<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Dotykiem Wiatru - forum poezji amatorskiej. - Wiersze rymowane]]></title>
		<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/</link>
		<description><![CDATA[Dotykiem Wiatru - forum poezji amatorskiej. - http://dotykiemwiatru.grd.pl]]></description>
		<pubDate>Tue, 21 Apr 2026 17:39:53 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Trzy wiersze przeciwko aborcji napisane w jeden wieczór]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7969.html</link>
			<pubDate>Tue, 31 Mar 2026 03:31:21 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7969.html</guid>
			<description><![CDATA[Najszanowniejsi... Gdy tylko polski Internet obiegła wieść o napisaniu przez Jasia Kapelę trzydziestu tekstów o tematyce proaborcyjnej w ciągu jednego roku, po zapoznaniu się z częścią z nich zastanowiłem się mimowolnie czy ja zdołałbym napisać trzy wiersze o wymowie antyaborcyjnej w ciągu jednego tylko wieczora… I nim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić już kilka rymów przeciwko aborcji napłynęło mi nieproszonych do głowy…<br />
<br />
Będę z Wami szczery... Z racji tego że niespodziewanie dopadły mnie w nocy gorączka i dreszcze nie wyspałem się poprzedniej nocy za dobrze… O poranku miałem problemy z zwleczeniem się z wyra… W ogóle tego dnia chodziłem jakiś taki półprzytomny... Ale myślę sobie... Co??? Ja nie dam rady napisać trzech wierszy przeciwko aborcji w jeden wieczór?! Ja nie dam rady?! Zaraz robię sobie herbatę z miodem i cytryną i biorę się do dzieła!... <br />
I tak w jeden tylko wieczór (kilka godzin) napisałem te trzy poniższe wiersze o wymowie antyaborcyjnej... Oceńcie je proszę sami...<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Wszystko to było odległym wspomnieniem”</span><br />
<br />
      Choć w obskurnych lekarskich gabinetach,<br />
Na przestrzeni wielu postkomunistycznej Polski lat,<br />
Każda z ust lekarza bezlitosna diagnoza,<br />
Tak wiele młodych matek z nóg ścinała,<br />
<br />
Choć niejedna wymodlona ciąża,<br />
Podług diagnoz była zagrożona,<br />
A rozbudzona w sercu matki nadzieja,<br />
W ułamku sekundy niekiedy gasła,<br />
<br />
Choć natrętna proaborcyjna propaganda,<br />
Niczym straszna upiorna zjawa,<br />
Usiłowała w ich myśli przenikać<br />
By zamęt i zwątpienie w nich siać…<br />
<br />
Choć rozwrzeszczanych feministek wybuchy złości,<br />
Załganych pseudoekspertów opinie i głosy,<br />
W pamięci tak wielu z nich się wyryły,<br />
Sypiąc się z ekranów telewizorów plazmowych…<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy tuląc do piersi maleńkie niemowlę,<br />
Niejedna skrycie uroniła szczęścia łzę,<br />
Uśmiechając się zarazem serdecznie,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy biorąc na ręce swe dziecię,<br />
Słowami przyobleczonymi w cichy szept,<br />
Obiecywała mu życie szczęśliwe,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy spoglądając w swego dziecka źrenice,<br />
Pochwycona silnym wzruszeniem,<br />
Pierwszy jego ujrzała uśmiech,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy pewnego dnia niespodziewanie,<br />
Padło z dziecięcych usteczek…<br />
- Mamusiu kocham cię…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,W oku niejednej matki”</span><br />
<br />
Gdy w murach kościołów gotyckich<br />
Światło padające z kolorowych witraży <br />
Na twarze roześmianych dzieci,<br />
Migocąc wesoło na nich zatańczy,<br />
<br />
Gdy maleńkie rączki dziecięce, <br />
Uczynią znak krzyża na czole,<br />
W niejednym stareńkim kościele,<br />
W skupieniu żegnając się z nabożeństwem,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy ukradkiem łzę,<br />
Która perląc się w jasnego dnia świetle,<br />
Przetnie niekiedy blady policzek,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy winy poczucie,<br />
Ból ciężkich niezabliźnionych wspomnień,<br />
Nagłe ukłucie sumienia wyrzutem…<br />
<br />
I niejedna młoda matka, <br />
Zatapiając się w bolesnych wspomnieniach,<br />
Wzruszona w głębi matczynego serca,<br />
Pobiegnie myślami do tamtego dnia,<br />
<br />
Gdy tamta straszna diagnoza,<br />
Padła z ust starego lekarza,<br />
Gdy z przerażeniem do wiadomości przyjęła,<br />
Że zagrożoną była jej ciąża,<br />
<br />
Gdy pędzący na oślep świat, <br />
Nagle jakby się zatrzymał,<br />
Zimny dreszcz przebiegł po plecach,<br />
Z przerażenia tchu złapać nie mogła,<br />
<br />
Gdy diabelska pokusa<br />
Odrzucenia nauczania Kościoła,<br />
W głębi duszy się tliła, <br />
Niczym kiełkujący z wolna chwast…<br />
<br />
I spoglądając w oczy swych dzieci,<br />
Ocierając ukradkiem łzy,<br />
Niejedna przeklnie tamtą myśl,<br />
Gdy przyrzekała sobie aborcję rozważyć,<br />
<br />
I niejedna Maryi podziękuje,<br />
Że w serca ich wlewając otuchę,<br />
Nadludzką wtedy dała im siłę,<br />
Ocaliła cudem zagrożone ciąże…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Widziałem w mym śnie…”</span><br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Połamane o uliczne chodniki, <br />
Bez litości zmiażdżone obcasami,<br />
Przesiąknięte brudem ulicznych kałuży,<br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Ciśnięte do koszy na śmieci,<br />
Niszczejące pomiędzy odpadami,<br />
Obgryzane nocami przez szczury…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie w kościołach starych,<br />
W cieniu nadkruszonych murów gotyckich,<br />
Rozmodlone młode Polki,<br />
Przesuwające w dłoniach różańców paciorki,<br />
<br />
Modlące się by w kolejnych latach,<br />
U boku ukochanego męża,<br />
Dostąpić łaski licznego potomstwa,<br />
Wielbiącego Boga w codziennych pacierzach…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie nienarodzone dzieci,<br />
Śpiące nocami pod sercem matki,<br />
Niekiedy mimowolnie ssące kciuki,<br />
Wyczekiwane przez swe anioły,<br />
<br />
Tak bardzo pragnące być kochanymi,<br />
Przez świat w wojnach pogrążony,<br />
Zatopiony w międzyludzkiej nienawiści,<br />
Do Boga wciąż odwrócony plecami…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/26bz-j-KVQw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Najszanowniejsi... Gdy tylko polski Internet obiegła wieść o napisaniu przez Jasia Kapelę trzydziestu tekstów o tematyce proaborcyjnej w ciągu jednego roku, po zapoznaniu się z częścią z nich zastanowiłem się mimowolnie czy ja zdołałbym napisać trzy wiersze o wymowie antyaborcyjnej w ciągu jednego tylko wieczora… I nim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić już kilka rymów przeciwko aborcji napłynęło mi nieproszonych do głowy…<br />
<br />
Będę z Wami szczery... Z racji tego że niespodziewanie dopadły mnie w nocy gorączka i dreszcze nie wyspałem się poprzedniej nocy za dobrze… O poranku miałem problemy z zwleczeniem się z wyra… W ogóle tego dnia chodziłem jakiś taki półprzytomny... Ale myślę sobie... Co??? Ja nie dam rady napisać trzech wierszy przeciwko aborcji w jeden wieczór?! Ja nie dam rady?! Zaraz robię sobie herbatę z miodem i cytryną i biorę się do dzieła!... <br />
I tak w jeden tylko wieczór (kilka godzin) napisałem te trzy poniższe wiersze o wymowie antyaborcyjnej... Oceńcie je proszę sami...<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Wszystko to było odległym wspomnieniem”</span><br />
<br />
      Choć w obskurnych lekarskich gabinetach,<br />
Na przestrzeni wielu postkomunistycznej Polski lat,<br />
Każda z ust lekarza bezlitosna diagnoza,<br />
Tak wiele młodych matek z nóg ścinała,<br />
<br />
Choć niejedna wymodlona ciąża,<br />
Podług diagnoz była zagrożona,<br />
A rozbudzona w sercu matki nadzieja,<br />
W ułamku sekundy niekiedy gasła,<br />
<br />
Choć natrętna proaborcyjna propaganda,<br />
Niczym straszna upiorna zjawa,<br />
Usiłowała w ich myśli przenikać<br />
By zamęt i zwątpienie w nich siać…<br />
<br />
Choć rozwrzeszczanych feministek wybuchy złości,<br />
Załganych pseudoekspertów opinie i głosy,<br />
W pamięci tak wielu z nich się wyryły,<br />
Sypiąc się z ekranów telewizorów plazmowych…<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy tuląc do piersi maleńkie niemowlę,<br />
Niejedna skrycie uroniła szczęścia łzę,<br />
Uśmiechając się zarazem serdecznie,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy biorąc na ręce swe dziecię,<br />
Słowami przyobleczonymi w cichy szept,<br />
Obiecywała mu życie szczęśliwe,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy spoglądając w swego dziecka źrenice,<br />
Pochwycona silnym wzruszeniem,<br />
Pierwszy jego ujrzała uśmiech,<br />
<br />
Wszystko to było odległym wspomnieniem, <br />
Gdy pewnego dnia niespodziewanie,<br />
Padło z dziecięcych usteczek…<br />
- Mamusiu kocham cię…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,W oku niejednej matki”</span><br />
<br />
Gdy w murach kościołów gotyckich<br />
Światło padające z kolorowych witraży <br />
Na twarze roześmianych dzieci,<br />
Migocąc wesoło na nich zatańczy,<br />
<br />
Gdy maleńkie rączki dziecięce, <br />
Uczynią znak krzyża na czole,<br />
W niejednym stareńkim kościele,<br />
W skupieniu żegnając się z nabożeństwem,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy ukradkiem łzę,<br />
Która perląc się w jasnego dnia świetle,<br />
Przetnie niekiedy blady policzek,<br />
<br />
W oku niejednej matki rozmodlonej,<br />
Dostrzec możemy winy poczucie,<br />
Ból ciężkich niezabliźnionych wspomnień,<br />
Nagłe ukłucie sumienia wyrzutem…<br />
<br />
I niejedna młoda matka, <br />
Zatapiając się w bolesnych wspomnieniach,<br />
Wzruszona w głębi matczynego serca,<br />
Pobiegnie myślami do tamtego dnia,<br />
<br />
Gdy tamta straszna diagnoza,<br />
Padła z ust starego lekarza,<br />
Gdy z przerażeniem do wiadomości przyjęła,<br />
Że zagrożoną była jej ciąża,<br />
<br />
Gdy pędzący na oślep świat, <br />
Nagle jakby się zatrzymał,<br />
Zimny dreszcz przebiegł po plecach,<br />
Z przerażenia tchu złapać nie mogła,<br />
<br />
Gdy diabelska pokusa<br />
Odrzucenia nauczania Kościoła,<br />
W głębi duszy się tliła, <br />
Niczym kiełkujący z wolna chwast…<br />
<br />
I spoglądając w oczy swych dzieci,<br />
Ocierając ukradkiem łzy,<br />
Niejedna przeklnie tamtą myśl,<br />
Gdy przyrzekała sobie aborcję rozważyć,<br />
<br />
I niejedna Maryi podziękuje,<br />
Że w serca ich wlewając otuchę,<br />
Nadludzką wtedy dała im siłę,<br />
Ocaliła cudem zagrożone ciąże…<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">,,Widziałem w mym śnie…”</span><br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Połamane o uliczne chodniki, <br />
Bez litości zmiażdżone obcasami,<br />
Przesiąknięte brudem ulicznych kałuży,<br />
<br />
Widziałem w mym śnie czarne parasolki, <br />
Ciśnięte do koszy na śmieci,<br />
Niszczejące pomiędzy odpadami,<br />
Obgryzane nocami przez szczury…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie w kościołach starych,<br />
W cieniu nadkruszonych murów gotyckich,<br />
Rozmodlone młode Polki,<br />
Przesuwające w dłoniach różańców paciorki,<br />
<br />
Modlące się by w kolejnych latach,<br />
U boku ukochanego męża,<br />
Dostąpić łaski licznego potomstwa,<br />
Wielbiącego Boga w codziennych pacierzach…<br />
<br />
Widziałem w mym śnie nienarodzone dzieci,<br />
Śpiące nocami pod sercem matki,<br />
Niekiedy mimowolnie ssące kciuki,<br />
Wyczekiwane przez swe anioły,<br />
<br />
Tak bardzo pragnące być kochanymi,<br />
Przez świat w wojnach pogrążony,<br />
Zatopiony w międzyludzkiej nienawiści,<br />
Do Boga wciąż odwrócony plecami…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/26bz-j-KVQw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Byli prawdziwie niezłomni…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7963.html</link>
			<pubDate>Sun, 01 Mar 2026 03:33:10 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7963.html</guid>
			<description><![CDATA[Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zwyciężeni… Niepokonani!<br />
Swym bohaterstwem na kartach historii <br />
Złotymi zgłoskami się zapisali…<br />
<br />
Gdy biało-czerwona flaga, <br />
Nad Bramą Brandenburską załopotała,<br />
A ostatni do wroga strzał, <br />
Ucichł już na ulicach Berlina,<br />
<br />
Gdy wojna dogasała jak pogorzelisko<br />
I powojenny świat kształtował się na nowo,<br />
A żelazna kurtyna opadała nad Europą,<br />
Stary kontynent na pół dzieląc,<br />
<br />
Choć ucichły już alarmowe syreny, <br />
Przestały spadać na miasta bomby,<br />
Rozległe, nieprzebrane polskie lasy,<br />
Pozostały pełne partyzantów młodych,<br />
<br />
Choć w cieniu jałtańskiej zdrady, <br />
Świat odwrócił się do nich plecami, <br />
Oni swym ideałom oddani, <br />
Żołnierskiej przysiędze pozostali wierni,<br />
<br />
Sami sobie pozostawieni, <br />
Zdradzeni przez aliantów zachodnich,<br />
Przezornie nie złożyli broni, <br />
Mundurów swych nie ukryli…<br />
<br />
Gdy przysięgali na sztandar, <br />
W serca ich wstępowała odwaga,<br />
Niebezpieczeństw nie lękała się dusza,<br />
Najcięższe byli gotowi znosić wyrzeczenia,<br />
<br />
Gdy brali w ręce swe karabiny,<br />
Gotowi byli nie szczędząc sił,<br />
W niejednym rozpaczliwym boju krwawym,<br />
Nowemu okupantowi czoła stawić…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zdradzeni… Ojczyźnie wierni!<br />
W swych bliskich i krewnych pamięci,<br />
Przez lata pozostali niezatarci …<br />
<br />
Gdy długa straszna komunizmu noc, <br />
Spowiła kraj wyniszczony wojną,<br />
Nadziejom Polaków bolesny zadając cios,<br />
Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc,<br />
<br />
Latem szli leśnymi wąwozami, <br />
Drogą oświetlaną przez srebrzysty księżyc,<br />
Zimą przedzierali się poprzez zaspy,<br />
Oświetlając drogę gorejącymi pochodniami,<br />
<br />
Znienawidzonemu sowieckiemu okupantowi<br />
W licznych potyczkach zadając straty,<br />
Wszelkie komunistom krzyżując plany,<br />
Rozbijając więzienia i ubeckie areszty…<br />
<br />
Choć strach zaglądał im w oczy, <br />
Zasiewając w serc tysiącach ziarna trwogi,<br />
A gdy powieki do snu zmrużyli,<br />
Pełne niepokoju były ich sny, <br />
<br />
Sowieckich represji się nie przelękli,<br />
Stawiając tamę komunizmowi,<br />
Na posterunku wiernie wciąż trwali,<br />
Rozplanowując na wroga kolejne zasadzki…<br />
<br />
Nie bacząc na partyzanckiego życia trudy,<br />
Głód, chłód i częste choroby,<br />
W ulewne deszcze mundur przemoczony,<br />
Nadpleśniałego chleba kęs ostatni,<br />
<br />
By Ojczyznę spod sowieckiego jarzma wyzwolić, <br />
Ofiarowując rodakom dar wolności,<br />
W uporze swym pozostali niewzruszeni,<br />
Nie zawrócili z obranej drogi…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Na przekór powszechnej sowietyzacji,<br />
Rugowaniu zewsząd religii, <br />
Niewzruszenie wierni Bogu pozostali!<br />
<br />
Na starych kartkach pożółkłych, <br />
Skromne antykomunistyczne ulotki, <br />
Pisane starym piórem wysłużonym, <br />
Także wtedy bronią ich były, <br />
<br />
Pistolet kurczowo trzymany w dłoni,<br />
W ciężkich chwilach dodawał im otuchy,<br />
Gdy nieubłaganie pierścień ubeckiej obławy,<br />
Zaciskał się wokół lasów rozległych,<br />
<br />
A gdy umknęli pościgowi,<br />
Całując swe metalowe ryngrafy, <br />
Licznymi wspólnymi modlitwami,<br />
Za ocalenie Bogu serdecznie dziękowali…<br />
<br />
I w cieniu drzew rozłożystych, <br />
Przyklękali znużeni partyzanci,<br />
Przesuwając różańców paciorki,<br />
O wolną Polskę gorące modlitwy wyszeptywali,<br />
<br />
Za poległych kolegów dusze,<br />
Ukradkiem ocierając łzę,<br />
Modlili się gorąco i rzewnie,<br />
Wierząc w ich nad nimi opiekę…<br />
<br />
Gdy oddany Ojczyźnie kapelan,<br />
Nad pochyloną głową partyzanta,<br />
Z nabożnością kreślił znak Krzyża,<br />
W imię Boga grzechy odpuszczał,<br />
<br />
Odtąd każdy z nich,<br />
Na śmierć był już gotowym,<br />
Wierząc w sens poniesionej ofiary,<br />
Dla przyszłych pokoleń będącej zarzewiem wolności…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Takimi ich zapamiętamy!<br />
O ich patriotyzmie szczerym i ofiarnym, <br />
W przyszłości naszym wnukom opowiemy…<br />
<br />
Choć przez komunistyczne władze wyklęci, <br />
Na zapomnienie i pogardę skazani, <br />
Przez patriotów o sercach prawych, <br />
W całej Polsce dziś czczeni,<br />
<br />
We wszystkich zakątkach Polski, <br />
W wioskach odludnych i miastach gwarnych, <br />
Poświęcone im pomniki, <br />
W setkach możemy dziś liczyć…<br />
<br />
Choć dziś próbuje się ich oczerniać, <br />
W potokach głośnych medialnie kłamstw,<br />
A w pseudohistorycznych opracowaniach,<br />
Haniebne zbrodnie im przypisywać,<br />
<br />
Na przekór trendom szkodliwym,<br />
W umysłach i sercach naszych,<br />
Szlachetnym rycerzom z kart barwnych powieści,<br />
Podobni są bohaterscy żołnierze wyklęci,<br />
<br />
Dziś nie są już zapomniani, <br />
W świadomości patriotów współczesnych, <br />
Nareszcie należne im miejsce zajęli, <br />
A z serc naszych nie wyrzuci ich nikt!<br />
<br />
Dziś odpalane skrzące race, <br />
Rozpostarte flagi biało-czerwone,<br />
Znicze migocące przed każdym pomnikiem, <br />
Uniżonym dla nich są hołdem…<br />
<br />
Także skromny ten wiersz<br />
I ja z potrzeby serca skreśliłem, <br />
By w poświęcony im dzień<br />
Niezłomnym Żołnierzom Wyklętym oddać cześć!<br />
<br />
- Wiersz opublikowany 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Gll7WYhL8Yk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zwyciężeni… Niepokonani!<br />
Swym bohaterstwem na kartach historii <br />
Złotymi zgłoskami się zapisali…<br />
<br />
Gdy biało-czerwona flaga, <br />
Nad Bramą Brandenburską załopotała,<br />
A ostatni do wroga strzał, <br />
Ucichł już na ulicach Berlina,<br />
<br />
Gdy wojna dogasała jak pogorzelisko<br />
I powojenny świat kształtował się na nowo,<br />
A żelazna kurtyna opadała nad Europą,<br />
Stary kontynent na pół dzieląc,<br />
<br />
Choć ucichły już alarmowe syreny, <br />
Przestały spadać na miasta bomby,<br />
Rozległe, nieprzebrane polskie lasy,<br />
Pozostały pełne partyzantów młodych,<br />
<br />
Choć w cieniu jałtańskiej zdrady, <br />
Świat odwrócił się do nich plecami, <br />
Oni swym ideałom oddani, <br />
Żołnierskiej przysiędze pozostali wierni,<br />
<br />
Sami sobie pozostawieni, <br />
Zdradzeni przez aliantów zachodnich,<br />
Przezornie nie złożyli broni, <br />
Mundurów swych nie ukryli…<br />
<br />
Gdy przysięgali na sztandar, <br />
W serca ich wstępowała odwaga,<br />
Niebezpieczeństw nie lękała się dusza,<br />
Najcięższe byli gotowi znosić wyrzeczenia,<br />
<br />
Gdy brali w ręce swe karabiny,<br />
Gotowi byli nie szczędząc sił,<br />
W niejednym rozpaczliwym boju krwawym,<br />
Nowemu okupantowi czoła stawić…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Choć zdradzeni… Ojczyźnie wierni!<br />
W swych bliskich i krewnych pamięci,<br />
Przez lata pozostali niezatarci …<br />
<br />
Gdy długa straszna komunizmu noc, <br />
Spowiła kraj wyniszczony wojną,<br />
Nadziejom Polaków bolesny zadając cios,<br />
Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc,<br />
<br />
Latem szli leśnymi wąwozami, <br />
Drogą oświetlaną przez srebrzysty księżyc,<br />
Zimą przedzierali się poprzez zaspy,<br />
Oświetlając drogę gorejącymi pochodniami,<br />
<br />
Znienawidzonemu sowieckiemu okupantowi<br />
W licznych potyczkach zadając straty,<br />
Wszelkie komunistom krzyżując plany,<br />
Rozbijając więzienia i ubeckie areszty…<br />
<br />
Choć strach zaglądał im w oczy, <br />
Zasiewając w serc tysiącach ziarna trwogi,<br />
A gdy powieki do snu zmrużyli,<br />
Pełne niepokoju były ich sny, <br />
<br />
Sowieckich represji się nie przelękli,<br />
Stawiając tamę komunizmowi,<br />
Na posterunku wiernie wciąż trwali,<br />
Rozplanowując na wroga kolejne zasadzki…<br />
<br />
Nie bacząc na partyzanckiego życia trudy,<br />
Głód, chłód i częste choroby,<br />
W ulewne deszcze mundur przemoczony,<br />
Nadpleśniałego chleba kęs ostatni,<br />
<br />
By Ojczyznę spod sowieckiego jarzma wyzwolić, <br />
Ofiarowując rodakom dar wolności,<br />
W uporze swym pozostali niewzruszeni,<br />
Nie zawrócili z obranej drogi…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Na przekór powszechnej sowietyzacji,<br />
Rugowaniu zewsząd religii, <br />
Niewzruszenie wierni Bogu pozostali!<br />
<br />
Na starych kartkach pożółkłych, <br />
Skromne antykomunistyczne ulotki, <br />
Pisane starym piórem wysłużonym, <br />
Także wtedy bronią ich były, <br />
<br />
