyś, kuchenny detektywie, dojść po stopniu ich zabrudzenia, w jakim porządku zostały użyte dla zaspokojenia głodu oraz kiedy dokładnie z nich jedzono. Nie zająłem się jednak tą, jakkolwiek interesującą, sprawą i wszedłem do pokoju na prawo. Tu znajdowało się serce mieszkania, centrum dowodzenia i kwatera główna. Oto przytulone do przeciwległych ścian łóżka, jedno większe, dla dwojga, drugie – kulawy i nieco przybrudzony tapczan. Każde z łóżek zbrojne było w biurko, nad każdym biurkiem zaś zwieszała się lampa o długiej szyi. Wśród nich, przycupnięty w rogu owego pokoju,  trzymał wartę stół niewielkich rozmiarów, przetransferowany tu niegdyś z kuchni, gdzie służył celom głównie gospodarczym. Był to mój stół. Próżno szukałbyś jednak doń łóżka, którym jest dlań podłoga. Tylko biurkom przysługują łóżka. Jeślibyś jednak wypominał mi, że najgorzej wyszedłem z mieszkańców, ponieważ wybrałem sobie takie stanowisko bycia, nie zabrzmiałbyś racjonalnie. Nie mam władzy nad snami, lecz jestem panem pór roku, słońca i księżyca. W zimie jest mi ciepło za sprawą sąsiada – grzejnika z lewej. Latem widzę wyraźnie niebo i naszyte na nie twory niebieskie oraz chłonę zmienne w swych zapachowych humorach powietrze, ilekroć podniosę głowę znad drewnianej płaszczyzny. Wszystko to bowiem dzięki pośrednictwu drugiego sąsiada – okna, zamieszkującego szczyptę wyżej, nad grzejnikiem. Czy nadal uważasz mnie za człowieka nieszczęśliwego z powodu złego wyboru? <br />
Widok wszystkich sprzętów w pomieszczeniu, ten sam od pół roku, był powszednio obojętny. Szybko pozbyłem się ciężaru ciągnącego mnie ku dołowi, odrzucając precz w kąt czarną walizkę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dzieje Anzelma, część II]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6888.html</link>
			<pubDate>Tue, 14 Nov 2017 22:33:03 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6888.html</guid>
			<description><![CDATA[Jak zapewne co cierpliwsi czytelnicy pamiętają, w ostatnim a zarazem pierwszym odcinku naszej opowieści zakończyliśmy sprawę mocnym i wyraźnym akcentem. Anzelm bowiem, najpotężniejszy i najmędrszy rycerz swych czasów (konkurencji boć znacznej nie miał, przyznajmy), po pierwszym w historii przykładzie blitzkriegu, którego tu ofiarą padła garstka zamkowych straży, wkroczył wreszcie do siedziby obiektu swoich kilku głębszych westchnień. Obiektem owym, który mógł wysunąć przeciw niemu obiekcje lub nałożyć nań subiekcje, była królewna Anette. I choć gloria naszego dzielnego rycerza była całkowitą, czuł on pewien niedosyt, bo i mężem był do wojaczki nawykłym i pochopnym, jakoż gościem częstym rozlicznych domów ówczesnych potentatów średniowiecznej Europy.<br />
Krom wielokrotne romanse z reprezentantkami płci białogłowskiej i majętnej do tego, o których pisywano po dworach romanse (pleonazm zamierzony), nie psował sobie Anzelm głowy takowymi płochymi sprawkami, jeno rozmysłem tęgo w owym czasie robił. Siła bowiem czytywał, co wielkiej miary było zatrudnieniem pośród rycerskiej braci, bo i żadnej u niej tentacyi do tego nie znałeś, która tonsurom braciszków łacniej o księgi staranie kredytowała. Rycerz nasz przeto na wszytkiej piosnce bohatyrskiej jako i gędźbie chamskiej się rozumiał, gdzie i takową wariacyę zoczyć było jasno: gładka dama serca, rycerz chrobry z sercem na dłoni (frazeologicznie lub tuż po walce) oraz smok/upiór/czarnoksiężnik bez serca.<br />
