<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Dotykiem Wiatru - forum poezji amatorskiej. - Wiersze rymowane]]></title>
		<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/</link>
		<description><![CDATA[Dotykiem Wiatru - forum poezji amatorskiej. - http://dotykiemwiatru.grd.pl]]></description>
		<pubDate>Tue, 13 Oct 2026 03:51:14 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Czy wszechświat jest atomem?]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-8004.html</link>
			<pubDate>Mon, 14 Sep 2026 01:48:11 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-8004.html</guid>
			<description><![CDATA[Średniowieczni uczeni mnisi<br />
Niegdyś w żartach pytali<br />
Ile na jednej główce od szpilki<br />
Można by diabłów pomieścić,<br />
<br />
Dziś po stuleciach rozwoju nauki, <br />
Światowej sławy astrofizycy,<br />
Z każdym rokiem stawiają wciąż setki <br />
Pytań stokroć bardziej zawiłych<br />
<br />
I otwarcie stawiają pytanie... <br />
Czy wszechświat jest atomem?<br />
I nieskończonej potęgi Bożej<br />
Jedynie niewielkim ułamkiem?<br />
<br />
I czy niezliczone wszechświaty, <br />
Niczym ziarenka piasku na plaży, <br />
W wielowymiarowej hiperprzestrzeni,<br />
Leżą tak jedne obok drugich?...<br />
<br />
Niegdyś szklana kula, <br />
W namiocie starego wróża, <br />
Ciekawym świata udzielić miała, <br />
Odpowiedzi na nurtujące ich pytania,<br />
<br />
Dziś zaawansowane technologicznie sondy,<br />
Wysyłane na obce planety,<br />
Mają z czasem ludzkość przybliżyć, <br />
Do postawienia stopy na każdej z nich,<br />
<br />
A w sekretnych rozległych laboratoriach,<br />
Ukrytych w tajnych baz podziemiach,<br />
Nowoczesne diamentowe wiertła<br />
Łamią się na meteorach nieznanego pochodzenia<br />
<br />
By ich maleńkie cząsteczki,<br />
Prężącemu muskuły światu nauki,<br />
Choćby mglistych odpowiedzi udzieliły,<br />
O największe tajemnice nieznanych galaktyk…<br />
<br />
Niegdyś skrzący bursztynek, <br />
Zawinięty w jedwabną chusteczkę, <br />
Dla młodej hrabianki największym był skarbem, <br />
Strzegła go jak oka w głowie,<br />
<br />
Dziś pod mikroskopami elektronowymi, <br />
Badane wnikliwie meteorytów próbki, <br />
Spędzają sen z powiek zespołom naukowczyń,<br />
Niezliczonością swych tajemnic,<br />
<br />
I często w długich rozmowach, <br />
Poruszając wszelkie astronomii zagadnienia,<br />
Nie stronią od dociekliwych pytań<br />
O naturę niepojętego wszechświata.<br />
<br />
I czy spośród miliardów gwiazd, <br />
Każda tysiące tajemnic swych skrywa,<br />
Do których choć mglistego wyjaśnienia, <br />
Nie zbliży się ludzkość przez tysiące lat…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/sdtCbb7hzpE" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/-kaeTrSrhcU" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Średniowieczni uczeni mnisi<br />
Niegdyś w żartach pytali<br />
Ile na jednej główce od szpilki<br />
Można by diabłów pomieścić,<br />
<br />
Dziś po stuleciach rozwoju nauki, <br />
Światowej sławy astrofizycy,<br />
Z każdym rokiem stawiają wciąż setki <br />
Pytań stokroć bardziej zawiłych<br />
<br />
I otwarcie stawiają pytanie... <br />
Czy wszechświat jest atomem?<br />
I nieskończonej potęgi Bożej<br />
Jedynie niewielkim ułamkiem?<br />
<br />
I czy niezliczone wszechświaty, <br />
Niczym ziarenka piasku na plaży, <br />
W wielowymiarowej hiperprzestrzeni,<br />
Leżą tak jedne obok drugich?...<br />
<br />
Niegdyś szklana kula, <br />
W namiocie starego wróża, <br />
Ciekawym świata udzielić miała, <br />
Odpowiedzi na nurtujące ich pytania,<br />
<br />
Dziś zaawansowane technologicznie sondy,<br />
Wysyłane na obce planety,<br />
Mają z czasem ludzkość przybliżyć, <br />
Do postawienia stopy na każdej z nich,<br />
<br />
A w sekretnych rozległych laboratoriach,<br />
Ukrytych w tajnych baz podziemiach,<br />
Nowoczesne diamentowe wiertła<br />
Łamią się na meteorach nieznanego pochodzenia<br />
<br />
By ich maleńkie cząsteczki,<br />
Prężącemu muskuły światu nauki,<br />
Choćby mglistych odpowiedzi udzieliły,<br />
O największe tajemnice nieznanych galaktyk…<br />
<br />
Niegdyś skrzący bursztynek, <br />
Zawinięty w jedwabną chusteczkę, <br />
Dla młodej hrabianki największym był skarbem, <br />
Strzegła go jak oka w głowie,<br />
<br />
Dziś pod mikroskopami elektronowymi, <br />
Badane wnikliwie meteorytów próbki, <br />
Spędzają sen z powiek zespołom naukowczyń,<br />
Niezliczonością swych tajemnic,<br />
<br />
I często w długich rozmowach, <br />
Poruszając wszelkie astronomii zagadnienia,<br />
Nie stronią od dociekliwych pytań<br />
O naturę niepojętego wszechświata.<br />
<br />
I czy spośród miliardów gwiazd, <br />
Każda tysiące tajemnic swych skrywa,<br />
Do których choć mglistego wyjaśnienia, <br />
Nie zbliży się ludzkość przez tysiące lat…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/sdtCbb7hzpE" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/-kaeTrSrhcU" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Żądamy reparacji...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-8002.html</link>
			<pubDate>Tue, 01 Sep 2026 05:05:51 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-8002.html</guid>
			<description><![CDATA[Żądamy reparacji... <br />
Za dziesiątki miast bezbronnych,<br />
Bombardowanych dniami i nocami,<br />
Przez niemieckich bombowców dywizjony,<br />
<br />
Za wtargnięcie do naszych granic, <br />
Bez formalnego wypowiedzenia wojny,<br />
Poranienie naszej polskiej ziemi,<br />
Wybuchów i pożóg tysiącami,<br />
<br />
Za każdą bolesną ranę, <br />
Zadaną naszej ukochanej Ojczyźnie,<br />
W tamte pamiętne dni wrześniowe, <br />
Bólu i cierpienia tak pełne,<br />
<br />
Za zabite wspomnienia,<br />
Umierające w dogasających zgliszczach, <br />
Pamięć o dawnych pokoleniach,<br />
Pogrzebaną w wszechobecnych gruzach…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za ogrom niemieckich zbrodni, <br />
W tamtych czasach nieludzkich, <br />
Popełnionych na narodzie polskim,<br />
<br />
Za bohaterskich Żołnierzy Września, <br />
Rozstrzeliwanych w masowych egzekucjach,<br />
Z pogwałceniem wojennego prawa,<br />
Gdy przeszywała powietrze z ckm-u seria,<br />
<br />
Za partyzantów nocami pojmanych,<br />
W lasach i borach rozległych<br />
O świcie bez litości straconych,<br />
Przez niemiecki pluton egzekucyjny,<br />
<br />
Za tysiące bezbronnych cywilów, <br />
Mordowanych bez sumienia wyrzutów,<br />
Podług bezdusznych rozkazów,<br />
Wydawanych przez niemieckich oficerów…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za przetrącone życiowe plany, <br />
Milionów Polaków i Polek młodych, <br />
Stojących wówczas na progu dorosłości,<br />
<br />
Za ich wielkie marzenia, <br />
Pogrzebane w zniszczonych miastach,<br />
Wyniszczający nerwy ich strach,<br />
Masowe przerażenie bezmiarem okrucieństwa,<br />
<br />
Za zrabowany tak chciwie, <br />
Wielopokoleniowych rodzin dobytek,<br />
Pełne polskich więźniów katownie, <br />
Wyniszczanych w toku gestapowskich śledztw,<br />
<br />
Mimo siarczystego zimna i chłodu,<br />
Wywózki do koncentracyjnych obozów, <br />
A w obozowych baraków półmroku, <br />
Dotkliwy dojmujący głód…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za zerwane rodzinne więzi,<br />
Tysiące małżeństw wojną rozdzielonych,<br />
Zrabowane ślubne obrączki,<br />
<br />
Za przerażonych matek krzyk, <br />
Z bezsilności w gardle więznący,<br />
Mimo szalejącej wokoło wojny,<br />
Tulących do piersi maleńkie dzieci,<br />
<br />
Za polskich dzieci przerwane sny,<br />
Niegasnącą ich troskę o bliskich,<br />
Powracające wciąż nocami koszmary,<br />
Dzieciństwo naznaczone tyloma bestialstwami,<br />
<br />
Za milionów matek łzy,<br />
Wylane za poległymi na wojnie synami,<br />
Więzionych synów do matek listy, <br />
Które nigdy nie dotarły...<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za zabytki polskiej kultury, <br />
Niszczone latami w szale barbarzyńskim, <br />
Przez niemieckich nadludzi,<br />
<br />
Za splądrowane zabytkowe dworki,<br />
Zrabowane z nich dzieła sztuki,<br />
Połamane ścienne zegary,<br />
Zniszczone rodzinne pamiątki,<br />
<br />
Za wyburzone kościoły, <br />
Pamiętające minionych pokoleń modlitwy, <br />
Za rozbite polne kapliczki, <br />
Cieszące niegdyś naszych pradziadów oczy,<br />
<br />
Za spalone biblioteki, <br />
Pełne ksiąg unikatowych,<br />
Za bezcenne pożółkłe rękopisy,<br />
Spopielone wraz z domowymi archiwami…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za wszelkie możliwe krzywdy,<br />
Wyrządzone w latach okrutnej okupacji, <br />
Gdy byliśmy tak bezsilni,<br />
<br />
Za tamten strach wszechobecny,<br />
Bezprawne uliczne łapanki,<br />
Ciągły lęk przed wywózkami,<br />
Eksmisje i rekwizycje w środku nocy<br />
<br />
Za to że byliśmy podludźmi, <br />
Z biegiem lat kolejnych,<br />
Mającymi być wyniszczonymi, <br />
Podług aryjskich panów woli,<br />
<br />
Za każdą polską łzę, <br />
Choć było ich przecież więcej,<br />
Niż padających na ziemię<br />
Przez całą wojnę z nabojów łusek…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/GpRzJcVwkK4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Żądamy reparacji... <br />
Za dziesiątki miast bezbronnych,<br />
Bombardowanych dniami i nocami,<br />
Przez niemieckich bombowców dywizjony,<br />
<br />
Za wtargnięcie do naszych granic, <br />
Bez formalnego wypowiedzenia wojny,<br />
Poranienie naszej polskiej ziemi,<br />
Wybuchów i pożóg tysiącami,<br />
<br />
Za każdą bolesną ranę, <br />
Zadaną naszej ukochanej Ojczyźnie,<br />
W tamte pamiętne dni wrześniowe, <br />
Bólu i cierpienia tak pełne,<br />
<br />
Za zabite wspomnienia,<br />
Umierające w dogasających zgliszczach, <br />
Pamięć o dawnych pokoleniach,<br />
Pogrzebaną w wszechobecnych gruzach…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za ogrom niemieckich zbrodni, <br />
W tamtych czasach nieludzkich, <br />
Popełnionych na narodzie polskim,<br />
<br />
Za bohaterskich Żołnierzy Września, <br />
Rozstrzeliwanych w masowych egzekucjach,<br />
Z pogwałceniem wojennego prawa,<br />
Gdy przeszywała powietrze z ckm-u seria,<br />
<br />
Za partyzantów nocami pojmanych,<br />
W lasach i borach rozległych<br />
O świcie bez litości straconych,<br />
Przez niemiecki pluton egzekucyjny,<br />
<br />
Za tysiące bezbronnych cywilów, <br />
Mordowanych bez sumienia wyrzutów,<br />
Podług bezdusznych rozkazów,<br />
Wydawanych przez niemieckich oficerów…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za przetrącone życiowe plany, <br />
Milionów Polaków i Polek młodych, <br />
Stojących wówczas na progu dorosłości,<br />
<br />
Za ich wielkie marzenia, <br />
Pogrzebane w zniszczonych miastach,<br />
Wyniszczający nerwy ich strach,<br />
Masowe przerażenie bezmiarem okrucieństwa,<br />
<br />
Za zrabowany tak chciwie, <br />
Wielopokoleniowych rodzin dobytek,<br />
Pełne polskich więźniów katownie, <br />
Wyniszczanych w toku gestapowskich śledztw,<br />
<br />
Mimo siarczystego zimna i chłodu,<br />
Wywózki do koncentracyjnych obozów, <br />
A w obozowych baraków półmroku, <br />
Dotkliwy dojmujący głód…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za zerwane rodzinne więzi,<br />
Tysiące małżeństw wojną rozdzielonych,<br />
Zrabowane ślubne obrączki,<br />
<br />
Za przerażonych matek krzyk, <br />
Z bezsilności w gardle więznący,<br />
Mimo szalejącej wokoło wojny,<br />
Tulących do piersi maleńkie dzieci,<br />
<br />
Za polskich dzieci przerwane sny,<br />
Niegasnącą ich troskę o bliskich,<br />
Powracające wciąż nocami koszmary,<br />
Dzieciństwo naznaczone tyloma bestialstwami,<br />
<br />
Za milionów matek łzy,<br />
Wylane za poległymi na wojnie synami,<br />
Więzionych synów do matek listy, <br />
Które nigdy nie dotarły...<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za zabytki polskiej kultury, <br />
Niszczone latami w szale barbarzyńskim, <br />
Przez niemieckich nadludzi,<br />
<br />
Za splądrowane zabytkowe dworki,<br />
Zrabowane z nich dzieła sztuki,<br />
Połamane ścienne zegary,<br />
Zniszczone rodzinne pamiątki,<br />
<br />
Za wyburzone kościoły, <br />
Pamiętające minionych pokoleń modlitwy, <br />
Za rozbite polne kapliczki, <br />
Cieszące niegdyś naszych pradziadów oczy,<br />
<br />
Za spalone biblioteki, <br />
Pełne ksiąg unikatowych,<br />
Za bezcenne pożółkłe rękopisy,<br />
Spopielone wraz z domowymi archiwami…<br />
<br />
Żądamy reparacji... <br />
Za wszelkie możliwe krzywdy,<br />
Wyrządzone w latach okrutnej okupacji, <br />
Gdy byliśmy tak bezsilni,<br />
<br />
Za tamten strach wszechobecny,<br />
Bezprawne uliczne łapanki,<br />
Ciągły lęk przed wywózkami,<br />
Eksmisje i rekwizycje w środku nocy<br />
<br />
Za to że byliśmy podludźmi, <br />
Z biegiem lat kolejnych,<br />
Mającymi być wyniszczonymi, <br />
Podług aryjskich panów woli,<br />
<br />
Za każdą polską łzę, <br />
Choć było ich przecież więcej,<br />
Niż padających na ziemię<br />
Przez całą wojnę z nabojów łusek…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/GpRzJcVwkK4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Sowieckie pomniki]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-8000.html</link>
			<pubDate>Thu, 20 Aug 2026 01:07:50 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-8000.html</guid>
			<description><![CDATA[Tak chciałbym by sowieckie pomniki, <br />
Ciążące tak bardzo naszej polskiej ziemi, <br />
Naraz wszystkie obróciły się w pył, <br />
Rozwiany przez wiatr historii,<br />
<br />
By na poświęconych im placach, <br />
Najmniejszy po nich nie pozostał ślad, <br />
A z nieśpiesznym biegiem kolejnych lat,<br />
Wszelkie wspomnienie po nich zatarł czas,<br />
<br />
By pięcioramienne sowieckie gwiazdy, <br />
Swymi uderzeniami bezlitosnymi, <br />
Rozbiły na zawsze żelazne młoty, <br />
Nie oszczędzając żadnej z nich,<br />
<br />
By z budzących grozę sztandarów czerwonych, <br />
Niegdyś dumnie powiewających, <br />
Pozostały już tylko strzępy, <br />
Pokryte kurzem historii…<br />
<br />
By w całym naszym rozległym kraju,<br />
Znienawidzone pomniki sowieckich sołdatów,<br />
Bez zbędnych niepotrzebnych słów,<br />
Runęły naraz z swych cokołów,<br />
<br />
By sowieckich pomników cienie <br />
Nie skrywały tej prawdy straszliwej,<br />
O bolszewików niewysłowionym okrucieństwie,<br />
Zaświadczonym przez miliony łez,<br />
<br />
By ta okrutna prawda <br />
O sowieckich mordach, rabunkach i gwałtach,<br />
Z biegiem kolejnych przyszłych lat <br />
Nigdy nie była przez nie tłumiona,<br />
<br />
By te sowieckie monumenty <br />
Dla udręczonej przez lata Polski<br />
Przenigdy już nie były <br />
Jak szorstka dłoń zaciśnięta na szyi,<br />
<br />
Nie pozwalająca z gardła wydobyć,<br />
Głośnego nieujarzmionego krzyku prawdy, <br />
O bezmiarze armii czerwonej win,<br />
Przez komunistów usłużnie wymazywanych…<br />
<br />
By wkrótce miejsca ustąpiły, <br />
Pomnikom bohaterów prawdziwych,<br />
Wiernych Ojczyźnie patriotów niezłomnych,<br />
Nie będących obcych mocarstw sługusami,<br />
<br />
By z sowieckich pomników gruz, <br />
Hołdem był dla tysięcy opozycjonistów, <br />
Złożonym przez Historię u ich stóp, <br />
Niczym wiązanki wielobarwnych kwiatów,<br />
<br />
By sprawiedliwa Historia, <br />
Ta prawdy niezłomna strażniczka,<br />
Wszelki ślad po nich zatarła, <br />
Aż po kres ziemskiego świata…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/d6dAOPCJ9IQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/a6RncCnhjhk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tak chciałbym by sowieckie pomniki, <br />
Ciążące tak bardzo naszej polskiej ziemi, <br />
Naraz wszystkie obróciły się w pył, <br />
Rozwiany przez wiatr historii,<br />
<br />
By na poświęconych im placach, <br />
Najmniejszy po nich nie pozostał ślad, <br />
A z nieśpiesznym biegiem kolejnych lat,<br />
Wszelkie wspomnienie po nich zatarł czas,<br />
<br />
By pięcioramienne sowieckie gwiazdy, <br />
Swymi uderzeniami bezlitosnymi, <br />
Rozbiły na zawsze żelazne młoty, <br />
Nie oszczędzając żadnej z nich,<br />
<br />
By z budzących grozę sztandarów czerwonych, <br />
Niegdyś dumnie powiewających, <br />
Pozostały już tylko strzępy, <br />
Pokryte kurzem historii…<br />
<br />
By w całym naszym rozległym kraju,<br />
Znienawidzone pomniki sowieckich sołdatów,<br />
Bez zbędnych niepotrzebnych słów,<br />
Runęły naraz z swych cokołów,<br />
<br />
By sowieckich pomników cienie <br />
Nie skrywały tej prawdy straszliwej,<br />
O bolszewików niewysłowionym okrucieństwie,<br />
Zaświadczonym przez miliony łez,<br />
<br />
By ta okrutna prawda <br />
O sowieckich mordach, rabunkach i gwałtach,<br />
Z biegiem kolejnych przyszłych lat <br />
Nigdy nie była przez nie tłumiona,<br />
<br />
By te sowieckie monumenty <br />
Dla udręczonej przez lata Polski<br />
Przenigdy już nie były <br />
Jak szorstka dłoń zaciśnięta na szyi,<br />
<br />
Nie pozwalająca z gardła wydobyć,<br />
Głośnego nieujarzmionego krzyku prawdy, <br />
O bezmiarze armii czerwonej win,<br />
Przez komunistów usłużnie wymazywanych…<br />
<br />
By wkrótce miejsca ustąpiły, <br />
Pomnikom bohaterów prawdziwych,<br />
Wiernych Ojczyźnie patriotów niezłomnych,<br />
Nie będących obcych mocarstw sługusami,<br />
<br />
By z sowieckich pomników gruz, <br />
Hołdem był dla tysięcy opozycjonistów, <br />
Złożonym przez Historię u ich stóp, <br />
Niczym wiązanki wielobarwnych kwiatów,<br />
<br />
By sprawiedliwa Historia, <br />
Ta prawdy niezłomna strażniczka,<br />
Wszelki ślad po nich zatarła, <br />
Aż po kres ziemskiego świata…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/d6dAOPCJ9IQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/a6RncCnhjhk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Przed laty na Wołyniu]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7992.html</link>
			<pubDate>Sat, 11 Jul 2026 16:58:26 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7992.html</guid>
			<description><![CDATA[W półmroku starych cerkwi, <br />
Pośród śmiechów szyderczych,<br />
Słów nienawiścią przepełnionych, <br />
Od niewysłowionej pogardy ciężkich,<br />
<br />
Padały krople święconej wody, <br />
Na piły, widły, siekiery, <br />
Uświęcając je w celu zbrodniczym, <br />
W świętokradzkim obrzędzie bezbożnym.<br />
<br />
Płomienne starego popa kazanie, <br />
Nieludzką nienawiścią podszyte,<br />