Pistolet kurczowo trzymany w dłoni,<br />
W ciężkich chwilach dodawał im otuchy,<br />
Gdy nieubłaganie pierścień ubeckiej obławy,<br />
Zaciskał się wokół lasów rozległych,<br />
<br />
A gdy umknęli pościgowi,<br />
Całując swe metalowe ryngrafy, <br />
Licznymi wspólnymi modlitwami,<br />
Za ocalenie Bogu serdecznie dziękowali…<br />
<br />
I w cieniu drzew rozłożystych, <br />
Przyklękali znużeni partyzanci,<br />
Przesuwając różańców paciorki,<br />
O wolną Polskę gorące modlitwy wyszeptywali,<br />
<br />
Za poległych kolegów dusze,<br />
Ukradkiem ocierając łzę,<br />
Modlili się gorąco i rzewnie,<br />
Wierząc w ich nad nimi opiekę…<br />
<br />
Gdy oddany Ojczyźnie kapelan,<br />
Nad pochyloną głową partyzanta,<br />
Z nabożnością kreślił znak Krzyża,<br />
W imię Boga grzechy odpuszczał,<br />
<br />
Odtąd każdy z nich,<br />
Na śmierć był już gotowym,<br />
Wierząc w sens poniesionej ofiary,<br />
Dla przyszłych pokoleń będącej zarzewiem wolności…<br />
<br />
Byli prawdziwie niezłomni…<br />
Takimi ich zapamiętamy!<br />
O ich patriotyzmie szczerym i ofiarnym, <br />
W przyszłości naszym wnukom opowiemy…<br />
<br />
Choć przez komunistyczne władze wyklęci, <br />
Na zapomnienie i pogardę skazani, <br />
Przez patriotów o sercach prawych, <br />
W całej Polsce dziś czczeni,<br />
<br />
We wszystkich zakątkach Polski, <br />
W wioskach odludnych i miastach gwarnych, <br />
Poświęcone im pomniki, <br />
W setkach możemy dziś liczyć…<br />
<br />
Choć dziś próbuje się ich oczerniać, <br />
W potokach głośnych medialnie kłamstw,<br />
A w pseudohistorycznych opracowaniach,<br />
Haniebne zbrodnie im przypisywać,<br />
<br />
Na przekór trendom szkodliwym,<br />
W umysłach i sercach naszych,<br />
Szlachetnym rycerzom z kart barwnych powieści,<br />
Podobni są bohaterscy żołnierze wyklęci,<br />
<br />
Dziś nie są już zapomniani, <br />
W świadomości patriotów współczesnych, <br />
Nareszcie należne im miejsce zajęli, <br />
A z serc naszych nie wyrzuci ich nikt!<br />
<br />
Dziś odpalane skrzące race, <br />
Rozpostarte flagi biało-czerwone,<br />
Znicze migocące przed każdym pomnikiem, <br />
Uniżonym dla nich są hołdem…<br />
<br />
Także skromny ten wiersz<br />
I ja z potrzeby serca skreśliłem, <br />
By w poświęcony im dzień<br />
Niezłomnym Żołnierzom Wyklętym oddać cześć!<br />
<br />
- Wiersz opublikowany 1 marca w Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Gll7WYhL8Yk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[W cieniu każdej wojny...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7959.html</link>
			<pubDate>Sun, 22 Feb 2026 03:45:56 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7959.html</guid>
			<description><![CDATA[Po zimnym ulewnym deszczu, <br />
Gdy spowił okolicę dotkliwy chłód,<br />
Ucichł plusk wody w rynsztoku,<br />
Zastygać począł ulicznych kałuży brud,<br />
<br />
W starego kościoła cieniu, <br />
Przystanął bezszelestnie smutny duch,<br />
Oblicze jego cienisty krył kaptur,<br />
A zamyślił się pogrążony w smutku.<br />
<br />
Tyleż posępny co tajemniczy,<br />
Choć wicher przeszył go mroźny,<br />
W milczeniu stał niewzruszony<br />
Starym murom nie mówiąc nic,<br />
<br />
Samemu przybywając z przeszłości,<br />
Dziwiąc się czasom współczesnym,<br />
Choć pozostając niewidzialnym,<br />
Skrycie łzy gorzkie uronił.<br />
<br />
Niewidzialne jego łzy, <br />
Pochmurnemu niebu się skarżyły,<br />
A przeraźliwy straszny ich krzyk,<br />
Niósł się ludzkim uchem niesłyszalny,<br />
<br />
A ich żałosna skarga, <br />
Niesłyszalna choć głośna,<br />
Zdolna poruszyć każdego anioła,<br />
W takie oto ubrana była słowa:<br />
<br />
,,Każda jedna wojna... <br />
Tonie we mgle fałszu i kłamstw,<br />
Niczym zburzonego kościoła wieża,<br />
W opustoszałej wsi zapomnianej przez czas,<br />
<br />
Przemilczane, zapomniane bitwy, <br />
Niewygodne dla rozdmuchanej propagandy<br />
Niekiedy więcej kryją o niej prawdy,<br />
Niż historycznych opracowań opasłe tomy…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny, <br />
Wyrastają nowe, niekiedy bezimienne groby,<br />
Posępne wdowy w czerni, <br />
Pośród szlochów wypłakują swe oczy,<br />
<br />
Niezliczone starcia i potyczki<br />
Których nie znajdziemy w podręcznikach historii<br />
Kryją swoje wielkie sekrety,<br />
Strzeżone przez duchy żołnierzy poległych…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny... <br />
Politycy i biznesmeni z czystymi dłońmi,<br />
W garniturach nienagannie skrojonych, <br />
Brylują w blasku fleszy,<br />
<br />
Gdy tymczasem w okopach, <br />
Pośród wszechobecnego cuchnącego błota, <br />
Każdy kęs chleba i każda konserwa,<br />
Na wagę są srebra i złota…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny,<br />
Biznesowi magnaci majątek chcą zbić,<br />
Nie licząc się z cierpieniem maluczkich,<br />
Milionów matek nie obchodzą ich łzy,<br />
<br />
I choć poorana wybuchami ziemia, <br />
Nasiąka krwią niczym stara gąbka,<br />
Oni liczą zyski w siedmiocyfrowych sumach,<br />
Zatajając przed światem prawdziwy ich bilans…”<br />
<br />
Gdy spomiędzy gęstej jak mleko mgły, <br />
Uliczne latarnie z wolna zaświeciły,<br />
A blask ich z początku nikły,<br />
Przez szarugę z wolna się przebił,<br />
<br />
Duch poległego przed laty  partyzanta,<br />
Tonąc w niewidzialnych swych łzach,<br />
Nieśpiesznie począł się rozpływać,<br />
Zakryła go zmierzchu kurtyna…<br />
<br />
Gdy przeminą kolejne wojny, <br />
Kolejne poległych żołnierzy duchy,<br />
Pochmurnemu niebu wykrzyczą swe skargi,<br />
Niesłyszalne uchem ludzkim.<br />
<br />
I przez nikogo niezauważone, <br />
Rozpłyną się z wolna we mgle,<br />
Najcichszym nie zdradzą się szelestem,<br />
Czasem gorzką pozostawią łzę…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/3oswn5EQ8xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Po zimnym ulewnym deszczu, <br />
Gdy spowił okolicę dotkliwy chłód,<br />
Ucichł plusk wody w rynsztoku,<br />
Zastygać począł ulicznych kałuży brud,<br />
<br />
W starego kościoła cieniu, <br />
Przystanął bezszelestnie smutny duch,<br />
Oblicze jego cienisty krył kaptur,<br />
A zamyślił się pogrążony w smutku.<br />
<br />
Tyleż posępny co tajemniczy,<br />
Choć wicher przeszył go mroźny,<br />
W milczeniu stał niewzruszony<br />
Starym murom nie mówiąc nic,<br />
<br />
Samemu przybywając z przeszłości,<br />
Dziwiąc się czasom współczesnym,<br />
Choć pozostając niewidzialnym,<br />
Skrycie łzy gorzkie uronił.<br />
<br />
Niewidzialne jego łzy, <br />
Pochmurnemu niebu się skarżyły,<br />
A przeraźliwy straszny ich krzyk,<br />
Niósł się ludzkim uchem niesłyszalny,<br />
<br />
A ich żałosna skarga, <br />
Niesłyszalna choć głośna,<br />
Zdolna poruszyć każdego anioła,<br />
W takie oto ubrana była słowa:<br />
<br />
,,Każda jedna wojna... <br />
Tonie we mgle fałszu i kłamstw,<br />
Niczym zburzonego kościoła wieża,<br />
W opustoszałej wsi zapomnianej przez czas,<br />
<br />
Przemilczane, zapomniane bitwy, <br />
Niewygodne dla rozdmuchanej propagandy<br />
Niekiedy więcej kryją o niej prawdy,<br />
Niż historycznych opracowań opasłe tomy…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny, <br />
Wyrastają nowe, niekiedy bezimienne groby,<br />
Posępne wdowy w czerni, <br />
Pośród szlochów wypłakują swe oczy,<br />
<br />
Niezliczone starcia i potyczki<br />
Których nie znajdziemy w podręcznikach historii<br />
Kryją swoje wielkie sekrety,<br />
Strzeżone przez duchy żołnierzy poległych…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny... <br />
Politycy i biznesmeni z czystymi dłońmi,<br />
W garniturach nienagannie skrojonych, <br />
Brylują w blasku fleszy,<br />
<br />
Gdy tymczasem w okopach, <br />
Pośród wszechobecnego cuchnącego błota, <br />
Każdy kęs chleba i każda konserwa,<br />
Na wagę są srebra i złota…<br />
<br />
W cieniu każdej wojny,<br />
Biznesowi magnaci majątek chcą zbić,<br />
Nie licząc się z cierpieniem maluczkich,<br />
Milionów matek nie obchodzą ich łzy,<br />
<br />
I choć poorana wybuchami ziemia, <br />
Nasiąka krwią niczym stara gąbka,<br />
Oni liczą zyski w siedmiocyfrowych sumach,<br />
Zatajając przed światem prawdziwy ich bilans…”<br />
<br />
Gdy spomiędzy gęstej jak mleko mgły, <br />
Uliczne latarnie z wolna zaświeciły,<br />
A blask ich z początku nikły,<br />
Przez szarugę z wolna się przebił,<br />
<br />
Duch poległego przed laty  partyzanta,<br />
Tonąc w niewidzialnych swych łzach,<br />
Nieśpiesznie począł się rozpływać,<br />
Zakryła go zmierzchu kurtyna…<br />
<br />
Gdy przeminą kolejne wojny, <br />
Kolejne poległych żołnierzy duchy,<br />
Pochmurnemu niebu wykrzyczą swe skargi,<br />
Niesłyszalne uchem ludzkim.<br />
<br />
I przez nikogo niezauważone, <br />
Rozpłyną się z wolna we mgle,<br />
Najcichszym nie zdradzą się szelestem,<br />
Czasem gorzką pozostawią łzę…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/3oswn5EQ8xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Szepty anielskie]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7958.html</link>
			<pubDate>Sun, 15 Feb 2026 03:04:17 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7958.html</guid>
			<description><![CDATA[Tam gdzie milczące aniołów posągi,<br />
Obejmują spojrzeniem swym dumnym,<br />
Rozległe panoramy miast średniowiecznych,<br />
Spoglądając wymownie ku horyzontowi,<br />
<br />
Tam gdzie przecudne aniołów twarze,<br />
Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze,<br />
Niekiedy szczerym złotem pokryte,<br />
Niekiedy miejscami nadkruszone…<br />
<br />
Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Niosą się niesłyszalne szepty anielskie,<br />
Rozbudzając nasze uśpione emocje,<br />
Czule dotykając naszych serc,<br />
<br />
A każdy taki anielski szept, <br />
Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem,<br />
Przez niezliczone hufce niebiańskie,<br />
Z nabożnością złożonym ufnie…<br />
<br />
Gdy w samym sercu Europy, <br />
Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici,<br />
Składając wieczorami ręce do modlitwy,<br />
Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni<br />
<br />
W czterech krajów zacisznych zakątkach,<br />
Gdzie z każdego kąta spogląda historia,<br />
Da się posłyszeć i szept anioła,<br />
Mówiący o tym co zatarł czas.<br />
<br />
W sercu Europy cztery dumne narody,<br />
Wierne pozostając swych ojców tradycji,<br />
Dla świata całego przykładem są wymownym,<br />
Szacunku do ojczystych korzeni,<br />
<br />
Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Dumni, szlachetni, niezłomni,<br />
Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli,<br />
Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…<br />
<br />
Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, <br />
Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea,<br />
Niczym z jednego złoconego świecznika <br />
Czterech świec płomieni jasny blask,<br />
<br />
Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, <br />
Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, <br />
W cieniu wielowiekowej pobożności, <br />
Z niebios błogosławią dziś anioły…<br />
<br />
I od piaszczystych plaż Pomorza,<br />
Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr,<br />
Przez zabytkowe rynki czeskich miast,<br />
Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,<br />
<br />
W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Pośród zwyczajnej codzienności szarej, <br />
Szepty anielskie da się posłyszeć,<br />
Wlewające w serca otuchę…<br />
<br />
Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, <br />
Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca,<br />
Wyszeptując cicho modlitw swych słowa,<br />
Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,<br />
<br />
Bacznie przysłuchujące im się anioły,<br />
Gdy mrok ziemię otuli, <br />
Zanoszą je wszystkie przed tron Boży,<br />
By wysłuchania i spełnienia doczekały…<br />
<br />
Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, <br />
Gdzie od lat wciąż niezmiennie<br />
Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione,<br />
Wyznaczają kolejnych dni bieg,<br />
<br />
Stare pobożne gospodynie, <br />
Swych prababek zwyczajem, <br />
Starannie naostrzonym nożem, <br />
Czynią znak Krzyża na chlebie,<br />
<br />
Także identyczny Krzyża znak, <br />
W blasku jasnego poranka,<br />
Kreśli niewidzialna dłoń anioła,<br />
Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,<br />
<br />
By codzienny prosty posiłek,<br />
Okraszony anielskim błogosławieństwem,<br />
Smakował niczym dania najwyszukańsze,<br />
Na niejednym królewskim dworze…<br />
<br />
Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, <br />
Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, <br />
Wymieniają między sobą uprzejmości, <br />
Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,<br />
<br />
Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, <br />
Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę,<br />
Da się czasem słyszeć anielski śmiech,<br />
Strun naszej wrażliwości dotykający czule.<br />
<br />
A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, <br />
Pośród gwaru Starego Miasta,<br />
Ku wszystkim czterem stronom świata,<br />
Hejnału Mariackiego niesie się melodia,<br />
<br />
Czasem i podniebne anioły, <br />
Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy,<br />
W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki,<br />
Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…<br />
<br />
Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie,<br />
Z pieczołowitością reperują zegary stare,<br />
Od lat niezmiennie całe swe serce,<br />
Wkładając z czcią w codzienną pracę,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialne anioły, <br />
Uważnie przypatrując się ich pracy,<br />
Zamyślone oddają się refleksji, <br />
Nad dziejami całej ludzkości.<br />
<br />
Gdy czasem stary siwowłosy Czech, <br />
Przytykając do ust złocistego piwa kufel<br />
Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie,<br />
Wspominając lata swe młode,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialny anioł, <br />
Kładąc na ramieniu jego swą dłoń,<br />
Poruszony jego tęsknotą,<br />
Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…<br />
<br />
Gdy w cieniu słowackich Tatr, <br />
Na wiejskich zacisznych plebaniach, <br />
Przy drewnianych kościołach i cerkwiach,<br />
Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,<br />
<br />
Oddani Bogu słowaccy księża, <br />
Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, <br />
Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, <br />
Składając wieczorami ręce do pacierza,<br />
<br />
O pomyślność narodu słowackiego, <br />
Przodków swych powierzone im dziedzictwo,<br />
W ciszy i w skupieniu się modlą,<br />
Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,<br />
<br />
Zasłuchane w nie za oknami anioły,<br />
Gorące z oczu ich łzy,<br />
Nanizują na złote swe nici,<br />
Niczym kryształowych różańców paciorki,<br />
<br />
By na szczycie Krywania,<br />
Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask,<br />
Przed obliczem samego Boga, <br />
Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Gdy wraz z złotego słońca wschodem,<br />
Starzy słowaccy górale, <br />
Wypasając bladym świtem liczne stada owiec,<br />
Snują gawędy swe barwne,<br />
<br />
Niekiedy anioł świetlisty, <br />
Choć ludzkim okiem niewidzialny,<br />
Na porośniętym mchem głazie polnym,<br />
Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…<br />
<br />
Gdy węgierscy uliczni muzycy, <br />
Przytykając do ust złote saksofony, <br />
Delikatnymi ruchami dłoni, <br />
Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,<br />
<br />
Niekiedy zasłuchane w nie anioły, <br />
Przystanąwszy na rogach ulic, <br />
Pięknem ich poruszone do głębi<br />
Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.<br />
<br />
Gdy dostojne węgierskie damy, <br />
Gotyckich katedr przekraczają progi, <br />
By do mosiężnych skarbon kościelnych<br />
Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,<br />
<br />
Czasem wsłuchując się w siebie, <br />
Przed bogato zdobionym ołtarzem,<br />
Posłyszą jakby anioła szept,<br />
Chwalący dobre ich serce…<br />
<br />
Wypraszajcie anioły niebiańskie, <br />
Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej,<br />
By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem,<br />
Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,<br />
<br />
By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo,<br />
Cenniejszym im było niż całego świata złoto,<br />
Zawsze więcej dla nich znaczyło, <br />
Niż złudna pogoń za nowoczesnością,<br />
<br />
By w godzinie próby nieubłaganej,<br />
Gdy wicher historii zawieje,<br />
Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść,<br />
Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.<br />
<br />
By w milionów ludzi sercach,<br />
Ten sam płonął nieugaszony żar<br />
Co na dawnych bitew polach,<br />
Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,<br />
<br />
By na współczesności bezdrożach<br />
Także i dziś drogowskazem im była<br />
Prastara odwieczna ta prawda,<br />
Niegdyś na kartach kronik spisana,<br />
<br />
Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, <br />
Wierne Bogu narody wciąż trwają, <br />
Gdy inne stopniowo wymierając,<br />
Z biegiem wieków obracają się w proch,<br />
<br />
By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, <br />
Jak bracia pozostali sobie wierni, <br />
Co w jednym domu byli wychowani…<br />
<br />
Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.<br />
<br />
<br />
Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...     <br />
<br />
Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Tam gdzie milczące aniołów posągi,<br />
Obejmują spojrzeniem swym dumnym,<br />
Rozległe panoramy miast średniowiecznych,<br />
Spoglądając wymownie ku horyzontowi,<br />
<br />
Tam gdzie przecudne aniołów twarze,<br />
Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze,<br />
Niekiedy szczerym złotem pokryte,<br />
Niekiedy miejscami nadkruszone…<br />
<br />
Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Niosą się niesłyszalne szepty anielskie,<br />
Rozbudzając nasze uśpione emocje,<br />
Czule dotykając naszych serc,<br />
<br />
A każdy taki anielski szept, <br />
Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem,<br />
Przez niezliczone hufce niebiańskie,<br />
Z nabożnością złożonym ufnie…<br />
<br />
Gdy w samym sercu Europy, <br />
Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici,<br />
Składając wieczorami ręce do modlitwy,<br />
Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni<br />
<br />
W czterech krajów zacisznych zakątkach,<br />
Gdzie z każdego kąta spogląda historia,<br />
Da się posłyszeć i szept anioła,<br />
Mówiący o tym co zatarł czas.<br />
<br />
W sercu Europy cztery dumne narody,<br />
Wierne pozostając swych ojców tradycji,<br />
Dla świata całego przykładem są wymownym,<br />
Szacunku do ojczystych korzeni,<br />
<br />
Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Dumni, szlachetni, niezłomni,<br />
Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli,<br />
Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…<br />
<br />
Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, <br />
Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea,<br />
Niczym z jednego złoconego świecznika <br />
Czterech świec płomieni jasny blask,<br />
<br />
Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, <br />
Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, <br />
W cieniu wielowiekowej pobożności, <br />
Z niebios błogosławią dziś anioły…<br />
<br />
I od piaszczystych plaż Pomorza,<br />
Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr,<br />
Przez zabytkowe rynki czeskich miast,<br />
Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,<br />
<br />
W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, <br />
Pośród zwyczajnej codzienności szarej, <br />
Szepty anielskie da się posłyszeć,<br />
Wlewające w serca otuchę…<br />
<br />
Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, <br />
Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca,<br />
Wyszeptując cicho modlitw swych słowa,<br />
Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,<br />
<br />
Bacznie przysłuchujące im się anioły,<br />
Gdy mrok ziemię otuli, <br />