Autor, zawsze życzliwy drogim Czytelnikom, z których niektórzy mogą nie przepadać za powyższą planimetrią (trójkątne figury zbyt płaskie), chciałby zaproponować zamiast tego trygonometrię i przedstawić całą zależność w postaci prostego równania:<br />
<br />
R(!) + D D<br />
------------ = --- - R (RD - P)<br />
P P<br />
<br />
R - oznacza Rycerza, który pragnie połączenia z<br />
D - Dama serca. Oboje zależni są od<br />
P - potwór, zawsze nieprzyjemny i destrukcyjny.<br />
! - silnia: jeśli Rycerz jest na tyle silny, żeby pokonać Potwora, wówczas łączy się ze swoją wybranką w długości i szczęśliwości. Jeśli jednak nie jest takim, wówczas mamy sytuację jak w nawiasie, czyli Damę wciąż zależną od Potwora, lecz już z wykluczeniem Rycerza, bo ten poległ.<br />
Warto nadmienić, że kombinacja poza nawiasem występuje oczywiście znacznie częściej. Powróćmy teraz do naszej opowieści. Kamera... akcja!<br />
Anzelmowi przeto, krom nieświadomy powyższych arkanów, widno było nazbyt wyraźnie, że zagłady podobnej, ohydnej kreatury honor był mu odjęty. Czy nie dość rychło zrodzony, czy monstrów owych jeszcze na świecie nie stało, fraszki. Po co tutaj przybył, to z sercem zapałem płonącem wykonać zamiarował, boć już go nie chuć jałowa tumaniła, jeno rycerskość owa sławetna, której się był oddał cały i za swoje officium najwyższe mianował.<br />
Przekroczył bramkę.<br />
Za czem mroki go egipskie zrazu w wątpiach zamczyska powitały, słońce bowiem z dawna już smakowało pąsowy mord na dniu dokonany w krwawej łuny horyzontu rubieży. Ciemność Anzelmowi barzo przyrodzone mu zmysły lękiem psowała, nade wszystko pragnął jednak celu świetnego spełnienia, bieżał przeto bojaźń tę zdusiwszy. Dobył niechybnego oręża i machnął nim przed sobą, coby wybadać poziom zagospodarowania przestrzennego pomieszczenia i tym łacniej o dalszej swej drodze się przekonać. Gdy ostrzu żadne impedimenta na przeszkodzie nie stanęły, kontent rycerz postąpił bez trwogi do przodu. Kilka jeno kroków dane mu było uczynić, z nagła bowiem jakowaś twardość w nogi mu się wdała i o włos go do upadku nie przywiodła. Miast tego się potknął i po raz wtóry nogom jego dany był opór. Azali tem razem Anzelm przechylił się do tyłu i wyrżnął tęgo czerepem o coś kamiennego (na ile miarkował). Boleść, która nawiedziła go z tyłu głowy, przymusiła do zwrócenia korpusu ku przodowi, tu też wszakże czyhało nań tajemne i po chwili rycerz w nieustępliwej i wszechobecnej mordędze osunął się na ziemię.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Jak zapewne co cierpliwsi czytelnicy pamiętają, w ostatnim a zarazem pierwszym odcinku naszej opowieści zakończyliśmy sprawę mocnym i wyraźnym akcentem. Anzelm bowiem, najpotężniejszy i najmędrszy rycerz swych czasów (konkurencji boć znacznej nie miał, przyznajmy), po pierwszym w historii przykładzie blitzkriegu, którego tu ofiarą padła garstka zamkowych straży, wkroczył wreszcie do siedziby obiektu swoich kilku głębszych westchnień. Obiektem owym, który mógł wysunąć przeciw niemu obiekcje lub nałożyć nań subiekcje, była królewna Anette. I choć gloria naszego dzielnego rycerza była całkowitą, czuł on pewien niedosyt, bo i mężem był do wojaczki nawykłym i pochopnym, jakoż gościem częstym rozlicznych domów ówczesnych potentatów średniowiecznej Europy.<br />