Wielkich zbrodni miało być zarzewiem,<br />
Rozlanych po Ukrainie okrucieństw pożarem,<br />
<br />
Nienawistne słowa starego popa, <br />
Były jak sączony w dusze jad,<br />
Pod pozorem banderyzmu szerzenia<br />
Zabijający wszelkie wyrzuty sumienia.<br />
<br />
I te święconej wody krople, <br />
Na polskie dzieci były wyrokiem, <br />
Zwiastować bowiem miały ich śmierć,<br />
Strasznego ich losu były przypieczętowaniem.<br />
<br />
I każda święconej wody kropla, <br />
Czyichś cierpień oznaczała bezmiar,<br />
Śmierć w nieopisanych męczarniach,<br />
Orgie mordów w odmętach szaleństwa.<br />
<br />
A te maleńkie kropelki, <br />
Heroldami były zbrodni straszliwych,<br />
Zwiastować miały dziecięcej krwi strużki, <br />
Niezliczone z oczu ich łzy,<br />
<br />
A każda święconej wody kropla, <br />
Brudna, wstrętna i zimna,<br />
Błogosławieństwem była szatana,<br />
Diabelski chichot w sobie kryła.<br />
<br />
Nasiąkła nienawiścią Agiasma,<br />
W tamtych pełnych okrucieństwa dniach,<br />
Nie była symbolem oczyszczenia,<br />
Skaziły ją popów bezbożne słowa…<br />
<br />
I w księżyca blasku upiornym, <br />
Wyważały drzwi chałup poświęcone łomy,<br />
Rozłupywały czaszki maleńkich dzieci, <br />
Pobłogosławione przez popów siekiery,<br />
<br />
Pokropione w cerkwiach kosy, <br />
Odbijając się w głębi przerażonych źrenic,<br />
Dotykając młodych dziewcząt krtani,<br />
Niejedną nić życia trwale przecięły.<br />
<br />
A krople przelanej krwi polskich dzieci, <br />
Przed oblicza hufców anielskich,<br />
Płacząc rzewnie  skargi swe niosły,<br />
O potworności zbrodni straszliwych,<br />
<br />
A każda dziecięcej krwi kropelka,<br />
Strwożona aniołom opowiedziała,<br />
Jak wielkiego bezmiaru okrucieństwa,<br />
W wołyńskie noce świadkiem była.<br />
<br />
I te krople niewinnej krwi,<br />
Dzieci bestialsko pomordowanych,<br />
Uczciły wierne Bogu anioły, <br />
Pieczętując je swymi pocałunkami,<br />
<br />
By po kres świata były świadectwem, <br />
O tamtym straszliwym bestialstwie,<br />
Jak ludzkiej natury zezwierzęcenie, <br />
Potrafi być nieujarzmione…<br />
<br />
Miała być rzekomo wolna Ukraina, <br />
Czysta jak przysłowiowa wody szklanka, <br />
Lecz w niewysłowionej nienawiści skąpana,<br />
Spłynęła wkrótce krwią zbroczona.<br />
<br />
I pomimo upływu lat, <br />
Pozostaje wciąż wstrętna i brudna,<br />
W tamtych nierozliczonych zbrodniach <br />
Wciąż bezwstydnie unurzana,<br />
<br />
Wciąż bez woli oczyszczenia, <br />
Gdy zakłamana elita, <br />
Haniebny kurs polityki wyznacza,<br />
Czcząc zbrodniarzy w niezliczonych pomnikach…<br />
<br />
A pomordowanych na Wołyniu dzieci, <br />
Nie utuli już nikt, <br />
Jedynie niebiańskie anioły, <br />
Otrą z oczu ich łzy,<br />
<br />
A każda polskiego dziecka łza, <br />
Większą ma wagę w oczach Boga, <br />
Niż ukraińskich historyków kłamstwa,<br />
Którym przyklaskuje dwulicowy świat.<br />
<br />
Każda kropla polskiej krwi <br />
Pozostała na wołyńskiej ziemi,<br />
Świadectwem jest dziś niezatartym<br />
Tamtych zbrodni straszliwych,<br />
<br />
Wielkie morze łez, <br />
Polskich dzieci zgładzonych okrutnie,<br />
Dla ludzkości jest plamą na honorze, <br />
Dla cywilizowanego świata sumienia wyrzutem…<br />
<br />
- Wiersz napisany dla upamiętnienia osiemdziesiątej trzeciej rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/HDYD-oVv9x0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[W półmroku starych cerkwi, <br />
Pośród śmiechów szyderczych,<br />
Słów nienawiścią przepełnionych, <br />
Od niewysłowionej pogardy ciężkich,<br />
<br />
Padały krople święconej wody, <br />
Na piły, widły, siekiery, <br />
Uświęcając je w celu zbrodniczym, <br />
W świętokradzkim obrzędzie bezbożnym.<br />
<br />
Płomienne starego popa kazanie, <br />
Nieludzką nienawiścią podszyte,<br />
Wielkich zbrodni miało być zarzewiem,<br />
Rozlanych po Ukrainie okrucieństw pożarem,<br />
<br />
Nienawistne słowa starego popa, <br />
Były jak sączony w dusze jad,<br />
Pod pozorem banderyzmu szerzenia<br />
Zabijający wszelkie wyrzuty sumienia.<br />
<br />
I te święconej wody krople, <br />
Na polskie dzieci były wyrokiem, <br />
Zwiastować bowiem miały ich śmierć,<br />
Strasznego ich losu były przypieczętowaniem.<br />
<br />
I każda święconej wody kropla, <br />
Czyichś cierpień oznaczała bezmiar,<br />
Śmierć w nieopisanych męczarniach,<br />
Orgie mordów w odmętach szaleństwa.<br />
<br />
A te maleńkie kropelki, <br />
Heroldami były zbrodni straszliwych,<br />
Zwiastować miały dziecięcej krwi strużki, <br />
Niezliczone z oczu ich łzy,<br />
<br />
A każda święconej wody kropla, <br />
Brudna, wstrętna i zimna,<br />
Błogosławieństwem była szatana,<br />
Diabelski chichot w sobie kryła.<br />
<br />
Nasiąkła nienawiścią Agiasma,<br />
W tamtych pełnych okrucieństwa dniach,<br />
Nie była symbolem oczyszczenia,<br />
Skaziły ją popów bezbożne słowa…<br />
<br />
I w księżyca blasku upiornym, <br />
Wyważały drzwi chałup poświęcone łomy,<br />
Rozłupywały czaszki maleńkich dzieci, <br />
Pobłogosławione przez popów siekiery,<br />
<br />
Pokropione w cerkwiach kosy, <br />
Odbijając się w głębi przerażonych źrenic,<br />
Dotykając młodych dziewcząt krtani,<br />
Niejedną nić życia trwale przecięły.<br />
<br />
A krople przelanej krwi polskich dzieci, <br />
Przed oblicza hufców anielskich,<br />
Płacząc rzewnie  skargi swe niosły,<br />
O potworności zbrodni straszliwych,<br />
<br />
A każda dziecięcej krwi kropelka,<br />
Strwożona aniołom opowiedziała,<br />
Jak wielkiego bezmiaru okrucieństwa,<br />
W wołyńskie noce świadkiem była.<br />
<br />
I te krople niewinnej krwi,<br />
Dzieci bestialsko pomordowanych,<br />
Uczciły wierne Bogu anioły, <br />
Pieczętując je swymi pocałunkami,<br />
<br />
By po kres świata były świadectwem, <br />
O tamtym straszliwym bestialstwie,<br />
Jak ludzkiej natury zezwierzęcenie, <br />
Potrafi być nieujarzmione…<br />
<br />
Miała być rzekomo wolna Ukraina, <br />
Czysta jak przysłowiowa wody szklanka, <br />
Lecz w niewysłowionej nienawiści skąpana,<br />
Spłynęła wkrótce krwią zbroczona.<br />
<br />
I pomimo upływu lat, <br />
Pozostaje wciąż wstrętna i brudna,<br />
W tamtych nierozliczonych zbrodniach <br />
Wciąż bezwstydnie unurzana,<br />
<br />
Wciąż bez woli oczyszczenia, <br />
Gdy zakłamana elita, <br />
Haniebny kurs polityki wyznacza,<br />
Czcząc zbrodniarzy w niezliczonych pomnikach…<br />
<br />
A pomordowanych na Wołyniu dzieci, <br />
Nie utuli już nikt, <br />
Jedynie niebiańskie anioły, <br />
Otrą z oczu ich łzy,<br />
<br />
A każda polskiego dziecka łza, <br />
Większą ma wagę w oczach Boga, <br />
Niż ukraińskich historyków kłamstwa,<br />
Którym przyklaskuje dwulicowy świat.<br />
<br />
Każda kropla polskiej krwi <br />
Pozostała na wołyńskiej ziemi,<br />
Świadectwem jest dziś niezatartym<br />
Tamtych zbrodni straszliwych,<br />
<br />
Wielkie morze łez, <br />
Polskich dzieci zgładzonych okrutnie,<br />
Dla ludzkości jest plamą na honorze, <br />
Dla cywilizowanego świata sumienia wyrzutem…<br />
<br />
- Wiersz napisany dla upamiętnienia osiemdziesiątej trzeciej rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/HDYD-oVv9x0" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[O orderach...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7986.html</link>
			<pubDate>Fri, 19 Jun 2026 21:01:39 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7986.html</guid>
			<description><![CDATA[Nie odznaczajmy polskimi orderami, <br />
Tych którzy katom przodków naszych, <br />
Uniżone oddają dziś pokłony, <br />
Olbrzymie stawiając im pomniki.<br />
<br />
I tych którzy plują nam w twarz, <br />
Zwyrodnialców wynosząc na piedestał<br />
I z haniebnego zakłamywania historii kart, <br />
Czynią podły swój zwyczaj.<br />
<br />
I nie szczędząc swych hołdów,<br />
Bandom rabusiów i nikczemników,<br />
Prawa odmawiają do godnego pochówku<br />
Bestialsko zamordowanemu dziecięciu…<br />
<br />
Niech przepiękne polskie ordery <br />
Przenigdy  nie zdobią piersi,<br />
Ludzi cynicznych i podłych<br />
Zapamiętałych w swej dwulicowości,<br />
<br />
Którzy przyjmując naszą pomoc, <br />
Z wyrachowania niekiedy nam przytakując,<br />
Zarazem jawnie oddają honor,<br />
Przodków naszych bezlitosnym mordercom,<br />
<br />
Którzy fladze biało-czerwonej, <br />
Jawnie okazując pogardę,<br />
Czerwono-czarną zarazem czczą szmatę,<br />
O pomordowanych Polakach plugawiąc pamięć…<br />
<br />
A gdy jedynie pogardą, <br />
Fałszywi przyjaciele nam odpłacą,<br />
Pobiegnijmy zaraz swą myślą,<br />
Ku polskim odwiecznym prawdom,<br />
<br />
Że nie ma rzeczy cenniejszej, <br />
Niż ojczystej historii umiłowanie, <br />
Prawdziwym jest ona nam skarbem,<br />
Dziś i przez stulecia kolejne!…<br />
<br />
- Wiersz napisany dla uczczenia odebrania Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu.<br />
<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=909" target="_blank">Order_of_White_Eagle_Poland.jpg</a> (Rozmiar: 77,73 KB / Pobrań: 0)
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie odznaczajmy polskimi orderami, <br />
Tych którzy katom przodków naszych, <br />
Uniżone oddają dziś pokłony, <br />
Olbrzymie stawiając im pomniki.<br />
<br />
I tych którzy plują nam w twarz, <br />
Zwyrodnialców wynosząc na piedestał<br />
I z haniebnego zakłamywania historii kart, <br />
Czynią podły swój zwyczaj.<br />
<br />
I nie szczędząc swych hołdów,<br />
Bandom rabusiów i nikczemników,<br />
Prawa odmawiają do godnego pochówku<br />
Bestialsko zamordowanemu dziecięciu…<br />
<br />
Niech przepiękne polskie ordery <br />
Przenigdy  nie zdobią piersi,<br />
Ludzi cynicznych i podłych<br />
Zapamiętałych w swej dwulicowości,<br />
<br />
Którzy przyjmując naszą pomoc, <br />
Z wyrachowania niekiedy nam przytakując,<br />
Zarazem jawnie oddają honor,<br />
Przodków naszych bezlitosnym mordercom,<br />
<br />
Którzy fladze biało-czerwonej, <br />
Jawnie okazując pogardę,<br />
Czerwono-czarną zarazem czczą szmatę,<br />
O pomordowanych Polakach plugawiąc pamięć…<br />
<br />
A gdy jedynie pogardą, <br />
Fałszywi przyjaciele nam odpłacą,<br />
Pobiegnijmy zaraz swą myślą,<br />
Ku polskim odwiecznym prawdom,<br />
<br />
Że nie ma rzeczy cenniejszej, <br />
Niż ojczystej historii umiłowanie, <br />
Prawdziwym jest ona nam skarbem,<br />
Dziś i przez stulecia kolejne!…<br />
<br />
- Wiersz napisany dla uczczenia odebrania Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu.<br />
<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=909" target="_blank">Order_of_White_Eagle_Poland.jpg</a> (Rozmiar: 77,73 KB / Pobrań: 0)
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Księżyc i krople rosy]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7984.html</link>
			<pubDate>Sat, 13 Jun 2026 01:55:26 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7984.html</guid>
			<description><![CDATA[W jasną księżycową noc, <br />
Gdy skrzaty i chochliki podobne zjawom,<br />
Kłaniają się przyrody sekretom, <br />
Próbując sobie zjednać ich przychylność,<br />
<br />
Skrzący w pełni srebrzysty księżyc, <br />
Odbijając się w setkach kropel wieczornej rosy, <br />
Zapytał wyniośle każdej z nich, <br />
Czy więcej swego blasku im użyczyć,<br />
<br />
Te między sobą się naradziwszy, <br />
Opiniami swymi wymieniwszy się w skrytości,<br />
Nie czekając dłużej ni chwili, <br />
Odparły zaraz dumnemu księżycowi...<br />
<br />
– Nie potrzebujemy twej łaski, <br />
Gdyż ty sam, choć taki dumny,<br />
Jesteś jedynie sługą naszej planety,<br />
Niczym paź królowej swej wierny,<br />
<br />
A naszymi paziami ,<br />
Oddanymi nam i wiernymi, <br />
Są niezliczone świętojańskie robaczki, <br />
To ich blaskiem nocami się cieszymy,<br />
<br />
Bo tak naprawdę każda z nas <br />
Jest niczym maleńka planeta,<br />
Wszelakich niepojętych sekretów pełna,<br />
Strzeżonych przez upływający czas,<br />
<br />
Nieprzebranych łąk połacie,<br />
Otulone wielkim zieleni płaszczem,<br />
Tak rozległe i ogromne, <br />
Niezbadanym są naszym kosmosem,<br />
<br />
Bowiem niczym olbrzymie planety, <br />
Ukryte w czeluściach nieznanych galaktyk,<br />
Choć maleńkie także i my,<br />
Ukryte jesteśmy pośród tej łąki,<br />
<br />
A ta niewielka pobliska rzeczka, <br />
Tak skromna, czysta i cicha,<br />
Jest nam niczym nasza Droga Mleczna,<br />
Równie co i ona tajemnicza,<br />
<br />
Niczym gwiazd niezbadanych,<br />
Niedosięgłych, złocistych i skrzących,<br />
Także i nas maleńkich kropel rosy,<br />
We wszechświecie tym są miliardy...<br />
<br />
– Wiersz ten dedykuję znakomitej poetce kryjącej się pod pseudonimem JaSnA7 w podziękowaniu za te wszystkie pochlebne komentarze jakie do tej pory pozostawiła ona pod wierszami mojego autorstwa.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/M4k17Z0QLvQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<hr />
Zapraszam do obejrzenia filmu stworzonego przeze mnie za pomocą AI na podstawie niniejszego wiersza!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[W jasną księżycową noc, <br />
Gdy skrzaty i chochliki podobne zjawom,<br />
Kłaniają się przyrody sekretom, <br />
Próbując sobie zjednać ich przychylność,<br />
<br />
Skrzący w pełni srebrzysty księżyc, <br />
Odbijając się w setkach kropel wieczornej rosy, <br />
Zapytał wyniośle każdej z nich, <br />
Czy więcej swego blasku im użyczyć,<br />
<br />
Te między sobą się naradziwszy, <br />
Opiniami swymi wymieniwszy się w skrytości,<br />
Nie czekając dłużej ni chwili, <br />
Odparły zaraz dumnemu księżycowi...<br />
<br />
– Nie potrzebujemy twej łaski, <br />
Gdyż ty sam, choć taki dumny,<br />
Jesteś jedynie sługą naszej planety,<br />
Niczym paź królowej swej wierny,<br />
<br />
A naszymi paziami ,<br />
Oddanymi nam i wiernymi, <br />
Są niezliczone świętojańskie robaczki, <br />
To ich blaskiem nocami się cieszymy,<br />
<br />
Bo tak naprawdę każda z nas <br />
Jest niczym maleńka planeta,<br />
Wszelakich niepojętych sekretów pełna,<br />
Strzeżonych przez upływający czas,<br />
<br />
Nieprzebranych łąk połacie,<br />
Otulone wielkim zieleni płaszczem,<br />
Tak rozległe i ogromne, <br />
Niezbadanym są naszym kosmosem,<br />
<br />
Bowiem niczym olbrzymie planety, <br />
Ukryte w czeluściach nieznanych galaktyk,<br />
Choć maleńkie także i my,<br />
Ukryte jesteśmy pośród tej łąki,<br />
<br />
A ta niewielka pobliska rzeczka, <br />
Tak skromna, czysta i cicha,<br />
Jest nam niczym nasza Droga Mleczna,<br />
Równie co i ona tajemnicza,<br />
<br />
Niczym gwiazd niezbadanych,<br />
Niedosięgłych, złocistych i skrzących,<br />
Także i nas maleńkich kropel rosy,<br />
We wszechświecie tym są miliardy...<br />
<br />
– Wiersz ten dedykuję znakomitej poetce kryjącej się pod pseudonimem JaSnA7 w podziękowaniu za te wszystkie pochlebne komentarze jakie do tej pory pozostawiła ona pod wierszami mojego autorstwa.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/M4k17Z0QLvQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<hr />
Zapraszam do obejrzenia filmu stworzonego przeze mnie za pomocą AI na podstawie niniejszego wiersza!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Wspomnienie z dzieciństwa…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7979.html</link>
			<pubDate>Mon, 01 Jun 2026 00:23:07 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7979.html</guid>
			<description><![CDATA[Pewnym letnim popołudniem, <br />
Okraszonym złocistego słońca blaskiem,<br />
Gdy niósł się z oddali ptaków śpiew,<br />
A lekki wietrzyk powiał łagodnie<br />
<br />
I tlące się w pamięci wspomnienia, <br />
Z dawnych, odległych lat,<br />
Powracały w szczerych rozmowach,<br />
W cieknących niekiedy po policzku łzach,<br />
<br />
Smutny strapiony starzec, <br />
Powoli marszcząc swą brew,<br />
Pomarszczoną dłonią drapiąc się po brodzie,<br />
Opowiedział mi straszną z swego dzieciństwa historię,<br />
<br />
A historia ta z jego dzieciństwa,<br />
Tak przygnębiająca i smutna,<br />
Tak bardzo wtedy mną wstrząsnęła,<br />
Do głębi dnia tego mnie poruszyła…<br />
<br />
By ją trwale unieśmiertelnić,<br />
Ku przestrodze dla pokoleń kolejnych,<br />
Zamyśliłem po latach zakląć ją w rymy<br />
I opowiedzieć językiem poezji,<br />
<br />
By przekazana mi jedynie ustnie, <br />
Przez nikogo nie zapisana piórem,<br />
Nie rozpłynęła się na wietrze,<br />
Na wieki odchodząc w zapomnienie…<br />
<br />
I tym skromnym moim wierszem,<br />
Bez zbędnego owijania w bawełnę,<br />
Pokrótce Wam wszystkim opowiem,<br />
O tym co go spotkało w dzieciństwie…<br />
<br />
Było to w jednej z małopolskich wiosek, <br />
W strasznych latach okupacji hitlerowskiej,<br />
Naznaczonych cierpieniem i głodem,<br />
Powszechnym wokół okrucieństwem.<br />
<br />
Pewien volksdeutsch stary,<br />
Kilkuletnim chłopcem się posłużył,<br />
Posyłając go dla załatwienia swej sprawy,<br />
Do chałupy gdzie kwaterowali Niemcy.<br />
<br />
Zapisaną w języku niemieckim kartkę, <br />
Pośpiesznie wciskając mu w dłonie, <br />
Polecił zaraz podniesionym głosem,<br />
Zanieść ją we wskazane miejsce.<br />
<br />
Ufny kilkuletni chłopiec,<br />
Widząc z oddali wskazaną chałupę,<br />
Nie namyślając się zbyt wiele,<br />
Co tchu prędko do niej pobiegł,<br />
<br />
Uchyliwszy ufnie drzwi, <br />
Słysząc z oddali język niemiecki,<br />
Uśmiechając się stanął pośrodku izby, <br />
Z zapisaną kartką w wyciągniętej dłoni…<br />
<br />
Przywitały go groźne spojrzenia, <br />
Z oczu Niemców bijąca pogarda,<br />
Budząca grozę nagła cisza,<br />
Budzący się z wolna w duszy strach.<br />
<br />
Wtem groźnie wyglądający ss-man, <br />
Wyrywając mu ją bez słowa,<br />
Pobieżnie zaczął ją czytać,<br />
Gubiąc w pośpiechu pojedyncze słowa.<br />
<br />
I groźnie marszcząc brew, <br />
Bez słowa zmiął ją w ręce,<br />
Niezrozumiale klnąc coś pod nosem,<br />
Wyrzucił ją zaraz za siebie…<br />
<br />
A zdumiony tym chłopiec,<br />
Ciekawsko spoglądając po izbie,<br />
Patrzył tylko pytającym wzrokiem,<br />
Nie wiedząc czy powinien już odejść,<br />
<br />
Ufne i dobre dziecko,<br />
Zastanej sytuacji nie rozumiejąc<br />
W milczeniu pośrodku izby czekało<br />
Na choćby jedno wyjaśnienia słowo…<br />
<br />
Butni rozjuszeni Niemcy<br />
Nerwów nie potrafiąc utrzymać na wodzy,<br />
Na kilkulatka okrutnie się wściekli,<br />
Niezrozumiałe miotając groźby.<br />
<br />