Zanoszą je wszystkie przed tron Boży,<br />
By wysłuchania i spełnienia doczekały…<br />
<br />
Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, <br />
Gdzie od lat wciąż niezmiennie<br />
Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione,<br />
Wyznaczają kolejnych dni bieg,<br />
<br />
Stare pobożne gospodynie, <br />
Swych prababek zwyczajem, <br />
Starannie naostrzonym nożem, <br />
Czynią znak Krzyża na chlebie,<br />
<br />
Także identyczny Krzyża znak, <br />
W blasku jasnego poranka,<br />
Kreśli niewidzialna dłoń anioła,<br />
Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,<br />
<br />
By codzienny prosty posiłek,<br />
Okraszony anielskim błogosławieństwem,<br />
Smakował niczym dania najwyszukańsze,<br />
Na niejednym królewskim dworze…<br />
<br />
Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, <br />
Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, <br />
Wymieniają między sobą uprzejmości, <br />
Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,<br />
<br />
Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, <br />
Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę,<br />
Da się czasem słyszeć anielski śmiech,<br />
Strun naszej wrażliwości dotykający czule.<br />
<br />
A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, <br />
Pośród gwaru Starego Miasta,<br />
Ku wszystkim czterem stronom świata,<br />
Hejnału Mariackiego niesie się melodia,<br />
<br />
Czasem i podniebne anioły, <br />
Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy,<br />
W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki,<br />
Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…<br />
<br />
Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie,<br />
Z pieczołowitością reperują zegary stare,<br />
Od lat niezmiennie całe swe serce,<br />
Wkładając z czcią w codzienną pracę,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialne anioły, <br />
Uważnie przypatrując się ich pracy,<br />
Zamyślone oddają się refleksji, <br />
Nad dziejami całej ludzkości.<br />
<br />
Gdy czasem stary siwowłosy Czech, <br />
Przytykając do ust złocistego piwa kufel<br />
Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie,<br />
Wspominając lata swe młode,<br />
<br />
Niekiedy niewidzialny anioł, <br />
Kładąc na ramieniu jego swą dłoń,<br />
Poruszony jego tęsknotą,<br />
Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…<br />
<br />
Gdy w cieniu słowackich Tatr, <br />
Na wiejskich zacisznych plebaniach, <br />
Przy drewnianych kościołach i cerkwiach,<br />
Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,<br />
<br />
Oddani Bogu słowaccy księża, <br />
Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, <br />
Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, <br />
Składając wieczorami ręce do pacierza,<br />
<br />
O pomyślność narodu słowackiego, <br />
Przodków swych powierzone im dziedzictwo,<br />
W ciszy i w skupieniu się modlą,<br />
Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,<br />
<br />
Zasłuchane w nie za oknami anioły,<br />
Gorące z oczu ich łzy,<br />
Nanizują na złote swe nici,<br />
Niczym kryształowych różańców paciorki,<br />
<br />
By na szczycie Krywania,<br />
Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask,<br />
Przed obliczem samego Boga, <br />
Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Gdy wraz z złotego słońca wschodem,<br />
Starzy słowaccy górale, <br />
Wypasając bladym świtem liczne stada owiec,<br />
Snują gawędy swe barwne,<br />
<br />
Niekiedy anioł świetlisty, <br />
Choć ludzkim okiem niewidzialny,<br />
Na porośniętym mchem głazie polnym,<br />
Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…<br />
<br />
Gdy węgierscy uliczni muzycy, <br />
Przytykając do ust złote saksofony, <br />
Delikatnymi ruchami dłoni, <br />
Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,<br />
<br />
Niekiedy zasłuchane w nie anioły, <br />
Przystanąwszy na rogach ulic, <br />
Pięknem ich poruszone do głębi<br />
Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.<br />
<br />
Gdy dostojne węgierskie damy, <br />
Gotyckich katedr przekraczają progi, <br />
By do mosiężnych skarbon kościelnych<br />
Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,<br />
<br />
Czasem wsłuchując się w siebie, <br />
Przed bogato zdobionym ołtarzem,<br />
Posłyszą jakby anioła szept,<br />
Chwalący dobre ich serce…<br />
<br />
Wypraszajcie anioły niebiańskie, <br />
Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej,<br />
By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem,<br />
Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,<br />
<br />
By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo,<br />
Cenniejszym im było niż całego świata złoto,<br />
Zawsze więcej dla nich znaczyło, <br />
Niż złudna pogoń za nowoczesnością,<br />
<br />
By w godzinie próby nieubłaganej,<br />
Gdy wicher historii zawieje,<br />
Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść,<br />
Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.<br />
<br />
By w milionów ludzi sercach,<br />
Ten sam płonął nieugaszony żar<br />
Co na dawnych bitew polach,<br />
Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,<br />
<br />
By na współczesności bezdrożach<br />
Także i dziś drogowskazem im była<br />
Prastara odwieczna ta prawda,<br />
Niegdyś na kartach kronik spisana,<br />
<br />
Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, <br />
Wierne Bogu narody wciąż trwają, <br />
Gdy inne stopniowo wymierając,<br />
Z biegiem wieków obracają się w proch,<br />
<br />
By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, <br />
Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, <br />
Jak bracia pozostali sobie wierni, <br />
Co w jednym domu byli wychowani…<br />
<br />
Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.<br />
<br />
<br />
Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...     <br />
<br />
Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Znad oszronionych partyzanckich mogił…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7957.html</link>
			<pubDate>Sun, 08 Feb 2026 02:49:39 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7957.html</guid>
			<description><![CDATA[Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, <br />
Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, <br />
Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, <br />
Smaganym wciąż przez zimny wiatr,<br />
<br />
A choć wkoło sroga dotkliwa zima,<br />
Naokoło mroźna noc głucha,<br />
Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask,<br />
Tańczy na wielkich śniegu połaciach,<br />
<br />
Na oszronionej partyzanckiej mogile,<br />
W mroku nocy migocąc samotnie,<br />
Głośno krzyczę o należną mu pamięć,<br />
Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,<br />
<br />
Lecz może tej nocy mój krzyk,<br />
Posłyszą choć duchy przeszłości,<br />
By opowiedzieć o ciężkiej doli,<br />
Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…<br />
<br />
I znad oszronionych partyzanckich mogił, <br />
Poniesie się cichy szept historii, <br />
O czynach ich bohaterskich chwalebnych,<br />
O Honorze nigdy nie zatartym…<br />
<br />
Niekiedy kilku braci partyzantów,<br />
Wszyscy rodem z jednego domu<br />
Brało na siebie partyzanckiego życia trud,<br />
Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,<br />
<br />
Pozostawili rodzinne swe domy, <br />
By trudom partyzanckiego życia czoła stawić,<br />
Choć długimi nieprzespanymi nocami,<br />
Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…<br />
<br />
Gdy tylko bladym świtem,<br />
Skrzące gwiazdki na niebie,<br />
Gasły jedna po drugiej,<br />
Oni swe karabiny brali w dłonie,<br />
<br />
Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, <br />
Gdy padał rozkaz do ataku,<br />
Młodzi partyzanci wyruszali w bój,<br />
Choć nieobce im było uczucie strachu…<br />
<br />
Choć rozległe lasy i bory, <br />
Wielkie czapy śniegu pokryły, <br />
Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali,<br />
Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,<br />
<br />
Przemarznięci, zziębnięci partyzanci,<br />
Dotkliwym chłodem przeszyci, <br />
Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć,<br />
W milczeniu znosili losu przeciwności,<br />
<br />
Nad dogasającym z wolna ogniskiem, <br />
Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, <br />
Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, <br />
Z ust wdmuchiwali w nie parę…<br />
<br />
Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, <br />
Często był największym ich skarbem,<br />
Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek,<br />
Strzegł go każdy jak oka w głowie,<br />
<br />
Często zdobyczny trzonkowy granat,<br />
Nikłą jedynie nadzieję dawał,<br />
Na zadanie okupantowi dotkliwych strat<br />
W kolejnych zasadzkach i potyczkach…<br />
<br />
Nie straszne im były najsroższe zimy, <br />
Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy<br />
Z godnością w milczeniu wytrwale znosili,<br />
Trwając na przekór okrutnemu losowi,<br />
<br />
A rozłożyste drzewa oszronione, <br />
Widząc ich smutek i niedolę,<br />
Choćby najcichszym nawet szumem, <br />
Pociechy zimą nie mogły im nieść…<br />
<br />
I tysiącami niezłomni partyzanci, <br />
W walce o naszą wolność polegli,<br />
Choć często mizernie uzbrojeni, <br />
Do walki z okupantem zawsze gotowi…<br />
<br />
Dziś gdy ognia płomyki, <br />
Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych,<br />
Sypiąc niekiedy złote iskierki,<br />
Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,<br />
<br />
Unosząc kubek gorącej herbaty,<br />
Pobiegnijmy swymi myślami,<br />
Ku tamtym partyzantom niestrudzonym,<br />
Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…<br />
<br />
I za dusze partyzantów zapomnianych, <br />
Których często nie znamy nazwisk, <br />
Którzy grobów nie mają własnych, <br />
W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/UArxi6WqhZ4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, <br />
Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, <br />
Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, <br />
Smaganym wciąż przez zimny wiatr,<br />
<br />
A choć wkoło sroga dotkliwa zima,<br />
Naokoło mroźna noc głucha,<br />
Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask,<br />
Tańczy na wielkich śniegu połaciach,<br />
<br />
Na oszronionej partyzanckiej mogile,<br />
W mroku nocy migocąc samotnie,<br />
Głośno krzyczę o należną mu pamięć,<br />
Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,<br />
<br />
Lecz może tej nocy mój krzyk,<br />
Posłyszą choć duchy przeszłości,<br />
By opowiedzieć o ciężkiej doli,<br />
Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…<br />
<br />
I znad oszronionych partyzanckich mogił, <br />
Poniesie się cichy szept historii, <br />
O czynach ich bohaterskich chwalebnych,<br />
O Honorze nigdy nie zatartym…<br />
<br />
Niekiedy kilku braci partyzantów,<br />
Wszyscy rodem z jednego domu<br />
Brało na siebie partyzanckiego życia trud,<br />
Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,<br />
<br />
Pozostawili rodzinne swe domy, <br />
By trudom partyzanckiego życia czoła stawić,<br />
Choć długimi nieprzespanymi nocami,<br />
Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…<br />
<br />
Gdy tylko bladym świtem,<br />
Skrzące gwiazdki na niebie,<br />
Gasły jedna po drugiej,<br />
Oni swe karabiny brali w dłonie,<br />
<br />
Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, <br />
Gdy padał rozkaz do ataku,<br />
Młodzi partyzanci wyruszali w bój,<br />
Choć nieobce im było uczucie strachu…<br />
<br />
Choć rozległe lasy i bory, <br />
Wielkie czapy śniegu pokryły, <br />
Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali,<br />
Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,<br />
<br />
Przemarznięci, zziębnięci partyzanci,<br />
Dotkliwym chłodem przeszyci, <br />
Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć,<br />
W milczeniu znosili losu przeciwności,<br />
<br />
Nad dogasającym z wolna ogniskiem, <br />
Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, <br />
Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, <br />
Z ust wdmuchiwali w nie parę…<br />
<br />
Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, <br />
Często był największym ich skarbem,<br />
Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek,<br />
Strzegł go każdy jak oka w głowie,<br />
<br />
Często zdobyczny trzonkowy granat,<br />
Nikłą jedynie nadzieję dawał,<br />
Na zadanie okupantowi dotkliwych strat<br />
W kolejnych zasadzkach i potyczkach…<br />
<br />
Nie straszne im były najsroższe zimy, <br />
Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy<br />
Z godnością w milczeniu wytrwale znosili,<br />
Trwając na przekór okrutnemu losowi,<br />
<br />
A rozłożyste drzewa oszronione, <br />
Widząc ich smutek i niedolę,<br />
Choćby najcichszym nawet szumem, <br />
Pociechy zimą nie mogły im nieść…<br />
<br />
I tysiącami niezłomni partyzanci, <br />
W walce o naszą wolność polegli,<br />
Choć często mizernie uzbrojeni, <br />
Do walki z okupantem zawsze gotowi…<br />
<br />
Dziś gdy ognia płomyki, <br />
Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych,<br />
Sypiąc niekiedy złote iskierki,<br />
Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,<br />
<br />
Unosząc kubek gorącej herbaty,<br />
Pobiegnijmy swymi myślami,<br />
Ku tamtym partyzantom niestrudzonym,<br />
Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…<br />
<br />
I za dusze partyzantów zapomnianych, <br />
Których często nie znamy nazwisk, <br />
Którzy grobów nie mają własnych, <br />
W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/UArxi6WqhZ4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Bal jak za PRL-u...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7956.html</link>
			<pubDate>Wed, 04 Feb 2026 01:58:54 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7956.html</guid>
			<description><![CDATA[Bal jak za PRL-u... <br />
A gdzie zawieruszyła się krztyna wstydu?<br />
Czy może spadła pod stół, <br />
Podeptana podeszwami butów?<br />
<br />
Czy może w koszu na śmieci, <br />
Przez wszystkich zapomniana czeka w samotności, <br />
Aż ktokolwiek ją doceni,<br />
Łaskawym wzrokiem na nią spojrzy…<br />
<br />
Bal jak za PRL-u... <br />
Pośród radosnych zabaw i śmiechów,<br />
Potoków błahych niepotrzebnych słów,<br />
Hucznie wznoszonych toastów,<br />
<br />
Zrekonstruowane ZOMO-wców mundury, <br />
Ubranych w nie statystów groźne miny,<br />
W blasku trzaskających fleszy,<br />
O zgrozo wielu cieszą dziś oczy…<br />
<br />
Niegdyś ścieżki zdrowia, <br />
W mundurze ZOMO-wca okrutny kat,<br />
Zimna obskurna cela,<br />
Trwożnie z Nadzieją wyszeptywana modlitwa,<br />
<br />
Dziś strumieniami leje się szampan,<br />
Wykwintne potrawy na suto zastawionych stołach,<br />
Wzajemne głośne przekomarzania,<br />
Głośne śmiechy do białego rana…<br />
<br />
Niegdyś walka o Honor, <br />
Brutalnie podeptana ludzka godność,<br />
Tylu szczerym, oddanym patriotom,<br />
Przez władzę w samo serce zadany cios,<br />
<br />
Dziś głupota z pogardą, <br />
Splecione z sobą więzią nierozerwalną,<br />
Wśród elit niepodzielnie królują,<br />
Najdrobniejszą krztyną wstydu pospołu gardząc…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/VG9SUdMJ1xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Bal jak za PRL-u... <br />
A gdzie zawieruszyła się krztyna wstydu?<br />
Czy może spadła pod stół, <br />
Podeptana podeszwami butów?<br />
<br />
Czy może w koszu na śmieci, <br />
Przez wszystkich zapomniana czeka w samotności, <br />
Aż ktokolwiek ją doceni,<br />
Łaskawym wzrokiem na nią spojrzy…<br />
<br />
Bal jak za PRL-u... <br />
Pośród radosnych zabaw i śmiechów,<br />
Potoków błahych niepotrzebnych słów,<br />
Hucznie wznoszonych toastów,<br />
<br />
Zrekonstruowane ZOMO-wców mundury, <br />
Ubranych w nie statystów groźne miny,<br />
W blasku trzaskających fleszy,<br />
O zgrozo wielu cieszą dziś oczy…<br />
<br />
Niegdyś ścieżki zdrowia, <br />
W mundurze ZOMO-wca okrutny kat,<br />
Zimna obskurna cela,<br />
Trwożnie z Nadzieją wyszeptywana modlitwa,<br />
<br />
Dziś strumieniami leje się szampan,<br />
Wykwintne potrawy na suto zastawionych stołach,<br />
Wzajemne głośne przekomarzania,<br />
Głośne śmiechy do białego rana…<br />
<br />
Niegdyś walka o Honor, <br />
Brutalnie podeptana ludzka godność,<br />
Tylu szczerym, oddanym patriotom,<br />
Przez władzę w samo serce zadany cios,<br />
<br />
Dziś głupota z pogardą, <br />
Splecione z sobą więzią nierozerwalną,<br />
Wśród elit niepodzielnie królują,<br />
Najdrobniejszą krztyną wstydu pospołu gardząc…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/VG9SUdMJ1xI" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Niegdyś a dziś]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7955.html</link>
			<pubDate>Sat, 31 Jan 2026 00:54:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7955.html</guid>
			<description><![CDATA[Niegdyś z wieczornym zmierzchem, <br />
Udawano się śpiesznie na sen, <br />
By zaraz bladym wstać świtem,<br />
Pracy na roli poświęcając się ciężkiej,<br />
<br />
A liche małe gospodarstwa, <br />
Dziedziczone z ojca na syna,<br />
Pozwalały wszechobecną biedę przetrwać,<br />
Przez kolejne wielodzietnych rodzin pokolenia…<br />
<br />
Dziś uliczne latarnie, <br />
Oświetlają długie ulice, <br />
Choć niekiedy blask ich łapczywie, <br />
Kradną zalegające brudne kałuże,<br />
<br />
A głośnych dyskotek neony, <br />
Odciągają od beztroskiej codzienności, <br />
Tłumy nowoczesnej młodzieży, <br />
Mającej w pogardzie ślady przeszłości….<br />
<br />
Niegdyś w wielodzietnych chłopskich rodzinach, <br />
Na kubek ciepłego mleka, <br />
Czekała cierpliwie dzieci gromadka,<br />
Biorąc go w ręce z wdzięcznością w oczach,<br />
<br />
Jego gasnącym ciepłem,<br />
Ogrzewając nieśpiesznie swe dłonie,<br />
Nim kolejne długie zimne noce,<br />
Odcisną się piętnem na ich dzieciństwie…<br />
<br />
Dziś w wystawnych restauracjach, <br />
Karty pełne wyszukanych dań,<br />
Kuszą niejednego zamożnego klienta,<br />
By gotówką bez opamiętania szastać,<br />
<br />
Lecz za ich marmurowe progi, <br />
Nie mają wstępu żebracy i bezdomni,<br />
Bijącą z oczu pogardą naznaczeni,<br />
Z pobliża ich zawsze przepędzani…<br />
<br />
Niegdyś koń choćby w lichej stajni, <br />
Skarbem był prawdziwie bezcennym,<br />
Gdy w tamtych czasach biedą naznaczonych, <br />
Ciężkiej doli mógł ulżyć,<br />
<br />
A w każdym wiejskim domostwie, <br />
Upadłą na podłogę chleba kruszynę, <br />
Podnoszono zaraz troskliwie,<br />
By nie podeptać jej butem…<br />
<br />
Dziś biznesowi magnaci, <br />
Na wystawne, pełne przepychu bankiety, <br />
Podjeżdżają drogimi limuzynami, <br />
By podkreślić wysoki swój status społeczny,<br />
<br />
Lecz pośród wykwintnych potraw,<br />
Na zastawionych białymi obrusami stołach,<br />
Często dogadywaną jest korupcja,<br />
Gdy w grę wchodzi kolejny wielomilionowy przetarg…<br />
<br />
Niegdyś śmiertelne choroby <br />
Przez długie lata dziesiątkowały<br />
Populacje setek rozległych wsi,<br />
Nie szczędząc maleńkich dzieci,<br />
<br />
A o dzieciach z głodu i chłodu pomarłych, <br />
Niegdyś w stuleciach minionych,<br />
Nie pamięta dzisiaj już nikt,<br />
Każdy woli tylko się bawić…<br />
<br />
Dziś gdy w blasku fleszy,<br />
Upływają celebrytom kolejne dni,<br />
A terminy kolejnych operacji plastycznych, <br />
Rezerwują z wyprzedzeniem wielotygodniowym,<br />
<br />
By oszukując czasu upływ,<br />
W oczach fanów im wiernych,<br />
Czuli się zawsze piękni i młodzi, <br />
Aż do samej trywializowanej tak śmierci…<br />
<br />
Niegdyś w starych chłopskich rodzinach,<br />
Gdy dobiegał końca panieństwa czas,<br />
Warunkiem dobrego zamążpójścia, <br />
Pokaźny dla córki był posag,<br />
<br />
Pielęgnowaniu dziedziczonych domostw, <br />
Przez pokolenia wszelkich starań dokładano,<br />
Drewniane ściany wapnem bielono,<br />
Obejścia starannie uprzątano…<br />
<br />
Dziś po lichych chłopskich chałupach, <br />
Zimne popioły dawno rozwiał wiatr,<br />
Nie pozostał po nich najmniejszy ślad,<br />
Wszystko wokół wysoka trawa porosła,<br />
<br />
A sięgające nieba szklane wieżowce, <br />
Nowych czasów milczącym są totemem,<br />
Lecz otwartym pozostaje pytanie, <br />