Krom wielokrotne romanse z reprezentantkami płci białogłowskiej i majętnej do tego, o których pisywano po dworach romanse (pleonazm zamierzony), nie psował sobie Anzelm głowy takowymi płochymi sprawkami, jeno rozmysłem tęgo w owym czasie robił. Siła bowiem czytywał, co wielkiej miary było zatrudnieniem pośród rycerskiej braci, bo i żadnej u niej tentacyi do tego nie znałeś, która tonsurom braciszków łacniej o księgi staranie kredytowała. Rycerz nasz przeto na wszytkiej piosnce bohatyrskiej jako i gędźbie chamskiej się rozumiał, gdzie i takową wariacyę zoczyć było jasno: gładka dama serca, rycerz chrobry z sercem na dłoni (frazeologicznie lub tuż po walce) oraz smok/upiór/czarnoksiężnik bez serca.<br />
Autor, zawsze życzliwy drogim Czytelnikom, z których niektórzy mogą nie przepadać za powyższą planimetrią (trójkątne figury zbyt płaskie), chciałby zaproponować zamiast tego trygonometrię i przedstawić całą zależność w postaci prostego równania:<br />
<br />
R(!) + D D<br />
------------ = --- - R (RD - P)<br />
P P<br />
<br />
R - oznacza Rycerza, który pragnie połączenia z<br />
D - Dama serca. Oboje zależni są od<br />
P - potwór, zawsze nieprzyjemny i destrukcyjny.<br />
! - silnia: jeśli Rycerz jest na tyle silny, żeby pokonać Potwora, wówczas łączy się ze swoją wybranką w długości i szczęśliwości. Jeśli jednak nie jest takim, wówczas mamy sytuację jak w nawiasie, czyli Damę wciąż zależną od Potwora, lecz już z wykluczeniem Rycerza, bo ten poległ.<br />
Warto nadmienić, że kombinacja poza nawiasem występuje oczywiście znacznie częściej. Powróćmy teraz do naszej opowieści. Kamera... akcja!<br />
Anzelmowi przeto, krom nieświadomy powyższych arkanów, widno było nazbyt wyraźnie, że zagłady podobnej, ohydnej kreatury honor był mu odjęty. Czy nie dość rychło zrodzony, czy monstrów owych jeszcze na świecie nie stało, fraszki. Po co tutaj przybył, to z sercem zapałem płonącem wykonać zamiarował, boć już go nie chuć jałowa tumaniła, jeno rycerskość owa sławetna, której się był oddał cały i za swoje officium najwyższe mianował.<br />
Przekroczył bramkę.<br />
Za czem mroki go egipskie zrazu w wątpiach zamczyska powitały, słońce bowiem z dawna już smakowało pąsowy mord na dniu dokonany w krwawej łuny horyzontu rubieży. Ciemność Anzelmowi barzo przyrodzone mu zmysły lękiem psowała, nade wszystko pragnął jednak celu świetnego spełnienia, bieżał przeto bojaźń tę zdusiwszy. Dobył niechybnego oręża i machnął nim przed sobą, coby wybadać poziom zagospodarowania przestrzennego pomieszczenia i tym łacniej o dalszej swej drodze się przekonać. Gdy ostrzu żadne impedimenta na przeszkodzie nie stanęły, kontent rycerz postąpił bez trwogi do przodu. Kilka jeno kroków dane mu było uczynić, z nagła bowiem jakowaś twardość w nogi mu się wdała i o włos go do upadku nie przywiodła. Miast tego się potknął i po raz wtóry nogom jego dany był opór. Azali tem razem Anzelm przechylił się do tyłu i wyrżnął tęgo czerepem o coś kamiennego (na ile miarkował). Boleść, która nawiedziła go z tyłu głowy, przymusiła do zwrócenia korpusu ku przodowi, tu też wszakże czyhało nań tajemne i po chwili rycerz w nieustępliwej i wszechobecnej mordędze osunął się na ziemię.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[- codzienność...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6695.html</link>
			<pubDate>Mon, 02 Oct 2017 16:38:18 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6695.html</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Tekst pisany parę lat temu...</span><br />
. <br />
<div style="text-align: center;"><img src="https://2.bp.blogspot.com/-ou7JqTa50sI/Ugd2wuQIwqI/AAAAAAAARzA/fDSULKAVJOQ/s400/bar+u+J%C3%B3zka+x+560++.jpg" border="0" alt="[Obrazek: bar+u+J%C3%B3zka+x+560++.jpg]" /></div>
.<br />
<div style="text-align: center;"><span style="font-size: large;">Życie codzienne (prawie, że...)</span><br />