Za nic mając jego dziecięcą niewinność,<br />
Przeszywając go z swych oczu bijącą nienawiścią,<br />
Na całą izbę wściekle klnąc,<br />
Uderzając gwałtownie w stół pięścią,<br />
<br />
Pas z żelazną klamrą,<br />
Okrutny ss-man z wściekłością odpinając,<br />
Odruchowo zaraz się zamachnął, <br />
By bolesny wymierzyć cios,<br />
<br />
Ciężkim skórzanym pasem, <br />
Okrutny ss-man uderzył chłopca w głowę,<br />
Klnąc przy tym siarczyście,<br />
W brzuch z całej siły kopiąc go wściekle,<br />
<br />
Ból straszny niewysłowiony, <br />
W sekundzie ciało kilkulatka przeszył,<br />
Z ust suchych spękanych,<br />
Jęk tylko wyrwał się cichy,<br />
<br />
Dziecięce oczy łzami się zaszkliły,<br />
Gdy pośrodku izby się zatoczył,<br />
Nie mogąc utrzymać równowagi,<br />
Od siły ciosu upadł na plecy…<br />
<br />
Z bólu nie mogąc wstać, <br />
Cichutko tylko zapłakał,<br />
A z rozbitego kilkulatka nosa <br />
Krew popłynęła jasnoczerwona,<br />
<br />
A wściekły wciąż Niemiec, <br />
Klnąc i wrzeszcząc siarczyście,<br />
Gwałtownie biorąc go za kołnierz,<br />
Wyrzucił za drzwi jednym ruchem,<br />
<br />
By bezładnie upadł twarzą,<br />
W cuchnące za progiem błoto,<br />
Załzawione oczy powoli przecierając,<br />
Głośny trzask drzwi usłyszał za głową…<br />
<br />
Tego pięknego dnia<br />
Bezlitosny niemiecki ss-man,<br />
Polskiego kilkulatka potraktował jak śmiecia,<br />
Katując go jak bezpańskiego psa.<br />
<br />
Jego dziecięcą ufność i wrażliwość, <br />
Niczym nadpaloną zapałkę kruchą, <br />
Dnia tego bez litości złamano,<br />
Losem jego się nie przejmując.<br />
<br />
Gdy gorzkie malca łzy, <br />
Z śmierdzącym błotem się zmieszały,<br />
W gardle zrazu więznący krzyk, <br />
Z ust jego wyrwał się głośny…<br />
<br />
Gdy skończył już opowiadać, <br />
Samemu poczułem tamten jego strach,<br />
Nieludzką nienawiść ss-mana,<br />
Niezrozumienie tamtego okrucieństwa.<br />
<br />
I widziałem jak w oku starca, <br />
Niewielka zakręciła się łza,<br />
By spływając z pomarszczonego policzka,<br />
Na ziemię nieśpiesznie upaść.<br />
<br />
I dobrze wtedy zapamiętałem,<br />
Tamto jego wymowne spojrzenie,<br />
Które przeszyło mnie dreszczem,<br />
Nie wiedziałem co odpowiedzieć…<br />
<br />
Pamiętam że wtedy zamilkłem, <br />
Słów odpowiednich nie mogąc znaleźć,<br />
By po latach napisać ten wiersz,<br />
Ku pamięci i przestrodze…<br />
<br />
Choć nie ma już tamtego staruszka, <br />
Przed kilkoma laty już zmarł,<br />
Niech to bolesne wspomnienie z dzieciństwa,<br />
Choć pod postacią wiersza przetrwa…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/GNgNVRgHbJs" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Pewnym letnim popołudniem, <br />
Okraszonym złocistego słońca blaskiem,<br />
Gdy niósł się z oddali ptaków śpiew,<br />
A lekki wietrzyk powiał łagodnie<br />
<br />
I tlące się w pamięci wspomnienia, <br />
Z dawnych, odległych lat,<br />
Powracały w szczerych rozmowach,<br />
W cieknących niekiedy po policzku łzach,<br />
<br />
Smutny strapiony starzec, <br />
Powoli marszcząc swą brew,<br />
Pomarszczoną dłonią drapiąc się po brodzie,<br />
Opowiedział mi straszną z swego dzieciństwa historię,<br />
<br />
A historia ta z jego dzieciństwa,<br />
Tak przygnębiająca i smutna,<br />
Tak bardzo wtedy mną wstrząsnęła,<br />
Do głębi dnia tego mnie poruszyła…<br />
<br />
By ją trwale unieśmiertelnić,<br />
Ku przestrodze dla pokoleń kolejnych,<br />
Zamyśliłem po latach zakląć ją w rymy<br />
I opowiedzieć językiem poezji,<br />
<br />
By przekazana mi jedynie ustnie, <br />
Przez nikogo nie zapisana piórem,<br />
Nie rozpłynęła się na wietrze,<br />
Na wieki odchodząc w zapomnienie…<br />
<br />
I tym skromnym moim wierszem,<br />
Bez zbędnego owijania w bawełnę,<br />
Pokrótce Wam wszystkim opowiem,<br />
O tym co go spotkało w dzieciństwie…<br />
<br />
Było to w jednej z małopolskich wiosek, <br />
W strasznych latach okupacji hitlerowskiej,<br />
Naznaczonych cierpieniem i głodem,<br />
Powszechnym wokół okrucieństwem.<br />
<br />
Pewien volksdeutsch stary,<br />
Kilkuletnim chłopcem się posłużył,<br />
Posyłając go dla załatwienia swej sprawy,<br />
Do chałupy gdzie kwaterowali Niemcy.<br />
<br />
Zapisaną w języku niemieckim kartkę, <br />
Pośpiesznie wciskając mu w dłonie, <br />
Polecił zaraz podniesionym głosem,<br />
Zanieść ją we wskazane miejsce.<br />
<br />
Ufny kilkuletni chłopiec,<br />
Widząc z oddali wskazaną chałupę,<br />
Nie namyślając się zbyt wiele,<br />
Co tchu prędko do niej pobiegł,<br />
<br />
Uchyliwszy ufnie drzwi, <br />
Słysząc z oddali język niemiecki,<br />
Uśmiechając się stanął pośrodku izby, <br />
Z zapisaną kartką w wyciągniętej dłoni…<br />
<br />
Przywitały go groźne spojrzenia, <br />
Z oczu Niemców bijąca pogarda,<br />
Budząca grozę nagła cisza,<br />
Budzący się z wolna w duszy strach.<br />
<br />
Wtem groźnie wyglądający ss-man, <br />
Wyrywając mu ją bez słowa,<br />
Pobieżnie zaczął ją czytać,<br />
Gubiąc w pośpiechu pojedyncze słowa.<br />
<br />
I groźnie marszcząc brew, <br />
Bez słowa zmiął ją w ręce,<br />
Niezrozumiale klnąc coś pod nosem,<br />
Wyrzucił ją zaraz za siebie…<br />
<br />
A zdumiony tym chłopiec,<br />
Ciekawsko spoglądając po izbie,<br />
Patrzył tylko pytającym wzrokiem,<br />
Nie wiedząc czy powinien już odejść,<br />
<br />
Ufne i dobre dziecko,<br />
Zastanej sytuacji nie rozumiejąc<br />
W milczeniu pośrodku izby czekało<br />
Na choćby jedno wyjaśnienia słowo…<br />
<br />
Butni rozjuszeni Niemcy<br />
Nerwów nie potrafiąc utrzymać na wodzy,<br />
Na kilkulatka okrutnie się wściekli,<br />
Niezrozumiałe miotając groźby.<br />
<br />
Za nic mając jego dziecięcą niewinność,<br />
Przeszywając go z swych oczu bijącą nienawiścią,<br />
Na całą izbę wściekle klnąc,<br />
Uderzając gwałtownie w stół pięścią,<br />
<br />
Pas z żelazną klamrą,<br />
Okrutny ss-man z wściekłością odpinając,<br />
Odruchowo zaraz się zamachnął, <br />
By bolesny wymierzyć cios,<br />
<br />
Ciężkim skórzanym pasem, <br />
Okrutny ss-man uderzył chłopca w głowę,<br />
Klnąc przy tym siarczyście,<br />
W brzuch z całej siły kopiąc go wściekle,<br />
<br />
Ból straszny niewysłowiony, <br />
W sekundzie ciało kilkulatka przeszył,<br />
Z ust suchych spękanych,<br />
Jęk tylko wyrwał się cichy,<br />
<br />
Dziecięce oczy łzami się zaszkliły,<br />
Gdy pośrodku izby się zatoczył,<br />
Nie mogąc utrzymać równowagi,<br />
Od siły ciosu upadł na plecy…<br />
<br />
Z bólu nie mogąc wstać, <br />
Cichutko tylko zapłakał,<br />
A z rozbitego kilkulatka nosa <br />
Krew popłynęła jasnoczerwona,<br />
<br />
A wściekły wciąż Niemiec, <br />
Klnąc i wrzeszcząc siarczyście,<br />
Gwałtownie biorąc go za kołnierz,<br />
Wyrzucił za drzwi jednym ruchem,<br />
<br />
By bezładnie upadł twarzą,<br />
W cuchnące za progiem błoto,<br />
Załzawione oczy powoli przecierając,<br />
Głośny trzask drzwi usłyszał za głową…<br />
<br />
Tego pięknego dnia<br />
Bezlitosny niemiecki ss-man,<br />
Polskiego kilkulatka potraktował jak śmiecia,<br />
Katując go jak bezpańskiego psa.<br />
<br />
Jego dziecięcą ufność i wrażliwość, <br />
Niczym nadpaloną zapałkę kruchą, <br />
Dnia tego bez litości złamano,<br />
Losem jego się nie przejmując.<br />
<br />
Gdy gorzkie malca łzy, <br />
Z śmierdzącym błotem się zmieszały,<br />
W gardle zrazu więznący krzyk, <br />
Z ust jego wyrwał się głośny…<br />
<br />
Gdy skończył już opowiadać, <br />
Samemu poczułem tamten jego strach,<br />
Nieludzką nienawiść ss-mana,<br />
Niezrozumienie tamtego okrucieństwa.<br />
<br />
I widziałem jak w oku starca, <br />
Niewielka zakręciła się łza,<br />
By spływając z pomarszczonego policzka,<br />
Na ziemię nieśpiesznie upaść.<br />
<br />
I dobrze wtedy zapamiętałem,<br />
Tamto jego wymowne spojrzenie,<br />
Które przeszyło mnie dreszczem,<br />
Nie wiedziałem co odpowiedzieć…<br />
<br />
Pamiętam że wtedy zamilkłem, <br />
Słów odpowiednich nie mogąc znaleźć,<br />
By po latach napisać ten wiersz,<br />
Ku pamięci i przestrodze…<br />
<br />
Choć nie ma już tamtego staruszka, <br />
Przed kilkoma laty już zmarł,<br />
Niech to bolesne wspomnienie z dzieciństwa,<br />
Choć pod postacią wiersza przetrwa…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/GNgNVRgHbJs" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Na uczcie u Wierzynka…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7976.html</link>
			<pubDate>Thu, 21 May 2026 02:16:32 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7976.html</guid>
			<description><![CDATA[Najprzedniejszego wina kropelka, <br />
Wypadłszy z nachylonego złotego kielicha,<br />
Spłynęła po brodzie dumnego króla,<br />
Dziwiąc się pięknu jego oblicza,<br />
<br />
Gdy tak bezładnie spadała,<br />
Zachwycając się pięknem królewskich szat,<br />
Całą jego sylwetkę ujrzała, <br />
Widokiem tym do głębi poruszona,<br />
<br />
W jednej krótkiej chwili, <br />
Ujrzała wszystkich znakomitych gości,<br />
Monarchów i dostojników z całej Europy,<br />
Królów i arcybiskupów dostojnych,<br />
<br />
I wielkim zapłonąwszy zachwytem, <br />
Ujrzała całą odświętnie przystrojoną izbę,<br />
Skąpaną w blasku niezliczonych świec,<br />
Okraszoną szczęśliwych biesiadników nastrojem,<br />
<br />
Na suto zastawionych stołach, <br />
Nie zabrakło najwyszukańszych potraw,<br />
Uginały się pod ciężarem mięsiwa,<br />
A królowała niepodzielnie dziczyzna,<br />
<br />
Widząc kunsztowne złote korony, <br />
Zdobiące je krwistoczerwone rubiny,<br />
Tak bardzo zapragnęła być jednym z nich,<br />
Towarzystwa czystego złota zażyć,<br />
<br />
Widząc lśniące królewskie płaszcze, <br />
Najokazalszym futrem podszyte,<br />
Być któregokolwiek z nich najmniejszym włoskiem,<br />
Ośmieliła się zamarzyć skrycie,<br />
<br />
Widząc wielkie złote misy, <br />
Zachwycona blaskiem ich skrzącym,<br />
Zapragnęła w sobie go odbić,<br />
Lecz uniemożliwił to rozmiar jej mikry,<br />
<br />
Widząc śnieżnobiałe obrusy, <br />
Pozazdrościła im ich bieli,<br />
Zamarzyła którykolwiek z nich splamić,<br />
By na zawsze pozostać tylko z nim,<br />
<br />
Lecz mim drgnęła króla powieka, <br />
Skończył się krótki jej czas,<br />
Była bowiem zbyt maleńka,<br />
By dłużej niż króciutką chwilę trwać,<br />
<br />
Gdy na posadzkę spadła, <br />
W okamgnieniu się rozprysła,<br />
Przez nikogo niezauważona, <br />
Krótki żywot swój zakończyła…<br />
<br />
Nie unieśmiertelnił jej swym piórem kronikarz, <br />
Nie znalazła się na kronik kartach,<br />
Lecz by nie pozostała zapomniana,<br />
Skreślił wiersz o niej skromny poeta...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/7qd9_hqAPQY" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Najprzedniejszego wina kropelka, <br />
Wypadłszy z nachylonego złotego kielicha,<br />
Spłynęła po brodzie dumnego króla,<br />
Dziwiąc się pięknu jego oblicza,<br />
<br />
Gdy tak bezładnie spadała,<br />
Zachwycając się pięknem królewskich szat,<br />
Całą jego sylwetkę ujrzała, <br />
Widokiem tym do głębi poruszona,<br />
<br />
W jednej krótkiej chwili, <br />
Ujrzała wszystkich znakomitych gości,<br />
Monarchów i dostojników z całej Europy,<br />
Królów i arcybiskupów dostojnych,<br />
<br />
I wielkim zapłonąwszy zachwytem, <br />
Ujrzała całą odświętnie przystrojoną izbę,<br />
Skąpaną w blasku niezliczonych świec,<br />
Okraszoną szczęśliwych biesiadników nastrojem,<br />
<br />
Na suto zastawionych stołach, <br />
Nie zabrakło najwyszukańszych potraw,<br />
Uginały się pod ciężarem mięsiwa,<br />
A królowała niepodzielnie dziczyzna,<br />
<br />
Widząc kunsztowne złote korony, <br />
Zdobiące je krwistoczerwone rubiny,<br />
Tak bardzo zapragnęła być jednym z nich,<br />
Towarzystwa czystego złota zażyć,<br />
<br />
Widząc lśniące królewskie płaszcze, <br />
Najokazalszym futrem podszyte,<br />
Być któregokolwiek z nich najmniejszym włoskiem,<br />
Ośmieliła się zamarzyć skrycie,<br />
<br />
Widząc wielkie złote misy, <br />
Zachwycona blaskiem ich skrzącym,<br />
Zapragnęła w sobie go odbić,<br />
Lecz uniemożliwił to rozmiar jej mikry,<br />
<br />
Widząc śnieżnobiałe obrusy, <br />
Pozazdrościła im ich bieli,<br />
Zamarzyła którykolwiek z nich splamić,<br />
By na zawsze pozostać tylko z nim,<br />
<br />
Lecz mim drgnęła króla powieka, <br />
Skończył się krótki jej czas,<br />
Była bowiem zbyt maleńka,<br />
By dłużej niż króciutką chwilę trwać,<br />
<br />
Gdy na posadzkę spadła, <br />
W okamgnieniu się rozprysła,<br />
Przez nikogo niezauważona, <br />
Krótki żywot swój zakończyła…<br />
<br />
Nie unieśmiertelnił jej swym piórem kronikarz, <br />
Nie znalazła się na kronik kartach,<br />
Lecz by nie pozostała zapomniana,<br />
Skreślił wiersz o niej skromny poeta...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/7qd9_hqAPQY" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Trzy wiersze przeciwko aborcji napisane w jeden wieczór]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7969.html</link>
			<pubDate>Tue, 31 Mar 2026 03:31:21 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7969.html</guid>
			<description><![CDATA[Najszanowniejsi... Gdy tylko polski Internet obiegła wieść o napisaniu przez Jasia Kapelę trzydziestu tekstów o tematyce proaborcyjnej w ciągu jednego roku, po zapoznaniu się z częścią z nich zastanowiłem się mimowolnie czy ja zdołałbym napisać trzy wiersze o wymowie antyaborcyjnej w ciągu jednego tylko wieczora… I nim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić już kilka rymów przeciwko aborcji napłynęło mi nieproszonych do głowy…<br />
<br />
Będę z Wami szczery... Z racji tego że niespodziewanie dopadły mnie w nocy gorączka i dreszcze nie wyspałem się poprzedniej nocy za dobrze… O poranku miałem problemy z zwleczeniem się z wyra… W ogóle tego dnia chodziłem jakiś taki półprzytomny... Ale myślę sobie... Co??? Ja nie dam rady napisać trzech wierszy przeciwko aborcji w jeden wieczór?! Ja nie dam rady?! Zaraz robię sobie herbatę z miodem i cytryną i biorę się do dzieła!... <br />
I tak w jeden tylko wieczór (kilka godzin) napisałem te trzy poniższe wiersze o wymowie antyaborcyjnej... Oceńcie je proszę sami...<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Wszystko to było odległym wspomnieniem”</span><br />
<br />
      Choć w obskurnych lekarskich gabinetach,<br />
Na przestrzeni wielu postkomunistycznej Polski lat,<br />
Każda z ust lekarza bezlitosna diagnoza,<br />
Tak wiele młodych matek z nóg ścinała,<br />
<br />
Choć niejedna wymodlona ciąża,<br />
Podług diagnoz była zagrożona,<br />
A rozbudzona w sercu matki nadzieja,<br />
W ułamku sekundy niekiedy gasła,<br />
<br />
Choć natrętna proaborcyjna propaganda,<br />
Niczym straszna upiorna zjawa,<br />
Usiłowała w ich myśli przenikać<br />
By zamęt i zwątpienie w nich siać…<br />
<br />
Choć rozwrzeszczanych feministek wybuchy złości,<br />
Załganych pseudoekspertów opinie i głosy,<br />
W pamięci tak wielu z nich się wyryły,<br />
Sypiąc się z ekranów telewizorów plazmowych…<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy tuląc do piersi maleńkie niemowlę,<br />
Niejedna skrycie uroniła szczęścia łzę,<br />
Uśmiechając się zarazem serdecznie,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy biorąc na ręce swe dziecię,<br />
Słowami przyobleczonymi w cichy szept,<br />
Obiecywała mu życie szczęśliwe,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy spoglądając w swego dziecka źrenice,<br />
Pochwycona silnym wzruszeniem,<br />
Pierwszy jego ujrzała uśmiech,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy pewnego dnia niespodziewanie,<br />
Padło z dziecięcych usteczek…<br />
- Mamusiu kocham cię…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,W oku niejednej matki”</span><br />
<br />
Gdy w murach kościołów gotyckich<br />
Światło padające z kolorowych witraży <br />
Na twarze roześmianych dzieci,<br />
Migocąc wesoło na nich zatańczy,<br />
<br />
Gdy maleńkie rączki dziecięce, <br />
Uczynią znak krzyża na czole,<br />
W niejednym stareńkim kościele,<br />
W skupieniu żegnając się z nabożeństwem,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy ukradkiem łzę,<br />
Która perląc się w jasnego dnia świetle,<br />
Przetnie niekiedy blady policzek,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy winy poczucie,<br />
Ból ciężkich niezabliźnionych wspomnień,<br />
Nagłe ukłucie sumienia wyrzutem…<br />
<br />
I niejedna młoda matka, <br />
Zatapiając się w bolesnych wspomnieniach,<br />
Wzruszona w głębi matczynego serca,<br />
Pobiegnie myślami do tamtego dnia,<br />
<br />
Gdy tamta straszna diagnoza,<br />
Padła z ust starego lekarza,<br />
Gdy z przerażeniem do wiadomości przyjęła,<br />
Że zagrożoną była jej ciąża,<br />
<br />
Gdy pędzący na oślep świat, <br />
Nagle jakby się zatrzymał,<br />
Zimny dreszcz przebiegł po plecach,<br />
Z przerażenia tchu złapać nie mogła,<br />
<br />
Gdy diabelska pokusa<br />
Odrzucenia nauczania Kościoła,<br />
W głębi duszy się tliła, <br />
Niczym kiełkujący z wolna chwast…<br />
<br />
I spoglądając w oczy swych dzieci,<br />
Ocierając ukradkiem łzy,<br />
Niejedna przeklnie tamtą myśl,<br />
Gdy przyrzekała sobie aborcję rozważyć,<br />
<br />
I niejedna Maryi podziękuje,<br />
Że w serca ich wlewając otuchę,<br />
Nadludzką wtedy dała im siłę,<br />
Ocaliła cudem zagrożone ciąże…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Widziałem w mym śnie…”</span><br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Połamane o uliczne chodniki, <br />
Bez litości zmiażdżone obcasami,<br />
Przesiąknięte brudem ulicznych kałuży,<br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Ciśnięte do koszy na śmieci,<br />
Niszczejące pomiędzy odpadami,<br />
Obgryzane nocami przez szczury…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie w kościołach starych,<br />
W cieniu nadkruszonych murów gotyckich,<br />
Rozmodlone młode Polki,<br />
Przesuwające w dłoniach różańców paciorki,<br />
<br />
Modlące się by w kolejnych latach,<br />
U boku ukochanego męża,<br />
Dostąpić łaski licznego potomstwa,<br />
Wielbiącego Boga w codziennych pacierzach…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie nienarodzone dzieci,<br />
Śpiące nocami pod sercem matki,<br />
Niekiedy mimowolnie ssące kciuki,<br />
Wyczekiwane przez swe anioły,<br />
<br />
Tak bardzo pragnące być kochanymi,<br />
Przez świat w wojnach pogrążony,<br />
Zatopiony w międzyludzkiej nienawiści,<br />