Czy czasy te od tamtych są lepsze…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Niegdyś z wieczornym zmierzchem, <br />
Udawano się śpiesznie na sen, <br />
By zaraz bladym wstać świtem,<br />
Pracy na roli poświęcając się ciężkiej,<br />
<br />
A liche małe gospodarstwa, <br />
Dziedziczone z ojca na syna,<br />
Pozwalały wszechobecną biedę przetrwać,<br />
Przez kolejne wielodzietnych rodzin pokolenia…<br />
<br />
Dziś uliczne latarnie, <br />
Oświetlają długie ulice, <br />
Choć niekiedy blask ich łapczywie, <br />
Kradną zalegające brudne kałuże,<br />
<br />
A głośnych dyskotek neony, <br />
Odciągają od beztroskiej codzienności, <br />
Tłumy nowoczesnej młodzieży, <br />
Mającej w pogardzie ślady przeszłości….<br />
<br />
Niegdyś w wielodzietnych chłopskich rodzinach, <br />
Na kubek ciepłego mleka, <br />
Czekała cierpliwie dzieci gromadka,<br />
Biorąc go w ręce z wdzięcznością w oczach,<br />
<br />
Jego gasnącym ciepłem,<br />
Ogrzewając nieśpiesznie swe dłonie,<br />
Nim kolejne długie zimne noce,<br />
Odcisną się piętnem na ich dzieciństwie…<br />
<br />
Dziś w wystawnych restauracjach, <br />
Karty pełne wyszukanych dań,<br />
Kuszą niejednego zamożnego klienta,<br />
By gotówką bez opamiętania szastać,<br />
<br />
Lecz za ich marmurowe progi, <br />
Nie mają wstępu żebracy i bezdomni,<br />
Bijącą z oczu pogardą naznaczeni,<br />
Z pobliża ich zawsze przepędzani…<br />
<br />
Niegdyś koń choćby w lichej stajni, <br />
Skarbem był prawdziwie bezcennym,<br />
Gdy w tamtych czasach biedą naznaczonych, <br />
Ciężkiej doli mógł ulżyć,<br />
<br />
A w każdym wiejskim domostwie, <br />
Upadłą na podłogę chleba kruszynę, <br />
Podnoszono zaraz troskliwie,<br />
By nie podeptać jej butem…<br />
<br />
Dziś biznesowi magnaci, <br />
Na wystawne, pełne przepychu bankiety, <br />
Podjeżdżają drogimi limuzynami, <br />
By podkreślić wysoki swój status społeczny,<br />
<br />
Lecz pośród wykwintnych potraw,<br />
Na zastawionych białymi obrusami stołach,<br />
Często dogadywaną jest korupcja,<br />
Gdy w grę wchodzi kolejny wielomilionowy przetarg…<br />
<br />
Niegdyś śmiertelne choroby <br />
Przez długie lata dziesiątkowały<br />
Populacje setek rozległych wsi,<br />
Nie szczędząc maleńkich dzieci,<br />
<br />
A o dzieciach z głodu i chłodu pomarłych, <br />
Niegdyś w stuleciach minionych,<br />
Nie pamięta dzisiaj już nikt,<br />
Każdy woli tylko się bawić…<br />
<br />
Dziś gdy w blasku fleszy,<br />
Upływają celebrytom kolejne dni,<br />
A terminy kolejnych operacji plastycznych, <br />
Rezerwują z wyprzedzeniem wielotygodniowym,<br />
<br />
By oszukując czasu upływ,<br />
W oczach fanów im wiernych,<br />
Czuli się zawsze piękni i młodzi, <br />
Aż do samej trywializowanej tak śmierci…<br />
<br />
Niegdyś w starych chłopskich rodzinach,<br />
Gdy dobiegał końca panieństwa czas,<br />
Warunkiem dobrego zamążpójścia, <br />
Pokaźny dla córki był posag,<br />
<br />
Pielęgnowaniu dziedziczonych domostw, <br />
Przez pokolenia wszelkich starań dokładano,<br />
Drewniane ściany wapnem bielono,<br />
Obejścia starannie uprzątano…<br />
<br />
Dziś po lichych chłopskich chałupach, <br />
Zimne popioły dawno rozwiał wiatr,<br />
Nie pozostał po nich najmniejszy ślad,<br />
Wszystko wokół wysoka trawa porosła,<br />
<br />
A sięgające nieba szklane wieżowce, <br />
Nowych czasów milczącym są totemem,<br />
Lecz otwartym pozostaje pytanie, <br />
Czy czasy te od tamtych są lepsze…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Krucyfiks]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7953.html</link>
			<pubDate>Thu, 08 Jan 2026 01:31:33 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7953.html</guid>
			<description><![CDATA[Gdy tylko doszły mnie słuchy <br />
O tym strasznym akcie profanacji<br />
Głęboko nim wstrząśnięty <br />
Nie mogąc zebrać rozproszonych myśli<br />
<br />
Widziałem oczami wyobraźni <br />
Tamten zbezczeszczony krucyfiks<br />
Z nienawiścią do kosza ciśnięty <br />
Z pogardą wyrzucony między śmieci…<br />
<br />
Do tamtej lekcyjnej sali, <br />
Przenosząc się moimi myślami, <br />
Duchem tam jedynie obecny,<br />
Pozostając wszakże bezradny,<br />
<br />
Z tamtego kubła na odpady,<br />
Spomiędzy papierów zmiętych,<br />
Zużytych długopisów starych,<br />
Jedzenia resztek gnijących,<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go wydobyć,<br />
Delikatnie obejmując palcami,<br />
Z brudu i kurzu oczyścić,<br />
Namoczoną chusteczką obmyć…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go uszanować, <br />
Czyniąc przed nim znak krzyża,<br />
Na uniżenia i pokory znak,<br />
Składając z czcią ręce do pacierza,<br />
<br />
By go przebłagać i przeprosić, <br />
Za to jak potrafią być podli, <br />
Ludzie nienawiścią do niego przepełnieni,<br />
Bez wyrzutów sumienia krztyny…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go ucałować, <br />
By przytulając do serca, <br />
Przyobleczoną w najczulsze słowa, <br />
Cichą modlitwę przy nim wyszeptać,<br />
<br />
By ma gorąca modlitwa,<br />
Z wielką czcią ofiarowana,<br />
Dla wszystkich ziemskich królów króla,<br />
Była niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Na tamtej ogołoconej ścianie, <br />
Miotany sprzeciwem i oburzeniem,<br />
By oddać mu należną cześć,<br />
W myślach chciałem zawiesić go ponownie,<br />
<br />
A będąc tam obecny jedynie duchem, <br />
Z kosza nie mogłem go podnieść,<br />
Niewidzialne były me dłonie,<br />
Czegokolwiek objąć niezdolne…<br />
<br />
I myśląc jak mój ukochany Zbawiciel, <br />
Potraktowany dnia tego był podle,<br />
Bezradny siedząc przed monitorem, <br />
Gorzką jedynie uroniłem łzę…<br />
<br />
I jeszcze jeden tylko wers napiszę...<br />
JEZU KOCHAM CIĘ!<br />
<br />
- Wiersz ten jest moim osobistym wyrazem sprzeciwu wobec skandalicznej profanacji Krzyża jaka miała miejsce w szkole w Kielnie na Kaszubach.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/w5o-xB_gy30" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Gdy tylko doszły mnie słuchy <br />
O tym strasznym akcie profanacji<br />
Głęboko nim wstrząśnięty <br />
Nie mogąc zebrać rozproszonych myśli<br />
<br />
Widziałem oczami wyobraźni <br />
Tamten zbezczeszczony krucyfiks<br />
Z nienawiścią do kosza ciśnięty <br />
Z pogardą wyrzucony między śmieci…<br />
<br />
Do tamtej lekcyjnej sali, <br />
Przenosząc się moimi myślami, <br />
Duchem tam jedynie obecny,<br />
Pozostając wszakże bezradny,<br />
<br />
Z tamtego kubła na odpady,<br />
Spomiędzy papierów zmiętych,<br />
Zużytych długopisów starych,<br />
Jedzenia resztek gnijących,<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go wydobyć,<br />
Delikatnie obejmując palcami,<br />
Z brudu i kurzu oczyścić,<br />
Namoczoną chusteczką obmyć…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go uszanować, <br />
Czyniąc przed nim znak krzyża,<br />
Na uniżenia i pokory znak,<br />
Składając z czcią ręce do pacierza,<br />
<br />
By go przebłagać i przeprosić, <br />
Za to jak potrafią być podli, <br />
Ludzie nienawiścią do niego przepełnieni,<br />
Bez wyrzutów sumienia krztyny…<br />
<br />
Tak bardzo chciałem go ucałować, <br />
By przytulając do serca, <br />
Przyobleczoną w najczulsze słowa, <br />
Cichą modlitwę przy nim wyszeptać,<br />
<br />
By ma gorąca modlitwa,<br />
Z wielką czcią ofiarowana,<br />
Dla wszystkich ziemskich królów króla,<br />
Była niczym najwyszukańszy dar…<br />
<br />
Na tamtej ogołoconej ścianie, <br />
Miotany sprzeciwem i oburzeniem,<br />
By oddać mu należną cześć,<br />
W myślach chciałem zawiesić go ponownie,<br />
<br />
A będąc tam obecny jedynie duchem, <br />
Z kosza nie mogłem go podnieść,<br />
Niewidzialne były me dłonie,<br />
Czegokolwiek objąć niezdolne…<br />
<br />
I myśląc jak mój ukochany Zbawiciel, <br />
Potraktowany dnia tego był podle,<br />
Bezradny siedząc przed monitorem, <br />
Gorzką jedynie uroniłem łzę…<br />
<br />
I jeszcze jeden tylko wers napiszę...<br />
JEZU KOCHAM CIĘ!<br />
<br />
- Wiersz ten jest moim osobistym wyrazem sprzeciwu wobec skandalicznej profanacji Krzyża jaka miała miejsce w szkole w Kielnie na Kaszubach.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/w5o-xB_gy30" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pożar kościoła Vondelkerk]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7952.html</link>
			<pubDate>Sun, 04 Jan 2026 00:45:50 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7952.html</guid>
			<description><![CDATA[Ponad stuletni zabytkowy kościele…<br />
Nim strawiły cię ognia płomienie,<br />
Piękno twe tak tajemnicze, <br />
Zachwycało ludzi na całym świecie,<br />
<br />
Tysiące wyszeptywanych w tobie modlitw, <br />
Mury twe w pamięci zachowały, <br />
Niczym wnętrze bogato zdobionej szkatuły,<br />
Niezliczone drogocenne klejnoty…<br />
<br />
Wystarczyła jedna sylwestrowa noc... <br />
By zło na chwilę zatriumfowało,<br />
Kiełkujące z wolna niepokoju ziarno,<br />
W sercach milionów Chrześcijan zasiewając,<br />
<br />
Choć tej jednej nocy strasznej,<br />
Ogień szalał w całym Amsterdamie,<br />
W cieniu kilkudziesięciu podpaleń, <br />
Oczy świata skupiły się na tobie…<br />
<br />
Niech ten przerażający pożar, <br />
Wstrząśnie sumieniem całego świata,<br />
Niech w umysłach milionów zrodzi się refleksja,<br />
Dokąd zmierza dziś Europa,<br />
<br />
Czy my jako światli Europejczycy, <br />
Naprawdę tego dziś chcemy, <br />
By w cieniu cichej islamizacji, <br />
Kolejne europejskie kościoły płonęły...<br />
<br />
Czy zachodniej Europy dzielnice, <br />
Na pogrążanie się w chaosie, <br />
Przez najbliższe lata kolejne, <br />
Nieuchronnie są już skazane,<br />
<br />
Czy może chrześcijańskie dziedzictwo, <br />
Choć tak wyszydzane i dotknięte pogardą,<br />
Uda się uchronić kolejnym pokoleniom,<br />
Przed zniszczeniami i dewastacją…<br />
<br />
Lecz niczym maleńka iskierka, <br />
Tli się w naszych sercach nadzieja,<br />
Że szalejących pożarów żar<br />
Nie wszystko spopielić zdoła,<br />
<br />
Chrześcijańskiego dziedzictwa fundament, <br />
Choć nienawiść szaleje na świecie,<br />
W przyszłości dla kolejnych pokoleń,<br />
Zawsze trwałym już pozostanie…<br />
<br />
Twa solidna struktura, <br />
Pomimo niszczycielskiej siły ognia,<br />
Na przekór złu całego świata,<br />
Cudem pozostała nienaruszona,<br />
<br />
Zewsząd ciche płyną modlitwy, <br />
Byś na nowo odbudowany, <br />
Oczy całego świata mógł cieszyć,<br />
Jeszcze wspanialszy i piękniejszy!<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Otyr7C571Hk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/M1YkpQ254bc" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Ponad stuletni zabytkowy kościele…<br />
Nim strawiły cię ognia płomienie,<br />
Piękno twe tak tajemnicze, <br />
Zachwycało ludzi na całym świecie,<br />
<br />
Tysiące wyszeptywanych w tobie modlitw, <br />
Mury twe w pamięci zachowały, <br />
Niczym wnętrze bogato zdobionej szkatuły,<br />
Niezliczone drogocenne klejnoty…<br />
<br />
Wystarczyła jedna sylwestrowa noc... <br />
By zło na chwilę zatriumfowało,<br />
Kiełkujące z wolna niepokoju ziarno,<br />
W sercach milionów Chrześcijan zasiewając,<br />
<br />
Choć tej jednej nocy strasznej,<br />
Ogień szalał w całym Amsterdamie,<br />
W cieniu kilkudziesięciu podpaleń, <br />
Oczy świata skupiły się na tobie…<br />
<br />
Niech ten przerażający pożar, <br />
Wstrząśnie sumieniem całego świata,<br />
Niech w umysłach milionów zrodzi się refleksja,<br />
Dokąd zmierza dziś Europa,<br />
<br />
Czy my jako światli Europejczycy, <br />
Naprawdę tego dziś chcemy, <br />
By w cieniu cichej islamizacji, <br />
Kolejne europejskie kościoły płonęły...<br />
<br />
Czy zachodniej Europy dzielnice, <br />
Na pogrążanie się w chaosie, <br />
Przez najbliższe lata kolejne, <br />
Nieuchronnie są już skazane,<br />
<br />
Czy może chrześcijańskie dziedzictwo, <br />
Choć tak wyszydzane i dotknięte pogardą,<br />
Uda się uchronić kolejnym pokoleniom,<br />
Przed zniszczeniami i dewastacją…<br />
<br />
Lecz niczym maleńka iskierka, <br />
Tli się w naszych sercach nadzieja,<br />
Że szalejących pożarów żar<br />
Nie wszystko spopielić zdoła,<br />
<br />
Chrześcijańskiego dziedzictwa fundament, <br />
Choć nienawiść szaleje na świecie,<br />
W przyszłości dla kolejnych pokoleń,<br />
Zawsze trwałym już pozostanie…<br />
<br />
Twa solidna struktura, <br />
Pomimo niszczycielskiej siły ognia,<br />
Na przekór złu całego świata,<br />
Cudem pozostała nienaruszona,<br />
<br />
Zewsząd ciche płyną modlitwy, <br />
Byś na nowo odbudowany, <br />
Oczy całego świata mógł cieszyć,<br />
Jeszcze wspanialszy i piękniejszy!<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/Otyr7C571Hk" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/M1YkpQ254bc" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Przy wigilijnym stole]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7951.html</link>
			<pubDate>Wed, 24 Dec 2025 01:27:55 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7951.html</guid>
			<description><![CDATA[Gdy pierwsza skrząca gwiazda, <br />
Jakby zagubiona, maleńka, samotna,<br />
Zamigoce na tle wieczornego nieba,<br />
Oznajmiając wigilijnej wieczerzy czas…<br />
A we wszystkich Polski zakątkach,<br />
W przystrojonych odświętnie domach,<br />
Trwająca od rana krzątanina, <br />
Z wolna dobiegnie już końca…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Zatańczą nasze świąteczne emocje, <br />
Niewidzialnymi nićmi z sobą splecione,<br />
Niczym złote włosy anielskie.<br />
<br />
Strojna w bombki i łańcuchy choinka,<br />
W blasku wielokolorowych lampek skąpana,<br />
Ucieszy oczy każdego dziecka,<br />
Błyszczącą betlejemską gwiazdą zwieńczona…<br />
A pod choinką stareńka szopka, <br />
Z pieczołowitością misternie wyrzeźbiona,<br />
Opowie malcom bez jednego słowa, <br />
Tę ponadczasową historię sprzed tysięcy lat...<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Biorąc ułożony na sianku opłatek,<br />
Zbliżając się z wolna ku sobie,<br />
Wszyscy wkrótce obejmiemy się czule,<br />
<br />
Wnet z głębi serc, <br />
Popłyną życzenia szczere, <br />
W najczulsze słowa przyobleczone,<br />
By drżącym od emocji głosem wybrzmieć…<br />
Wszelakich sukcesów w życiu codziennym, <br />
W szkole, w domu i w pracy,<br />
Szczęścia, bogactwa, pieniędzy,<br />
Lat długich w zdrowiu i pomyślności…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Jedno pozostawione puste nakrycie<br />
Echo dawnych zapomnianych już wierzeń,<br />
Przypomni tamte stare tradycje,<br />
<br />
Gdy pełna czerwonego barszczu chochla, <br />
Dotknie ze stukiem każdego talerza,<br />
A po przystrojonych odświętnie wnętrzach, <br />
Rozniesie się już jego aromat,<br />
Wybijający kolejną godzinę stary zegar, <br />
Przypomni o upływających latach życia,<br />
Gdy w kącie stara pozytywka,  <br />
Zagra kolędę znaną z dzieciństwa…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Gdy za oknem prószy wciąż śnieg,<br />
Tlą się w pamięci wspomnienia odległe,<br />
Czasem mgłą niepamięci zasnute.<br />
<br />
Przy wigilijnych potrawach, <br />
Zajmie nas niejedna długa dyskusja,<br />
O tym jak z biegiem kolejnych lat,<br />
Zmieniała się nasza Ojczyzna…<br />
A na przyszłe lata pewnie snute plany,<br />
Przecinane przez głośne krzyki<br />
W sąsiednich pokojach bawiących się dzieci,<br />
Wzbudzą często serdeczne uśmiechy…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Dadzą się czasem słyszeć szepty anielskie,<br />
Tak melodyjne choć cichuteńkie,<br />
W myślach naszych niekiedy odzwierciedlone.<br />
<br />
Długie refleksyjne rozmowy, <br />
W gronie rodziny i najbliższych,<br />
Pozostaną w wdzięcznej pamięci,<br />
Powracając na starość przyobleczone w sny…<br />
A gdy czas włosy siwizną przyprószy, <br />
Wspomnienie tamtych z dzieciństwa Wigilii,<br />
Z oczu niekiedy wyciśnie łzy, <br />
Otarte ruchem pomarszczonej dłoni…<br />
<br />
<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/af/Wigilia_potrawy_554.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Wigilia_potrawy_554.jpg]" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Gdy pierwsza skrząca gwiazda, <br />
Jakby zagubiona, maleńka, samotna,<br />
Zamigoce na tle wieczornego nieba,<br />
Oznajmiając wigilijnej wieczerzy czas…<br />
A we wszystkich Polski zakątkach,<br />
W przystrojonych odświętnie domach,<br />
Trwająca od rana krzątanina, <br />
Z wolna dobiegnie już końca…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Zatańczą nasze świąteczne emocje, <br />
Niewidzialnymi nićmi z sobą splecione,<br />
Niczym złote włosy anielskie.<br />
<br />
Strojna w bombki i łańcuchy choinka,<br />
W blasku wielokolorowych lampek skąpana,<br />
Ucieszy oczy każdego dziecka,<br />
Błyszczącą betlejemską gwiazdą zwieńczona…<br />
A pod choinką stareńka szopka, <br />
Z pieczołowitością misternie wyrzeźbiona,<br />
Opowie malcom bez jednego słowa, <br />
Tę ponadczasową historię sprzed tysięcy lat...<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Biorąc ułożony na sianku opłatek,<br />
Zbliżając się z wolna ku sobie,<br />
Wszyscy wkrótce obejmiemy się czule,<br />
<br />
Wnet z głębi serc, <br />
Popłyną życzenia szczere, <br />
W najczulsze słowa przyobleczone,<br />
By drżącym od emocji głosem wybrzmieć…<br />
Wszelakich sukcesów w życiu codziennym, <br />
W szkole, w domu i w pracy,<br />
Szczęścia, bogactwa, pieniędzy,<br />
Lat długich w zdrowiu i pomyślności…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole,<br />
Jedno pozostawione puste nakrycie<br />
Echo dawnych zapomnianych już wierzeń,<br />
Przypomni tamte stare tradycje,<br />
<br />
Gdy pełna czerwonego barszczu chochla, <br />
Dotknie ze stukiem każdego talerza,<br />
A po przystrojonych odświętnie wnętrzach, <br />
Rozniesie się już jego aromat,<br />
Wybijający kolejną godzinę stary zegar, <br />
Przypomni o upływających latach życia,<br />
Gdy w kącie stara pozytywka,  <br />
Zagra kolędę znaną z dzieciństwa…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Gdy za oknem prószy wciąż śnieg,<br />
Tlą się w pamięci wspomnienia odległe,<br />
Czasem mgłą niepamięci zasnute.<br />
<br />
Przy wigilijnych potrawach, <br />
Zajmie nas niejedna długa dyskusja,<br />
O tym jak z biegiem kolejnych lat,<br />
Zmieniała się nasza Ojczyzna…<br />
A na przyszłe lata pewnie snute plany,<br />
Przecinane przez głośne krzyki<br />
W sąsiednich pokojach bawiących się dzieci,<br />
Wzbudzą często serdeczne uśmiechy…<br />
<br />
W blasku świecy przy wigilijnym stole, <br />
Dadzą się czasem słyszeć szepty anielskie,<br />
Tak melodyjne choć cichuteńkie,<br />
W myślach naszych niekiedy odzwierciedlone.<br />
<br />
Długie refleksyjne rozmowy, <br />
W gronie rodziny i najbliższych,<br />
Pozostaną w wdzięcznej pamięci,<br />
Powracając na starość przyobleczone w sny…<br />
A gdy czas włosy siwizną przyprószy, <br />
Wspomnienie tamtych z dzieciństwa Wigilii,<br />
Z oczu niekiedy wyciśnie łzy, <br />
Otarte ruchem pomarszczonej dłoni…<br />
<br />
<img src="https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/af/Wigilia_potrawy_554.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Wigilia_potrawy_554.jpg]" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Czerwonoarmiści]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7950.html</link>
			<pubDate>Sat, 13 Dec 2025 02:40:22 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7950.html</guid>
			<description><![CDATA[Wokół sami czerwonoarmiści... <br />
Brudni, zawszeni, pijani, <br />
Zewsząd słychać głośne ich krzyki,<br />
Przecinają pochmurne niebo z ich pistoletów strzały…<br />
<br />
Zewsząd same przekleństwa, <br />
Wzajemne głośne się przekrzykiwania,<br />
Prymitywna sowiecka dzicz rozochocona,<br />
Mająca w pogardzie boskie i ludzkie prawa…<br />
<br />
Szorstka dłoń zaciśnięta na szyi, <br />
Bezlitosnego oprawcy wzrok dziki,<br />
Potęgujące grozę rubaszne ich śmiechy,<br />
W rosyjskim języku chamskie docinki,<br />
<br />
Brzuch przyciśnięty kolanem, <br />
Wszelkie wyrwania się próby daremne,<br />
Miotane wściekle wyzwiska obelżywe,<br />
Przesuwające się po ciele brudne ich ręce,<br />
<br />
Nieznośny odór samogonu, <br />
Smród ruskich papierosów,<br />
Z spękanych i obślinionych żołdaków ust,<br />
Budził stłumiony wymiotny odruch,<br />
<br />
W twarz wymierzony policzek,<br />
Młodej dziewczyny urwany jęk,<br />
Zdarty z szyi złoty łańcuszek,<br />
Wokół na ziemi guziki rozsypane…<br />
<br />