#</div>
<div style="text-align: justify;">Nieduży barek słynący z flaków w powiatowym mieście. Siedzimy tutaj - jak co dzień, gdy pogoda typowo barowa - paru znających się facetów i spijamy swoje piwo. Czasami nawet coś mocniejszego - przyniesionego z sobą. Gospodarze barku domyślają się zapewne co jest grane, gdy bierzemy od nich niekiedy oprócz piwa jakiś inny napój i parę szklaneczek do niego. Lecz nie protestują. Za długo się znamy, by to zrobili. A my staramy się "po partyzancku" - z torebki, jak oni nie widzą... W stosunku do nieznajomych nastąpiłby zapewne stanowczy i zdecydowany sprzeciw. Rozmawiamy sobie - mocno niekiedy dyskutując - na wiele różnych tematów, czasami tylko żartobliwych i mniej poważnych, czasami jednak politycznie gorących. Większość z nas, tutejszych dyskutantów, nie cierpi alergicznie obozu Kaczyńskich; więc prześcigamy się w wylewaniu na nich wiader słownych pomyj. Nie zawsze prawdziwych. Ci, z innym zdaniem, wolą raczej nie za bardzo się wychylać, bo i tak by nas nie przekonali - a przecież stanowimy w tym gronie zdecydowaną większość. Demokracja barowa górą. Ja sam jestem znany z głoszenia najmocniejszych chyba - niezbyt pochlebnych opinii o PiSolubnych. Nawet mi doradzają niektórzy, bym trochę się pohamował, bo a nuż Kaczory wrócą do władzy, to... Ale mnie to - ogólnie rzecz ujmując - zwisa. Mam już prawie 70 lat i nie przewiduję ich powrotu do końca moich jesiennych dni. A nawet jeśli; to co?... Poza tym - za stary ze mnie "solidaruch" bym uląkł się jakichś nowomodnych "solidarszczyków"... Mamy też swoje dowody do bezwzględnego poparcia naszych tez o marnych zdolnościach PiSowczyków, jako ewentualnych "rządzicieli". Ot po prostu, obecnie - gdy już drugą kadencję dowodzi miastem PO, staje się tu coraz piękniej i to w bardzo szybkim tempie. Poprzedni "administratorzy"- PiSowiacy - pozostawili miasto niewiele różniące się od brudnej, zapyziałej okresem PRLowskich rządów miejscowości. I to jest tak nieodparcie prawdziwe, że bezdyskusyjnie przyjmowane jako pewnik. Jedynym zarzutem z ich strony jest to, że z tego powodu miasto się zadłużyło i jakiekolwiek podwyżki potrzebne przecież do spłaty tegoż zadłużenia są nieustannie wytykane przez tych "ekonomicznych geniuszy". Swoim księżycowym populizmem udowodnili by przecież, że nie ma racji powiedzenie - z pustego to nawet Salomon nie naleje... No, ale znani są nie od dziś ze swoich przekonań. Podobni w bliźniaczy sposób do wielkanocnych pisanek zrobionych z wydmuszek. Z wierzchu pacyna i kolorowe malowanki - w środku puste jak...cymbał. PiSankowa Partia Prawdziw(n)ychPolaków. Cztery razy P.<br />
Tak samo jak i my ze swoją Partią Popierających Porządne Piwo... Ja - zwolennik zimnego Lecha Pils na którego oni nawet nie spojrzą. Wolą warzone w okolicach zamieszkiwanych przez "zakamuflowaną opcję niemiecką" czyli jakieś Tyskie lub inne podobne. Aby nie Lech. Zakaz, czy jak...Takie z nich prawdziwki... A Lechowi Poznań kibicują... bo to ten mniej więcej rejon.<br />
. <br />
</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Tekst pisany parę lat temu...</span><br />
. <br />
<div style="text-align: center;"><img src="https://2.bp.blogspot.com/-ou7JqTa50sI/Ugd2wuQIwqI/AAAAAAAARzA/fDSULKAVJOQ/s400/bar+u+J%C3%B3zka+x+560++.jpg" border="0" alt="[Obrazek: bar+u+J%C3%B3zka+x+560++.jpg]" /></div>
.<br />
<div style="text-align: center;"><span style="font-size: large;">Życie codzienne (prawie, że...)</span><br />
#</div>