Do Boga wciąż odwrócony plecami…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/26bz-j-KVQw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Najszanowniejsi... Gdy tylko polski Internet obiegła wieść o napisaniu przez Jasia Kapelę trzydziestu tekstów o tematyce proaborcyjnej w ciągu jednego roku, po zapoznaniu się z częścią z nich zastanowiłem się mimowolnie czy ja zdołałbym napisać trzy wiersze o wymowie antyaborcyjnej w ciągu jednego tylko wieczora… I nim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić już kilka rymów przeciwko aborcji napłynęło mi nieproszonych do głowy…<br />
<br />
Będę z Wami szczery... Z racji tego że niespodziewanie dopadły mnie w nocy gorączka i dreszcze nie wyspałem się poprzedniej nocy za dobrze… O poranku miałem problemy z zwleczeniem się z wyra… W ogóle tego dnia chodziłem jakiś taki półprzytomny... Ale myślę sobie... Co??? Ja nie dam rady napisać trzech wierszy przeciwko aborcji w jeden wieczór?! Ja nie dam rady?! Zaraz robię sobie herbatę z miodem i cytryną i biorę się do dzieła!... <br />
I tak w jeden tylko wieczór (kilka godzin) napisałem te trzy poniższe wiersze o wymowie antyaborcyjnej... Oceńcie je proszę sami...<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Wszystko to było odległym wspomnieniem”</span><br />
<br />
      Choć w obskurnych lekarskich gabinetach,<br />
Na przestrzeni wielu postkomunistycznej Polski lat,<br />
Każda z ust lekarza bezlitosna diagnoza,<br />
Tak wiele młodych matek z nóg ścinała,<br />
<br />
Choć niejedna wymodlona ciąża,<br />
Podług diagnoz była zagrożona,<br />
A rozbudzona w sercu matki nadzieja,<br />
W ułamku sekundy niekiedy gasła,<br />
<br />
Choć natrętna proaborcyjna propaganda,<br />
Niczym straszna upiorna zjawa,<br />
Usiłowała w ich myśli przenikać<br />
By zamęt i zwątpienie w nich siać…<br />
<br />
Choć rozwrzeszczanych feministek wybuchy złości,<br />
Załganych pseudoekspertów opinie i głosy,<br />
W pamięci tak wielu z nich się wyryły,<br />
Sypiąc się z ekranów telewizorów plazmowych…<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy tuląc do piersi maleńkie niemowlę,<br />
Niejedna skrycie uroniła szczęścia łzę,<br />
Uśmiechając się zarazem serdecznie,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy biorąc na ręce swe dziecię,<br />
Słowami przyobleczonymi w cichy szept,<br />
Obiecywała mu życie szczęśliwe,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy spoglądając w swego dziecka źrenice,<br />
Pochwycona silnym wzruszeniem,<br />
Pierwszy jego ujrzała uśmiech,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy pewnego dnia niespodziewanie,<br />
Padło z dziecięcych usteczek…<br />
- Mamusiu kocham cię…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,W oku niejednej matki”</span><br />
<br />
Gdy w murach kościołów gotyckich<br />
Światło padające z kolorowych witraży <br />
Na twarze roześmianych dzieci,<br />
Migocąc wesoło na nich zatańczy,<br />
<br />
Gdy maleńkie rączki dziecięce, <br />
Uczynią znak krzyża na czole,<br />
W niejednym stareńkim kościele,<br />
W skupieniu żegnając się z nabożeństwem,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy ukradkiem łzę,<br />
Która perląc się w jasnego dnia świetle,<br />
Przetnie niekiedy blady policzek,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy winy poczucie,<br />
Ból ciężkich niezabliźnionych wspomnień,<br />
Nagłe ukłucie sumienia wyrzutem…<br />
<br />
I niejedna młoda matka, <br />
Zatapiając się w bolesnych wspomnieniach,<br />
Wzruszona w głębi matczynego serca,<br />
Pobiegnie myślami do tamtego dnia,<br />
<br />
Gdy tamta straszna diagnoza,<br />
Padła z ust starego lekarza,<br />
Gdy z przerażeniem do wiadomości przyjęła,<br />
Że zagrożoną była jej ciąża,<br />
<br />
Gdy pędzący na oślep świat, <br />
Nagle jakby się zatrzymał,<br />
Zimny dreszcz przebiegł po plecach,<br />
Z przerażenia tchu złapać nie mogła,<br />
<br />
Gdy diabelska pokusa<br />
Odrzucenia nauczania Kościoła,<br />
W głębi duszy się tliła, <br />
Niczym kiełkujący z wolna chwast…<br />
<br />
I spoglądając w oczy swych dzieci,<br />
Ocierając ukradkiem łzy,<br />
Niejedna przeklnie tamtą myśl,<br />
Gdy przyrzekała sobie aborcję rozważyć,<br />
<br />
I niejedna Maryi podziękuje,<br />
Że w serca ich wlewając otuchę,<br />
Nadludzką wtedy dała im siłę,<br />
Ocaliła cudem zagrożone ciąże…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Widziałem w mym śnie…”</span><br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Połamane o uliczne chodniki, <br />
Bez litości zmiażdżone obcasami,<br />
Przesiąknięte brudem ulicznych kałuży,<br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Ciśnięte do koszy na śmieci,<br />
Niszczejące pomiędzy odpadami,<br />
Obgryzane nocami przez szczury…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie w kościołach starych,<br />
W cieniu nadkruszonych murów gotyckich,<br />
Rozmodlone młode Polki,<br />
Przesuwające w dłoniach różańców paciorki,<br />
<br />
Modlące się by w kolejnych latach,<br />
U boku ukochanego męża,<br />
Dostąpić łaski licznego potomstwa,<br />
Wielbiącego Boga w codziennych pacierzach…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie nienarodzone dzieci,<br />
Śpiące nocami pod sercem matki,<br />
Niekiedy mimowolnie ssące kciuki,<br />
Wyczekiwane przez swe anioły,<br />
<br />
Tak bardzo pragnące być kochanymi,<br />
Przez świat w wojnach pogrążony,<br />
Zatopiony w międzyludzkiej nienawiści,<br />
Do Boga wciąż odwrócony plecami…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/26bz-j-KVQw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Byli prawdziwie niezłomni…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7963.html</link>
			<pubDate>Sun, 01 Mar 2026 03:33:10 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7963.html</guid>
			<description><![CDATA[Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zwyciężeni… Niepokonani!<br />
Swym bohaterstwem na kartach historii <br />
Złotymi zgłoskami się zapisali…<br />
<br />
Gdy biało-czerwona flaga, <br />
Nad Bramą Brandenburską załopotała,<br />
A ostatni do wroga strzał, <br />
Ucichł już na ulicach Berlina,<br />
<br />
Gdy wojna dogasała jak pogorzelisko<br />
I powojenny świat kształtował się na nowo,<br />
A żelazna kurtyna opadała nad Europą,<br />
Stary kontynent na pół dzieląc,<br />
<br />
Choć ucichły już alarmowe syreny, <br />
Przestały spadać na miasta bomby,<br />
Rozległe, nieprzebrane polskie lasy,<br />
Pozostały pełne partyzantów młodych,<br />
<br />
Choć w cieniu jałtańskiej zdrady, <br />
Świat odwrócił się do nich plecami, <br />
Oni swym ideałom oddani, <br />
Żołnierskiej przysiędze pozostali wierni,<br />
<br />
Sami sobie pozostawieni, <br />
Zdradzeni przez aliantów zachodnich,<br />
Przezornie nie złożyli broni, <br />
Mundurów swych nie ukryli…<br />
<br />
Gdy przysięgali na sztandar, <br />
W serca ich wstępowała odwaga,<br />
Niebezpieczeństw nie lękała się dusza,<br />
Najcięższe byli gotowi znosić wyrzeczenia,<br />
<br />
Gdy brali w ręce swe karabiny,<br />
Gotowi byli nie szczędząc sił,<br />
W niejednym rozpaczliwym boju krwawym,<br />
Nowemu okupantowi czoła stawić…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zdradzeni… Ojczyźnie wierni!<br />
W swych bliskich i krewnych pamięci,<br />
Przez lata pozostali niezatarci …<br />
<br />
Gdy długa straszna komunizmu noc, <br />
Spowiła kraj wyniszczony wojną,<br />
Nadziejom Polaków bolesny zadając cios,<br />
Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc,<br />
<br />
Latem szli leśnymi wąwozami, <br />
Drogą oświetlaną przez srebrzysty księżyc,<br />
Zimą przedzierali się poprzez zaspy,<br />
Oświetlając drogę gorejącymi pochodniami,<br />
<br />
Znienawidzonemu sowieckiemu okupantowi<br />
W licznych potyczkach zadając straty,<br />
Wszelkie komunistom krzyżując plany,<br />
Rozbijając więzienia i ubeckie areszty…<br />
<br />
Choć strach zaglądał im w oczy, <br />
Zasiewając w serc tysiącach ziarna trwogi,<br />
A gdy powieki do snu zmrużyli,<br />
Pełne niepokoju były ich sny, <br />
<br />
Sowieckich represji się nie przelękli,<br />
Stawiając tamę komunizmowi,<br />
Na posterunku wiernie wciąż trwali,<br />
Rozplanowując na wroga kolejne zasadzki…<br />
<br />
Nie bacząc na partyzanckiego życia trudy,<br />
Głód, chłód i częste choroby,<br />
W ulewne deszcze mundur przemoczony,<br />
Nadpleśniałego chleba kęs ostatni,<br />
<br />
By Ojczyznę spod sowieckiego jarzma wyzwolić, <br />
Ofiarowując rodakom dar wolności,<br />
W uporze swym pozostali niewzruszeni,<br />
Nie zawrócili z obranej drogi…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Na przekór powszechnej sowietyzacji,<br />
Rugowaniu zewsząd religii, <br />
Niewzruszenie wierni Bogu pozostali!<br />
<br />
Na starych kartkach pożółkłych, <br />
Skromne antykomunistyczne ulotki, <br />
Pisane starym piórem wysłużonym, <br />
Także wtedy bronią ich były, <br />
<br />
Pistolet kurczowo trzymany w dłoni,<br />
W ciężkich chwilach dodawał im otuchy,<br />
Gdy nieubłaganie pierścień ubeckiej obławy,<br />
Zaciskał się wokół lasów rozległych,<br />
<br />
A gdy umknęli pościgowi,<br />
Całując swe metalowe ryngrafy, <br />
Licznymi wspólnymi modlitwami,<br />
Za ocalenie Bogu serdecznie dziękowali…<br />
<br />
I w cieniu drzew rozłożystych, <br />
Przyklękali znużeni partyzanci,<br />
Przesuwając różańców paciorki,<br />
O wolną Polskę gorące modlitwy wyszeptywali,<br />
<br />
Za poległych kolegów dusze,<br />
Ukradkiem ocierając łzę,<br />
Modlili się gorąco i rzewnie,<br />
Wierząc w ich nad nimi opiekę…<br />
<br />
Gdy oddany Ojczyźnie kapelan,<br />
Nad pochyloną głową partyzanta,<br />
Z nabożnością kreślił znak Krzyża,<br />
W imię Boga grzechy odpuszczał,<br />
<br />
Odtąd każdy z nich,<br />
Na śmierć był już gotowym,<br />
Wierząc w sens poniesionej ofiary,<br />
Dla przyszłych pokoleń będącej zarzewiem wolności…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Takimi ich zapamiętamy!<br />
O ich patriotyzmie szczerym i ofiarnym, <br />
W przyszłości naszym wnukom opowiemy…<br />
<br />
Choć przez komunistyczne władze wyklęci, <br />
Na zapomnienie i pogardę skazani, <br />
Przez patriotów o sercach prawych, <br />
W całej Polsce dziś czczeni,<br />
<br />
We wszystkich zakątkach Polski, <br />
W wioskach odludnych i miastach gwarnych, <br />
Poświęcone im pomniki, <br />
W setkach możemy dziś liczyć…<br />
<br />
Choć dziś próbuje się ich oczerniać, <br />
W potokach głośnych medialnie kłamstw,<br />
A w pseudohistorycznych opracowaniach,<br />
Haniebne zbrodnie im przypisywać,<br />
<br />
Na przekór trendom szkodliwym,<br />
W umysłach i sercach naszych,<br />
Szlachetnym rycerzom z kart barwnych powieści,<br />
Podobni są bohaterscy żołnierze wyklęci,<br />
<br />
Dziś nie są już zapomniani, <br />
W świadomości patriotów współczesnych, <br />
Nareszcie należne im miejsce zajęli, <br />
A z serc naszych nie wyrzuci ich nikt!<br />
<br />
Dziś odpalane skrzące race, <br />
Rozpostarte flagi biało-czerwone,<br />
Znicze migocące przed każdym pomnikiem, <br />
Uniżonym dla nich są hołdem…<br />
<br />
Także skromny ten wiersz<br />
I ja z potrzeby serca skreśliłem, <br />
By w poświęcony im dzień<br />
Niezłomnym Żołnierzom Wyklętym oddać cześć!<br />
<br />
- Wiersz opublikowany 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Gll7WYhL8Yk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zwyciężeni… Niepokonani!<br />
Swym bohaterstwem na kartach historii <br />
Złotymi zgłoskami się zapisali…<br />
<br />
Gdy biało-czerwona flaga, <br />
Nad Bramą Brandenburską załopotała,<br />
A ostatni do wroga strzał, <br />
Ucichł już na ulicach Berlina,<br />
<br />
Gdy wojna dogasała jak pogorzelisko<br />
I powojenny świat kształtował się na nowo,<br />
A żelazna kurtyna opadała nad Europą,<br />
Stary kontynent na pół dzieląc,<br />
<br />
Choć ucichły już alarmowe syreny, <br />
Przestały spadać na miasta bomby,<br />
Rozległe, nieprzebrane polskie lasy,<br />
Pozostały pełne partyzantów młodych,<br />
<br />
Choć w cieniu jałtańskiej zdrady, <br />
Świat odwrócił się do nich plecami, <br />
Oni swym ideałom oddani, <br />
Żołnierskiej przysiędze pozostali wierni,<br />
<br />
Sami sobie pozostawieni, <br />
Zdradzeni przez aliantów zachodnich,<br />
Przezornie nie złożyli broni, <br />
Mundurów swych nie ukryli…<br />
<br />
Gdy przysięgali na sztandar, <br />
W serca ich wstępowała odwaga,<br />
Niebezpieczeństw nie lękała się dusza,<br />
Najcięższe byli gotowi znosić wyrzeczenia,<br />
<br />
Gdy brali w ręce swe karabiny,<br />
Gotowi byli nie szczędząc sił,<br />
W niejednym rozpaczliwym boju krwawym,<br />
Nowemu okupantowi czoła stawić…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zdradzeni… Ojczyźnie wierni!<br />
W swych bliskich i krewnych pamięci,<br />
Przez lata pozostali niezatarci …<br />
<br />
Gdy długa straszna komunizmu noc, <br />
Spowiła kraj wyniszczony wojną,<br />
Nadziejom Polaków bolesny zadając cios,<br />
Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc,<br />
<br />
Latem szli leśnymi wąwozami, <br />
Drogą oświetlaną przez srebrzysty księżyc,<br />
Zimą przedzierali się poprzez zaspy,<br />
Oświetlając drogę gorejącymi pochodniami,<br />
<br />
Znienawidzonemu sowieckiemu okupantowi<br />
W licznych potyczkach zadając straty,<br />
Wszelkie komunistom krzyżując plany,<br />
Rozbijając więzienia i ubeckie areszty…<br />
<br />
Choć strach zaglądał im w oczy, <br />
Zasiewając w serc tysiącach ziarna trwogi,<br />
A gdy powieki do snu zmrużyli,<br />
Pełne niepokoju były ich sny, <br />
<br />
Sowieckich represji się nie przelękli,<br />
Stawiając tamę komunizmowi,<br />
Na posterunku wiernie wciąż trwali,<br />
Rozplanowując na wroga kolejne zasadzki…<br />
<br />
Nie bacząc na partyzanckiego życia trudy,<br />
Głód, chłód i częste choroby,<br />
W ulewne deszcze mundur przemoczony,<br />
Nadpleśniałego chleba kęs ostatni,<br />
<br />
By Ojczyznę spod sowieckiego jarzma wyzwolić, <br />
Ofiarowując rodakom dar wolności,<br />
W uporze swym pozostali niewzruszeni,<br />
Nie zawrócili z obranej drogi…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Na przekór powszechnej sowietyzacji,<br />
Rugowaniu zewsząd religii, <br />
Niewzruszenie wierni Bogu pozostali!<br />
<br />
Na starych kartkach pożółkłych, <br />
Skromne antykomunistyczne ulotki, <br />
Pisane starym piórem wysłużonym, <br />
Także wtedy bronią ich były, <br />
<br />
Pistolet kurczowo trzymany w dłoni,<br />
W ciężkich chwilach dodawał im otuchy,<br />
Gdy nieubłaganie pierścień ubeckiej obławy,<br />
Zaciskał się wokół lasów rozległych,<br />
<br />
A gdy umknęli pościgowi,<br />
Całując swe metalowe ryngrafy, <br />
Licznymi wspólnymi modlitwami,<br />
Za ocalenie Bogu serdecznie dziękowali…<br />
<br />
I w cieniu drzew rozłożystych, <br />
Przyklękali znużeni partyzanci,<br />
Przesuwając różańców paciorki,<br />
O wolną Polskę gorące modlitwy wyszeptywali,<br />
<br />
Za poległych kolegów dusze,<br />
Ukradkiem ocierając łzę,<br />
Modlili się gorąco i rzewnie,<br />
Wierząc w ich nad nimi opiekę…<br />
<br />
Gdy oddany Ojczyźnie kapelan,<br />
Nad pochyloną głową partyzanta,<br />
Z nabożnością kreślił znak Krzyża,<br />
W imię Boga grzechy odpuszczał,<br />
<br />
Odtąd każdy z nich,<br />
Na śmierć był już gotowym,<br />
Wierząc w sens poniesionej ofiary,<br />
Dla przyszłych pokoleń będącej zarzewiem wolności…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Takimi ich zapamiętamy!<br />
O ich patriotyzmie szczerym i ofiarnym, <br />
W przyszłości naszym wnukom opowiemy…<br />
<br />
Choć przez komunistyczne władze wyklęci, <br />
Na zapomnienie i pogardę skazani, <br />
Przez patriotów o sercach prawych, <br />
W całej Polsce dziś czczeni,<br />
<br />
We wszystkich zakątkach Polski, <br />
W wioskach odludnych i miastach gwarnych, <br />
Poświęcone im pomniki, <br />
W setkach możemy dziś liczyć…<br />
<br />
Choć dziś próbuje się ich oczerniać, <br />
W potokach głośnych medialnie kłamstw,<br />
A w pseudohistorycznych opracowaniach,<br />
Haniebne zbrodnie im przypisywać,<br />
<br />
Na przekór trendom szkodliwym,<br />
W umysłach i sercach naszych,<br />
Szlachetnym rycerzom z kart barwnych powieści,<br />
Podobni są bohaterscy żołnierze wyklęci,<br />
<br />
Dziś nie są już zapomniani, <br />
W świadomości patriotów współczesnych, <br />
Nareszcie należne im miejsce zajęli, <br />
A z serc naszych nie wyrzuci ich nikt!<br />
<br />
Dziś odpalane skrzące race, <br />
Rozpostarte flagi biało-czerwone,<br />
Znicze migocące przed każdym pomnikiem, <br />
Uniżonym dla nich są hołdem…<br />
<br />
Także skromny ten wiersz<br />
I ja z potrzeby serca skreśliłem, <br />
By w poświęcony im dzień<br />
Niezłomnym Żołnierzom Wyklętym oddać cześć!<br />
<br />
- Wiersz opublikowany 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Gll7WYhL8Yk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[W cieniu każdej wojny...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7959.html</link>
			<pubDate>Sun, 22 Feb 2026 03:45:56 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7959.html</guid>
			<description><![CDATA[Po zimnym ulewnym deszczu, <br />
Gdy spowił okolicę dotkliwy chłód,<br />
Ucichł plusk wody w rynsztoku,<br />
Zastygać począł ulicznych kałuży brud,<br />
<br />
W starego kościoła cieniu, <br />
Przystanął bezszelestnie smutny duch,<br />
Oblicze jego cienisty krył kaptur,<br />
A zamyślił się pogrążony w smutku.<br />
<br />
Tyleż posępny co tajemniczy,<br />
Choć wicher przeszył go mroźny,<br />
W milczeniu stał niewzruszony<br />
Starym murom nie mówiąc nic,<br />
<br />
Samemu przybywając z przeszłości,<br />
Dziwiąc się czasom współczesnym,<br />
Choć pozostając niewidzialnym,<br />
Skrycie łzy gorzkie uronił.<br />
<br />
Niewidzialne jego łzy, <br />
Pochmurnemu niebu się skarżyły,<br />
A przeraźliwy straszny ich krzyk,<br />
Niósł się ludzkim uchem niesłyszalny,<br />
<br />
A ich żałosna skarga, <br />
Niesłyszalna choć głośna,<br />
Zdolna poruszyć każdego anioła,<br />
W takie oto ubrana była słowa:<br />
<br />
,,Każda jedna wojna... <br />
Tonie we mgle fałszu i kłamstw,<br />
Niczym zburzonego kościoła wieża,<br />
W opustoszałej wsi zapomnianej przez czas,<br />
<br />
Przemilczane, zapomniane bitwy, <br />
Niewygodne dla rozdmuchanej propagandy<br />
Niekiedy więcej kryją o niej prawdy,<br />