A z tysięcy bezbronnych Polek oczu łzy,<br />
Zdławiony szloch w gardle więznący,<br />
Dłonią na ustach stłumiony krzyk,<br />
Pośród bezmiaru okrucieństwa płacz cichutki…<br />
<br />
Pomocy znikąd!... <br />
A wokół sama sowiecka swołocz,<br />
Do skroni zimna przyłożona broń,<br />
Zadany pięścią bolesny cios…<br />
<br />
I tylko cicha paniczna modlitwa, <br />
W sercu z wolna gasnąca nadzieja,<br />
Gdy każda niepewności sekunda, <br />
Zdawała się całą wieczność trwać…<br />
<br />
I tylko strach paniczny, <br />
Nieludzki, odbierający zmysły,<br />
Wbijając się swymi szponami,<br />
W umysły dziewcząt przerażonych,<br />
<br />
Serce każdej z nich przeszył, <br />
By wkrótce w wspomnieniach bolesnych,<br />
Przez resztę życia się tlić,<br />
Pozostając ukryty w podświadomości…<br />
<br />
Bezmiaru nieludzkiego okrucieństwa, <br />
Na zajmowanych przez sowietów obszarach,<br />
Doświadczyła niejedna młoda Polka,<br />
Topiąc swą rozpacz w niezliczonych łzach…<br />
<br />
Oswobodziciele rzekomi,<br />
Naprawdę mściwi bezlitośni kaci,<br />
Zasiali swymi okrutnymi czynami,<br />
Strach jakiego niepodobna opisać słowami,<br />
<br />
Ludzie ci prymitywni i dzicy, <br />
Na polskiej ziemi czując się bezkarni, <br />
Niewysłowionych okrucieństw się dopuścili,<br />
Zastraszaniem i groźbą zacierając ich ślady…<br />
<br />
Lecz nam nie wolno zapomnieć, <br />
Bólu tysięcy młodych tych Polek,<br />
Które w latach wojny nieludzkiej, <br />
Sowieckich żołnierzy padły łupem.<br />
<br />
O ich niewysłowionym cierpieniu, <br />
Winniśmy dziś mówić całemu światu,<br />
Przypominając nieukojony ich ból,<br />
Pokłosiem będący zdrady aliantów.<br />
<br />
By zachłyśnięty nowoczesnością świat,<br />
Choć przez chwilę się zadumał,<br />
Nad tym jakie sowiecka Rosja,<br />
Piekło tysiącom Polek zgotowała.<br />
<br />
By ich niezliczone tragedie,<br />
Z historii nigdy nie były wymazane,<br />
A krzyż jaki niosły przez całe życie,<br />
Dla cywilizowanego świata był sumienia wyrzutem…<br />
<br />
- Wiersz poświęcony pamięci kilkudziesięciu tysięcy Polek które w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu padły ofiarą sowieckich gwałtów.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/BoZciqaPets" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wokół sami czerwonoarmiści... <br />
Brudni, zawszeni, pijani, <br />
Zewsząd słychać głośne ich krzyki,<br />
Przecinają pochmurne niebo z ich pistoletów strzały…<br />
<br />
Zewsząd same przekleństwa, <br />
Wzajemne głośne się przekrzykiwania,<br />
Prymitywna sowiecka dzicz rozochocona,<br />
Mająca w pogardzie boskie i ludzkie prawa…<br />
<br />
Szorstka dłoń zaciśnięta na szyi, <br />
Bezlitosnego oprawcy wzrok dziki,<br />
Potęgujące grozę rubaszne ich śmiechy,<br />
W rosyjskim języku chamskie docinki,<br />
<br />
Brzuch przyciśnięty kolanem, <br />
Wszelkie wyrwania się próby daremne,<br />
Miotane wściekle wyzwiska obelżywe,<br />
Przesuwające się po ciele brudne ich ręce,<br />
<br />
Nieznośny odór samogonu, <br />
Smród ruskich papierosów,<br />
Z spękanych i obślinionych żołdaków ust,<br />
Budził stłumiony wymiotny odruch,<br />
<br />
W twarz wymierzony policzek,<br />
Młodej dziewczyny urwany jęk,<br />
Zdarty z szyi złoty łańcuszek,<br />
Wokół na ziemi guziki rozsypane…<br />
<br />
A z tysięcy bezbronnych Polek oczu łzy,<br />
Zdławiony szloch w gardle więznący,<br />
Dłonią na ustach stłumiony krzyk,<br />
Pośród bezmiaru okrucieństwa płacz cichutki…<br />
<br />
Pomocy znikąd!... <br />
A wokół sama sowiecka swołocz,<br />
Do skroni zimna przyłożona broń,<br />
Zadany pięścią bolesny cios…<br />
<br />
I tylko cicha paniczna modlitwa, <br />
W sercu z wolna gasnąca nadzieja,<br />
Gdy każda niepewności sekunda, <br />
Zdawała się całą wieczność trwać…<br />
<br />
I tylko strach paniczny, <br />
Nieludzki, odbierający zmysły,<br />
Wbijając się swymi szponami,<br />
W umysły dziewcząt przerażonych,<br />
<br />
Serce każdej z nich przeszył, <br />
By wkrótce w wspomnieniach bolesnych,<br />
Przez resztę życia się tlić,<br />
Pozostając ukryty w podświadomości…<br />
<br />
Bezmiaru nieludzkiego okrucieństwa, <br />
Na zajmowanych przez sowietów obszarach,<br />
Doświadczyła niejedna młoda Polka,<br />
Topiąc swą rozpacz w niezliczonych łzach…<br />
<br />
Oswobodziciele rzekomi,<br />
Naprawdę mściwi bezlitośni kaci,<br />
Zasiali swymi okrutnymi czynami,<br />
Strach jakiego niepodobna opisać słowami,<br />
<br />
Ludzie ci prymitywni i dzicy, <br />
Na polskiej ziemi czując się bezkarni, <br />
Niewysłowionych okrucieństw się dopuścili,<br />
Zastraszaniem i groźbą zacierając ich ślady…<br />
<br />
Lecz nam nie wolno zapomnieć, <br />
Bólu tysięcy młodych tych Polek,<br />
Które w latach wojny nieludzkiej, <br />
Sowieckich żołnierzy padły łupem.<br />
<br />
O ich niewysłowionym cierpieniu, <br />
Winniśmy dziś mówić całemu światu,<br />
Przypominając nieukojony ich ból,<br />
Pokłosiem będący zdrady aliantów.<br />
<br />
By zachłyśnięty nowoczesnością świat,<br />
Choć przez chwilę się zadumał,<br />
Nad tym jakie sowiecka Rosja,<br />
Piekło tysiącom Polek zgotowała.<br />
<br />
By ich niezliczone tragedie,<br />
Z historii nigdy nie były wymazane,<br />
A krzyż jaki niosły przez całe życie,<br />
Dla cywilizowanego świata był sumienia wyrzutem…<br />
<br />
- Wiersz poświęcony pamięci kilkudziesięciu tysięcy Polek które w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu padły ofiarą sowieckich gwałtów.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/BoZciqaPets" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Chlubne karty polskiej historii]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7949.html</link>
			<pubDate>Sat, 06 Dec 2025 00:41:52 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7949.html</guid>
			<description><![CDATA[Choć dziś całego świata narody, <br />
Szczycą się swych dziejów chlubnymi kartami, <br />
To właśnie my przeciętni, szarzy Polacy, <br />
Dumę z swej historii mamy we krwi,<br />
<br />
To nam nasze ojczyste dzieje, <br />
W burzliwej młodości z kolejnych lat biegiem,<br />
Wniknęły głęboko w każdego z nas krwiobieg,<br />
Wpływając na każdego z nas życie…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Nikt nie odbierze nam ich wyjątkowości, <br />
Choćby nie wiem jak próbowali, <br />
Niezliczonymi kłamstwami i oszczerstwami podłymi,<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Przez setki lat na wieków przestrzeni,<br />
Kolejne pokolenia patriotów kształtowały,<br />
W ciężkich dla narodu chwilach serca krzepiły…<br />
<br />
U zarania Księstwa Gnieźnieńskiego piastowscy wojowie, <br />
Wielkim wsławili się męstwem, <br />
Z odwiecznym wrogiem krzyżując swój oręż, <br />
Odpierając skutecznie najazdy nieprzyjacielskie,<br />
<br />
Jak wtedy na polach pod Cedynią, <br />
Gdy widząc wojsk swych pogrom, <br />
Margrabia Hodon okrył się hańbą, <br />
By zatriumfować mógł książę Mieszko…<br />
<br />
I trafił na nie choć w legendę przyodziany,<br />
Mocarny król Krak przesławny,<br />
Gdy niezliczeni z południa najeźdźcy, <br />
Padli pod jego lśniącego miecza ciosami.<br />
<br />
I legenda o księżniczce Wandzie, <br />
Znajdując w opowieściach ludu odbicie, <br />
Ku pokrzepieniu przyszłych pokoleń serc, <br />
Zapisaną została kronikarza piórem…<br />
<br />
Niegdyś na naszych rozległych ziemiach,<br />
W spowitych mgłą niepamięci pradziejach,<br />
U samego Chrześcijaństwa zarania, <br />
Nawrócenia tysięcy pogan zarzewia,<br />
<br />
Misja chrystianizacyjna świętego Wojciecha,<br />
Z nieśpiesznym biegiem kolejnych lat,<br />
Wyrywając naszych praprzodków z sideł pogaństwa, <br />
Otworzyła ich serca na duchowy świat…<br />
<br />
I na tak wielu wieków przestrzeni, <br />
Liczni polscy święci i błogosławieni, <br />
Księża wiernie Bogu oddani, <br />
Pobożni, pracowici mnisi,<br />
<br />
Swymi codziennymi uczynkami, <br />
Troszcząc się o biednych, ubogich, <br />
Głosząc wytrwale słowa Ewangelii,<br />
Próbowali świat cały uczynić lepszym…<br />
<br />
I kiełkowała w sercach Polaków Wiara, <br />
Wraz z cnotami oddania, wierności, męstwa,<br />
W strasznych, niepewnych czasach,<br />
Czyniąc naszych przodków stróżami Chrześcijaństwa,<br />
<br />
A nasze wspaniałe polskie rycerstwo, <br />
Wierne swym chrześcijańskim ideałom,<br />
Dało odpór tatarskim najazdom<br />
I wrogich pogańskich ludów zakusom…<br />
<br />
I nasza wspaniała skrzydlata husaria, <br />
Rozwijając kolejne swe natarcia, <br />
Na polach Kircholmu, Kłuszyna, <br />
Na kartach historii trwale się zapisała,<br />
<br />
By z biegiem kolejnych lat, <br />
Gdy pod zaborami znajdzie się Polska, <br />
Na polach bitew kolejnych powstań, <br />
Kolejne pokolenia patriotów inspirować…<br />
<br />
O chlubnych kartach polskiej historii, <br />
Zaświadczają niezliczone ułanów mogiły,<br />
Niekiedy mchem porośnięte w całości,<br />
Niekiedy skryte w cmentarzy głębi,<br />
<br />
Którzy ofiarnie życie poświęcili,<br />
Na polach bitew wielkiej z bolszewikami wojny,<br />
Nie szczędząc swych nadludzkich sił,<br />
By nie rozplenił się komunizm…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Zapisali swymi sukcesami słynni lotnicy,<br />
Bijąc na swych maszynach światowe rekordy,<br />
Nie schodząc niegdyś z pierwszych stron prasy,<br />
<br />
Wtedy gdy cały świat, <br />
Zachwycała polska myśl techniczna,<br />
A ofiarnością społeczeństwa dozbrajana armia,<br />
Postrach ościennych totalitaryzmów budziła…<br />
<br />
Pisali chlubną naszego kraju historię, <br />
Na polach bitew kampanii wrześniowej,<br />
Niepokonani polscy żołnierze,<br />
Odznaczając się nadludzkim wysiłkiem,<br />
<br />
Ofiarnie powstrzymując wrogie natarcia, <br />
Skutecznie opóźniając niemieckich kolumn marsz,<br />
W kierunku swej ukochanej Ojczyzny serca,<br />
Warszawy skąpanej w szalejących pożarach…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Swą ofiarnością mężnie zapisali,<br />
Niezłomni polscy partyzanci, <br />
Niosąc śmierć znienawidzonemu wrogowi,<br />
<br />
Gdy nasza wspaniała Armia Krajowa, <br />
W licznych bitwach, potyczkach i zasadzkach,<br />
Ogrom strat Niemcom zadała,<br />
Kąsając znienawidzonego okupanta…<br />
<br />
I na wielu stuleci przestrzeni,<br />
Niejeden oddany swej pracy historyk,<br />
Pisząc ksiąg swych opasłe tomy,<br />
Dokładając po temu wysiłków skrupulatnych,<br />
<br />
Marzył skrycie by jego dzieła, <br />
Pomimo upływu dziesiątek lat, <br />
Kształtowały kolejne patriotów pokolenia,<br />
A silną ich patriotyzmem była Polska…<br />
<br />
Przeto mamy prawo do swych bohaterów, <br />
Niczym dzieci do barwnych swych snów,<br />
Do dumy z wielkich ich czynów,<br />
W wielowiekowej historii cieniu.<br />
<br />
I nikt nam nie wyrwie patriotyzmu z serc, <br />
Umiłowania ukochanej Ojczyzny poranionej,<br />
Pielęgnować będziemy swą dumę,<br />
Przez każde kolejne stulecie!…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Choć dziś całego świata narody, <br />
Szczycą się swych dziejów chlubnymi kartami, <br />
To właśnie my przeciętni, szarzy Polacy, <br />
Dumę z swej historii mamy we krwi,<br />
<br />
To nam nasze ojczyste dzieje, <br />
W burzliwej młodości z kolejnych lat biegiem,<br />
Wniknęły głęboko w każdego z nas krwiobieg,<br />
Wpływając na każdego z nas życie…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Nikt nie odbierze nam ich wyjątkowości, <br />
Choćby nie wiem jak próbowali, <br />
Niezliczonymi kłamstwami i oszczerstwami podłymi,<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Przez setki lat na wieków przestrzeni,<br />
Kolejne pokolenia patriotów kształtowały,<br />
W ciężkich dla narodu chwilach serca krzepiły…<br />
<br />
U zarania Księstwa Gnieźnieńskiego piastowscy wojowie, <br />
Wielkim wsławili się męstwem, <br />
Z odwiecznym wrogiem krzyżując swój oręż, <br />
Odpierając skutecznie najazdy nieprzyjacielskie,<br />
<br />
Jak wtedy na polach pod Cedynią, <br />
Gdy widząc wojsk swych pogrom, <br />
Margrabia Hodon okrył się hańbą, <br />
By zatriumfować mógł książę Mieszko…<br />
<br />
I trafił na nie choć w legendę przyodziany,<br />
Mocarny król Krak przesławny,<br />
Gdy niezliczeni z południa najeźdźcy, <br />
Padli pod jego lśniącego miecza ciosami.<br />
<br />
I legenda o księżniczce Wandzie, <br />
Znajdując w opowieściach ludu odbicie, <br />
Ku pokrzepieniu przyszłych pokoleń serc, <br />
Zapisaną została kronikarza piórem…<br />
<br />
Niegdyś na naszych rozległych ziemiach,<br />
W spowitych mgłą niepamięci pradziejach,<br />
U samego Chrześcijaństwa zarania, <br />
Nawrócenia tysięcy pogan zarzewia,<br />
<br />
Misja chrystianizacyjna świętego Wojciecha,<br />
Z nieśpiesznym biegiem kolejnych lat,<br />
Wyrywając naszych praprzodków z sideł pogaństwa, <br />
Otworzyła ich serca na duchowy świat…<br />
<br />
I na tak wielu wieków przestrzeni, <br />
Liczni polscy święci i błogosławieni, <br />
Księża wiernie Bogu oddani, <br />
Pobożni, pracowici mnisi,<br />
<br />
Swymi codziennymi uczynkami, <br />
Troszcząc się o biednych, ubogich, <br />
Głosząc wytrwale słowa Ewangelii,<br />
Próbowali świat cały uczynić lepszym…<br />
<br />
I kiełkowała w sercach Polaków Wiara, <br />
Wraz z cnotami oddania, wierności, męstwa,<br />
W strasznych, niepewnych czasach,<br />
Czyniąc naszych przodków stróżami Chrześcijaństwa,<br />
<br />
A nasze wspaniałe polskie rycerstwo, <br />
Wierne swym chrześcijańskim ideałom,<br />
Dało odpór tatarskim najazdom<br />
I wrogich pogańskich ludów zakusom…<br />
<br />
I nasza wspaniała skrzydlata husaria, <br />
Rozwijając kolejne swe natarcia, <br />
Na polach Kircholmu, Kłuszyna, <br />
Na kartach historii trwale się zapisała,<br />
<br />
By z biegiem kolejnych lat, <br />
Gdy pod zaborami znajdzie się Polska, <br />
Na polach bitew kolejnych powstań, <br />
Kolejne pokolenia patriotów inspirować…<br />
<br />
O chlubnych kartach polskiej historii, <br />
Zaświadczają niezliczone ułanów mogiły,<br />
Niekiedy mchem porośnięte w całości,<br />
Niekiedy skryte w cmentarzy głębi,<br />
<br />
Którzy ofiarnie życie poświęcili,<br />
Na polach bitew wielkiej z bolszewikami wojny,<br />
Nie szczędząc swych nadludzkich sił,<br />
By nie rozplenił się komunizm…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Zapisali swymi sukcesami słynni lotnicy,<br />
Bijąc na swych maszynach światowe rekordy,<br />
Nie schodząc niegdyś z pierwszych stron prasy,<br />
<br />
Wtedy gdy cały świat, <br />
Zachwycała polska myśl techniczna,<br />
A ofiarnością społeczeństwa dozbrajana armia,<br />
Postrach ościennych totalitaryzmów budziła…<br />
<br />
Pisali chlubną naszego kraju historię, <br />
Na polach bitew kampanii wrześniowej,<br />
Niepokonani polscy żołnierze,<br />
Odznaczając się nadludzkim wysiłkiem,<br />
<br />
Ofiarnie powstrzymując wrogie natarcia, <br />
Skutecznie opóźniając niemieckich kolumn marsz,<br />
W kierunku swej ukochanej Ojczyzny serca,<br />
Warszawy skąpanej w szalejących pożarach…<br />
<br />
Chlubne karty polskiej historii, <br />
Swą ofiarnością mężnie zapisali,<br />
Niezłomni polscy partyzanci, <br />
Niosąc śmierć znienawidzonemu wrogowi,<br />
<br />
Gdy nasza wspaniała Armia Krajowa, <br />
W licznych bitwach, potyczkach i zasadzkach,<br />
Ogrom strat Niemcom zadała,<br />
Kąsając znienawidzonego okupanta…<br />
<br />
I na wielu stuleci przestrzeni,<br />
Niejeden oddany swej pracy historyk,<br />
Pisząc ksiąg swych opasłe tomy,<br />
Dokładając po temu wysiłków skrupulatnych,<br />
<br />
Marzył skrycie by jego dzieła, <br />
Pomimo upływu dziesiątek lat, <br />
Kształtowały kolejne patriotów pokolenia,<br />
A silną ich patriotyzmem była Polska…<br />
<br />
Przeto mamy prawo do swych bohaterów, <br />
Niczym dzieci do barwnych swych snów,<br />
Do dumy z wielkich ich czynów,<br />
W wielowiekowej historii cieniu.<br />
<br />
I nikt nam nie wyrwie patriotyzmu z serc, <br />
Umiłowania ukochanej Ojczyzny poranionej,<br />
Pielęgnować będziemy swą dumę,<br />
Przez każde kolejne stulecie!…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Posępne kruki, szemrani biznesmeni]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7948.html</link>
			<pubDate>Fri, 28 Nov 2025 02:19:48 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7948.html</guid>
			<description><![CDATA[Gdy wieczorna jesienna mgła, <br />
Wszystko wkoło z wolna spowiła,<br />
Tłumiąc nikły gasnącego dnia blask,<br />
Niczym opuszczona na świat zasłona,<br />
<br />
W ponurą jesienną słotę, <br />
Na starym z czerwonej cegły kominie, <br />
Przysiadł szary zziębnięty gołąbek,<br />
Między skrzydełka wtulając główkę,<br />
<br />
Wtem spomiędzy matowej mgły, <br />
Dostrzegł widok ponury,<br />
W dole przed jego maleńkimi oczkami,<br />
Z wolna się zarysowujący…<br />
<br />
Do rozrzuconych szeroko po obiedzie resztek, <br />
Na przemarzniętej trawie,<br />
Zleciały się licznie kruki posępne,<br />
Bezpardonową wszczynając walkę,<br />
<br />
Zimna mokra trawa, <br />
Pierwszym jesiennym szronem pokryta, <br />
Areną się stała zaciekłych walk,<br />
Licznego kruczego stada,<br />
<br />
Liczne kości z sutego obiadu, <br />
Rozrzucone bezładnie na polu,<br />
Miały być bitewnym trofeum,<br />
Dla najsilniejszych z kruczego stada osobników,<br />
<br />
Głośne rozjuszonych kruków krakanie, <br />
Niczym wściekłych barbarzyńców okrzyki wojenne, <br />
Po spowitym gęstą mgłą krajobrazie, <br />
Cichym niosło się echem,<br />
<br />
Pomiędzy wielkimi kretowiskami,<br />
Podobnymi do okopów na polach bitewnych,<br />
Niczym żołnierze w bojach zaprawieni,<br />
Zawzięte kruki toczyły swe walki…<br />
<br />
Zakrzywionym dziobem swym ostrym, <br />
Próbował kruk stary kość przepołowić, <br />
Przez drugiego młodego przepędzany,<br />
Próbującego wydrzeć mu zdobycz,<br />
<br />
Usiłując brzuchy nasycić,<br />
By dotkliwy głód zaspokoić,<br />
Nie zaprzestając zaciekłej walki,<br />
Wciąż wytężały swój spryt,<br />
<br />
Wydziobując w skupieniu zaschnięty szpik <br />
Z porozrzucanych na około kości, <br />
Usilnie wczepiały w nie swe pazury,<br />
By dzioby w ich wnętrzach zagłębić,<br />
<br />
Połykając łapczywie <br />
Każdy znalezionego pożywienia kęs, <br />
Wkoło tylko rozglądały się bacznie, <br />
Rozeznając możliwe zagrożenie,<br />
<br />
A najprzezorniejszy z kruków siedząc na gałęzi,<br />
Na łakome kąski spoglądając z góry,<br />
Nagły z powietrza szturm przypuścił,<br />
Naraz odpędzając kilka innych,<br />
<br />
Te szeroko rozpostarły swe skrzydła, <br />
Natarcie jego próbując zatrzymać, <br />
Lecz daremną była ta próba, <br />
Zmuszone były ustąpić mu pola,<br />
<br />
Widząc posępne te kruki, <br />
Wyrywające sobie wzajemnie zdobycz, <br />
Zmrużył oczy gołąbek skulony, <br />
Powiewem zimnego wiatru szturchnięty…<br />
<br />
Wnet rzęsistego deszczu kurtyna, <br />
Spór pomiędzy kruczym stadem rozsądziła,<br />
Do rychłego szukania schronienia,<br />
Wszystkie bez wyjątku ptaki przymusiła,<br />
<br />
Przed ulewnego deszczu strugami, <br />
Pierzchnęły wnet wszystkie posępne kruki,<br />
Chroniąc się pomiędzy krzewami,<br />
Bujnych drzew rozłożystymi gałęziami,<br />
<br />
Ukrył się i gołąbek, <br />
Przed zimnym rzęsistym deszczem,<br />
Pod starego opuszczonego domu dachem,<br />
Przycupnąwszy cichutko w kącie.<br />
<br />
A każda jesiennego deszczu kropla, <br />
Brudna, wstrętna i zimna, <br />
Dla maleńkiego suchej trawy źdźbła, <br />
Była niczym trzask bicza,<br />
<br />
A deszczu kropel setki tysięcy<br />
Tworzące zwarte oddziały i zastępy,<br />
Wielki frontalny atak przypuściły,<br />
Na połacie zmarzniętej ziemi…<br />
<br />
Patrząc tak zza szyby, <br />
Na pole zaciekłej między krukami bitwy,<br />
O jakże cenną dla nich zdobycz,<br />
Podłe z obiadu resztki,<br />
<br />
Ponurym wieczorem jesiennym, <br />
Mgłą i deszczem zasnutym, <br />
Krzepiąc się łykiem z miodem herbaty,<br />
Próbując zebrać rozproszone swe myśli,<br />
<br />
Z niewyspania półprzytomny, <br />
Przecierając dłonią klejące się oczy,<br />
Patrząc na ten krajobraz ponury,<br />
Takiej oto oddałem się refleksji…<br />
<br />
Gdy widzę jak różni szemrani biznesmeni,  <br />
Zawzięcie walczą między sobą o wpływy,<br />
Dostrzegam jak bardzo w uporze swym ślepym, <br />
Posępnym tym krukom bywają podobni.<br />
<br />
Gdy otyli szemrani biznesmeni, <br />
Przesiadując wieczorami w knajpach zadymionych,<br />
Paląc cygara i popijając whisky, <br />
Rozplanowują kolejne swe finansowe przekręty,<br />