<div style="text-align: justify;">Nieduży barek słynący z flaków w powiatowym mieście. Siedzimy tutaj - jak co dzień, gdy pogoda typowo barowa - paru znających się facetów i spijamy swoje piwo. Czasami nawet coś mocniejszego - przyniesionego z sobą. Gospodarze barku domyślają się zapewne co jest grane, gdy bierzemy od nich niekiedy oprócz piwa jakiś inny napój i parę szklaneczek do niego. Lecz nie protestują. Za długo się znamy, by to zrobili. A my staramy się "po partyzancku" - z torebki, jak oni nie widzą... W stosunku do nieznajomych nastąpiłby zapewne stanowczy i zdecydowany sprzeciw. Rozmawiamy sobie - mocno niekiedy dyskutując - na wiele różnych tematów, czasami tylko żartobliwych i mniej poważnych, czasami jednak politycznie gorących. Większość z nas, tutejszych dyskutantów, nie cierpi alergicznie obozu Kaczyńskich; więc prześcigamy się w wylewaniu na nich wiader słownych pomyj. Nie zawsze prawdziwych. Ci, z innym zdaniem, wolą raczej nie za bardzo się wychylać, bo i tak by nas nie przekonali - a przecież stanowimy w tym gronie zdecydowaną większość. Demokracja barowa górą. Ja sam jestem znany z głoszenia najmocniejszych chyba - niezbyt pochlebnych opinii o PiSolubnych. Nawet mi doradzają niektórzy, bym trochę się pohamował, bo a nuż Kaczory wrócą do władzy, to... Ale mnie to - ogólnie rzecz ujmując - zwisa. Mam już prawie 70 lat i nie przewiduję ich powrotu do końca moich jesiennych dni. A nawet jeśli; to co?... Poza tym - za stary ze mnie "solidaruch" bym uląkł się jakichś nowomodnych "solidarszczyków"... Mamy też swoje dowody do bezwzględnego poparcia naszych tez o marnych zdolnościach PiSowczyków, jako ewentualnych "rządzicieli". Ot po prostu, obecnie - gdy już drugą kadencję dowodzi miastem PO, staje się tu coraz piękniej i to w bardzo szybkim tempie. Poprzedni "administratorzy"- PiSowiacy - pozostawili miasto niewiele różniące się od brudnej, zapyziałej okresem PRLowskich rządów miejscowości. I to jest tak nieodparcie prawdziwe, że bezdyskusyjnie przyjmowane jako pewnik. Jedynym zarzutem z ich strony jest to, że z tego powodu miasto się zadłużyło i jakiekolwiek podwyżki potrzebne przecież do spłaty tegoż zadłużenia są nieustannie wytykane przez tych "ekonomicznych geniuszy". Swoim księżycowym populizmem udowodnili by przecież, że nie ma racji powiedzenie - z pustego to nawet Salomon nie naleje... No, ale znani są nie od dziś ze swoich przekonań. Podobni w bliźniaczy sposób do wielkanocnych pisanek zrobionych z wydmuszek. Z wierzchu pacyna i kolorowe malowanki - w środku puste jak...cymbał. PiSankowa Partia Prawdziw(n)ychPolaków. Cztery razy P.<br />
Tak samo jak i my ze swoją Partią Popierających Porządne Piwo... Ja - zwolennik zimnego Lecha Pils na którego oni nawet nie spojrzą. Wolą warzone w okolicach zamieszkiwanych przez "zakamuflowaną opcję niemiecką" czyli jakieś Tyskie lub inne podobne. Aby nie Lech. Zakaz, czy jak...Takie z nich prawdziwki... A Lechowi Poznań kibicują... bo to ten mniej więcej rejon.<br />
. <br />
</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Atak]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6263.html</link>
			<pubDate>Tue, 20 Dec 2016 12:54:05 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-6263.html</guid>
			<description><![CDATA[20 grudnia. Płatki śniegu unoszą się nad drzewami. Pola są przemarznięte. Z kominów unosi się anorektyczny dym. Dzień wcześniej ma miejsce zamach na ambasadę Rosji, w Ankarze.<br />