Niż historycznych opracowań opasłe tomy…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny, <br />
Wyrastają nowe, niekiedy bezimienne groby,<br />
Posępne wdowy w czerni, <br />
Pośród szlochów wypłakują swe oczy,<br />
<br />
Niezliczone starcia i potyczki<br />
Których nie znajdziemy w podręcznikach historii<br />
Kryją swoje wielkie sekrety,<br />
Strzeżone przez duchy żołnierzy poległych…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny... <br />
Politycy i biznesmeni z czystymi dłońmi,<br />
W garniturach nienagannie skrojonych, <br />
Brylują w blasku fleszy,<br />
<br />
Gdy tymczasem w okopach, <br />
Pośród wszechobecnego cuchnącego błota, <br />
Każdy kęs chleba i każda konserwa,<br />
Na wagę są srebra i złota…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny,<br />
Biznesowi magnaci majątek chcą zbić,<br />
Nie licząc się z cierpieniem maluczkich,<br />
Milionów matek nie obchodzą ich łzy,<br />
<br />
I choć poorana wybuchami ziemia, <br />
Nasiąka krwią niczym stara gąbka,<br />
Oni liczą zyski w siedmiocyfrowych sumach,<br />
Zatajając przed światem prawdziwy ich bilans…”<br />
<br />
Gdy spomiędzy gęstej jak mleko mgły, <br />
Uliczne latarnie z wolna zaświeciły,<br />
A blask ich z początku nikły,<br />
Przez szarugę z wolna się przebił,<br />
<br />
Duch poległego przed laty  partyzanta,<br />
Tonąc w niewidzialnych swych łzach,<br />
Nieśpiesznie począł się rozpływać,<br />
Zakryła go zmierzchu kurtyna…<br />
<br />
Gdy przeminą kolejne wojny, <br />
Kolejne poległych żołnierzy duchy,<br />
Pochmurnemu niebu wykrzyczą swe skargi,<br />
Niesłyszalne uchem ludzkim.<br />
<br />
I przez nikogo niezauważone, <br />
Rozpłyną się z wolna we mgle,<br />
Najcichszym nie zdradzą się szelestem,<br />
Czasem gorzką pozostawią łzę…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/3oswn5EQ8xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Po zimnym ulewnym deszczu, <br />
Gdy spowił okolicę dotkliwy chłód,<br />
Ucichł plusk wody w rynsztoku,<br />
Zastygać począł ulicznych kałuży brud,<br />
<br />
W starego kościoła cieniu, <br />
Przystanął bezszelestnie smutny duch,<br />
Oblicze jego cienisty krył kaptur,<br />
A zamyślił się pogrążony w smutku.<br />
<br />
Tyleż posępny co tajemniczy,<br />
Choć wicher przeszył go mroźny,<br />
W milczeniu stał niewzruszony<br />
Starym murom nie mówiąc nic,<br />
<br />
Samemu przybywając z przeszłości,<br />
Dziwiąc się czasom współczesnym,<br />
Choć pozostając niewidzialnym,<br />
Skrycie łzy gorzkie uronił.<br />
<br />
Niewidzialne jego łzy, <br />
Pochmurnemu niebu się skarżyły,<br />
A przeraźliwy straszny ich krzyk,<br />
Niósł się ludzkim uchem niesłyszalny,<br />
<br />
A ich żałosna skarga, <br />
Niesłyszalna choć głośna,<br />
Zdolna poruszyć każdego anioła,<br />
W takie oto ubrana była słowa:<br />
<br />
,,Każda jedna wojna... <br />
Tonie we mgle fałszu i kłamstw,<br />
Niczym zburzonego kościoła wieża,<br />
W opustoszałej wsi zapomnianej przez czas,<br />
<br />
Przemilczane, zapomniane bitwy, <br />
Niewygodne dla rozdmuchanej propagandy<br />
Niekiedy więcej kryją o niej prawdy,<br />
Niż historycznych opracowań opasłe tomy…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny, <br />
Wyrastają nowe, niekiedy bezimienne groby,<br />
Posępne wdowy w czerni, <br />
Pośród szlochów wypłakują swe oczy,<br />
<br />
Niezliczone starcia i potyczki<br />
Których nie znajdziemy w podręcznikach historii<br />
Kryją swoje wielkie sekrety,<br />
Strzeżone przez duchy żołnierzy poległych…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny... <br />
Politycy i biznesmeni z czystymi dłońmi,<br />
W garniturach nienagannie skrojonych, <br />
Brylują w blasku fleszy,<br />
<br />
Gdy tymczasem w okopach, <br />
Pośród wszechobecnego cuchnącego błota, <br />
Każdy kęs chleba i każda konserwa,<br />
Na wagę są srebra i złota…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny,<br />
Biznesowi magnaci majątek chcą zbić,<br />
Nie licząc się z cierpieniem maluczkich,<br />
Milionów matek nie obchodzą ich łzy,<br />
<br />
I choć poorana wybuchami ziemia, <br />
Nasiąka krwią niczym stara gąbka,<br />
Oni liczą zyski w siedmiocyfrowych sumach,<br />
Zatajając przed światem prawdziwy ich bilans…”<br />
<br />
Gdy spomiędzy gęstej jak mleko mgły, <br />
Uliczne latarnie z wolna zaświeciły,<br />
A blask ich z początku nikły,<br />
Przez szarugę z wolna się przebił,<br />
<br />
Duch poległego przed laty  partyzanta,<br />
Tonąc w niewidzialnych swych łzach,<br />
Nieśpiesznie począł się rozpływać,<br />
Zakryła go zmierzchu kurtyna…<br />
<br />
Gdy przeminą kolejne wojny, <br />
Kolejne poległych żołnierzy duchy,<br />
Pochmurnemu niebu wykrzyczą swe skargi,<br />
Niesłyszalne uchem ludzkim.<br />
<br />
I przez nikogo niezauważone, <br />
Rozpłyną się z wolna we mgle,<br />
Najcichszym nie zdradzą się szelestem,<br />
Czasem gorzką pozostawią łzę…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/3oswn5EQ8xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Szepty anielskie]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7958.html</link>
			<pubDate>Sun, 15 Feb 2026 03:04:17 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7958.html</guid>
			<description><![CDATA[Tam gdzie milczące aniołów posągi,<br />
Obejmują spojrzeniem swym dumnym,<br />
Rozległe panoramy miast średniowiecznych,<br />
Spoglądając wymownie ku horyzontowi,<br />
<br />
Tam gdzie przecudne aniołów twarze,<br />
Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze,<br />
Niekiedy szczerym złotem pokryte,<br />
Niekiedy miejscami nadkruszone…<br />
<br />
Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Niosą się niesłyszalne szepty anielskie,<br />
Rozbudzając nasze uśpione emocje,<br />
Czule dotykając naszych serc,<br />
<br />
A każdy taki anielski szept, <br />
Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem,<br />
Przez niezliczone hufce niebiańskie,<br />
Z nabożnością złożonym ufnie…<br />
<br />
Gdy w samym sercu Europy, <br />
Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici,<br />
Składając wieczorami ręce do modlitwy,<br />
Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni<br />
<br />
W czterech krajów zacisznych zakątkach,<br />
Gdzie z każdego kąta spogląda historia,<br />
Da się posłyszeć i szept anioła,<br />
Mówiący o tym co zatarł czas.<br />
<br />
W sercu Europy cztery dumne narody,<br />
Wierne pozostając swych ojców tradycji,<br />
Dla świata całego przykładem są wymownym,<br />
Szacunku do ojczystych korzeni,<br />
<br />
Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Dumni, szlachetni, niezłomni,<br />
Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli,<br />
Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…<br />
<br />
Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, <br />
Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea,<br />
Niczym z jednego złoconego świecznika <br />
Czterech świec płomieni jasny blask,<br />
<br />
Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, <br />
Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, <br />
W cieniu wielowiekowej pobożności, <br />
Z niebios błogosławią dziś anioły…<br />
<br />
I od piaszczystych plaż Pomorza,<br />
Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr,<br />
Przez zabytkowe rynki czeskich miast,<br />
Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,<br />
<br />
W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Pośród zwyczajnej codzienności szarej, <br />
Szepty anielskie da się posłyszeć,<br />
Wlewające w serca otuchę…<br />
<br />
Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, <br />
Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca,<br />
Wyszeptując cicho modlitw swych słowa,<br />
Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,<br />
<br />
Bacznie przysłuchujące im się anioły,<br />
Gdy mrok ziemię otuli, <br />
Zanoszą je wszystkie przed tron Boży,<br />
By wysłuchania i spełnienia doczekały…<br />
<br />
Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, <br />
Gdzie od lat wciąż niezmiennie<br />
Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione,<br />
Wyznaczają kolejnych dni bieg,<br />
<br />
Stare pobożne gospodynie, <br />
Swych prababek zwyczajem, <br />
Starannie naostrzonym nożem, <br />
Czynią znak Krzyża na chlebie,<br />
<br />
Także identyczny Krzyża znak, <br />
W blasku jasnego poranka,<br />
Kreśli niewidzialna dłoń anioła,<br />
Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,<br />
<br />
By codzienny prosty posiłek,<br />
Okraszony anielskim błogosławieństwem,<br />
Smakował niczym dania najwyszukańsze,<br />
Na niejednym królewskim dworze…<br />
<br />
Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, <br />
Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, <br />
Wymieniają między sobą uprzejmości, <br />
Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,<br />
<br />
Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, <br />
Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę,<br />
Da się czasem słyszeć anielski śmiech,<br />
Strun naszej wrażliwości dotykający czule.<br />
<br />
A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, <br />
Pośród gwaru Starego Miasta,<br />
Ku wszystkim czterem stronom świata,<br />
Hejnału Mariackiego niesie się melodia,<br />
<br />
Czasem i podniebne anioły, <br />
Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy,<br />
W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki,<br />
Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…<br />
<br />
Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie,<br />
Z pieczołowitością reperują zegary stare,<br />
Od lat niezmiennie całe swe serce,<br />
Wkładając z czcią w codzienną pracę,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialne anioły, <br />
Uważnie przypatrując się ich pracy,<br />
Zamyślone oddają się refleksji, <br />
Nad dziejami całej ludzkości.<br />
<br />
Gdy czasem stary siwowłosy Czech, <br />
Przytykając do ust złocistego piwa kufel<br />
Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie,<br />
Wspominając lata swe młode,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialny anioł, <br />
Kładąc na ramieniu jego swą dłoń,<br />
Poruszony jego tęsknotą,<br />
Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…<br />
<br />
Gdy w cieniu słowackich Tatr, <br />
Na wiejskich zacisznych plebaniach, <br />
Przy drewnianych kościołach i cerkwiach,<br />
Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,<br />
<br />
Oddani Bogu słowaccy księża, <br />
Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, <br />
Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, <br />
Składając wieczorami ręce do pacierza,<br />
<br />
O pomyślność narodu słowackiego, <br />
Przodków swych powierzone im dziedzictwo,<br />
W ciszy i w skupieniu się modlą,<br />
Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,<br />
<br />
Zasłuchane w nie za oknami anioły,<br />
Gorące z oczu ich łzy,<br />
Nanizują na złote swe nici,<br />
Niczym kryształowych różańców paciorki,<br />
<br />
By na szczycie Krywania,<br />
Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask,<br />
Przed obliczem samego Boga, <br />
Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Gdy wraz z złotego słońca wschodem,<br />
Starzy słowaccy górale, <br />
Wypasając bladym świtem liczne stada owiec,<br />
Snują gawędy swe barwne,<br />
<br />
Niekiedy anioł świetlisty, <br />
Choć ludzkim okiem niewidzialny,<br />
Na porośniętym mchem głazie polnym,<br />
Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…<br />
<br />
Gdy węgierscy uliczni muzycy, <br />
Przytykając do ust złote saksofony, <br />
Delikatnymi ruchami dłoni, <br />
Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,<br />
<br />
Niekiedy zasłuchane w nie anioły, <br />
Przystanąwszy na rogach ulic, <br />
Pięknem ich poruszone do głębi<br />
Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.<br />
<br />
Gdy dostojne węgierskie damy, <br />
Gotyckich katedr przekraczają progi, <br />
By do mosiężnych skarbon kościelnych<br />
Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,<br />
<br />
Czasem wsłuchując się w siebie, <br />
Przed bogato zdobionym ołtarzem,<br />
Posłyszą jakby anioła szept,<br />
Chwalący dobre ich serce…<br />
<br />
Wypraszajcie anioły niebiańskie, <br />
Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej,<br />
By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem,<br />
Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,<br />
<br />
By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo,<br />
Cenniejszym im było niż całego świata złoto,<br />
Zawsze więcej dla nich znaczyło, <br />
Niż złudna pogoń za nowoczesnością,<br />
<br />
By w godzinie próby nieubłaganej,<br />
Gdy wicher historii zawieje,<br />
Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść,<br />
Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.<br />
<br />
By w milionów ludzi sercach,<br />
Ten sam płonął nieugaszony żar<br />
Co na dawnych bitew polach,<br />
Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,<br />
<br />
By na współczesności bezdrożach<br />
Także i dziś drogowskazem im była<br />
Prastara odwieczna ta prawda,<br />
Niegdyś na kartach kronik spisana,<br />
<br />
Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, <br />
Wierne Bogu narody wciąż trwają, <br />
Gdy inne stopniowo wymierając,<br />
Z biegiem wieków obracają się w proch,<br />
<br />
By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, <br />
Jak bracia pozostali sobie wierni, <br />
Co w jednym domu byli wychowani…<br />
<br />
Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.<br />
<br />
<br />
Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...     <br />
<br />
Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tam gdzie milczące aniołów posągi,<br />
Obejmują spojrzeniem swym dumnym,<br />
Rozległe panoramy miast średniowiecznych,<br />
Spoglądając wymownie ku horyzontowi,<br />
<br />
Tam gdzie przecudne aniołów twarze,<br />
Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze,<br />
Niekiedy szczerym złotem pokryte,<br />
Niekiedy miejscami nadkruszone…<br />
<br />
Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Niosą się niesłyszalne szepty anielskie,<br />
Rozbudzając nasze uśpione emocje,<br />
Czule dotykając naszych serc,<br />
<br />
A każdy taki anielski szept, <br />
Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem,<br />
Przez niezliczone hufce niebiańskie,<br />
Z nabożnością złożonym ufnie…<br />
<br />
Gdy w samym sercu Europy, <br />
Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici,<br />
Składając wieczorami ręce do modlitwy,<br />
Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni<br />
<br />
W czterech krajów zacisznych zakątkach,<br />
Gdzie z każdego kąta spogląda historia,<br />
Da się posłyszeć i szept anioła,<br />
Mówiący o tym co zatarł czas.<br />
<br />
W sercu Europy cztery dumne narody,<br />
Wierne pozostając swych ojców tradycji,<br />
Dla świata całego przykładem są wymownym,<br />
Szacunku do ojczystych korzeni,<br />
<br />
Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Dumni, szlachetni, niezłomni,<br />
Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli,<br />
Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…<br />
<br />
Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, <br />
Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea,<br />
Niczym z jednego złoconego świecznika <br />
Czterech świec płomieni jasny blask,<br />
<br />
Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, <br />
Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, <br />
W cieniu wielowiekowej pobożności, <br />
Z niebios błogosławią dziś anioły…<br />
<br />
I od piaszczystych plaż Pomorza,<br />
Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr,<br />
Przez zabytkowe rynki czeskich miast,<br />
Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,<br />
<br />
W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Pośród zwyczajnej codzienności szarej, <br />
Szepty anielskie da się posłyszeć,<br />
Wlewające w serca otuchę…<br />
<br />
Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, <br />
Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca,<br />
Wyszeptując cicho modlitw swych słowa,<br />
Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,<br />
<br />
Bacznie przysłuchujące im się anioły,<br />
Gdy mrok ziemię otuli, <br />
Zanoszą je wszystkie przed tron Boży,<br />
By wysłuchania i spełnienia doczekały…<br />
<br />
Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, <br />
Gdzie od lat wciąż niezmiennie<br />
Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione,<br />
Wyznaczają kolejnych dni bieg,<br />
<br />
Stare pobożne gospodynie, <br />
Swych prababek zwyczajem, <br />
Starannie naostrzonym nożem, <br />
Czynią znak Krzyża na chlebie,<br />
<br />
Także identyczny Krzyża znak, <br />
W blasku jasnego poranka,<br />
Kreśli niewidzialna dłoń anioła,<br />
Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,<br />
<br />
By codzienny prosty posiłek,<br />
Okraszony anielskim błogosławieństwem,<br />
Smakował niczym dania najwyszukańsze,<br />
Na niejednym królewskim dworze…<br />
<br />
Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, <br />
Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, <br />
Wymieniają między sobą uprzejmości, <br />
Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,<br />
<br />
Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, <br />
Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę,<br />
Da się czasem słyszeć anielski śmiech,<br />
Strun naszej wrażliwości dotykający czule.<br />
<br />
A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, <br />
Pośród gwaru Starego Miasta,<br />
Ku wszystkim czterem stronom świata,<br />
Hejnału Mariackiego niesie się melodia,<br />
<br />
Czasem i podniebne anioły, <br />
Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy,<br />
W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki,<br />
Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…<br />
<br />
Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie,<br />
Z pieczołowitością reperują zegary stare,<br />
Od lat niezmiennie całe swe serce,<br />