<br />
Niczym dla dzikiego ptactwa, <br />
Zalegająca w rowie cuchnąca padlina, <br />
Tak zwęszona tylko korupcji okazja, <br />
Staje się łupem dla mafijno-biznesowego półświatka,<br />
<br />
Pobłyskiwanie sztucznych złotych zębów, <br />
Fałsz wylewnych uśmiechów, <br />
Towarzyszące zawieraniu szemranych umów,<br />
Przy ruskiej wódki kieliszku,<br />
<br />
Często bywają zarzewiem,<br />
Biednienia lokalnych społeczeństw,<br />
Gdy szemrani biznesmeni nabijając swą kabzę,<br />
Skazują maluczkich na zubożenie…<br />
<br />
Huczne wystawne bankiety, <br />
Gdzie alkohol leje się strumieniami, <br />
Dzwonią pełne wódki kieliszki, <br />
A z ochrypłych gardeł padają kolejne toasty,<br />
<br />
Gdzie szalona zabawa niepodzielnie króluje<br />
I rozsadzają ściany z głośników decybele,<br />
Dzwonią szklane butelki w kredensie, <br />
A strumieniami leją się drogie alkohole,<br />
<br />
Gdzie w ochrypłych gardłach przepastnych <br />
Lokalnych biznesmenów szemranych, <br />
Kieliszki pełne gorzałki <br />
Znikają jeden po drugim<br />
<br />
Gdzie niezliczone sprośnie dowcipy, <br />
Padają okraszone rubasznymi przyśpiewkami,<br />
A pijaków podkrążone oczy i czerwone nosy, <br />
Tłumaczy ich bełkot łamliwy,<br />
<br />
Często będące zwieńczeniem,<br />
Podpisania umowy wielomilionowej,<br />
Z lekceważonego prawa nagięciem,<br />
Gdzie łapówki główną odgrywają rolę,<br />
<br />
Czasem tak bardzo bywają podobne,<br />
Posępnych kruków wieczornej uczcie,<br />
Gdzie wielki zatęchłego mięsa kęs, <br />
Wyrywają tylko osobniki najsilniejsze…<br />
<br />
Na płynnych niejasnych pograniczach <br />
Biznesowego i mafijnego świata,<br />
Utarta między gangsterami hierarchia,<br />
Przypomina tę z kruczego stada,<br />
<br />
Gdzie kolejny szemrany kontrakt,<br />
Niczym podły padliny ochłap,<br />
Jest jak w krwawej walce nagroda<br />
Dla osobnika o najprymitywniejszych instynktach…<br />
<br />
I ten wielki świat nowoczesnością pijany,<br />
Do ubogich odwrócony plecami,<br />
Gdzie tylko silne osobniki,<br />
Wyrywają najlepsze kęsy,<br />
<br />
Czasem tak bardzo przypomina,<br />
Pomimo upływu tysięcy lat,<br />
Wielką ucztę dzikiego ptactwa,<br />
Na truchle dzikiego zwierza…<br />
<br />
<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=908" target="_blank">Corvus_corax_-Bryce_Canyon_National_Park,_Utah,_USA_-pair_perching-8.jpg</a> (Rozmiar: 106,88 KB / Pobrań: 0)
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Gdy wieczorna jesienna mgła, <br />
Wszystko wkoło z wolna spowiła,<br />
Tłumiąc nikły gasnącego dnia blask,<br />
Niczym opuszczona na świat zasłona,<br />
<br />
W ponurą jesienną słotę, <br />
Na starym z czerwonej cegły kominie, <br />
Przysiadł szary zziębnięty gołąbek,<br />
Między skrzydełka wtulając główkę,<br />
<br />
Wtem spomiędzy matowej mgły, <br />
Dostrzegł widok ponury,<br />
W dole przed jego maleńkimi oczkami,<br />
Z wolna się zarysowujący…<br />
<br />
Do rozrzuconych szeroko po obiedzie resztek, <br />
Na przemarzniętej trawie,<br />
Zleciały się licznie kruki posępne,<br />
Bezpardonową wszczynając walkę,<br />
<br />
Zimna mokra trawa, <br />
Pierwszym jesiennym szronem pokryta, <br />
Areną się stała zaciekłych walk,<br />
Licznego kruczego stada,<br />
<br />
Liczne kości z sutego obiadu, <br />
Rozrzucone bezładnie na polu,<br />
Miały być bitewnym trofeum,<br />
Dla najsilniejszych z kruczego stada osobników,<br />
<br />
Głośne rozjuszonych kruków krakanie, <br />
Niczym wściekłych barbarzyńców okrzyki wojenne, <br />
Po spowitym gęstą mgłą krajobrazie, <br />
Cichym niosło się echem,<br />
<br />
Pomiędzy wielkimi kretowiskami,<br />
Podobnymi do okopów na polach bitewnych,<br />
Niczym żołnierze w bojach zaprawieni,<br />
Zawzięte kruki toczyły swe walki…<br />
<br />
Zakrzywionym dziobem swym ostrym, <br />
Próbował kruk stary kość przepołowić, <br />
Przez drugiego młodego przepędzany,<br />
Próbującego wydrzeć mu zdobycz,<br />
<br />
Usiłując brzuchy nasycić,<br />
By dotkliwy głód zaspokoić,<br />
Nie zaprzestając zaciekłej walki,<br />
Wciąż wytężały swój spryt,<br />
<br />
Wydziobując w skupieniu zaschnięty szpik <br />
Z porozrzucanych na około kości, <br />
Usilnie wczepiały w nie swe pazury,<br />
By dzioby w ich wnętrzach zagłębić,<br />
<br />
Połykając łapczywie <br />
Każdy znalezionego pożywienia kęs, <br />
Wkoło tylko rozglądały się bacznie, <br />
Rozeznając możliwe zagrożenie,<br />
<br />
A najprzezorniejszy z kruków siedząc na gałęzi,<br />
Na łakome kąski spoglądając z góry,<br />
Nagły z powietrza szturm przypuścił,<br />
Naraz odpędzając kilka innych,<br />
<br />
Te szeroko rozpostarły swe skrzydła, <br />
Natarcie jego próbując zatrzymać, <br />
Lecz daremną była ta próba, <br />
Zmuszone były ustąpić mu pola,<br />
<br />
Widząc posępne te kruki, <br />
Wyrywające sobie wzajemnie zdobycz, <br />
Zmrużył oczy gołąbek skulony, <br />
Powiewem zimnego wiatru szturchnięty…<br />
<br />
Wnet rzęsistego deszczu kurtyna, <br />
Spór pomiędzy kruczym stadem rozsądziła,<br />
Do rychłego szukania schronienia,<br />
Wszystkie bez wyjątku ptaki przymusiła,<br />
<br />
Przed ulewnego deszczu strugami, <br />
Pierzchnęły wnet wszystkie posępne kruki,<br />
Chroniąc się pomiędzy krzewami,<br />
Bujnych drzew rozłożystymi gałęziami,<br />
<br />
Ukrył się i gołąbek, <br />
Przed zimnym rzęsistym deszczem,<br />
Pod starego opuszczonego domu dachem,<br />
Przycupnąwszy cichutko w kącie.<br />
<br />
A każda jesiennego deszczu kropla, <br />
Brudna, wstrętna i zimna, <br />
Dla maleńkiego suchej trawy źdźbła, <br />
Była niczym trzask bicza,<br />
<br />
A deszczu kropel setki tysięcy<br />
Tworzące zwarte oddziały i zastępy,<br />
Wielki frontalny atak przypuściły,<br />
Na połacie zmarzniętej ziemi…<br />
<br />
Patrząc tak zza szyby, <br />
Na pole zaciekłej między krukami bitwy,<br />
O jakże cenną dla nich zdobycz,<br />
Podłe z obiadu resztki,<br />
<br />
Ponurym wieczorem jesiennym, <br />
Mgłą i deszczem zasnutym, <br />
Krzepiąc się łykiem z miodem herbaty,<br />
Próbując zebrać rozproszone swe myśli,<br />
<br />
Z niewyspania półprzytomny, <br />
Przecierając dłonią klejące się oczy,<br />
Patrząc na ten krajobraz ponury,<br />
Takiej oto oddałem się refleksji…<br />
<br />
Gdy widzę jak różni szemrani biznesmeni,  <br />
Zawzięcie walczą między sobą o wpływy,<br />
Dostrzegam jak bardzo w uporze swym ślepym, <br />
Posępnym tym krukom bywają podobni.<br />
<br />
Gdy otyli szemrani biznesmeni, <br />
Przesiadując wieczorami w knajpach zadymionych,<br />
Paląc cygara i popijając whisky, <br />
Rozplanowują kolejne swe finansowe przekręty,<br />
<br />
Niczym dla dzikiego ptactwa, <br />
Zalegająca w rowie cuchnąca padlina, <br />
Tak zwęszona tylko korupcji okazja, <br />
Staje się łupem dla mafijno-biznesowego półświatka,<br />
<br />
Pobłyskiwanie sztucznych złotych zębów, <br />
Fałsz wylewnych uśmiechów, <br />
Towarzyszące zawieraniu szemranych umów,<br />
Przy ruskiej wódki kieliszku,<br />
<br />
Często bywają zarzewiem,<br />
Biednienia lokalnych społeczeństw,<br />
Gdy szemrani biznesmeni nabijając swą kabzę,<br />
Skazują maluczkich na zubożenie…<br />
<br />
Huczne wystawne bankiety, <br />
Gdzie alkohol leje się strumieniami, <br />
Dzwonią pełne wódki kieliszki, <br />
A z ochrypłych gardeł padają kolejne toasty,<br />
<br />
Gdzie szalona zabawa niepodzielnie króluje<br />
I rozsadzają ściany z głośników decybele,<br />
Dzwonią szklane butelki w kredensie, <br />
A strumieniami leją się drogie alkohole,<br />
<br />
Gdzie w ochrypłych gardłach przepastnych <br />
Lokalnych biznesmenów szemranych, <br />
Kieliszki pełne gorzałki <br />
Znikają jeden po drugim<br />
<br />
Gdzie niezliczone sprośnie dowcipy, <br />
Padają okraszone rubasznymi przyśpiewkami,<br />
A pijaków podkrążone oczy i czerwone nosy, <br />
Tłumaczy ich bełkot łamliwy,<br />
<br />
Często będące zwieńczeniem,<br />
Podpisania umowy wielomilionowej,<br />
Z lekceważonego prawa nagięciem,<br />
Gdzie łapówki główną odgrywają rolę,<br />
<br />
Czasem tak bardzo bywają podobne,<br />
Posępnych kruków wieczornej uczcie,<br />
Gdzie wielki zatęchłego mięsa kęs, <br />
Wyrywają tylko osobniki najsilniejsze…<br />
<br />
Na płynnych niejasnych pograniczach <br />
Biznesowego i mafijnego świata,<br />
Utarta między gangsterami hierarchia,<br />
Przypomina tę z kruczego stada,<br />
<br />
Gdzie kolejny szemrany kontrakt,<br />
Niczym podły padliny ochłap,<br />
Jest jak w krwawej walce nagroda<br />
Dla osobnika o najprymitywniejszych instynktach…<br />
<br />
I ten wielki świat nowoczesnością pijany,<br />
Do ubogich odwrócony plecami,<br />
Gdzie tylko silne osobniki,<br />
Wyrywają najlepsze kęsy,<br />
<br />
Czasem tak bardzo przypomina,<br />
Pomimo upływu tysięcy lat,<br />
Wielką ucztę dzikiego ptactwa,<br />
Na truchle dzikiego zwierza…<br />
<br />
<br />

<br /><img src="images/attachtypes/image.gif" border="0" alt=".jpg" />&nbsp;&nbsp;<a href="attachment.php?aid=908" target="_blank">Corvus_corax_-Bryce_Canyon_National_Park,_Utah,_USA_-pair_perching-8.jpg</a> (Rozmiar: 106,88 KB / Pobrań: 0)
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jesienią…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7947.html</link>
			<pubDate>Sun, 23 Nov 2025 02:51:21 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7947.html</guid>
			<description><![CDATA[Ponura polska jesień, <br />
Przywołuje na myśl historii karty smutne,<br />
Nierzadko także wspomnienia bolesne,<br />
Czasem w gorzki szloch przyobleczone,<br />
<br />
Jesiennych ulewnych deszczy strugi, <br />
Obmywają wielkich bohaterów kamienne nagrobki,<br />
Spływając swymi maleńkimi kropelkami, <br />
Wzdłuż liter na inskrypcjach wyżłobionych,<br />
<br />
Drzewa tak zadumane i smutne, <br />
Z soczystych liści ogołocone, <br />
Na jesiennego szarego nieba tle, <br />
Ponurym są często obrazem…<br />
<br />
Jesienny wiatr nuci dawne pieśni,<br />
O wielkich powstaniach utopionych we krwi,<br />
O szlachetnych zrywach niepodległościowych,<br />
Które zaborcy bez litości tłumili,<br />
<br />
Tam gdzie echo dawnych bitew wciąż brzmi,<br />
Mgła spowija pola i mogiły,<br />
A opadające liście niczym matek łzy,<br />
Za poległych swe modlitwy szepcą w ciszy,<br />
<br />
Gdy przed pomnikiem partyzantów płonie znicz,<br />
A wokół tyle opadłych żółtych liści,<br />
Do refleksji nad losem Ojczyzny,<br />
W jesiennej szarudze ma dusza się budzi,<br />
<br />
Gdy zimny wiatr gwałtownie powieje,<br />
A zamigocą trwożnie zniczy płomienie,<br />
O tragicznych kartach kampanii wrześniowej,<br />
Często myślę ze smutkiem,<br />
<br />
Szczególnie o tamtych pierwszych jej dniach, <br />
Gdy w cieniu ostrzałów i bombardowań<br />
Tylu ludziom zawalił się świat,<br />
Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc w gruzach…<br />
<br />
Gdy z wolna zarysowywał się świt<br />
I zawyły nagle alarmowe syreny,<br />
A tysiące niewinnych bezbronnych dzieci,<br />
Wyrywały ze snu odgłosy eksplozji, <br />
<br />
Porzucając niedokończone swe sny,<br />
Nim zamglone rozwarły się powieki,<br />
Zmuszone do panicznej ucieczki,<br />
Wpadały w koszmar dni codziennych…<br />
<br />
Uciekając przed okrutną wojną,<br />
Z panicznego strachu przerażone drżąc,<br />
Dziecięcą twarzyczką załzawioną,<br />
Błagały cicho o bezpieczny kąt…<br />
<br />
Pomiędzy gruzami zburzonych kamienic<br />
Strużki zaschniętej krwi,<br />
Majaczące w oddali na polach rozległych<br />
Dogasające płonące czołgi,<br />
<br />
Były odtąd ich codziennymi obrazami,<br />
Strasznymi i tak bardzo różnymi,<br />
Od tych przechowanych pod powiekami<br />
Z radosnego dzieciństwa chwil beztroskich…<br />
<br />
Samemu tak stojąc zatopiony w smutku,<br />
Na spowitym jesienną mgłą cmentarzu,<br />
Od pożółkłego zdjęcia w starym modlitewniku,<br />
Nie odrywając swych oczu,<br />
<br />
Za wszystkich ofiarnie broniących Polski,<br />
Na polach tamtych bitew pamiętnych,<br />
Ofiarowujących Ojczyźnie niezliczone swe trudy,<br />
Na tylu szlakach partyzanckich,<br />
<br />
Za każdego młodego żołnierza, <br />
Który choć śmierci się lękał,<br />
A mężnie wytrwał w okopach,<br />
Nim niemiecka kula przecięła nić życia,<br />
<br />
Za wszystkie bohaterskie sanitariuszki,<br />
Omdlewających ze zmęczenia lekarzy,<br />
Zasypane pod gruzami maleńkie dzieci,<br />
Matki wypłakujące swe oczy,<br />
<br />
Wyszeptuję ciche swe modlitwy,<br />
O spokój ich wszystkich duszy,<br />
By zimny wiatr jesienny,<br />
Zaniósł je bezzwłocznie przed Tron Boży,<br />
<br />
By każdego z ofiarnie poległych, <br />
W obronie swej ukochanej Ojczyzny, <br />
Bóg miłosierny w Niebiosach nagrodził, <br />
Obdarowując każdego z nich życiem wiecznym…<br />
<br />
A ja wciąż zadumany,<br />
Powracając z wolna do codzienności,<br />
Oddalę się cicho przez nikogo niezauważony,<br />
Szepcząc ciągle słowa mych modlitw…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Ponura polska jesień, <br />
Przywołuje na myśl historii karty smutne,<br />
Nierzadko także wspomnienia bolesne,<br />
Czasem w gorzki szloch przyobleczone,<br />
<br />
Jesiennych ulewnych deszczy strugi, <br />
Obmywają wielkich bohaterów kamienne nagrobki,<br />
Spływając swymi maleńkimi kropelkami, <br />
Wzdłuż liter na inskrypcjach wyżłobionych,<br />
<br />
Drzewa tak zadumane i smutne, <br />
Z soczystych liści ogołocone, <br />
Na jesiennego szarego nieba tle, <br />
Ponurym są często obrazem…<br />
<br />
Jesienny wiatr nuci dawne pieśni,<br />
O wielkich powstaniach utopionych we krwi,<br />
O szlachetnych zrywach niepodległościowych,<br />
Które zaborcy bez litości tłumili,<br />
<br />
Tam gdzie echo dawnych bitew wciąż brzmi,<br />
Mgła spowija pola i mogiły,<br />
A opadające liście niczym matek łzy,<br />
Za poległych swe modlitwy szepcą w ciszy,<br />
<br />
Gdy przed pomnikiem partyzantów płonie znicz,<br />
A wokół tyle opadłych żółtych liści,<br />
Do refleksji nad losem Ojczyzny,<br />
W jesiennej szarudze ma dusza się budzi,<br />
<br />
Gdy zimny wiatr gwałtownie powieje,<br />
A zamigocą trwożnie zniczy płomienie,<br />
O tragicznych kartach kampanii wrześniowej,<br />
Często myślę ze smutkiem,<br />
<br />
Szczególnie o tamtych pierwszych jej dniach, <br />
Gdy w cieniu ostrzałów i bombardowań<br />
Tylu ludziom zawalił się świat,<br />
Pielęgnowane latami marzenia grzebiąc w gruzach…<br />
<br />
Gdy z wolna zarysowywał się świt<br />
I zawyły nagle alarmowe syreny,<br />
A tysiące niewinnych bezbronnych dzieci,<br />
Wyrywały ze snu odgłosy eksplozji, <br />
<br />
Porzucając niedokończone swe sny,<br />
Nim zamglone rozwarły się powieki,<br />
Zmuszone do panicznej ucieczki,<br />
Wpadały w koszmar dni codziennych…<br />
<br />
Uciekając przed okrutną wojną,<br />
Z panicznego strachu przerażone drżąc,<br />
Dziecięcą twarzyczką załzawioną,<br />
Błagały cicho o bezpieczny kąt…<br />
<br />
Pomiędzy gruzami zburzonych kamienic<br />
Strużki zaschniętej krwi,<br />
Majaczące w oddali na polach rozległych<br />
Dogasające płonące czołgi,<br />
<br />
Były odtąd ich codziennymi obrazami,<br />
Strasznymi i tak bardzo różnymi,<br />
Od tych przechowanych pod powiekami<br />
Z radosnego dzieciństwa chwil beztroskich…<br />
<br />
Samemu tak stojąc zatopiony w smutku,<br />
Na spowitym jesienną mgłą cmentarzu,<br />
Od pożółkłego zdjęcia w starym modlitewniku,<br />
Nie odrywając swych oczu,<br />
<br />
Za wszystkich ofiarnie broniących Polski,<br />
Na polach tamtych bitew pamiętnych,<br />
Ofiarowujących Ojczyźnie niezliczone swe trudy,<br />
Na tylu szlakach partyzanckich,<br />
<br />
Za każdego młodego żołnierza, <br />
Który choć śmierci się lękał,<br />
A mężnie wytrwał w okopach,<br />
Nim niemiecka kula przecięła nić życia,<br />
<br />
Za wszystkie bohaterskie sanitariuszki,<br />
Omdlewających ze zmęczenia lekarzy,<br />
Zasypane pod gruzami maleńkie dzieci,<br />
Matki wypłakujące swe oczy,<br />
<br />
Wyszeptuję ciche swe modlitwy,<br />
O spokój ich wszystkich duszy,<br />
By zimny wiatr jesienny,<br />
Zaniósł je bezzwłocznie przed Tron Boży,<br />
<br />
By każdego z ofiarnie poległych, <br />
W obronie swej ukochanej Ojczyzny, <br />
Bóg miłosierny w Niebiosach nagrodził, <br />
Obdarowując każdego z nich życiem wiecznym…<br />
<br />
A ja wciąż zadumany,<br />
Powracając z wolna do codzienności,<br />
Oddalę się cicho przez nikogo niezauważony,<br />
Szepcząc ciągle słowa mych modlitw…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Cena za cierpienie…]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7946.html</link>
			<pubDate>Mon, 17 Nov 2025 01:33:00 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7946.html</guid>
			<description><![CDATA[Czy niewysłowione ludzkie cierpienie <br />
Może mieć swoją cenę?<br />
<br />
Czy bezbronnych przerażonych dzieci łzy <br />
Można dziś na pieniądze przeliczyć?<br />
<br />
Czy przerażonych matek krzyk<br />
Można zagłuszyć szelestem gotówki?<br />
<br />
Czy za zrabowane schorowanym starcom przedmioty<br />
Mogą młodzi biznesmeni dziś żądać zapłaty?<br />
<br />
Czy za zachowane obozowe opaski <br />
Wypada dziś płacić kartami płatniczymi?<br />
<br />
Czy za wspomnienia młodzieńców rozstrzelanych<br />
Godzi się płacić przelewami sum wielomilionowych?<br />
<br />
Niegdyś zabytkowe monstrancje i menory,<br />
Padały ofiarą rasy panów chciwości,<br />
Kiedy SS-mani pieniądze za nie liczyli,<br />
Jak przed wiekami Judasz za Chrystusa srebrniki.<br />
<br />
I bezcenne pamiątki rodzinne,<br />
Często zacnym ludziom zrabowane,<br />
Nierzadko kryjące wyjątkową historię,<br />
Przez SS-manów były przeliczane na pieniądze…<br />
<br />
Dziś niemieccy biznesowi magnaci, <br />
Zapominając o prostej ludzkiej przyzwoitości, <br />
Nie licząc się z swymi wizerunkowymi stratami, <br />
Na tamtym cierpieniu znów chcieliby zarobić,<br />
<br />
Na głosy sprzeciwu pozostając głusi,<br />
Topiąc w drogich alkoholach sumienia wyrzuty,<br />
Tragedię tylu ludzi chcieliby spieniężyć, <br />
Kalkulując cynicznie łatwy zysk…<br />
<br />
Niegdyś oni do naga rozebrani <br />
Głodni, wychudzeni, bezsilni<br />
Będąc na łasce SS-manów okrutnych,<br />
Bez pozwolenia nie śmiąc się poruszyć.<br />
<br />
Niewysłowionym strachem wszyscy przeszyci,<br />
Z zimna i strachu przerażeni drżeli, <br />
Czekając na śmierć w komorach gazowych<br />
Wyszeptywali słowa ostatnich swych modlitw…<br />
<br />
A dziś na niemieckich salach aukcyjnych, <br />
Panuje wszędobylski blichtr i przepych,<br />
Wszędzie skrojone na miarę garnitury,<br />
Połyskujące sygnety i sztuczne uśmiechy,<br />
<br />
Szczęśliwi potomkowie katów i oprawców,<br />
Bez poczucia winy ni krztyny wstydu,<br />
Za tamtych ich ofiar niezgłębiony ból<br />
Żądają butnie wielocyfrowych sum…<br />
<br />
Lecz my otwarcie powiedzmy, <br />
Że cierpienia spieniężyć się nie godzi,<br />
Niezatarte przyzwoitości zasady<br />
I tym razem spróbujmy uchronić...<br />
<br />
Lecz my ludzie szczerzy i prości, <br />
Choć symbolicznie się temu sprzeciwmy,<br />
Może oburzenia głosem stanowczym, <br />
A może prostych wierszy strofami…<br />
<br />
By te padające bezwstydnie ceny wywoławcze, <br />
Cywilizowanego świata wstrząsnęły sumieniem,<br />
Milionów ludzi budząc oburzenie,<br />
Głośnego sprzeciwu będąc zarzewiem.<br />
<br />
By ten kolejny skandal <br />
Godzący w pamięć o ludobójstwa ofiarach <br />
I tym razem nie był zamieciony pod dywan,<br />
By upokorzoną była niemiecka buta...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/OzW_m2A7J_g" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/dgN8mQgqDDw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Czy niewysłowione ludzkie cierpienie <br />
Może mieć swoją cenę?<br />
<br />
Czy bezbronnych przerażonych dzieci łzy <br />
Można dziś na pieniądze przeliczyć?<br />
<br />
Czy przerażonych matek krzyk<br />
Można zagłuszyć szelestem gotówki?<br />
<br />
Czy za zrabowane schorowanym starcom przedmioty<br />
Mogą młodzi biznesmeni dziś żądać zapłaty?<br />
<br />
Czy za zachowane obozowe opaski <br />
Wypada dziś płacić kartami płatniczymi?<br />
<br />
Czy za wspomnienia młodzieńców rozstrzelanych<br />
Godzi się płacić przelewami sum wielomilionowych?<br />
<br />
Niegdyś zabytkowe monstrancje i menory,<br />
Padały ofiarą rasy panów chciwości,<br />
Kiedy SS-mani pieniądze za nie liczyli,<br />
Jak przed wiekami Judasz za Chrystusa srebrniki.<br />
<br />
I bezcenne pamiątki rodzinne,<br />