Szwedzka agencja służb specjalnych od zwalczania terroryzmu sieci, ostrzega kraje bałtyckie przed wzmożonymi działaniami służb Kremla. Internet huczy od plotek na temat wysyłania przez Rosję agentów do byłych krajów ZSRR, w tym do Polski. Większość dziennikarzy i śledczych nie jest poinformowana, o tych działaniach, skoro jestem tu, gdzie jestem,- opowiem wszystko. 	Zaskoczenie nastąpiło o 9.00 rano, w strefie przemysłowej. Zaatakowane jednostki energetyczne padają jak muchy. Zmobilizowane oddziały specjalne są bezradne. Indeksy szaleją. Lecą w dół, w maksymalnym tempie. Hakerzy obnażają jednostki komputerowe odpowiedzialne za logistykę w energetyce. Znajomy dzwoni z pracy, sprawa wygląda ostro. Fiksują stacje tranzystorowe,  analiza komputerowa nie notuje żadnych nasileń napięcia w systemie. Moc spada. Nie wiem co się dzieje. Sięgam pamięcią kilka wcześniejszych dni. To był ciężki tydzień. Miałem problemy. W pracy też się nie układa. Mieszkam na śródmieściu.  Nie mam czasu na przygotowanie kolacji, więc biegnę pod prysznic. Nie lubię radia, kiedy jadę, puszczam płytę. Słyszę dźwięk syren policyjnych. Krople uderzające niczym o bęben. Wychodzę z kabiny.<br />
	Dwadzieścia minut później jestem w aucie. Nieświadomy i nieprzygotowany. Wyjeżdżam z placu spokojnie do wyjazdu i mym oczom okazuje się chaos. Unieruchomiony, bez mrugnięcia oka. Z tyłu nieświadomy kierowca sygnalizuje pośpiesznie: "wyjeżdżaj". Odlatuję na moment. Dzięki Bogu za podwyższony stan świadomości, który wspomaga intuicję. Włączam radio. Przekaz powtarzany w kółko brzmi; „...prosimy pozostać w domu!”. Wysiadam. To logiczne, idę. Wracam do domu. W okolicy panuje poczucie gwałtownej psychozy. Mym uszom dociera płaczące miasto, próby, nakazy, szloch. Odgłos fortepianu.  Kobiety biegną, oglądają się, patrzą w górę. W ten zachwiałem się na nogach i po potężnym uderzeniu aut, śródmieście w korku, 400 metrów samochodów. W głowie ucisk. Ląduje na chodniku. Poczułem obraz na szeroką skalę.  W szklanym przeorze wzroku, obraz wojny. Ten charakterystyczny dźwięk w uszach daje znaki. Pół godziny błądzenia w około, w punkcie, w końcu doprowadza do jarzenia szarych komórek. Miałem niecałe sto metrów do domu. Nie wiem jak to się stało. Widziałem kilka rozbitych aut, kilka rozstawionych bezsensownie, otwartych. Dostrzegam laptop. Sklepy pozamykane. Moje sto metrów nie naliczyło żadnych incydentów. Ale gdy docieram do domu, instynktownie ląduję przy oknie. Newralgicznie, ochoczo zebrana grupa. Okręciłem się naddarty rozterkami i wylądowałem w przejściu. Kilku gwarów dobija witrynę pięściami. Zrozumiałem, że właścicieli nie ma. Wchodzę do bramy. Na pietrze jest otwarte okno. Ponad piaskowane paski szkła, widnieje pusta lada. Czego oni chcą. Baterii, jedzenia, picia? Kiedy ja w amoku korzystam z chwili, zabieram się do organizowania samego siebie. Słyszę szkło. Wiem skąd dobiega odgłos i co oznacza. Mydło? Biorę. Torba zapycha się jak balon. Wyciągam z niej wszystko. Jeszcze raz. Mydło. Koszulka, para spodni jeansowych, bluza, scyzoryk. Czuję i pojmuję nader wszystko moje położenie - ulice, plac broni. Palcami czuję ramy stolicy nie gotowej na odparcie ataku hakerów.<br />
	Minął dzień, może dwa. O dziwo woda jeszcze jest. Ulica przypomina stary peron. Kończy się chleb. Żywność wystawiam za okno. W ten sposób wędlina i ser zyskują na świeżości. Przylatują gawrony. Sera i wędlin nie uratowałem. Zostało mi trochę mleka, budyń, ser i dżem. Dopada mnie hipochondria. W dodatku biegunka i zły stan fizyczny. Muszę uciekać! Siedzenie nic mi nie przynosi. W ten stacja radiowa działa pobudzająco, lecz powoduje lęk. Pamiętam odgłosy dobijające pierwszą noc: „..chcą rozmawiać.., podejmujemy odpowiednie kroki, ..za wcześnie..”. Nie wiem nawet czy jesteśmy już w stanie wojny i co to oznacza. Wieczory są dziwne. Z radia lecą sygnały: „..nowa fala.., akumulatory.., służby”. Nie śpię. Słyszę łomot, samolot w głowie. Widzę starych przyjaciół, którzy mówią: „nie jesteśmy już przyjaciółmi”. Zostałem zaatakowany od środka. <br />