Wkładając z czcią w codzienną pracę,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialne anioły, <br />
Uważnie przypatrując się ich pracy,<br />
Zamyślone oddają się refleksji, <br />
Nad dziejami całej ludzkości.<br />
<br />
Gdy czasem stary siwowłosy Czech, <br />
Przytykając do ust złocistego piwa kufel<br />
Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie,<br />
Wspominając lata swe młode,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialny anioł, <br />
Kładąc na ramieniu jego swą dłoń,<br />
Poruszony jego tęsknotą,<br />
Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…<br />
<br />
Gdy w cieniu słowackich Tatr, <br />
Na wiejskich zacisznych plebaniach, <br />
Przy drewnianych kościołach i cerkwiach,<br />
Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,<br />
<br />
Oddani Bogu słowaccy księża, <br />
Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, <br />
Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, <br />
Składając wieczorami ręce do pacierza,<br />
<br />
O pomyślność narodu słowackiego, <br />
Przodków swych powierzone im dziedzictwo,<br />
W ciszy i w skupieniu się modlą,<br />
Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,<br />
<br />
Zasłuchane w nie za oknami anioły,<br />
Gorące z oczu ich łzy,<br />
Nanizują na złote swe nici,<br />
Niczym kryształowych różańców paciorki,<br />
<br />
By na szczycie Krywania,<br />
Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask,<br />
Przed obliczem samego Boga, <br />
Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Gdy wraz z złotego słońca wschodem,<br />
Starzy słowaccy górale, <br />
Wypasając bladym świtem liczne stada owiec,<br />
Snują gawędy swe barwne,<br />
<br />
Niekiedy anioł świetlisty, <br />
Choć ludzkim okiem niewidzialny,<br />
Na porośniętym mchem głazie polnym,<br />
Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…<br />
<br />
Gdy węgierscy uliczni muzycy, <br />
Przytykając do ust złote saksofony, <br />
Delikatnymi ruchami dłoni, <br />
Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,<br />
<br />
Niekiedy zasłuchane w nie anioły, <br />
Przystanąwszy na rogach ulic, <br />
Pięknem ich poruszone do głębi<br />
Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.<br />
<br />
Gdy dostojne węgierskie damy, <br />
Gotyckich katedr przekraczają progi, <br />
By do mosiężnych skarbon kościelnych<br />
Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,<br />
<br />
Czasem wsłuchując się w siebie, <br />
Przed bogato zdobionym ołtarzem,<br />
Posłyszą jakby anioła szept,<br />
Chwalący dobre ich serce…<br />
<br />
Wypraszajcie anioły niebiańskie, <br />
Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej,<br />
By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem,<br />
Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,<br />
<br />
By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo,<br />
Cenniejszym im było niż całego świata złoto,<br />
Zawsze więcej dla nich znaczyło, <br />
Niż złudna pogoń za nowoczesnością,<br />
<br />
By w godzinie próby nieubłaganej,<br />
Gdy wicher historii zawieje,<br />
Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść,<br />
Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.<br />
<br />
By w milionów ludzi sercach,<br />
Ten sam płonął nieugaszony żar<br />
Co na dawnych bitew polach,<br />
Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,<br />
<br />
By na współczesności bezdrożach<br />
Także i dziś drogowskazem im była<br />
Prastara odwieczna ta prawda,<br />
Niegdyś na kartach kronik spisana,<br />
<br />
Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, <br />
Wierne Bogu narody wciąż trwają, <br />
Gdy inne stopniowo wymierając,<br />
Z biegiem wieków obracają się w proch,<br />
<br />
By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, <br />
Jak bracia pozostali sobie wierni, <br />
Co w jednym domu byli wychowani…<br />
<br />
Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.<br />
<br />
<br />
Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...     <br />
<br />
Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Znad oszronionych partyzanckich mogił…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7957.html</link>
			<pubDate>Sun, 08 Feb 2026 02:49:39 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7957.html</guid>
			<description><![CDATA[Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, <br />
Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, <br />
Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, <br />
Smaganym wciąż przez zimny wiatr,<br />
<br />
A choć wkoło sroga dotkliwa zima,<br />
Naokoło mroźna noc głucha,<br />
Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask,<br />
Tańczy na wielkich śniegu połaciach,<br />
<br />
Na oszronionej partyzanckiej mogile,<br />
W mroku nocy migocąc samotnie,<br />
Głośno krzyczę o należną mu pamięć,<br />
Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,<br />
<br />
Lecz może tej nocy mój krzyk,<br />
Posłyszą choć duchy przeszłości,<br />
By opowiedzieć o ciężkiej doli,<br />
Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…<br />
<br />
I znad oszronionych partyzanckich mogił, <br />
Poniesie się cichy szept historii, <br />
O czynach ich bohaterskich chwalebnych,<br />
O Honorze nigdy nie zatartym…<br />
<br />
Niekiedy kilku braci partyzantów,<br />
Wszyscy rodem z jednego domu<br />
Brało na siebie partyzanckiego życia trud,<br />
Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,<br />
<br />
Pozostawili rodzinne swe domy, <br />
By trudom partyzanckiego życia czoła stawić,<br />
Choć długimi nieprzespanymi nocami,<br />
Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…<br />
<br />
Gdy tylko bladym świtem,<br />
Skrzące gwiazdki na niebie,<br />
Gasły jedna po drugiej,<br />
Oni swe karabiny brali w dłonie,<br />
<br />
Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, <br />
Gdy padał rozkaz do ataku,<br />
Młodzi partyzanci wyruszali w bój,<br />
Choć nieobce im było uczucie strachu…<br />
<br />
Choć rozległe lasy i bory, <br />
Wielkie czapy śniegu pokryły, <br />
Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali,<br />
Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,<br />
<br />
Przemarznięci, zziębnięci partyzanci,<br />
Dotkliwym chłodem przeszyci, <br />
Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć,<br />
W milczeniu znosili losu przeciwności,<br />
<br />
Nad dogasającym z wolna ogniskiem, <br />
Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, <br />
Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, <br />
Z ust wdmuchiwali w nie parę…<br />
<br />
Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, <br />
Często był największym ich skarbem,<br />
Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek,<br />
Strzegł go każdy jak oka w głowie,<br />
<br />
Często zdobyczny trzonkowy granat,<br />
Nikłą jedynie nadzieję dawał,<br />
Na zadanie okupantowi dotkliwych strat<br />
W kolejnych zasadzkach i potyczkach…<br />
<br />
Nie straszne im były najsroższe zimy, <br />
Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy<br />
Z godnością w milczeniu wytrwale znosili,<br />
Trwając na przekór okrutnemu losowi,<br />
<br />
A rozłożyste drzewa oszronione, <br />
Widząc ich smutek i niedolę,<br />
Choćby najcichszym nawet szumem, <br />
Pociechy zimą nie mogły im nieść…<br />
<br />
I tysiącami niezłomni partyzanci, <br />
W walce o naszą wolność polegli,<br />
Choć często mizernie uzbrojeni, <br />
Do walki z okupantem zawsze gotowi…<br />
<br />
Dziś gdy ognia płomyki, <br />
Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych,<br />
Sypiąc niekiedy złote iskierki,<br />
Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,<br />
<br />
Unosząc kubek gorącej herbaty,<br />
Pobiegnijmy swymi myślami,<br />
Ku tamtym partyzantom niestrudzonym,<br />
Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…<br />
<br />
I za dusze partyzantów zapomnianych, <br />
Których często nie znamy nazwisk, <br />
Którzy grobów nie mają własnych, <br />
W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/UArxi6WqhZ4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, <br />
Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, <br />
Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, <br />
Smaganym wciąż przez zimny wiatr,<br />
<br />
A choć wkoło sroga dotkliwa zima,<br />
Naokoło mroźna noc głucha,<br />
Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask,<br />
Tańczy na wielkich śniegu połaciach,<br />
<br />
Na oszronionej partyzanckiej mogile,<br />
W mroku nocy migocąc samotnie,<br />
Głośno krzyczę o należną mu pamięć,<br />
Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,<br />
<br />
Lecz może tej nocy mój krzyk,<br />
Posłyszą choć duchy przeszłości,<br />
By opowiedzieć o ciężkiej doli,<br />
Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…<br />
<br />
I znad oszronionych partyzanckich mogił, <br />
Poniesie się cichy szept historii, <br />
O czynach ich bohaterskich chwalebnych,<br />
O Honorze nigdy nie zatartym…<br />
<br />
Niekiedy kilku braci partyzantów,<br />
Wszyscy rodem z jednego domu<br />
Brało na siebie partyzanckiego życia trud,<br />
Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,<br />
<br />
Pozostawili rodzinne swe domy, <br />
By trudom partyzanckiego życia czoła stawić,<br />
Choć długimi nieprzespanymi nocami,<br />
Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…<br />
<br />
Gdy tylko bladym świtem,<br />
Skrzące gwiazdki na niebie,<br />
Gasły jedna po drugiej,<br />
Oni swe karabiny brali w dłonie,<br />
<br />
Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, <br />
Gdy padał rozkaz do ataku,<br />
Młodzi partyzanci wyruszali w bój,<br />
Choć nieobce im było uczucie strachu…<br />
<br />
Choć rozległe lasy i bory, <br />
Wielkie czapy śniegu pokryły, <br />
Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali,<br />
Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,<br />
<br />
Przemarznięci, zziębnięci partyzanci,<br />
Dotkliwym chłodem przeszyci, <br />
Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć,<br />
W milczeniu znosili losu przeciwności,<br />
<br />
Nad dogasającym z wolna ogniskiem, <br />
Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, <br />
Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, <br />
Z ust wdmuchiwali w nie parę…<br />
<br />
Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, <br />
Często był największym ich skarbem,<br />
Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek,<br />
Strzegł go każdy jak oka w głowie,<br />
<br />
Często zdobyczny trzonkowy granat,<br />
Nikłą jedynie nadzieję dawał,<br />
Na zadanie okupantowi dotkliwych strat<br />
W kolejnych zasadzkach i potyczkach…<br />
<br />
Nie straszne im były najsroższe zimy, <br />
Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy<br />
Z godnością w milczeniu wytrwale znosili,<br />
Trwając na przekór okrutnemu losowi,<br />
<br />
A rozłożyste drzewa oszronione, <br />
Widząc ich smutek i niedolę,<br />
Choćby najcichszym nawet szumem, <br />
Pociechy zimą nie mogły im nieść…<br />
<br />
I tysiącami niezłomni partyzanci, <br />
W walce o naszą wolność polegli,<br />
Choć często mizernie uzbrojeni, <br />
Do walki z okupantem zawsze gotowi…<br />
<br />
Dziś gdy ognia płomyki, <br />
Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych,<br />
Sypiąc niekiedy złote iskierki,<br />
Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,<br />
<br />
Unosząc kubek gorącej herbaty,<br />
Pobiegnijmy swymi myślami,<br />
Ku tamtym partyzantom niestrudzonym,<br />
Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…<br />
<br />
I za dusze partyzantów zapomnianych, <br />
Których często nie znamy nazwisk, <br />
Którzy grobów nie mają własnych, <br />
W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/UArxi6WqhZ4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Bal jak za PRL-u...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7956.html</link>
			<pubDate>Wed, 04 Feb 2026 01:58:54 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7956.html</guid>
			<description><![CDATA[Bal jak za PRL-u... <br />
A gdzie zawieruszyła się krztyna wstydu?<br />
Czy może spadła pod stół, <br />
Podeptana podeszwami butów?<br />
<br />
Czy może w koszu na śmieci, <br />
Przez wszystkich zapomniana czeka w samotności, <br />
Aż ktokolwiek ją doceni,<br />
Łaskawym wzrokiem na nią spojrzy…<br />
<br />
Bal jak za PRL-u... <br />
Pośród radosnych zabaw i śmiechów,<br />
Potoków błahych niepotrzebnych słów,<br />
Hucznie wznoszonych toastów,<br />
<br />
Zrekonstruowane ZOMO-wców mundury, <br />
Ubranych w nie statystów groźne miny,<br />
W blasku trzaskających fleszy,<br />
O zgrozo wielu cieszą dziś oczy…<br />
<br />
Niegdyś ścieżki zdrowia, <br />
W mundurze ZOMO-wca okrutny kat,<br />
Zimna obskurna cela,<br />
Trwożnie z Nadzieją wyszeptywana modlitwa,<br />
<br />
Dziś strumieniami leje się szampan,<br />
Wykwintne potrawy na suto zastawionych stołach,<br />
Wzajemne głośne przekomarzania,<br />
Głośne śmiechy do białego rana…<br />
<br />
Niegdyś walka o Honor, <br />
Brutalnie podeptana ludzka godność,<br />
Tylu szczerym, oddanym patriotom,<br />
Przez władzę w samo serce zadany cios,<br />
<br />
Dziś głupota z pogardą, <br />
Splecione z sobą więzią nierozerwalną,<br />
Wśród elit niepodzielnie królują,<br />
Najdrobniejszą krztyną wstydu pospołu gardząc…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/VG9SUdMJ1xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Bal jak za PRL-u... <br />
A gdzie zawieruszyła się krztyna wstydu?<br />
Czy może spadła pod stół, <br />
Podeptana podeszwami butów?<br />
<br />
Czy może w koszu na śmieci, <br />
Przez wszystkich zapomniana czeka w samotności, <br />
Aż ktokolwiek ją doceni,<br />
Łaskawym wzrokiem na nią spojrzy…<br />
<br />
Bal jak za PRL-u... <br />
Pośród radosnych zabaw i śmiechów,<br />
Potoków błahych niepotrzebnych słów,<br />
Hucznie wznoszonych toastów,<br />
<br />
Zrekonstruowane ZOMO-wców mundury, <br />
Ubranych w nie statystów groźne miny,<br />
W blasku trzaskających fleszy,<br />
O zgrozo wielu cieszą dziś oczy…<br />
<br />
Niegdyś ścieżki zdrowia, <br />
W mundurze ZOMO-wca okrutny kat,<br />
Zimna obskurna cela,<br />
Trwożnie z Nadzieją wyszeptywana modlitwa,<br />
<br />
Dziś strumieniami leje się szampan,<br />
Wykwintne potrawy na suto zastawionych stołach,<br />
Wzajemne głośne przekomarzania,<br />
Głośne śmiechy do białego rana…<br />
<br />
Niegdyś walka o Honor, <br />
Brutalnie podeptana ludzka godność,<br />
Tylu szczerym, oddanym patriotom,<br />
Przez władzę w samo serce zadany cios,<br />
<br />
Dziś głupota z pogardą, <br />
Splecione z sobą więzią nierozerwalną,<br />
Wśród elit niepodzielnie królują,<br />
Najdrobniejszą krztyną wstydu pospołu gardząc…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/VG9SUdMJ1xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Niegdyś a dziś]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7955.html</link>
			<pubDate>Sat, 31 Jan 2026 00:54:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7955.html</guid>
			<description><![CDATA[Niegdyś z wieczornym zmierzchem, <br />
Udawano się śpiesznie na sen, <br />
By zaraz bladym wstać świtem,<br />
Pracy na roli poświęcając się ciężkiej,<br />
<br />
A liche małe gospodarstwa, <br />
Dziedziczone z ojca na syna,<br />
Pozwalały wszechobecną biedę przetrwać,<br />
Przez kolejne wielodzietnych rodzin pokolenia…<br />
<br />
Dziś uliczne latarnie, <br />
Oświetlają długie ulice, <br />
Choć niekiedy blask ich łapczywie, <br />
Kradną zalegające brudne kałuże,<br />
<br />
A głośnych dyskotek neony, <br />
Odciągają od beztroskiej codzienności, <br />
Tłumy nowoczesnej młodzieży, <br />
Mającej w pogardzie ślady przeszłości….<br />
<br />
Niegdyś w wielodzietnych chłopskich rodzinach, <br />
Na kubek ciepłego mleka, <br />
Czekała cierpliwie dzieci gromadka,<br />
Biorąc go w ręce z wdzięcznością w oczach,<br />
<br />
Jego gasnącym ciepłem,<br />
Ogrzewając nieśpiesznie swe dłonie,<br />
Nim kolejne długie zimne noce,<br />
Odcisną się piętnem na ich dzieciństwie…<br />
<br />
Dziś w wystawnych restauracjach, <br />
Karty pełne wyszukanych dań,<br />
Kuszą niejednego zamożnego klienta,<br />
By gotówką bez opamiętania szastać,<br />
<br />
Lecz za ich marmurowe progi, <br />
Nie mają wstępu żebracy i bezdomni,<br />
Bijącą z oczu pogardą naznaczeni,<br />
Z pobliża ich zawsze przepędzani…<br />
<br />
Niegdyś koń choćby w lichej stajni, <br />
Skarbem był prawdziwie bezcennym,<br />
Gdy w tamtych czasach biedą naznaczonych, <br />
Ciężkiej doli mógł ulżyć,<br />
<br />
A w każdym wiejskim domostwie, <br />
Upadłą na podłogę chleba kruszynę, <br />
Podnoszono zaraz troskliwie,<br />
By nie podeptać jej butem…<br />
<br />
Dziś biznesowi magnaci, <br />
Na wystawne, pełne przepychu bankiety, <br />
Podjeżdżają drogimi limuzynami, <br />
By podkreślić wysoki swój status społeczny,<br />
<br />
Lecz pośród wykwintnych potraw,<br />
Na zastawionych białymi obrusami stołach,<br />
Często dogadywaną jest korupcja,<br />
Gdy w grę wchodzi kolejny wielomilionowy przetarg…<br />
<br />
Niegdyś śmiertelne choroby <br />
Przez długie lata dziesiątkowały<br />
Populacje setek rozległych wsi,<br />
Nie szczędząc maleńkich dzieci,<br />
<br />
A o dzieciach z głodu i chłodu pomarłych, <br />
Niegdyś w stuleciach minionych,<br />
Nie pamięta dzisiaj już nikt,<br />
Każdy woli tylko się bawić…<br />
<br />
Dziś gdy w blasku fleszy,<br />
Upływają celebrytom kolejne dni,<br />
A terminy kolejnych operacji plastycznych, <br />
Rezerwują z wyprzedzeniem wielotygodniowym,<br />
<br />
By oszukując czasu upływ,<br />
W oczach fanów im wiernych,<br />
Czuli się zawsze piękni i młodzi, <br />
Aż do samej trywializowanej tak śmierci…<br />
<br />
Niegdyś w starych chłopskich rodzinach,<br />
Gdy dobiegał końca panieństwa czas,<br />
Warunkiem dobrego zamążpójścia, <br />
Pokaźny dla córki był posag,<br />
<br />
Pielęgnowaniu dziedziczonych domostw, <br />
Przez pokolenia wszelkich starań dokładano,<br />
Drewniane ściany wapnem bielono,<br />
Obejścia starannie uprzątano…<br />
<br />
Dziś po lichych chłopskich chałupach, <br />
Zimne popioły dawno rozwiał wiatr,<br />
Nie pozostał po nich najmniejszy ślad,<br />