Często zacnym ludziom zrabowane,<br />
Nierzadko kryjące wyjątkową historię,<br />
Przez SS-manów były przeliczane na pieniądze…<br />
<br />
Dziś niemieccy biznesowi magnaci, <br />
Zapominając o prostej ludzkiej przyzwoitości, <br />
Nie licząc się z swymi wizerunkowymi stratami, <br />
Na tamtym cierpieniu znów chcieliby zarobić,<br />
<br />
Na głosy sprzeciwu pozostając głusi,<br />
Topiąc w drogich alkoholach sumienia wyrzuty,<br />
Tragedię tylu ludzi chcieliby spieniężyć, <br />
Kalkulując cynicznie łatwy zysk…<br />
<br />
Niegdyś oni do naga rozebrani <br />
Głodni, wychudzeni, bezsilni<br />
Będąc na łasce SS-manów okrutnych,<br />
Bez pozwolenia nie śmiąc się poruszyć.<br />
<br />
Niewysłowionym strachem wszyscy przeszyci,<br />
Z zimna i strachu przerażeni drżeli, <br />
Czekając na śmierć w komorach gazowych<br />
Wyszeptywali słowa ostatnich swych modlitw…<br />
<br />
A dziś na niemieckich salach aukcyjnych, <br />
Panuje wszędobylski blichtr i przepych,<br />
Wszędzie skrojone na miarę garnitury,<br />
Połyskujące sygnety i sztuczne uśmiechy,<br />
<br />
Szczęśliwi potomkowie katów i oprawców,<br />
Bez poczucia winy ni krztyny wstydu,<br />
Za tamtych ich ofiar niezgłębiony ból<br />
Żądają butnie wielocyfrowych sum…<br />
<br />
Lecz my otwarcie powiedzmy, <br />
Że cierpienia spieniężyć się nie godzi,<br />
Niezatarte przyzwoitości zasady<br />
I tym razem spróbujmy uchronić...<br />
<br />
Lecz my ludzie szczerzy i prości, <br />
Choć symbolicznie się temu sprzeciwmy,<br />
Może oburzenia głosem stanowczym, <br />
A może prostych wierszy strofami…<br />
<br />
By te padające bezwstydnie ceny wywoławcze, <br />
Cywilizowanego świata wstrząsnęły sumieniem,<br />
Milionów ludzi budząc oburzenie,<br />
Głośnego sprzeciwu będąc zarzewiem.<br />
<br />
By ten kolejny skandal <br />
Godzący w pamięć o ludobójstwa ofiarach <br />
I tym razem nie był zamieciony pod dywan,<br />
By upokorzoną była niemiecka buta...<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/OzW_m2A7J_g" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/dgN8mQgqDDw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jesienny wiatr]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7945.html</link>
			<pubDate>Tue, 11 Nov 2025 01:15:18 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7945.html</guid>
			<description><![CDATA[Zimny jesienny wiatr, <br />
Szybując nieśpiesznie w przestworzach,<br />
Widząc morze biało-czerwonych flag,<br />
W widoku tym się zakochał.<br />
<br />
I pędząc tak pod niebem Warszawy, <br />
Zapragnął ku nim się zbliżyć,<br />
By widokiem tym się zachwycić,<br />
Tak bardzo nim zdumiony.<br />
<br />
Nasz niegasnący patriotyzm, <br />
Tyloma emocjami okraszony,<br />
Najszczerszy jego wzbudził podziw,<br />
Zimnego wiatru gorący rozniecił zachwyt.<br />
<br />
W łopoczące biało-czerwone flagi <br />
Zaplątały się jesiennego wiatru powiewy, <br />
Pięknu ich nie mogąc się nadziwić,<br />
Pięknem ich poruszone do głębi.<br />
<br />
A wiatr między flagami wciąż tańcząc, <br />
Ciekawsko się rozglądając wokoło,<br />
Zachwycony nieskazitelną bielą i krwistą czerwienią,<br />
Uniósł się ku pobliskim dachom.<br />
<br />
I muskając łagodnie stare kamienice, <br />
Gdzie historia w cegłach wciąż drzemie,<br />
Zapytał się ich półszeptem,<br />
O tak wspaniałego widoku przyczynę…<br />
<br />
I opowiedziały mu kamienice stareńkie, <br />
Niezłomnego i dumnego Narodu historię,<br />
Jego bohaterskie, tragiczne dzieje,<br />
Naznaczone tak bardzo bólem i cierpieniem.<br />
<br />
I zimny jesienny wiatr, <br />
W milczeniu się w nią wsłuchiwał,<br />
Jakby tego szczególnego dnia, <br />
W pamięci swej ulotnej chciał ją zachować.<br />
<br />
I opowiedziały mu Ojców Niepodległości pomniki, <br />
O uciemiężonego Narodu niegasnącej woli,<br />
Mimo przeciwności losów wszelakich,<br />
Tlącej się w pokoleniach kolejnych…<br />
<br />
A ciekawski choć ulotny wiatr,<br />
Mieszając się między wielki ten marsz,<br />
Do serc dumnych Polaków zajrzał,<br />
By odgadnąć drzemiące w nich marzenia.<br />
<br />
Samemu będąc niewidzialnym, <br />
Na pograniczu światów materialnych i duchowych<br />
Dostrzegł niewidzialne te więzi, <br />
Łączące Naród tak dumny.<br />
<br />
A pozostając wiernym przyrody siłom,<br />
Z praw natury się nie wyłamując,<br />
Zamierzył oddać uniżony swój hołd,<br />
Wspaniałym polskim patriotom.<br />
<br />
I muskając łagodnie ziemię,<br />
Uniósł złote jesienne liście, <br />
Niczym niegdyś na polach bitew,<br />
Dumni żołnierze sztandary łopoczące.<br />
<br />
I uniesione podmuchem gwałtownym,<br />
W poprzek placów i ulic szerokich,<br />
By w powietrzu zaraz zatańczyć,<br />
Jeden po drugim oderwały się od ziemi,<br />
<br />
A ten wirujących złocistych liści taniec,<br />
Dla dumnych patriotów był hołdem,<br />
By zasłużoną oddać im cześć,<br />
Szczerym wiatru dla nich pokłonem…<br />
<br />
I roześmiane twarze dziecięce,<br />
Operlił wnet jesiennym rumieńcem,<br />
By namalowane na nich pędzelkiem,<br />
Skrzyły się flagi biało-czerwone,<br />
<br />
By choć na policzkach jedynie namalowane,<br />
Gdy w objęcia nocy odpłynie już dzień,<br />
Pamiętnych przeżyć rylcem<br />
W dziecięcych sercach pozostały wykute…<br />
<br />
A wiatr... już nie zimny... <br />
Lecz nieznanym mu uczuciem rozpalony,<br />
Samemu zapałał tej jesieni,<br />
Miłością do barw tych szczególnych...<br />
<br />
Nie mogąc osobiście uczestniczyć w wielkim Marszu Niepodległości w Warszawie, choć tym skromnym patriotycznym wierszem mojego autorstwa chciałbym połączyć się duchowo z wszystkimi jego Szanownymi uczestnikami...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Zimny jesienny wiatr, <br />
Szybując nieśpiesznie w przestworzach,<br />
Widząc morze biało-czerwonych flag,<br />
W widoku tym się zakochał.<br />
<br />
I pędząc tak pod niebem Warszawy, <br />
Zapragnął ku nim się zbliżyć,<br />
By widokiem tym się zachwycić,<br />
Tak bardzo nim zdumiony.<br />
<br />
Nasz niegasnący patriotyzm, <br />
Tyloma emocjami okraszony,<br />
Najszczerszy jego wzbudził podziw,<br />
Zimnego wiatru gorący rozniecił zachwyt.<br />
<br />
W łopoczące biało-czerwone flagi <br />
Zaplątały się jesiennego wiatru powiewy, <br />
Pięknu ich nie mogąc się nadziwić,<br />
Pięknem ich poruszone do głębi.<br />
<br />
A wiatr między flagami wciąż tańcząc, <br />
Ciekawsko się rozglądając wokoło,<br />
Zachwycony nieskazitelną bielą i krwistą czerwienią,<br />
Uniósł się ku pobliskim dachom.<br />
<br />
I muskając łagodnie stare kamienice, <br />
Gdzie historia w cegłach wciąż drzemie,<br />
Zapytał się ich półszeptem,<br />
O tak wspaniałego widoku przyczynę…<br />
<br />
I opowiedziały mu kamienice stareńkie, <br />
Niezłomnego i dumnego Narodu historię,<br />
Jego bohaterskie, tragiczne dzieje,<br />
Naznaczone tak bardzo bólem i cierpieniem.<br />
<br />
I zimny jesienny wiatr, <br />
W milczeniu się w nią wsłuchiwał,<br />
Jakby tego szczególnego dnia, <br />
W pamięci swej ulotnej chciał ją zachować.<br />
<br />
I opowiedziały mu Ojców Niepodległości pomniki, <br />
O uciemiężonego Narodu niegasnącej woli,<br />
Mimo przeciwności losów wszelakich,<br />
Tlącej się w pokoleniach kolejnych…<br />
<br />
A ciekawski choć ulotny wiatr,<br />
Mieszając się między wielki ten marsz,<br />
Do serc dumnych Polaków zajrzał,<br />
By odgadnąć drzemiące w nich marzenia.<br />
<br />
Samemu będąc niewidzialnym, <br />
Na pograniczu światów materialnych i duchowych<br />
Dostrzegł niewidzialne te więzi, <br />
Łączące Naród tak dumny.<br />
<br />
A pozostając wiernym przyrody siłom,<br />
Z praw natury się nie wyłamując,<br />
Zamierzył oddać uniżony swój hołd,<br />
Wspaniałym polskim patriotom.<br />
<br />
I muskając łagodnie ziemię,<br />
Uniósł złote jesienne liście, <br />
Niczym niegdyś na polach bitew,<br />
Dumni żołnierze sztandary łopoczące.<br />
<br />
I uniesione podmuchem gwałtownym,<br />
W poprzek placów i ulic szerokich,<br />
By w powietrzu zaraz zatańczyć,<br />
Jeden po drugim oderwały się od ziemi,<br />
<br />
A ten wirujących złocistych liści taniec,<br />
Dla dumnych patriotów był hołdem,<br />
By zasłużoną oddać im cześć,<br />
Szczerym wiatru dla nich pokłonem…<br />
<br />
I roześmiane twarze dziecięce,<br />
Operlił wnet jesiennym rumieńcem,<br />
By namalowane na nich pędzelkiem,<br />
Skrzyły się flagi biało-czerwone,<br />
<br />
By choć na policzkach jedynie namalowane,<br />
Gdy w objęcia nocy odpłynie już dzień,<br />
Pamiętnych przeżyć rylcem<br />
W dziecięcych sercach pozostały wykute…<br />
<br />
A wiatr... już nie zimny... <br />
Lecz nieznanym mu uczuciem rozpalony,<br />
Samemu zapałał tej jesieni,<br />
Miłością do barw tych szczególnych...<br />
<br />
Nie mogąc osobiście uczestniczyć w wielkim Marszu Niepodległości w Warszawie, choć tym skromnym patriotycznym wierszem mojego autorstwa chciałbym połączyć się duchowo z wszystkimi jego Szanownymi uczestnikami...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Migocący płomień]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7944.html</link>
			<pubDate>Sat, 01 Nov 2025 00:25:26 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7944.html</guid>
			<description><![CDATA[I.<br />
<br />
      Nadpalonej świecy migocący płomień, <br />
Budzi rzewne odległego dzieciństwa wspomnienie,<br />
Niedosięgłe jak drugi wielkiej rzeki brzeg,<br />
Niewyraźne i rozmyte jak sen,<br />
<br />
Chodząc w życiu różnymi drogami, <br />
Potykając się o losu przeciwności, <br />
Wspominamy barwne z dzieciństwa obrazy, <br />
Czasem próbując się nimi pokrzepić,<br />
<br />
Zapamiętany w dzieciństwie babci śmiech, <br />
Czasem wlewa w duszę otuchę,<br />
Gdy nocami huragany szalejące,<br />
Do snu nie pozwalają zmrużyć powiek…<br />
<br />
A gdy wokoło druty pozrywane,<br />
Od uderzeń piorunów żarówki popalone,<br />
Roztrzęsioną dłonią dzierżąc zapałkę,<br />
Czasem strwożeni zapalimy świecę.<br />
<br />
I jak przed laty nasi dziadowie,<br />
Niewielką choć świeczkę postawimy w oknie,<br />
By swym blaskiem odbijając się w szybie,<br />
Nikły na twarzy zarysowała uśmiech,<br />
<br />
Wtedy blask maleńkiego świecy płomyka,<br />
Zdaje się samotnie stawiać czoła,<br />
Srogim piorunom przeszywającym czerń nieba,<br />
Wichurom uderzającym o trzeszczący dach….<br />
<br />
II.<br />
<br />
Spalającej się świecy migocący płomień,<br />
Na wszystkie strony łagodnie chyboce,<br />
Niczym zatroskany, zmartwiony człowiek,<br />
Podejmujący w życiu decyzje niepewnie.<br />
<br />
Bo te zawiłe losu koleje, <br />
Milionów ludzi na całym świecie, <br />
Są jak te tajemnicze świec płomienie,<br />
Z czasem wszystkie gasnące.<br />
<br />
Ten tańczącego płomyka nikły blask,<br />
Na tle mroku nocnego nieba,<br />
Jest jak odmierzony ludzkiego życia czas,<br />
Na tle nieskończonego niepojętego wszechświata.<br />
<br />
Te gorącego wosku krople,<br />
Spływające wzdłuż palących się świec,<br />
Są jak naszego życia lata kolejne,<br />
Biegnące nieśpiesznie aż po jego kres.<br />
<br />
A ten gorący roztopiony wosk,<br />
Zdaje się kłaniać minionym wiekom,<br />
Pełnym wyrzeczeń, trudów i trosk,<br />
Spowitym mgłą niepamięci zamierzchłym tysiącleciom.<br />
<br />
I jak ten maleńki świecy płomyk, <br />
Sami niegdyś zagaśniemy,<br />
Na wieki zamkną się nasze powieki, <br />
Ku wieczności nieśpiesznie odpłyniemy…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Dogasającej świecy migocący płomień,<br />
Gdy zamigoce życia już kres,<br />
Ozłoci nikłym blaskiem włosy srebrne,<br />
I spływającą po policzku łzę,<br />
<br />
A gdy zmęczeni życiem na starość,<br />
Wspomnimy z rozrzewnieniem odległe dzieciństwo,<br />
Czapkujmy naszym bezcennym wspomnieniom,<br />
Migocącym za niepamięci zasłoną, <br />
<br />
Gdy będąc roześmianymi dziećmi, <br />
Pełni radosnej beztroski,<br />
Byliśmy jak te migocące świec płomyki,<br />
Nie lękając się odległej przyszłości,<br />
<br />
Wciąż tylko na zabawach,<br />
Spędzaliśmy cały swój czas<br />
I tak płynęły kolejne lata,<br />
Pośród radości bez żadnych obaw,<br />
<br />
Aż dorosłość naszą beztroską zwabiona,<br />
Za rogiem niepostrzeżenie się zaczaiła,<br />
By pochwycić nas w swe sidła,<br />
Pełnego trosk i problemów dorosłego życia,<br />
<br />
Aż za pełną problemów dorosłością,<br />
Przykuśtyka niebawem już starość,<br />
By twarz zarysować niejedną zmarszczką<br />
I uprzykrzyć końcówkę życia niejedną chorobą…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Wypalonej świecy gasnący już płomień, <br />
Nim ulotni się z sykiem,<br />
Przerażony gwałtownie zamigoce,<br />
Nim już na wieki zagaśnie…<br />
<br />
Podobnie i niejeden człowiek,<br />
Wydając w życiu ostatnie już tchnienie,<br />
Duszę swą gwałtownym strachem przeszyje,<br />
Nim ku wieczności nieśpiesznie odpłynie,<br />
<br />
A czasem z wolna poruszając wargą<br />
Pokrzepi się jeszcze cichuteńką modlitwą,<br />
Nim w gardle uwięźnie już głos,<br />
Nie dając kształtu kolejnym słowom.<br />
<br />
I jak z wypalonej świecy delikatny dym,<br />
Tak dusza z schorowanego ciała się ulotni<br />
By po przekroczeniu progów Wieczności,<br />
Stanąć wkrótce przed Stwórcą Wszechmocnym…<br />
<br />
A wtedy Bóg Litościwy, <br />
Spyta ją głosem łagodnym,<br />
Czy pośród ziemskiego życia kolei, <br />
Była jak ten maleńki świecy płomyk…<br />
<br />
Czy odbiciem Bożej Dobroci, <br />
Jaśniała w grzesznym człowieku ułomnym,<br />
Czy zanieczyszczona szpetnymi grzechami,<br />
Była jak czarny z smolnego łuczywa dym…]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[I.<br />
<br />
      Nadpalonej świecy migocący płomień, <br />
Budzi rzewne odległego dzieciństwa wspomnienie,<br />
Niedosięgłe jak drugi wielkiej rzeki brzeg,<br />
Niewyraźne i rozmyte jak sen,<br />
<br />
Chodząc w życiu różnymi drogami, <br />
Potykając się o losu przeciwności, <br />
Wspominamy barwne z dzieciństwa obrazy, <br />
Czasem próbując się nimi pokrzepić,<br />
<br />
Zapamiętany w dzieciństwie babci śmiech, <br />
Czasem wlewa w duszę otuchę,<br />
Gdy nocami huragany szalejące,<br />
Do snu nie pozwalają zmrużyć powiek…<br />
<br />
A gdy wokoło druty pozrywane,<br />
Od uderzeń piorunów żarówki popalone,<br />
Roztrzęsioną dłonią dzierżąc zapałkę,<br />
Czasem strwożeni zapalimy świecę.<br />
<br />
I jak przed laty nasi dziadowie,<br />
Niewielką choć świeczkę postawimy w oknie,<br />
By swym blaskiem odbijając się w szybie,<br />
Nikły na twarzy zarysowała uśmiech,<br />
<br />
Wtedy blask maleńkiego świecy płomyka,<br />
Zdaje się samotnie stawiać czoła,<br />
Srogim piorunom przeszywającym czerń nieba,<br />
Wichurom uderzającym o trzeszczący dach….<br />
<br />
II.<br />
<br />
Spalającej się świecy migocący płomień,<br />
Na wszystkie strony łagodnie chyboce,<br />
Niczym zatroskany, zmartwiony człowiek,<br />
Podejmujący w życiu decyzje niepewnie.<br />
<br />
Bo te zawiłe losu koleje, <br />
Milionów ludzi na całym świecie, <br />
Są jak te tajemnicze świec płomienie,<br />
Z czasem wszystkie gasnące.<br />
<br />
Ten tańczącego płomyka nikły blask,<br />
Na tle mroku nocnego nieba,<br />
Jest jak odmierzony ludzkiego życia czas,<br />
Na tle nieskończonego niepojętego wszechświata.<br />
<br />
Te gorącego wosku krople,<br />
Spływające wzdłuż palących się świec,<br />
Są jak naszego życia lata kolejne,<br />
Biegnące nieśpiesznie aż po jego kres.<br />
<br />
A ten gorący roztopiony wosk,<br />
Zdaje się kłaniać minionym wiekom,<br />
Pełnym wyrzeczeń, trudów i trosk,<br />
Spowitym mgłą niepamięci zamierzchłym tysiącleciom.<br />
<br />
I jak ten maleńki świecy płomyk, <br />
Sami niegdyś zagaśniemy,<br />
Na wieki zamkną się nasze powieki, <br />
Ku wieczności nieśpiesznie odpłyniemy…<br />
<br />
III.<br />
<br />
Dogasającej świecy migocący płomień,<br />
Gdy zamigoce życia już kres,<br />
Ozłoci nikłym blaskiem włosy srebrne,<br />
I spływającą po policzku łzę,<br />
<br />
A gdy zmęczeni życiem na starość,<br />
Wspomnimy z rozrzewnieniem odległe dzieciństwo,<br />
Czapkujmy naszym bezcennym wspomnieniom,<br />
Migocącym za niepamięci zasłoną, <br />
<br />
Gdy będąc roześmianymi dziećmi, <br />
Pełni radosnej beztroski,<br />
Byliśmy jak te migocące świec płomyki,<br />
Nie lękając się odległej przyszłości,<br />
<br />
Wciąż tylko na zabawach,<br />
Spędzaliśmy cały swój czas<br />
I tak płynęły kolejne lata,<br />
Pośród radości bez żadnych obaw,<br />
<br />
Aż dorosłość naszą beztroską zwabiona,<br />
Za rogiem niepostrzeżenie się zaczaiła,<br />
By pochwycić nas w swe sidła,<br />
Pełnego trosk i problemów dorosłego życia,<br />
<br />
Aż za pełną problemów dorosłością,<br />
Przykuśtyka niebawem już starość,<br />
By twarz zarysować niejedną zmarszczką<br />
I uprzykrzyć końcówkę życia niejedną chorobą…<br />
<br />
IV.<br />
<br />
Wypalonej świecy gasnący już płomień, <br />
Nim ulotni się z sykiem,<br />
Przerażony gwałtownie zamigoce,<br />
Nim już na wieki zagaśnie…<br />
<br />
Podobnie i niejeden człowiek,<br />
Wydając w życiu ostatnie już tchnienie,<br />
Duszę swą gwałtownym strachem przeszyje,<br />
Nim ku wieczności nieśpiesznie odpłynie,<br />
<br />
A czasem z wolna poruszając wargą<br />
Pokrzepi się jeszcze cichuteńką modlitwą,<br />
Nim w gardle uwięźnie już głos,<br />
Nie dając kształtu kolejnym słowom.<br />
<br />
I jak z wypalonej świecy delikatny dym,<br />
Tak dusza z schorowanego ciała się ulotni<br />
By po przekroczeniu progów Wieczności,<br />
Stanąć wkrótce przed Stwórcą Wszechmocnym…<br />
<br />
A wtedy Bóg Litościwy, <br />
Spyta ją głosem łagodnym,<br />
Czy pośród ziemskiego życia kolei, <br />
Była jak ten maleńki świecy płomyk…<br />
<br />
Czy odbiciem Bożej Dobroci, <br />
Jaśniała w grzesznym człowieku ułomnym,<br />
Czy zanieczyszczona szpetnymi grzechami,<br />
Była jak czarny z smolnego łuczywa dym…]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mój styl]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7941.html</link>
			<pubDate>Sat, 11 Oct 2025 03:36:21 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7941.html</guid>
			<description><![CDATA[Kiedyś wieczorem od niechcenia,<br />
Gdy przeleciałem pilotem po kanałach,<br />
Ujrzałem na ekranie plazmowego telewizora,<br />
Jak jakiś głupkowaty celebryta,<br />
Swoim nowym stylem się przechwalał…<br />
A z oczu jego biła pogarda,<br />
W pogardliwym uśmieszku wykrzywiły się usta,<br />
Gdy tak ochoczo nad ,,plebsem” się wywyższał...<br />
<br />
Szpanując drogim ciuchem markowym, <br />
Jak to przeważnie celebryci, <br />
Także i ten nie stronił od pogardy,<br />
Od szaraczków czując się lepszym…<br />
Przeto myśląc niewiele, <br />
Dla celebryty zaraz ułożyłem ripostę<br />
I rymując od niechcenia wersy kolejne,<br />
W taki oto zakląłem ją wiersz:<br />
<br />
,,To mój styl jest najlepszy na świecie,<br />
Bo samemu takim oto jestem,<br />
Na przekór konwenansom wszelakim, <br />
Czerpię z życia pełnymi garściami.<br />
Dni codziennych przygody,<br />
W sny zaklinam prawem księżycowych nocy, <br />
By piękna ich zazdrościły mi nawet gwiazdy,<br />
Na firmamencie świata uwięzione na wieki...<br />
<br />
Mój styl jest najlepszy na świecie,<br />
Choć gołym okiem go nie dostrzeżecie,<br />
Utkany z bezcennych z całego życia wspomnień<br />
Niewidzialny noszę swój sweter…<br />
Jednym ruchem znoszonej czapki,<br />
Zgarniam z nocnego nieba całe gwiazdozbiory,<br />
By niczym cukru kryształkami,<br />
Grzane piwo wieczorem nimi posłodzić…<br />
<br />
Mój styl jest najlepszy na świecie!<br />
A niezaprzeczalnym tego dowodem<br />
Że kruczoczarną noszę swą bluzę,<br />
Od kuzyna gwiazdkowy prezent…<br />
A stare przetarte spodnie,<br />
Za wygraną na loterii niegdyś kupione,<br />
Miłym dla mnie są przypomnieniem<br />
Tamtej bezcennej chwili ulotnej…<br />
<br />
To mój styl jest najlepszy na świecie…<br />
Bo niby dlaczego nie???<br />
Kto zabroni mi tak myśleć,<br />
Tego będę miał gdzieś!<br />
Zaraz też wyłączyłem telewizor,<br />
A z dumą spojrzawszy w lustro,<br />
Sięgnąłem po stare wysłużone pióro,<br />
By podzielić się z Wami tą myślą…"]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Kiedyś wieczorem od niechcenia,<br />
Gdy przeleciałem pilotem po kanałach,<br />
Ujrzałem na ekranie plazmowego telewizora,<br />
Jak jakiś głupkowaty celebryta,<br />
Swoim nowym stylem się przechwalał…<br />
A z oczu jego biła pogarda,<br />
W pogardliwym uśmieszku wykrzywiły się usta,<br />