	Od ostatnich 36 godzin, wszystko się zmienia. Widzę sąsiadów, nie słyszę o czym rozmawiają. Stonowany wyraz twarzy  kobiety, tłumaczącej dziecku coś osobliwego, w oknie pode mną, naprzeciwko. Siedzą na miejscu, tak jak ja. Wychylony palec przechodnia wskazuje na auto grodzące wyjazd. Teraz rozumiem. Planują drogę ewakuacyjną.  W ten. Puk. Otwieram. Zbiórka. Wkładam w ręce kobiety kilkanaście złotych. Zbiórka żywności. Dodaje. Aha. Zdezorientowany kiwam głową i mówię, że nic nie mam. Patrzy na mnie chwilę i odchodzi. Zamykam drzwi.<br />
Podchodzę znowu do okna. Może jakaś zbiórka? Huczą mi w głowie pofalbowane myśli. Sąsiedzi rozpływają się po bramach. Kolejny wieczór, doprowadza mnie do spokoju. Jest gwiazdkowy klimat. Widzę matkę i dziecko. To sen. Proszą mnie o coś. Stoję jak słup. I biegnę. Wolniej i wolniej. Czuje wybuch i szkło wbite w plecy. Otrząsam się. Jest noc. Niebo czyste. Widnieją gwiazdy. Na dworze cisza. Staram się o chwilę refleksji. Usypiam i otwieram oczy. Są ewidentnie zmęczone. Po co ja tu przyjechałem (...). Nikogo tutaj nie znam. Jestem ofiarą, dodaje. I uciekam w płacz. Brakuje mi powietrza. Czuję nasilający się ból w lewym obojczyku.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[20 grudnia. Płatki śniegu unoszą się nad drzewami. Pola są przemarznięte. Z kominów unosi się anorektyczny dym. Dzień wcześniej ma miejsce zamach na ambasadę Rosji, w Ankarze.<br />
Szwedzka agencja służb specjalnych od zwalczania terroryzmu sieci, ostrzega kraje bałtyckie przed wzmożonymi działaniami służb Kremla. Internet huczy od plotek na temat wysyłania przez Rosję agentów do byłych krajów ZSRR, w tym do Polski. Większość dziennikarzy i śledczych nie jest poinformowana, o tych działaniach, skoro jestem tu, gdzie jestem,- opowiem wszystko. 	Zaskoczenie nastąpiło o 9.00 rano, w strefie przemysłowej. Zaatakowane jednostki energetyczne padają jak muchy. Zmobilizowane oddziały specjalne są bezradne. Indeksy szaleją. Lecą w dół, w maksymalnym tempie. Hakerzy obnażają jednostki komputerowe odpowiedzialne za logistykę w energetyce. Znajomy dzwoni z pracy, sprawa wygląda ostro. Fiksują stacje tranzystorowe,  analiza komputerowa nie notuje żadnych nasileń napięcia w systemie. Moc spada. Nie wiem co się dzieje. Sięgam pamięcią kilka wcześniejszych dni. To był ciężki tydzień. Miałem problemy. W pracy też się nie układa. Mieszkam na śródmieściu.  Nie mam czasu na przygotowanie kolacji, więc biegnę pod prysznic. Nie lubię radia, kiedy jadę, puszczam płytę. Słyszę dźwięk syren policyjnych. Krople uderzające niczym o bęben. Wychodzę z kabiny.<br />
	Dwadzieścia minut później jestem w aucie. Nieświadomy i nieprzygotowany. Wyjeżdżam z placu spokojnie do wyjazdu i mym oczom okazuje się chaos. Unieruchomiony, bez mrugnięcia oka. Z tyłu nieświadomy kierowca sygnalizuje pośpiesznie: "wyjeżdżaj". Odlatuję na moment. Dzięki Bogu za podwyższony stan świadomości, który wspomaga intuicję. Włączam radio. Przekaz powtarzany w kółko brzmi; „...prosimy pozostać w domu!”. Wysiadam. To logiczne, idę. Wracam do domu. W okolicy panuje poczucie gwałtownej psychozy. Mym uszom dociera płaczące miasto, próby, nakazy, szloch. Odgłos fortepianu.  