Wszystko wokół wysoka trawa porosła,<br />
<br />
A sięgające nieba szklane wieżowce, <br />
Nowych czasów milczącym są totemem,<br />
Lecz otwartym pozostaje pytanie, <br />
Czy czasy te od tamtych są lepsze…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Niegdyś z wieczornym zmierzchem, <br />
Udawano się śpiesznie na sen, <br />
By zaraz bladym wstać świtem,<br />
Pracy na roli poświęcając się ciężkiej,<br />
<br />
A liche małe gospodarstwa, <br />
Dziedziczone z ojca na syna,<br />
Pozwalały wszechobecną biedę przetrwać,<br />
Przez kolejne wielodzietnych rodzin pokolenia…<br />
<br />
Dziś uliczne latarnie, <br />
Oświetlają długie ulice, <br />
Choć niekiedy blask ich łapczywie, <br />
Kradną zalegające brudne kałuże,<br />
<br />
A głośnych dyskotek neony, <br />
Odciągają od beztroskiej codzienności, <br />
Tłumy nowoczesnej młodzieży, <br />
Mającej w pogardzie ślady przeszłości….<br />
<br />
Niegdyś w wielodzietnych chłopskich rodzinach, <br />
Na kubek ciepłego mleka, <br />
Czekała cierpliwie dzieci gromadka,<br />
Biorąc go w ręce z wdzięcznością w oczach,<br />
<br />
Jego gasnącym ciepłem,<br />
Ogrzewając nieśpiesznie swe dłonie,<br />
Nim kolejne długie zimne noce,<br />
Odcisną się piętnem na ich dzieciństwie…<br />
<br />
Dziś w wystawnych restauracjach, <br />
Karty pełne wyszukanych dań,<br />
Kuszą niejednego zamożnego klienta,<br />
By gotówką bez opamiętania szastać,<br />
<br />
Lecz za ich marmurowe progi, <br />
Nie mają wstępu żebracy i bezdomni,<br />
Bijącą z oczu pogardą naznaczeni,<br />
Z pobliża ich zawsze przepędzani…<br />
<br />
Niegdyś koń choćby w lichej stajni, <br />
Skarbem był prawdziwie bezcennym,<br />
Gdy w tamtych czasach biedą naznaczonych, <br />
Ciężkiej doli mógł ulżyć,<br />
<br />
A w każdym wiejskim domostwie, <br />
Upadłą na podłogę chleba kruszynę, <br />
Podnoszono zaraz troskliwie,<br />
By nie podeptać jej butem…<br />
<br />
Dziś biznesowi magnaci, <br />
Na wystawne, pełne przepychu bankiety, <br />
Podjeżdżają drogimi limuzynami, <br />
By podkreślić wysoki swój status społeczny,<br />
<br />
Lecz pośród wykwintnych potraw,<br />
Na zastawionych białymi obrusami stołach,<br />
Często dogadywaną jest korupcja,<br />
Gdy w grę wchodzi kolejny wielomilionowy przetarg…<br />
<br />
Niegdyś śmiertelne choroby <br />
Przez długie lata dziesiątkowały<br />
Populacje setek rozległych wsi,<br />
Nie szczędząc maleńkich dzieci,<br />
<br />
A o dzieciach z głodu i chłodu pomarłych, <br />
Niegdyś w stuleciach minionych,<br />
Nie pamięta dzisiaj już nikt,<br />
Każdy woli tylko się bawić…<br />
<br />
Dziś gdy w blasku fleszy,<br />
Upływają celebrytom kolejne dni,<br />
A terminy kolejnych operacji plastycznych, <br />
Rezerwują z wyprzedzeniem wielotygodniowym,<br />
<br />
By oszukując czasu upływ,<br />
W oczach fanów im wiernych,<br />
Czuli się zawsze piękni i młodzi, <br />
Aż do samej trywializowanej tak śmierci…<br />
<br />
Niegdyś w starych chłopskich rodzinach,<br />
Gdy dobiegał końca panieństwa czas,<br />
Warunkiem dobrego zamążpójścia, <br />
Pokaźny dla córki był posag,<br />
<br />
Pielęgnowaniu dziedziczonych domostw, <br />
Przez pokolenia wszelkich starań dokładano,<br />
Drewniane ściany wapnem bielono,<br />
Obejścia starannie uprzątano…<br />
<br />
Dziś po lichych chłopskich chałupach, <br />
Zimne popioły dawno rozwiał wiatr,<br />
Nie pozostał po nich najmniejszy ślad,<br />
Wszystko wokół wysoka trawa porosła,<br />
<br />
A sięgające nieba szklane wieżowce, <br />
Nowych czasów milczącym są totemem,<br />
Lecz otwartym pozostaje pytanie, <br />
Czy czasy te od tamtych są lepsze…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Krucyfiks]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7953.html</link>
			<pubDate>Thu, 08 Jan 2026 01:31:33 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7953.html</guid>
			<description><![CDATA[Gdy tylko doszły mnie słuchy <br />
O tym strasznym akcie profanacji<br />
Głęboko nim wstrząśnięty <br />
Nie mogąc zebrać rozproszonych myśli<br />
<br />
Widziałem oczami wyobraźni <br />
Tamten zbezczeszczony krucyfiks<br />
Z nienawiścią do kosza ciśnięty <br />
Z pogardą wyrzucony między śmieci…<br />
<br />
Do tamtej lekcyjnej sali, <br />
Przenosząc się moimi myślami, <br />
Duchem tam jedynie obecny,<br />
Pozostając wszakże bezradny,<br />
<br />
Z tamtego kubła na odpady,<br />
Spomiędzy papierów zmiętych,<br />
Zużytych długopisów starych,<br />
Jedzenia resztek gnijących,<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go wydobyć,<br />
Delikatnie obejmując palcami,<br />
Z brudu i kurzu oczyścić,<br />
Namoczoną chusteczką obmyć…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go uszanować, <br />
Czyniąc przed nim znak krzyża,<br />
Na uniżenia i pokory znak,<br />
Składając z czcią ręce do pacierza,<br />
<br />
By go przebłagać i przeprosić, <br />
Za to jak potrafią być podli, <br />
Ludzie nienawiścią do niego przepełnieni,<br />
Bez wyrzutów sumienia krztyny…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go ucałować, <br />
By przytulając do serca, <br />
Przyobleczoną w najczulsze słowa, <br />
Cichą modlitwę przy nim wyszeptać,<br />
<br />
By ma gorąca modlitwa,<br />
Z wielką czcią ofiarowana,<br />
Dla wszystkich ziemskich królów króla,<br />
Była niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Na tamtej ogołoconej ścianie, <br />
Miotany sprzeciwem i oburzeniem,<br />
By oddać mu należną cześć,<br />
W myślach chciałem zawiesić go ponownie,<br />
<br />
A będąc tam obecny jedynie duchem, <br />
Z kosza nie mogłem go podnieść,<br />
Niewidzialne były me dłonie,<br />
Czegokolwiek objąć niezdolne…<br />
<br />
I myśląc jak mój ukochany Zbawiciel, <br />
Potraktowany dnia tego był podle,<br />
Bezradny siedząc przed monitorem, <br />
Gorzką jedynie uroniłem łzę…<br />
<br />
I jeszcze jeden tylko wers napiszę...<br />
JEZU KOCHAM CIĘ!<br />
<br />
- Wiersz ten jest moim osobistym wyrazem sprzeciwu wobec skandalicznej profanacji Krzyża jaka miała miejsce w szkole w Kielnie na Kaszubach.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/w5o-xB_gy30" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Gdy tylko doszły mnie słuchy <br />
O tym strasznym akcie profanacji<br />
Głęboko nim wstrząśnięty <br />
Nie mogąc zebrać rozproszonych myśli<br />
<br />
Widziałem oczami wyobraźni <br />
Tamten zbezczeszczony krucyfiks<br />
Z nienawiścią do kosza ciśnięty <br />
Z pogardą wyrzucony między śmieci…<br />
<br />
Do tamtej lekcyjnej sali, <br />
Przenosząc się moimi myślami, <br />
Duchem tam jedynie obecny,<br />
Pozostając wszakże bezradny,<br />
<br />
Z tamtego kubła na odpady,<br />
Spomiędzy papierów zmiętych,<br />
Zużytych długopisów starych,<br />
Jedzenia resztek gnijących,<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go wydobyć,<br />
Delikatnie obejmując palcami,<br />
Z brudu i kurzu oczyścić,<br />
Namoczoną chusteczką obmyć…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go uszanować, <br />
Czyniąc przed nim znak krzyża,<br />
Na uniżenia i pokory znak,<br />
Składając z czcią ręce do pacierza,<br />
<br />
By go przebłagać i przeprosić, <br />
Za to jak potrafią być podli, <br />
Ludzie nienawiścią do niego przepełnieni,<br />
Bez wyrzutów sumienia krztyny…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go ucałować, <br />
By przytulając do serca, <br />
Przyobleczoną w najczulsze słowa, <br />
Cichą modlitwę przy nim wyszeptać,<br />
<br />
By ma gorąca modlitwa,<br />
Z wielką czcią ofiarowana,<br />
Dla wszystkich ziemskich królów króla,<br />
Była niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Na tamtej ogołoconej ścianie, <br />
Miotany sprzeciwem i oburzeniem,<br />
By oddać mu należną cześć,<br />
W myślach chciałem zawiesić go ponownie,<br />
<br />
A będąc tam obecny jedynie duchem, <br />
Z kosza nie mogłem go podnieść,<br />
Niewidzialne były me dłonie,<br />
Czegokolwiek objąć niezdolne…<br />
<br />
I myśląc jak mój ukochany Zbawiciel, <br />
Potraktowany dnia tego był podle,<br />
Bezradny siedząc przed monitorem, <br />
Gorzką jedynie uroniłem łzę…<br />
<br />
I jeszcze jeden tylko wers napiszę...<br />
JEZU KOCHAM CIĘ!<br />
<br />
- Wiersz ten jest moim osobistym wyrazem sprzeciwu wobec skandalicznej profanacji Krzyża jaka miała miejsce w szkole w Kielnie na Kaszubach.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/w5o-xB_gy30" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pożar kościoła Vondelkerk]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7952.html</link>
			<pubDate>Sun, 04 Jan 2026 00:45:50 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7952.html</guid>
			<description><![CDATA[Ponad stuletni zabytkowy kościele…<br />
Nim strawiły cię ognia płomienie,<br />
Piękno twe tak tajemnicze, <br />
Zachwycało ludzi na całym świecie,<br />
<br />
Tysiące wyszeptywanych w tobie modlitw, <br />
Mury twe w pamięci zachowały, <br />
Niczym wnętrze bogato zdobionej szkatuły,<br />
Niezliczone drogocenne klejnoty…<br />
<br />
Wystarczyła jedna sylwestrowa noc... <br />
By zło na chwilę zatriumfowało,<br />
Kiełkujące z wolna niepokoju ziarno,<br />
W sercach milionów Chrześcijan zasiewając,<br />
<br />
Choć tej jednej nocy strasznej,<br />
Ogień szalał w całym Amsterdamie,<br />
W cieniu kilkudziesięciu podpaleń, <br />
Oczy świata skupiły się na tobie…<br />
<br />
Niech ten przerażający pożar, <br />
Wstrząśnie sumieniem całego świata,<br />
Niech w umysłach milionów zrodzi się refleksja,<br />
Dokąd zmierza dziś Europa,<br />
<br />
Czy my jako światli Europejczycy, <br />
Naprawdę tego dziś chcemy, <br />
By w cieniu cichej islamizacji, <br />
Kolejne europejskie kościoły płonęły...<br />
<br />
Czy zachodniej Europy dzielnice, <br />
Na pogrążanie się w chaosie, <br />
Przez najbliższe lata kolejne, <br />
Nieuchronnie są już skazane,<br />
<br />
Czy może chrześcijańskie dziedzictwo, <br />
Choć tak wyszydzane i dotknięte pogardą,<br />
Uda się uchronić kolejnym pokoleniom,<br />
Przed zniszczeniami i dewastacją…<br />
<br />
Lecz niczym maleńka iskierka, <br />
Tli się w naszych sercach nadzieja,<br />
Że szalejących pożarów żar<br />
Nie wszystko spopielić zdoła,<br />
<br />
Chrześcijańskiego dziedzictwa fundament, <br />
Choć nienawiść szaleje na świecie,<br />
W przyszłości dla kolejnych pokoleń,<br />
Zawsze trwałym już pozostanie…<br />
<br />
Twa solidna struktura, <br />
Pomimo niszczycielskiej siły ognia,<br />
Na przekór złu całego świata,<br />
Cudem pozostała nienaruszona,<br />
<br />
Zewsząd ciche płyną modlitwy, <br />
Byś na nowo odbudowany, <br />
Oczy całego świata mógł cieszyć,<br />
Jeszcze wspanialszy i piękniejszy!<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Otyr7C571Hk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/M1YkpQ254bc" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Ponad stuletni zabytkowy kościele…<br />
Nim strawiły cię ognia płomienie,<br />
Piękno twe tak tajemnicze, <br />
Zachwycało ludzi na całym świecie,<br />
<br />
Tysiące wyszeptywanych w tobie modlitw, <br />
Mury twe w pamięci zachowały, <br />
Niczym wnętrze bogato zdobionej szkatuły,<br />
Niezliczone drogocenne klejnoty…<br />
<br />
Wystarczyła jedna sylwestrowa noc... <br />
By zło na chwilę zatriumfowało,<br />
Kiełkujące z wolna niepokoju ziarno,<br />
W sercach milionów Chrześcijan zasiewając,<br />
<br />
Choć tej jednej nocy strasznej,<br />
Ogień szalał w całym Amsterdamie,<br />
W cieniu kilkudziesięciu podpaleń, <br />
Oczy świata skupiły się na tobie…<br />
<br />
Niech ten przerażający pożar, <br />
Wstrząśnie sumieniem całego świata,<br />
Niech w umysłach milionów zrodzi się refleksja,<br />
Dokąd zmierza dziś Europa,<br />
<br />
Czy my jako światli Europejczycy, <br />
Naprawdę tego dziś chcemy, <br />
By w cieniu cichej islamizacji, <br />
Kolejne europejskie kościoły płonęły...<br />
<br />
Czy zachodniej Europy dzielnice, <br />
Na pogrążanie się w chaosie, <br />
Przez najbliższe lata kolejne, <br />
Nieuchronnie są już skazane,<br />
<br />
Czy może chrześcijańskie dziedzictwo, <br />
Choć tak wyszydzane i dotknięte pogardą,<br />
Uda się uchronić kolejnym pokoleniom,<br />
Przed zniszczeniami i dewastacją…<br />
<br />
Lecz niczym maleńka iskierka, <br />
Tli się w naszych sercach nadzieja,<br />
Że szalejących pożarów żar<br />
Nie wszystko spopielić zdoła,<br />
<br />
Chrześcijańskiego dziedzictwa fundament, <br />
Choć nienawiść szaleje na świecie,<br />
W przyszłości dla kolejnych pokoleń,<br />
Zawsze trwałym już pozostanie…<br />
<br />
Twa solidna struktura, <br />
Pomimo niszczycielskiej siły ognia,<br />
Na przekór złu całego świata,<br />
Cudem pozostała nienaruszona,<br />
<br />
Zewsząd ciche płyną modlitwy, <br />
Byś na nowo odbudowany, <br />
Oczy całego świata mógł cieszyć,<br />
Jeszcze wspanialszy i piękniejszy!<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Otyr7C571Hk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/M1YkpQ254bc" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Przy wigilijnym stole]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7951.html</link>
			<pubDate>Wed, 24 Dec 2025 01:27:55 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7951.html</guid>
			<description><![CDATA[Gdy pierwsza skrząca gwiazda, <br />
Jakby zagubiona, maleńka, samotna,<br />
Zamigoce na tle wieczornego nieba,<br />
Oznajmiając wigilijnej wieczerzy czas…<br />
A we wszystkich Polski zakątkach,<br />
W przystrojonych odświętnie domach,<br />
Trwająca od rana krzątanina, <br />
Z wolna dobiegnie już końca…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Zatańczą nasze świąteczne emocje, <br />
Niewidzialnymi nićmi z sobą splecione,<br />
Niczym złote włosy anielskie.<br />
<br />
Strojna w bombki i łańcuchy choinka,<br />
W blasku wielokolorowych lampek skąpana,<br />
Ucieszy oczy każdego dziecka,<br />
Błyszczącą betlejemską gwiazdą zwieńczona…<br />
A pod choinką stareńka szopka, <br />
Z pieczołowitością misternie wyrzeźbiona,<br />
Opowie malcom bez jednego słowa, <br />
Tę ponadczasową historię sprzed tysięcy lat...<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Biorąc ułożony na sianku opłatek,<br />
Zbliżając się z wolna ku sobie,<br />
Wszyscy wkrótce obejmiemy się czule,<br />
<br />
Wnet z głębi serc, <br />
Popłyną życzenia szczere, <br />
W najczulsze słowa przyobleczone,<br />
By drżącym od emocji głosem wybrzmieć…<br />
Wszelakich sukcesów w życiu codziennym, <br />
W szkole, w domu i w pracy,<br />
Szczęścia, bogactwa, pieniędzy,<br />
Lat długich w zdrowiu i pomyślności…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Jedno pozostawione puste nakrycie<br />
Echo dawnych zapomnianych już wierzeń,<br />
Przypomni tamte stare tradycje,<br />
<br />
Gdy pełna czerwonego barszczu chochla, <br />
Dotknie ze stukiem każdego talerza,<br />
A po przystrojonych odświętnie wnętrzach, <br />
Rozniesie się już jego aromat,<br />
Wybijający kolejną godzinę stary zegar, <br />
Przypomni o upływających latach życia,<br />
Gdy w kącie stara pozytywka,  <br />
Zagra kolędę znaną z dzieciństwa…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Gdy za oknem prószy wciąż śnieg,<br />
Tlą się w pamięci wspomnienia odległe,<br />
Czasem mgłą niepamięci zasnute.<br />
<br />
Przy wigilijnych potrawach, <br />
Zajmie nas niejedna długa dyskusja,<br />
O tym jak z biegiem kolejnych lat,<br />
Zmieniała się nasza Ojczyzna…<br />
A na przyszłe lata pewnie snute plany,<br />
Przecinane przez głośne krzyki<br />
W sąsiednich pokojach bawiących się dzieci,<br />
Wzbudzą często serdeczne uśmiechy…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Dadzą się czasem słyszeć szepty anielskie,<br />
Tak melodyjne choć cichuteńkie,<br />
W myślach naszych niekiedy odzwierciedlone.<br />
<br />
Długie refleksyjne rozmowy, <br />
W gronie rodziny i najbliższych,<br />
Pozostaną w wdzięcznej pamięci,<br />
Powracając na starość przyobleczone w sny…<br />
A gdy czas włosy siwizną przyprószy, <br />
Wspomnienie tamtych z dzieciństwa Wigilii,<br />
Z oczu niekiedy wyciśnie łzy, <br />
Otarte ruchem pomarszczonej dłoni…<br />
<br />
<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/af/Wigilia_potrawy_554.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Wigilia_potrawy_554.jpg]" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Gdy pierwsza skrząca gwiazda, <br />
Jakby zagubiona, maleńka, samotna,<br />
Zamigoce na tle wieczornego nieba,<br />
Oznajmiając wigilijnej wieczerzy czas…<br />
A we wszystkich Polski zakątkach,<br />
W przystrojonych odświętnie domach,<br />
Trwająca od rana krzątanina, <br />
Z wolna dobiegnie już końca…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Zatańczą nasze świąteczne emocje, <br />
Niewidzialnymi nićmi z sobą splecione,<br />
Niczym złote włosy anielskie.<br />
<br />
Strojna w bombki i łańcuchy choinka,<br />
W blasku wielokolorowych lampek skąpana,<br />
Ucieszy oczy każdego dziecka,<br />
Błyszczącą betlejemską gwiazdą zwieńczona…<br />
A pod choinką stareńka szopka, <br />
Z pieczołowitością misternie wyrzeźbiona,<br />
Opowie malcom bez jednego słowa, <br />
Tę ponadczasową historię sprzed tysięcy lat...<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Biorąc ułożony na sianku opłatek,<br />
Zbliżając się z wolna ku sobie,<br />
Wszyscy wkrótce obejmiemy się czule,<br />
<br />
Wnet z głębi serc, <br />
Popłyną życzenia szczere, <br />
W najczulsze słowa przyobleczone,<br />
By drżącym od emocji głosem wybrzmieć…<br />
Wszelakich sukcesów w życiu codziennym, <br />
W szkole, w domu i w pracy,<br />
Szczęścia, bogactwa, pieniędzy,<br />
Lat długich w zdrowiu i pomyślności…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Jedno pozostawione puste nakrycie<br />
Echo dawnych zapomnianych już wierzeń,<br />
Przypomni tamte stare tradycje,<br />
<br />
Gdy pełna czerwonego barszczu chochla, <br />
Dotknie ze stukiem każdego talerza,<br />
A po przystrojonych odświętnie wnętrzach, <br />
Rozniesie się już jego aromat,<br />
Wybijający kolejną godzinę stary zegar, <br />
Przypomni o upływających latach życia,<br />
Gdy w kącie stara pozytywka,  <br />
Zagra kolędę znaną z dzieciństwa…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Gdy za oknem prószy wciąż śnieg,<br />
Tlą się w pamięci wspomnienia odległe,<br />
Czasem mgłą niepamięci zasnute.<br />
<br />