Gdy tak ochoczo nad ,,plebsem” się wywyższał...<br />
<br />
Szpanując drogim ciuchem markowym, <br />
Jak to przeważnie celebryci, <br />
Także i ten nie stronił od pogardy,<br />
Od szaraczków czując się lepszym…<br />
Przeto myśląc niewiele, <br />
Dla celebryty zaraz ułożyłem ripostę<br />
I rymując od niechcenia wersy kolejne,<br />
W taki oto zakląłem ją wiersz:<br />
<br />
,,To mój styl jest najlepszy na świecie,<br />
Bo samemu takim oto jestem,<br />
Na przekór konwenansom wszelakim, <br />
Czerpię z życia pełnymi garściami.<br />
Dni codziennych przygody,<br />
W sny zaklinam prawem księżycowych nocy, <br />
By piękna ich zazdrościły mi nawet gwiazdy,<br />
Na firmamencie świata uwięzione na wieki...<br />
<br />
Mój styl jest najlepszy na świecie,<br />
Choć gołym okiem go nie dostrzeżecie,<br />
Utkany z bezcennych z całego życia wspomnień<br />
Niewidzialny noszę swój sweter…<br />
Jednym ruchem znoszonej czapki,<br />
Zgarniam z nocnego nieba całe gwiazdozbiory,<br />
By niczym cukru kryształkami,<br />
Grzane piwo wieczorem nimi posłodzić…<br />
<br />
Mój styl jest najlepszy na świecie!<br />
A niezaprzeczalnym tego dowodem<br />
Że kruczoczarną noszę swą bluzę,<br />
Od kuzyna gwiazdkowy prezent…<br />
A stare przetarte spodnie,<br />
Za wygraną na loterii niegdyś kupione,<br />
Miłym dla mnie są przypomnieniem<br />
Tamtej bezcennej chwili ulotnej…<br />
<br />
To mój styl jest najlepszy na świecie…<br />
Bo niby dlaczego nie???<br />
Kto zabroni mi tak myśleć,<br />
Tego będę miał gdzieś!<br />
Zaraz też wyłączyłem telewizor,<br />
A z dumą spojrzawszy w lustro,<br />
Sięgnąłem po stare wysłużone pióro,<br />
By podzielić się z Wami tą myślą…"]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nie pozwólmy zafałszowywać historii]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7937.html</link>
			<pubDate>Wed, 01 Oct 2025 23:43:46 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7937.html</guid>
			<description><![CDATA[Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Tyle przecież jej zawdzięczamy,<br />
Poprzez liczne burzliwe wieki,<br />
Ostoją nam była naszej tożsamości,<br />
<br />
W ciężkich chwilach dodawała nam otuchy,<br />
Gdy cierpiąc wciąż pod zaborami,<br />
Przodkowie nasi zachwyceni jej kartami,<br />
Wyszeptywali Bogu ciche swe modlitwy.<br />
<br />
Gdy pod okrutną niemiecką okupacją,<br />
Czcić ojczystych dziejów zakazano,<br />
A pod strasznej śmierci groźbą,<br />
Szanse na edukację celowo przetrącono,<br />
<br />
To właśnie nasza ojczysta historia,<br />
Kryjąc się w starych pożółkłych książkach,<br />
Do wyobraźni naszej szeptała,<br />
Rozniecając Nadzieję na zwycięstwa czas...<br />
<br />
I zachwyceni ojczystymi dziejami,<br />
Szli w bój ciężki młodzi partyzanci,<br />
By dorównać bohaterom sławnym,<br />
Znanym z swych dziadów opowieści.<br />
<br />
I nadludzko odważni polscy lotnicy<br />
Broniąc Londynu pod niebem Anglii,<br />
Przywodzili na myśl znane z obrazów i rycin<br />
Rozniecające wyobraźnię szarże husarii.<br />
<br />
I na wszystkich frontach światowej wojny,<br />
Walczyli niezłomni przodkowie nasi,<br />
Przecierając bitewne swe szlaki,<br />
Zadawali ciężkie znienawidzonemu wrogowi straty.<br />
<br />
A swym męstwem niezłomnym,<br />
Podziw całego świata budzili,<br />
Wierząc że w blasku zasłużonej chwały,<br />
Zapiszą się w naszej wdzięcznej pamięci…<br />
<br />
Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Pseudohistoryków piórem niegodnym,<br />
Ni ranić Prawdy ostrzem tez kłamliwych,<br />
Wichrami pogardy miotanych.<br />
<br />
Nie pozwólmy by z ogólnopolskich wystaw,<br />
Płynął oczerniający naszą historię przekaz,<br />
By w wielowiekowych uniwersytetów murach,<br />
Padały szkalujące Polskę słowa.<br />
<br />
Nie pozwólmy bohaterom naszym,<br />
Przypisywać niesłusznych win,<br />
To o naszą wolność przecież walczyli,<br />
Nie szczędząc swego trudu i krwi.<br />
<br />
Nie pozwólmy ofiar bezbronnych,<br />
Piętnem katów naznaczyć,<br />
By potomni kiedyś z nich drwili,<br />
Nie znając ich cierpień ni losów prawdziwych.<br />
<br />
Przymusowo wcielanych do wrogich armii,<br />
Znając przeszłość przenigdy nie pozwólmy,<br />
Stawiać w jednym szeregu z zbrodniarzami,<br />
Którzy niegdyś świat w krwi topili.<br />
<br />
Nie pozwólmy katów potomkom,<br />
Zajmować miejsca należnego ofiarom,<br />
By ulepione kłamstwa gliną<br />
Stawiali pomniki dawnym ciemiężycielom.<br />
<br />
Bo choć ludzie nienawidzący polskości,<br />
W gąszczach kłamstw swych wszelakich,<br />
Sami gotowi się pogubić,<br />
Byle polskim bohaterom uszczknąć ich chwały,<br />
<br />
My z ojczystej historii kart,<br />
Czynić nie pozwólmy urągowiska,<br />
By gdy oczy zamknie nam czas,<br />
I potomnym naszym drogowskazem była.<br />
<br />
Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Pośród rubasznych śmiechów i brzęku mamony,<br />
Ni kłamstw o naszej przeszłości szerzyć,<br />
W cieniu wielomilionowych transakcji biznesowych.<br />
<br />
Nie pozwólmy by w niegodnej dłoni pióro,<br />
Kartek papieru bezradnie dotykając,<br />
O polskiej historii bezsilne kłamało,<br />
Nijak sprzeciwić się nie mogąc.<br />
<br />
Nie pozwólmy by w polskich gmachach,<br />
Rozpleniły się o naszej historii kłamstwa,<br />
By przetrwały w wysokonakładowych publikacjach,<br />
Polskiej młodzieży latami mącąc w głowach…<br />
<br />
Choć najchętniej prawdą by wzgardzili,<br />
By wyrzutów sumienia się wyzbyć,<br />
Wszyscy perfidnie chcący ją ukryć,<br />
Przed wielkimi tego świata umysłami,<br />
<br />
Cynicznych pseudohistoryków wykrętami,<br />
Wybielaniem okrutnych zbrodniarzy,<br />
Nie zafałszują przenigdy prawdy<br />
Ci którzy by ją zamilczeć chcieli.<br />
<br />
I nieśmiertelna prawda o Wołyniu,<br />
Przebije się pośród medialnego zgiełku,<br />
Dotrze do ludzi milionów,<br />
Mimo zafałszowań, szykan, zakazów.<br />
<br />
Gdy haniebnych przemilczeń i półprawd,<br />
Istny sypie się grad,<br />
A skandaliczne padają wciąż słowa<br />
Milczeć nie godzi się nam.<br />
<br />
Przeto straszliwą o Wołyniu prawdę,<br />
Nie oglądając się na cenę<br />
Odważnie wszyscy weźmy w obronę<br />
Głosząc ją z czystym sumieniem…<br />
<br />
Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Prawdy historycznej ofiarnie brońmy,<br />
Czci i szacunku do bohaterów naszych,<br />
Przenigdy wydrzeć sobie nie pozwólmy.<br />
<br />
Przeto strzeżmy wiernie ich pamięci,<br />
Na ich grobach składając kwiaty,<br />
Nigdy nikomu nie pozwalając ich oczernić,<br />
Na łamach książek, portali czy prasy…<br />
<br />
Nie pozwólmy by upojony nowoczesnością świat,<br />
Zapomniał o hitlerowskich okrucieństwach i zbrodniach,<br />
By bezsprzeczna niemieckiego narodu wina,<br />
W wątpliwość była dziś poddawana.<br />
<br />
Pamięci o zgładzonych w lesie katyńskim,<br />
Mimo wciąż żywej komunistycznej propagandy,<br />
Na całym świecie niestrudzenie brońmy,<br />
W toku burzliwych dyskusji, polemik.<br />
<br />
O bestialsko na Wołyniu pomordowanych,<br />
Strzeżmy tej strasznej bolesnej prawdy,<br />
O tamtym krzyku ofiar bezbronnych,<br />
O niewysłowionym cierpieniu maleńkich dzieci.<br />
<br />
Walecznych ułanów porośniętych mchem mogił,<br />
Strzeżmy blaskiem zniczy płomieni,<br />
Pamięci o polskich partyzantach niezłomnych,<br />
Strzeżmy barwnych wierszy strofami,<br />
<br />
Bo czasem prosty tylko wiersz,<br />
Bywa jak dzierżony pewnie oręż,<br />
Błyszczący sztylet czy obosieczny miecz,<br />
Zimny w gorącej dłoni pistolet…<br />
<br />
Ten zaś mój skromny wiersz,<br />
Dla Historii będąc uniżonym hołdem,<br />
Zarazem drobnym sprzeciwu jest aktem,<br />
Przeciwko pladze wszelakich jej fałszerstw…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/WcW9CNLeQBY" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ZAyt6skKNqc" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/PHqomGCUwQQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Tyle przecież jej zawdzięczamy,<br />
Poprzez liczne burzliwe wieki,<br />
Ostoją nam była naszej tożsamości,<br />
<br />
W ciężkich chwilach dodawała nam otuchy,<br />
Gdy cierpiąc wciąż pod zaborami,<br />
Przodkowie nasi zachwyceni jej kartami,<br />
Wyszeptywali Bogu ciche swe modlitwy.<br />
<br />
Gdy pod okrutną niemiecką okupacją,<br />
Czcić ojczystych dziejów zakazano,<br />
A pod strasznej śmierci groźbą,<br />
Szanse na edukację celowo przetrącono,<br />
<br />
To właśnie nasza ojczysta historia,<br />
Kryjąc się w starych pożółkłych książkach,<br />
Do wyobraźni naszej szeptała,<br />
Rozniecając Nadzieję na zwycięstwa czas...<br />
<br />
I zachwyceni ojczystymi dziejami,<br />
Szli w bój ciężki młodzi partyzanci,<br />
By dorównać bohaterom sławnym,<br />
Znanym z swych dziadów opowieści.<br />
<br />
I nadludzko odważni polscy lotnicy<br />
Broniąc Londynu pod niebem Anglii,<br />
Przywodzili na myśl znane z obrazów i rycin<br />
Rozniecające wyobraźnię szarże husarii.<br />
<br />
I na wszystkich frontach światowej wojny,<br />
Walczyli niezłomni przodkowie nasi,<br />
Przecierając bitewne swe szlaki,<br />
Zadawali ciężkie znienawidzonemu wrogowi straty.<br />
<br />
A swym męstwem niezłomnym,<br />
Podziw całego świata budzili,<br />
Wierząc że w blasku zasłużonej chwały,<br />
Zapiszą się w naszej wdzięcznej pamięci…<br />
<br />
Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Pseudohistoryków piórem niegodnym,<br />
Ni ranić Prawdy ostrzem tez kłamliwych,<br />
Wichrami pogardy miotanych.<br />
<br />
Nie pozwólmy by z ogólnopolskich wystaw,<br />
Płynął oczerniający naszą historię przekaz,<br />
By w wielowiekowych uniwersytetów murach,<br />
Padały szkalujące Polskę słowa.<br />
<br />
Nie pozwólmy bohaterom naszym,<br />
Przypisywać niesłusznych win,<br />
To o naszą wolność przecież walczyli,<br />
Nie szczędząc swego trudu i krwi.<br />
<br />
Nie pozwólmy ofiar bezbronnych,<br />
Piętnem katów naznaczyć,<br />
By potomni kiedyś z nich drwili,<br />
Nie znając ich cierpień ni losów prawdziwych.<br />
<br />
Przymusowo wcielanych do wrogich armii,<br />
Znając przeszłość przenigdy nie pozwólmy,<br />
Stawiać w jednym szeregu z zbrodniarzami,<br />
Którzy niegdyś świat w krwi topili.<br />
<br />
Nie pozwólmy katów potomkom,<br />
Zajmować miejsca należnego ofiarom,<br />
By ulepione kłamstwa gliną<br />
Stawiali pomniki dawnym ciemiężycielom.<br />
<br />
Bo choć ludzie nienawidzący polskości,<br />
W gąszczach kłamstw swych wszelakich,<br />
Sami gotowi się pogubić,<br />
Byle polskim bohaterom uszczknąć ich chwały,<br />
<br />
My z ojczystej historii kart,<br />
Czynić nie pozwólmy urągowiska,<br />
By gdy oczy zamknie nam czas,<br />
I potomnym naszym drogowskazem była.<br />
<br />
Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Pośród rubasznych śmiechów i brzęku mamony,<br />
Ni kłamstw o naszej przeszłości szerzyć,<br />
W cieniu wielomilionowych transakcji biznesowych.<br />
<br />
Nie pozwólmy by w niegodnej dłoni pióro,<br />
Kartek papieru bezradnie dotykając,<br />
O polskiej historii bezsilne kłamało,<br />
Nijak sprzeciwić się nie mogąc.<br />
<br />
Nie pozwólmy by w polskich gmachach,<br />
Rozpleniły się o naszej historii kłamstwa,<br />
By przetrwały w wysokonakładowych publikacjach,<br />
Polskiej młodzieży latami mącąc w głowach…<br />
<br />
Choć najchętniej prawdą by wzgardzili,<br />
By wyrzutów sumienia się wyzbyć,<br />
Wszyscy perfidnie chcący ją ukryć,<br />
Przed wielkimi tego świata umysłami,<br />
<br />
Cynicznych pseudohistoryków wykrętami,<br />
Wybielaniem okrutnych zbrodniarzy,<br />
Nie zafałszują przenigdy prawdy<br />
Ci którzy by ją zamilczeć chcieli.<br />
<br />
I nieśmiertelna prawda o Wołyniu,<br />
Przebije się pośród medialnego zgiełku,<br />
Dotrze do ludzi milionów,<br />
Mimo zafałszowań, szykan, zakazów.<br />
<br />
Gdy haniebnych przemilczeń i półprawd,<br />
Istny sypie się grad,<br />
A skandaliczne padają wciąż słowa<br />
Milczeć nie godzi się nam.<br />
<br />
Przeto straszliwą o Wołyniu prawdę,<br />
Nie oglądając się na cenę<br />
Odważnie wszyscy weźmy w obronę<br />
Głosząc ją z czystym sumieniem…<br />
<br />
Nie pozwólmy zafałszowywać historii…<br />
Prawdy historycznej ofiarnie brońmy,<br />
Czci i szacunku do bohaterów naszych,<br />
Przenigdy wydrzeć sobie nie pozwólmy.<br />
<br />
Przeto strzeżmy wiernie ich pamięci,<br />
Na ich grobach składając kwiaty,<br />
Nigdy nikomu nie pozwalając ich oczernić,<br />
Na łamach książek, portali czy prasy…<br />
<br />
Nie pozwólmy by upojony nowoczesnością świat,<br />
Zapomniał o hitlerowskich okrucieństwach i zbrodniach,<br />
By bezsprzeczna niemieckiego narodu wina,<br />
W wątpliwość była dziś poddawana.<br />
<br />
Pamięci o zgładzonych w lesie katyńskim,<br />
Mimo wciąż żywej komunistycznej propagandy,<br />
Na całym świecie niestrudzenie brońmy,<br />
W toku burzliwych dyskusji, polemik.<br />
<br />
O bestialsko na Wołyniu pomordowanych,<br />
Strzeżmy tej strasznej bolesnej prawdy,<br />
O tamtym krzyku ofiar bezbronnych,<br />
O niewysłowionym cierpieniu maleńkich dzieci.<br />
<br />
Walecznych ułanów porośniętych mchem mogił,<br />
Strzeżmy blaskiem zniczy płomieni,<br />
Pamięci o polskich partyzantach niezłomnych,<br />
Strzeżmy barwnych wierszy strofami,<br />
<br />
Bo czasem prosty tylko wiersz,<br />
Bywa jak dzierżony pewnie oręż,<br />
Błyszczący sztylet czy obosieczny miecz,<br />
Zimny w gorącej dłoni pistolet…<br />
<br />
Ten zaś mój skromny wiersz,<br />
Dla Historii będąc uniżonym hołdem,<br />
Zarazem drobnym sprzeciwu jest aktem,<br />
Przeciwko pladze wszelakich jej fałszerstw…<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/WcW9CNLeQBY" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/ZAyt6skKNqc" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/PHqomGCUwQQ" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Zgoda na ekshumacje...]]></title>
			<link>http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7936.html</link>
			<pubDate>Wed, 01 Oct 2025 23:39:19 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://dotykiemwiatru.grd.pl/thread-7936.html</guid>
			<description><![CDATA[Nareszcie zgoda na ekshumacje...<br />
Choć czasu upłynęło tak wiele...<br />
Bolały wspomnienia w cichy szloch przyobleczone,<br />
Padało nocami tysiące łez…<br />
<br />
Zgoda niepełna... częściowa...<br />
Wciąż więzną w gardle niewykrzyczane słowa...<br />
O bólu który w kresowych rodzinach,<br />
Tlił się przez kolejne pokolenia...<br />
<br />
A przecież każdy człowiek,<br />
Zasługuje na godny pochówek,<br />
By migocący znicza płomień,<br />
Cichym dla niego był hołdem,<br />
<br />
By kamienny nagrobek,<br />
Wiernie pamięci o nim strzegł,<br />
Imię i nazwisko na nim wyryte,<br />
Milczącym pozostało świadectwem…<br />
<br />
Nareszcie godny pogrzeb…<br />
Polaków zgładzonych przed laty okrutnie,<br />
Przez w ludzkich skórach kryjące się bestie,<br />
Pogardą i nienawiścią nocami upojone…<br />
<br />
Tamtej strasznej nocy w Puźnikach,<br />
Ciągnąca się noc całą mordów orgia,<br />
Dziesiątki bezbronnych ofiar przyniosła,<br />
Zebrała śmierć okrutne swe żniwa.<br />
<br />
Bohaterska polskiej samoobrony postawa,<br />
Chaotyczna desperacka wymiana ognia,<br />
Niewiele pomogła i na niewiele się zdała,<br />
Gdy z kilku stron zmasowany nastąpił atak.<br />
<br />
Spod bezlitosnych siekier ciosów<br />
Banderowskich zwyrodnialców i okrutników,<br />
Do uciekających z karabinów strzałów,<br />
Pozostał tylko wypełniony zwłokami rów…<br />
<br />
Po tak długim czasie,<br />
Nikczemnego tłumienia prawdy bolesnej,<br />
Przyodziewania jej w kłamstwa łachmany podłe,<br />
Tuszowania przez propagandę,<br />
<br />
Dziesiątki lat zwodzenia,<br />
Kluczenia w międzynarodowych relacjach,<br />
Podłych prób o ludobójstwie prawdy ukrywania<br />
Oddalały żądanych ekshumacji czas…<br />
<br />
By w cieniu kolejnej wojny,<br />
Niechętnie padły wymuszone zgody,<br />
By pozwolono pomordowanych uczcić,<br />
Na polskich kresach w obrządku katolickim,<br />
<br />
By z ust polskich księży,<br />
W cieniu tamtych zbrodni straszliwych,<br />
Padły słowa o Życiu Wiecznym,<br />
By złożono trumny do poświęconej ziemi…<br />
<br />
Choć niewysłowionych cierpień ogrom,<br />
Milionów Polaków na kresach dotknął,<br />
Czapkując radosnym z dzieciństwa chwilom,<br />
Otulili czule swe wspomnienia pamięcią.<br />
<br />
I gdy snem znużone przymkną się powieki,<br />
Wspomnieniami w blasku księżyca otuleni,<br />
Pielgrzymują nocami do sanktuariów kresowych,<br />
Starzy zza Buga przesiedleńcy.<br />
<br />
A gdy niejednej księżycowej nocy,<br />
Starzy siwowłosy kresowiacy,<br />
Modlą się za swych przodków i bliskich,<br />
My także za nich się pomódlmy…<br />
<br />
Za pomordowanych w Puźnikach,<br />
Za zgładzonych we wszystkich częściach Wołynia,<br />
Niech popłynie i nasza cicha modlitwa,<br />
Przyobleczona w piękne polskiego języka słowa…<br />
<br />
- Wiersz poświęcony pamięci Polaków pomordowanych w Puźnikach w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku przez sotnie z kurenia Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Petra Chamczuka „Bystrego”.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/kEaICuuT82g" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Nareszcie zgoda na ekshumacje...<br />
Choć czasu upłynęło tak wiele...<br />
Bolały wspomnienia w cichy szloch przyobleczone,<br />
Padało nocami tysiące łez…<br />
<br />
Zgoda niepełna... częściowa...<br />
Wciąż więzną w gardle niewykrzyczane słowa...<br />
O bólu który w kresowych rodzinach,<br />
Tlił się przez kolejne pokolenia...<br />
<br />
A przecież każdy człowiek,<br />
Zasługuje na godny pochówek,<br />
By migocący znicza płomień,<br />
Cichym dla niego był hołdem,<br />
<br />
By kamienny nagrobek,<br />
Wiernie pamięci o nim strzegł,<br />
Imię i nazwisko na nim wyryte,<br />
Milczącym pozostało świadectwem…<br />
<br />
Nareszcie godny pogrzeb…<br />
Polaków zgładzonych przed laty okrutnie,<br />
Przez w ludzkich skórach kryjące się bestie,<br />
Pogardą i nienawiścią nocami upojone…<br />
<br />
Tamtej strasznej nocy w Puźnikach,<br />
Ciągnąca się noc całą mordów orgia,<br />
Dziesiątki bezbronnych ofiar przyniosła,<br />
Zebrała śmierć okrutne swe żniwa.<br />
<br />
Bohaterska polskiej samoobrony postawa,<br />
Chaotyczna desperacka wymiana ognia,<br />
Niewiele pomogła i na niewiele się zdała,<br />
Gdy z kilku stron zmasowany nastąpił atak.<br />
<br />
Spod bezlitosnych siekier ciosów<br />
Banderowskich zwyrodnialców i okrutników,<br />
Do uciekających z karabinów strzałów,<br />
Pozostał tylko wypełniony zwłokami rów…<br />
<br />
Po tak długim czasie,<br />
Nikczemnego tłumienia prawdy bolesnej,<br />
Przyodziewania jej w kłamstwa łachmany podłe,<br />
Tuszowania przez propagandę,<br />
<br />
Dziesiątki lat zwodzenia,<br />
Kluczenia w międzynarodowych relacjach,<br />
Podłych prób o ludobójstwie prawdy ukrywania<br />
Oddalały żądanych ekshumacji czas…<br />
<br />
By w cieniu kolejnej wojny,<br />
Niechętnie padły wymuszone zgody,<br />
By pozwolono pomordowanych uczcić,<br />
Na polskich kresach w obrządku katolickim,<br />
<br />
By z ust polskich księży,<br />
W cieniu tamtych zbrodni straszliwych,<br />
Padły słowa o Życiu Wiecznym,<br />
By złożono trumny do poświęconej ziemi…<br />
<br />
Choć niewysłowionych cierpień ogrom,<br />
Milionów Polaków na kresach dotknął,<br />
Czapkując radosnym z dzieciństwa chwilom,<br />
Otulili czule swe wspomnienia pamięcią.<br />
<br />
I gdy snem znużone przymkną się powieki,<br />
Wspomnieniami w blasku księżyca otuleni,<br />
Pielgrzymują nocami do sanktuariów kresowych,<br />
Starzy zza Buga przesiedleńcy.<br />
<br />
A gdy niejednej księżycowej nocy,<br />
Starzy siwowłosy kresowiacy,<br />
Modlą się za swych przodków i bliskich,<br />
My także za nich się pomódlmy…<br />
<br />
Za pomordowanych w Puźnikach,<br />
Za zgładzonych we wszystkich częściach Wołynia,<br />
Niech popłynie i nasza cicha modlitwa,<br />
Przyobleczona w piękne polskiego języka słowa…<br />
<br />
- Wiersz poświęcony pamięci Polaków pomordowanych w Puźnikach w nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku przez sotnie z kurenia Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) Petra Chamczuka „Bystrego”.<br />
<br />
<br />
<iframe width="560" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/kEaICuuT82g" frameborder="0" allowfullscreen></iframe><br />
]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>