Kobiety biegną, oglądają się, patrzą w górę. W ten zachwiałem się na nogach i po potężnym uderzeniu aut, śródmieście w korku, 400 metrów samochodów. W głowie ucisk. Ląduje na chodniku. Poczułem obraz na szeroką skalę.  W szklanym przeorze wzroku, obraz wojny. Ten charakterystyczny dźwięk w uszach daje znaki. Pół godziny błądzenia w około, w punkcie, w końcu doprowadza do jarzenia szarych komórek. Miałem niecałe sto metrów do domu. Nie wiem jak to się stało. Widziałem kilka rozbitych aut, kilka rozstawionych bezsensownie, otwartych. Dostrzegam laptop. Sklepy pozamykane. Moje sto metrów nie naliczyło żadnych incydentów. Ale gdy docieram do domu, instynktownie ląduję przy oknie. Newralgicznie, ochoczo zebrana grupa. Okręciłem się naddarty rozterkami i wylądowałem w przejściu. Kilku gwarów dobija witrynę pięściami. Zrozumiałem, że właścicieli nie ma. Wchodzę do bramy. Na pietrze jest otwarte okno. Ponad piaskowane paski szkła, widnieje pusta lada. Czego oni chcą. Baterii, jedzenia, picia? Kiedy ja w amoku korzystam z chwili, zabieram się do organizowania samego siebie. Słyszę szkło. Wiem skąd dobiega odgłos i co oznacza. Mydło? Biorę. Torba zapycha się jak balon. Wyciągam z niej wszystko. Jeszcze raz. Mydło. Koszulka, para spodni jeansowych, bluza, scyzoryk. Czuję i pojmuję nader wszystko moje położenie - ulice, plac broni. Palcami czuję ramy stolicy nie gotowej na odparcie ataku hakerów.<br />
	Minął dzień, może dwa. O dziwo woda jeszcze jest. Ulica przypomina stary peron. Kończy się chleb. Żywność wystawiam za okno. W ten sposób wędlina i ser zyskują na świeżości. Przylatują gawrony. Sera i wędlin nie uratowałem. Zostało mi trochę mleka, budyń, ser i dżem. Dopada mnie hipochondria. W dodatku biegunka i zły stan fizyczny. Muszę uciekać! Siedzenie nic mi nie przynosi. W ten stacja radiowa działa pobudzająco, lecz powoduje lęk. Pamiętam odgłosy dobijające pierwszą noc: „..chcą rozmawiać.., podejmujemy odpowiednie kroki, ..za wcześnie..”. Nie wiem nawet czy jesteśmy już w stanie wojny i co to oznacza. Wieczory są dziwne. Z radia lecą sygnały: „..nowa fala.., akumulatory.., służby”. Nie śpię. Słyszę łomot, samolot w głowie. Widzę starych przyjaciół, którzy mówią: „nie jesteśmy już przyjaciółmi”. Zostałem zaatakowany od środka. <br />
	Od ostatnich 36 godzin, wszystko się zmienia. Widzę sąsiadów, nie słyszę o czym rozmawiają. Stonowany wyraz twarzy  kobiety, tłumaczącej dziecku coś osobliwego, w oknie pode mną, naprzeciwko. Siedzą na miejscu, tak jak ja. Wychylony palec przechodnia wskazuje na auto grodzące wyjazd. Teraz rozumiem. Planują drogę ewakuacyjną.  W ten. Puk. Otwieram. Zbiórka. Wkładam w ręce kobiety kilkanaście złotych. Zbiórka żywności. Dodaje. Aha. Zdezorientowany kiwam głową i mówię, że nic nie mam. Patrzy na mnie chwilę i odchodzi. Zamykam drzwi.<br />
Podchodzę znowu do okna. Może jakaś zbiórka? Huczą mi w głowie pofalbowane myśli. Sąsiedzi rozpływają się po bramach. Kolejny wieczór, doprowadza mnie do spokoju. Jest gwiazdkowy klimat. Widzę matkę i dziecko. To sen. Proszą mnie o coś. Stoję jak słup. I biegnę. Wolniej i wolniej. Czuje wybuch i szkło wbite w plecy. Otrząsam się. Jest noc. Niebo czyste. Widnieją gwiazdy. Na dworze cisza. Staram się o chwilę refleksji. Usypiam i otwieram oczy. Są ewidentnie zmęczone. Po co ja tu przyjechałem (...). Nikogo tutaj nie znam. Jestem ofiarą, dodaje. I uciekam w płacz. Brakuje mi powietrza. Czuję nasilający się ból w lewym obojczyku.]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>