Przy wigilijnych potrawach, <br />
Zajmie nas niejedna długa dyskusja,<br />
O tym jak z biegiem kolejnych lat,<br />
Zmieniała się nasza Ojczyzna…<br />
A na przyszłe lata pewnie snute plany,<br />
Przecinane przez głośne krzyki<br />
W sąsiednich pokojach bawiących się dzieci,<br />
Wzbudzą często serdeczne uśmiechy…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Dadzą się czasem słyszeć szepty anielskie,<br />
Tak melodyjne choć cichuteńkie,<br />
W myślach naszych niekiedy odzwierciedlone.<br />
<br />
Długie refleksyjne rozmowy, <br />
W gronie rodziny i najbliższych,<br />
Pozostaną w wdzięcznej pamięci,<br />
Powracając na starość przyobleczone w sny…<br />
A gdy czas włosy siwizną przyprószy, <br />
Wspomnienie tamtych z dzieciństwa Wigilii,<br />
Z oczu niekiedy wyciśnie łzy, <br />
Otarte ruchem pomarszczonej dłoni…<br />
<br />
<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/af/Wigilia_potrawy_554.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Wigilia_potrawy_554.jpg]" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Czerwonoarmiści]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7950.html</link>
			<pubDate>Sat, 13 Dec 2025 02:40:22 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7950.html</guid>
			<description><![CDATA[Wokół sami czerwonoarmiści... <br />
Brudni, zawszeni, pijani, <br />
Zewsząd słychać głośne ich krzyki,<br />
Przecinają pochmurne niebo z ich pistoletów strzały…<br />
<br />
Zewsząd same przekleństwa, <br />
Wzajemne głośne się przekrzykiwania,<br />
Prymitywna sowiecka dzicz rozochocona,<br />
Mająca w pogardzie boskie i ludzkie prawa…<br />
<br />
Szorstka dłoń zaciśnięta na szyi, <br />
Bezlitosnego oprawcy wzrok dziki,<br />
Potęgujące grozę rubaszne ich śmiechy,<br />
W rosyjskim języku chamskie docinki,<br />
<br />
Brzuch przyciśnięty kolanem, <br />
Wszelkie wyrwania się próby daremne,<br />
Miotane wściekle wyzwiska obelżywe,<br />
Przesuwające się po ciele brudne ich ręce,<br />
<br />
Nieznośny odór samogonu, <br />
Smród ruskich papierosów,<br />
Z spękanych i obślinionych żołdaków ust,<br />
Budził stłumiony wymiotny odruch,<br />
<br />
W twarz wymierzony policzek,<br />
Młodej dziewczyny urwany jęk,<br />
Zdarty z szyi złoty łańcuszek,<br />
Wokół na ziemi guziki rozsypane…<br />
<br />
A z tysięcy bezbronnych Polek oczu łzy,<br />
Zdławiony szloch w gardle więznący,<br />
Dłonią na ustach stłumiony krzyk,<br />
Pośród bezmiaru okrucieństwa płacz cichutki…<br />
<br />
Pomocy znikąd!... <br />
A wokół sama sowiecka swołocz,<br />
Do skroni zimna przyłożona broń,<br />
Zadany pięścią bolesny cios…<br />
<br />
I tylko cicha paniczna modlitwa, <br />
W sercu z wolna gasnąca nadzieja,<br />
Gdy każda niepewności sekunda, <br />
Zdawała się całą wieczność trwać…<br />
<br />
I tylko strach paniczny, <br />
Nieludzki, odbierający zmysły,<br />
Wbijając się swymi szponami,<br />
W umysły dziewcząt przerażonych,<br />
<br />
Serce każdej z nich przeszył, <br />
By wkrótce w wspomnieniach bolesnych,<br />
Przez resztę życia się tlić,<br />
Pozostając ukryty w podświadomości…<br />
<br />
Bezmiaru nieludzkiego okrucieństwa, <br />
Na zajmowanych przez sowietów obszarach,<br />
Doświadczyła niejedna młoda Polka,<br />
Topiąc swą rozpacz w niezliczonych łzach…<br />
<br />
Oswobodziciele rzekomi,<br />
Naprawdę mściwi bezlitośni kaci,<br />
Zasiali swymi okrutnymi czynami,<br />
Strach jakiego niepodobna opisać słowami,<br />
<br />
Ludzie ci prymitywni i dzicy, <br />
Na polskiej ziemi czując się bezkarni, <br />
Niewysłowionych okrucieństw się dopuścili,<br />
Zastraszaniem i groźbą zacierając ich ślady…<br />
<br />
Lecz nam nie wolno zapomnieć, <br />
Bólu tysięcy młodych tych Polek,<br />
Które w latach wojny nieludzkiej, <br />
Sowieckich żołnierzy padły łupem.<br />
<br />
O ich niewysłowionym cierpieniu, <br />
Winniśmy dziś mówić całemu światu,<br />
Przypominając nieukojony ich ból,<br />
Pokłosiem będący zdrady aliantów.<br />
<br />
By zachłyśnięty nowoczesnością świat,<br />
Choć przez chwilę się zadumał,<br />
Nad tym jakie sowiecka Rosja,<br />
Piekło tysiącom Polek zgotowała.<br />
<br />
By ich niezliczone tragedie,<br />
Z historii nigdy nie były wymazane,<br />
A krzyż jaki niosły przez całe życie,<br />
Dla cywilizowanego świata był sumienia wyrzutem…<br />
<br />
- Wiersz poświęcony pamięci kilkudziesięciu tysięcy Polek które w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu padły ofiarą sowieckich gwałtów.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/BoZciqaPets" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wokół sami czerwonoarmiści... <br />
Brudni, zawszeni, pijani, <br />
Zewsząd słychać głośne ich krzyki,<br />
Przecinają pochmurne niebo z ich pistoletów strzały…<br />
<br />
Zewsząd same przekleństwa, <br />
Wzajemne głośne się przekrzykiwania,<br />
Prymitywna sowiecka dzicz rozochocona,<br />
Mająca w pogardzie boskie i ludzkie prawa…<br />
<br />
Szorstka dłoń zaciśnięta na szyi, <br />
Bezlitosnego oprawcy wzrok dziki,<br />
Potęgujące grozę rubaszne ich śmiechy,<br />
W rosyjskim języku chamskie docinki,<br />
<br />
Brzuch przyciśnięty kolanem, <br />
Wszelkie wyrwania się próby daremne,<br />
Miotane wściekle wyzwiska obelżywe,<br />
Przesuwające się po ciele brudne ich ręce,<br />
<br />
Nieznośny odór samogonu, <br />
Smród ruskich papierosów,<br />
Z spękanych i obślinionych żołdaków ust,<br />
Budził stłumiony wymiotny odruch,<br />
<br />
W twarz wymierzony policzek,<br />
Młodej dziewczyny urwany jęk,<br />
Zdarty z szyi złoty łańcuszek,<br />
Wokół na ziemi guziki rozsypane…<br />
<br />
A z tysięcy bezbronnych Polek oczu łzy,<br />
Zdławiony szloch w gardle więznący,<br />
Dłonią na ustach stłumiony krzyk,<br />
Pośród bezmiaru okrucieństwa płacz cichutki…<br />
<br />
Pomocy znikąd!... <br />
A wokół sama sowiecka swołocz,<br />
Do skroni zimna przyłożona broń,<br />
Zadany pięścią bolesny cios…<br />
<br />
I tylko cicha paniczna modlitwa, <br />
W sercu z wolna gasnąca nadzieja,<br />
Gdy każda niepewności sekunda, <br />
Zdawała się całą wieczność trwać…<br />
<br />
I tylko strach paniczny, <br />
Nieludzki, odbierający zmysły,<br />
Wbijając się swymi szponami,<br />
W umysły dziewcząt przerażonych,<br />
<br />
Serce każdej z nich przeszył, <br />
By wkrótce w wspomnieniach bolesnych,<br />
Przez resztę życia się tlić,<br />
Pozostając ukryty w podświadomości…<br />
<br />
Bezmiaru nieludzkiego okrucieństwa, <br />
Na zajmowanych przez sowietów obszarach,<br />
Doświadczyła niejedna młoda Polka,<br />
Topiąc swą rozpacz w niezliczonych łzach…<br />
<br />
Oswobodziciele rzekomi,<br />
Naprawdę mściwi bezlitośni kaci,<br />
Zasiali swymi okrutnymi czynami,<br />
Strach jakiego niepodobna opisać słowami,<br />
<br />
Ludzie ci prymitywni i dzicy, <br />
Na polskiej ziemi czując się bezkarni, <br />
Niewysłowionych okrucieństw się dopuścili,<br />
Zastraszaniem i groźbą zacierając ich ślady…<br />
<br />
Lecz nam nie wolno zapomnieć, <br />
Bólu tysięcy młodych tych Polek,<br />
Które w latach wojny nieludzkiej, <br />
Sowieckich żołnierzy padły łupem.<br />
<br />
O ich niewysłowionym cierpieniu, <br />
Winniśmy dziś mówić całemu światu,<br />
Przypominając nieukojony ich ból,<br />
Pokłosiem będący zdrady aliantów.<br />
<br />
By zachłyśnięty nowoczesnością świat,<br />
Choć przez chwilę się zadumał,<br />
Nad tym jakie sowiecka Rosja,<br />
Piekło tysiącom Polek zgotowała.<br />
<br />
By ich niezliczone tragedie,<br />
Z historii nigdy nie były wymazane,<br />
A krzyż jaki niosły przez całe życie,<br />
Dla cywilizowanego świata był sumienia wyrzutem…<br />
<br />
- Wiersz poświęcony pamięci kilkudziesięciu tysięcy Polek które w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu padły ofiarą sowieckich gwałtów.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/BoZciqaPets" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Chlubne karty polskiej historii]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7949.html</link>
			<pubDate>Sat, 06 Dec 2025 00:41:52 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7949.html</guid>
			<description><![CDATA[Choć dziś całego świata narody, <br />
Szczycą się swych dziejów chlubnymi kartami, <br />
To właśnie my przeciętni, szarzy Polacy, <br />
Dumę z swej historii mamy we krwi,<br />
<br />
To nam nasze ojczyste dzieje, <br />
W burzliwej młodości z kolejnych lat biegiem,<br />
Wniknęły głęboko w każdego z nas krwiobieg,<br />
Wpływając na każdego z nas życie…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Nikt nie odbierze nam ich wyjątkowości, <br />
Choćby nie wiem jak próbowali, <br />
Niezliczonymi kłamstwami i oszczerstwami podłymi,<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Przez setki lat na wieków przestrzeni,<br />
Kolejne pokolenia patriotów kształtowały,<br />
W ciężkich dla narodu chwilach serca krzepiły…<br />
<br />
U zarania Księstwa Gnieźnieńskiego piastowscy wojowie, <br />
Wielkim wsławili się męstwem, <br />
Z odwiecznym wrogiem krzyżując swój oręż, <br />
Odpierając skutecznie najazdy nieprzyjacielskie,<br />
<br />
Jak wtedy na polach pod Cedynią, <br />
Gdy widząc wojsk swych pogrom, <br />
Margrabia Hodon okrył się hańbą, <br />
By zatriumfować mógł książę Mieszko…<br />
<br />
I trafił na nie choć w legendę przyodziany,<br />
Mocarny król Krak przesławny,<br />
Gdy niezliczeni z południa najeźdźcy, <br />
Padli pod jego lśniącego miecza ciosami.<br />
<br />
I legenda o księżniczce Wandzie, <br />
Znajdując w opowieściach ludu odbicie, <br />
Ku pokrzepieniu przyszłych pokoleń serc, <br />
Zapisaną została kronikarza piórem…<br />
<br />
Niegdyś na naszych rozległych ziemiach,<br />
W spowitych mgłą niepamięci pradziejach,<br />
U samego Chrześcijaństwa zarania, <br />
Nawrócenia tysięcy pogan zarzewia,<br />
<br />
Misja chrystianizacyjna świętego Wojciecha,<br />
Z nieśpiesznym biegiem kolejnych lat,<br />
Wyrywając naszych praprzodków z sideł pogaństwa, <br />
Otworzyła ich serca na duchowy świat…<br />
<br />
I na tak wielu wieków przestrzeni, <br />
Liczni polscy święci i błogosławieni, <br />
Księża wiernie Bogu oddani, <br />
Pobożni, pracowici mnisi,<br />
<br />
Swymi codziennymi uczynkami, <br />
Troszcząc się o biednych, ubogich, <br />
Głosząc wytrwale słowa Ewangelii,<br />
Próbowali świat cały uczynić lepszym…<br />
<br />
I kiełkowała w sercach Polaków Wiara, <br />
Wraz z cnotami oddania, wierności, męstwa,<br />
W strasznych, niepewnych czasach,<br />
Czyniąc naszych przodków stróżami Chrześcijaństwa,<br />
<br />
A nasze wspaniałe polskie rycerstwo, <br />
Wierne swym chrześcijańskim ideałom,<br />
Dało odpór tatarskim najazdom<br />
I wrogich pogańskich ludów zakusom…<br />
<br />
I nasza wspaniała skrzydlata husaria, <br />
Rozwijając kolejne swe natarcia, <br />
Na polach Kircholmu, Kłuszyna, <br />
Na kartach historii trwale się zapisała,<br />
<br />
By z biegiem kolejnych lat, <br />
Gdy pod zaborami znajdzie się Polska, <br />
Na polach bitew kolejnych powstań, <br />
Kolejne pokolenia patriotów inspirować…<br />
<br />
O chlubnych kartach polskiej historii, <br />
Zaświadczają niezliczone ułanów mogiły,<br />
Niekiedy mchem porośnięte w całości,<br />
Niekiedy skryte w cmentarzy głębi,<br />
<br />
Którzy ofiarnie życie poświęcili,<br />
Na polach bitew wielkiej z bolszewikami wojny,<br />
Nie szczędząc swych nadludzkich sił,<br />
By nie rozplenił się komunizm…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Zapisali swymi sukcesami słynni lotnicy,<br />
Bijąc na swych maszynach światowe rekordy,<br />
Nie schodząc niegdyś z pierwszych stron prasy,<br />
<br />
Wtedy gdy cały świat, <br />
Zachwycała polska myśl techniczna,<br />
A ofiarnością społeczeństwa dozbrajana armia,<br />
Postrach ościennych totalitaryzmów budziła…<br />
<br />
Pisali chlubną naszego kraju historię, <br />
Na polach bitew kampanii wrześniowej,<br />
Niepokonani polscy żołnierze,<br />
Odznaczając się nadludzkim wysiłkiem,<br />
<br />
Ofiarnie powstrzymując wrogie natarcia, <br />
Skutecznie opóźniając niemieckich kolumn marsz,<br />
W kierunku swej ukochanej Ojczyzny serca,<br />
Warszawy skąpanej w szalejących pożarach…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Swą ofiarnością mężnie zapisali,<br />
Niezłomni polscy partyzanci, <br />
Niosąc śmierć znienawidzonemu wrogowi,<br />
<br />
Gdy nasza wspaniała Armia Krajowa, <br />
W licznych bitwach, potyczkach i zasadzkach,<br />
Ogrom strat Niemcom zadała,<br />
Kąsając znienawidzonego okupanta…<br />
<br />
I na wielu stuleci przestrzeni,<br />
Niejeden oddany swej pracy historyk,<br />
Pisząc ksiąg swych opasłe tomy,<br />
Dokładając po temu wysiłków skrupulatnych,<br />
<br />
Marzył skrycie by jego dzieła, <br />
Pomimo upływu dziesiątek lat, <br />
Kształtowały kolejne patriotów pokolenia,<br />
A silną ich patriotyzmem była Polska…<br />
<br />
Przeto mamy prawo do swych bohaterów, <br />
Niczym dzieci do barwnych swych snów,<br />
Do dumy z wielkich ich czynów,<br />
W wielowiekowej historii cieniu.<br />
<br />
I nikt nam nie wyrwie patriotyzmu z serc, <br />
Umiłowania ukochanej Ojczyzny poranionej,<br />
Pielęgnować będziemy swą dumę,<br />
Przez każde kolejne stulecie!…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Choć dziś całego świata narody, <br />
Szczycą się swych dziejów chlubnymi kartami, <br />
To właśnie my przeciętni, szarzy Polacy, <br />
Dumę z swej historii mamy we krwi,<br />
<br />
To nam nasze ojczyste dzieje, <br />
W burzliwej młodości z kolejnych lat biegiem,<br />
Wniknęły głęboko w każdego z nas krwiobieg,<br />
Wpływając na każdego z nas życie…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Nikt nie odbierze nam ich wyjątkowości, <br />
Choćby nie wiem jak próbowali, <br />
Niezliczonymi kłamstwami i oszczerstwami podłymi,<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Przez setki lat na wieków przestrzeni,<br />
Kolejne pokolenia patriotów kształtowały,<br />
W ciężkich dla narodu chwilach serca krzepiły…<br />
<br />
U zarania Księstwa Gnieźnieńskiego piastowscy wojowie, <br />
Wielkim wsławili się męstwem, <br />
Z odwiecznym wrogiem krzyżując swój oręż, <br />
Odpierając skutecznie najazdy nieprzyjacielskie,<br />
<br />
Jak wtedy na polach pod Cedynią, <br />
Gdy widząc wojsk swych pogrom, <br />
Margrabia Hodon okrył się hańbą, <br />
By zatriumfować mógł książę Mieszko…<br />
<br />
I trafił na nie choć w legendę przyodziany,<br />
Mocarny król Krak przesławny,<br />
Gdy niezliczeni z południa najeźdźcy, <br />
Padli pod jego lśniącego miecza ciosami.<br />
<br />
I legenda o księżniczce Wandzie, <br />
Znajdując w opowieściach ludu odbicie, <br />
Ku pokrzepieniu przyszłych pokoleń serc, <br />
Zapisaną została kronikarza piórem…<br />
<br />
Niegdyś na naszych rozległych ziemiach,<br />
W spowitych mgłą niepamięci pradziejach,<br />
U samego Chrześcijaństwa zarania, <br />
Nawrócenia tysięcy pogan zarzewia,<br />
<br />
Misja chrystianizacyjna świętego Wojciecha,<br />
Z nieśpiesznym biegiem kolejnych lat,<br />
Wyrywając naszych praprzodków z sideł pogaństwa, <br />
Otworzyła ich serca na duchowy świat…<br />
<br />
I na tak wielu wieków przestrzeni, <br />
Liczni polscy święci i błogosławieni, <br />
Księża wiernie Bogu oddani, <br />
Pobożni, pracowici mnisi,<br />
<br />
Swymi codziennymi uczynkami, <br />
Troszcząc się o biednych, ubogich, <br />
Głosząc wytrwale słowa Ewangelii,<br />
Próbowali świat cały uczynić lepszym…<br />
<br />
I kiełkowała w sercach Polaków Wiara, <br />
Wraz z cnotami oddania, wierności, męstwa,<br />
W strasznych, niepewnych czasach,<br />
Czyniąc naszych przodków stróżami Chrześcijaństwa,<br />
<br />
A nasze wspaniałe polskie rycerstwo, <br />
Wierne swym chrześcijańskim ideałom,<br />
Dało odpór tatarskim najazdom<br />
I wrogich pogańskich ludów zakusom…<br />
<br />
I nasza wspaniała skrzydlata husaria, <br />
Rozwijając kolejne swe natarcia, <br />
Na polach Kircholmu, Kłuszyna, <br />
Na kartach historii trwale się zapisała,<br />
<br />
By z biegiem kolejnych lat, <br />
Gdy pod zaborami znajdzie się Polska, <br />
Na polach bitew kolejnych powstań, <br />
Kolejne pokolenia patriotów inspirować…<br />
<br />
O chlubnych kartach polskiej historii, <br />
Zaświadczają niezliczone ułanów mogiły,<br />
Niekiedy mchem porośnięte w całości,<br />
Niekiedy skryte w cmentarzy głębi,<br />
<br />
Którzy ofiarnie życie poświęcili,<br />
Na polach bitew wielkiej z bolszewikami wojny,<br />
Nie szczędząc swych nadludzkich sił,<br />
By nie rozplenił się komunizm…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Zapisali swymi sukcesami słynni lotnicy,<br />
Bijąc na swych maszynach światowe rekordy,<br />
Nie schodząc niegdyś z pierwszych stron prasy,<br />
<br />
Wtedy gdy cały świat, <br />
Zachwycała polska myśl techniczna,<br />
A ofiarnością społeczeństwa dozbrajana armia,<br />
Postrach ościennych totalitaryzmów budziła…<br />
<br />
Pisali chlubną naszego kraju historię, <br />
Na polach bitew kampanii wrześniowej,<br />
Niepokonani polscy żołnierze,<br />
Odznaczając się nadludzkim wysiłkiem,<br />
<br />
Ofiarnie powstrzymując wrogie natarcia, <br />
Skutecznie opóźniając niemieckich kolumn marsz,<br />
W kierunku swej ukochanej Ojczyzny serca,<br />
Warszawy skąpanej w szalejących pożarach…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Swą ofiarnością mężnie zapisali,<br />
Niezłomni polscy partyzanci, <br />
Niosąc śmierć znienawidzonemu wrogowi,<br />
<br />
Gdy nasza wspaniała Armia Krajowa, <br />
W licznych bitwach, potyczkach i zasadzkach,<br />
Ogrom strat Niemcom zadała,<br />
Kąsając znienawidzonego okupanta…<br />
<br />
I na wielu stuleci przestrzeni,<br />
Niejeden oddany swej pracy historyk,<br />
Pisząc ksiąg swych opasłe tomy,<br />
Dokładając po temu wysiłków skrupulatnych,<br />
<br />
Marzył skrycie by jego dzieła, <br />
Pomimo upływu dziesiątek lat, <br />
Kształtowały kolejne patriotów pokolenia,<br />
A silną ich patriotyzmem była Polska…<br />
<br />
Przeto mamy prawo do swych bohaterów, <br />
Niczym dzieci do barwnych swych snów,<br />
Do dumy z wielkich ich czynów,<br />
W wielowiekowej historii cieniu.<br />
<br />
I nikt nam nie wyrwie patriotyzmu z serc, <br />
Umiłowania ukochanej Ojczyzny poranionej,<br />
Pielęgnować będziemy swą dumę,<br />
Przez każde kolejne stulecie!…]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>